Muzyka

wtorek, 5 sierpnia 2014

Axis Powers Academy 2 - Marvel

Szłam powolnym krokiem wysłuchując długich opowieści Antonia, przeklinając siebie w myślach dlaczego do diabła zgodziłam się na ten cholerny układ, gdzie Hiszpan przetłumaczył nam pamiętnik Francisa, którego informacje niestety okazały się zbyteczne bo powszechnie wiadome. Trzeba było wysłać Voltiego pod moja postacią, ale za pewne i ten by czegoś chciał, a odkąd jego spaceru po balkonie papieskim, Tsume baczniej go obserwuje i pilnuje. No właśnie! O co chodziło z Alucardem, który siedział u papieża na obiedzie?! Przecież to nie było zwyczajne!

- Hej, Neco, ty mnie właściwie słuchasz? - szturchnął mnie lekko Tosiek, widząc, że odpłynęłam myślami gdzieś hen daleko.

- Yyy, tak, tak – wybudziłam się z zamyślenia, ale chyba jednak tymi lekko rzuconymi słowami nie przekonałam Hiszpana i zatrzymałam sie chwilę po tym jak i on stanął na chodniku, wpatrując się na mnie z politowaniem w oczach.

- Neco, wszystko w porządku? - zapytał.

- Tak, w jak najlepszym – odrzekłam, oczywiście sprzecznie z prawdą, ale co mu miałam powiedzieć? Przecież to co wydarzyło sie w Watykanie, zostało między mną, Tsume a Voltim, którego szczerze powiedziawszy i to nie interesowało.

- Na pewno? Nie sądzę – mruknął i podszedł do mnie bliżej, na tyle blisko aby zasłonić zachodzące słońce, które dotąd ukrywało moje czerwone policzki – Źle się czujesz?

- Nie... absolutnie – stwierdziłam i odwróciłam sie na pięcie, aby uniknąć jego zielonych oczu. O nie! Co jak co, ale wiedziałam, że to mocny atut każdego kawalera! Pierw oczkami bałamucą a później... no właśnie, później... później to jest wielkie rozczarowanie i szkoda gadać!

- Przecież widzę, że coś jest nie tak...

No tak! Geniuszu! Co może być nie tak, skoro tu jestem z tobą tylko z powodu jakiegoś układu? Wszystko jest nie tak! Mogłabym to popołudnie spędzić w moim ukochanym pokoiku, na czytaniu moich ukochanych nowych komiksów Marvela – Iron Firsta, o których jeszcze nikt nie wie, ale nie! Ja jestem tu z tobą!

- To nic takiego, po prostu – zająknęłam się – Głowa mnie trochę rozbolała. To nic takiego.

- To ja może odprowadzę cię do pokoju i się położysz co? Zdrowie najważniejsze – uśmiechnął sie Hiszpan i nie zwracając uwagi na brak mojej odpowiedzi, ruszył w stronę naszej szkoły.

Muszę przyznać, zaskoczył mnie tym całkowicie, ale nie miałam zamiaru protestować. Może to był jakiś podstęp? Ta... bo musiał być jakiś podstęp! Tsume zawsze mówiła, ze jak facet jest za miły, to szykuje jakąś zasadzkę. Ale jaką zasadzkę mógłby, do jasnej cholery, zorganizować Tosiek, czasem nieogarnięty Hiszpan, który rozumiał tylko to, co było mu na rękę? Nie, on chyba niczego nie planował. Nie był w stanie.

- Chciałabyś się jeszcze spotkać? - zapytał w pewnym momencie, a w jego głosie wyczułam niepewność.

Nie! Oczywiście, że nie! Nie mam zamiaru sie z tobą spotykać! Pogrzało cie, czy jak? Słońce w tej Hiszpanii chyba za mocno świeciło, co? Że ci tak mózg przegrzało! Oj, nie, nie, nie, ja mam swojego komiksowego Iron Firsta i to na razie całkowicie mi wystarczy. Dobra... nie wiem co sie ze mną dzieje, ale może to za dużo tych komiksów Marvela ;-; Tak też nie odpowiedziałam na to zacne pytanie i gdy dotarliśmy na miejsce, zamknęłam chamsko mu drzwi przed nosem i od razu rzuciłam się na moje łóżku, i wyciągnęłam spod materaca najnowszy numer Iron Firsta, jeszcze pachnący świeżą farbą drukarską. Oprawiony był w kolorową okładkę, aby nit nie dojrzał mojej nowej miłości.

***

- Neco! - obudził mnie głośny krzyk Usagi, która skakała po trampolinie Tsume z nowiutkim aparatem fotograficznym, który przysłali jej rodzice.

- Co jest grane? - zapytałam niemrawo jeszcze w połowie siedząc w moim śnie, gdzie byłam na herbatce z Spider-manem i Iron Firstem u królowej Elżbiety.

- Mam nowiutki aparacik, który robi zdjęcia idealne! Rozumiesz?! Idealne! - brunetka skakała z nieopanowanej radości, co jakiś czas zahaczając o sufit, ale nie zwracała na to większej uwagi gdyż jak powszechnie wiadomo była shinigami.

- No... - rozejrzałam się gwałtownie orientując się, że mój nowiutki numer komiksu, z którym zasnęłam, w bardzo dziwnych okolicznościach znalazł się w łapkach Voltiego, który czytając go popijał poranną kawę zbożówkę. Rzuciłam się w jego kierunku pół przytomna, ale ten wykonując zacne salto do tyłu, zwinął komiks w rulonik i trzymając go w pyszczku zniknął w klatce wentylacyjnej – Przepadł – wyjąkałam mizernie i wróciłam na moje łóżko – Mój Danny przepadł – powtórzyłam rozpaczliwym tonem.

Usagi nie wiedząc o co mi chodzi, przestała skakać, zrobiła dziwną minę i opuściła nasz pokój w ciszy, zostawiając mnie samą pogrążoną w rozpaczy. Jednak i na mnie przyszedł czas i musiałam wywlec się z łóżka i odziać się w granatowy, nowy mundurek, który wprowadziła Integra, aby w następnej kolejności podreptać na jakże mą ulubioną lekcje, którą również prowadził nasz zacny dyrektor Dżardżamel, a jaką było Wychowanie do życia w rodzinie. Co prawda lekcje te odbywały się w całkiem innej atmosferze niż powinny, bo Legolas tłumaczył nam na nich jak należy zachować się w restauracji czy na bankiecie, ale to chyba o wiele lepsze niżeli by ten staruszek opowiadał nam o tym skąd biorą się dzieci, prawda?

- Ale uspokójcie się! - wołał blondwłosy dyrcio podczas gdy na stołówce panował przeogromny harmider, którego nikt nie był w stanie uciszyć, wówczas Dżermania pochwycił za fraki Tsume i nakazał jej uspokoić tłum:

- LUDZIE SPOKOJNIE! W SZKOLE ZNAJDUJE SIĘ BOMBA!

I nagle wszyscy usiedli spokojnie na swoje miejsca a Pan Olo powrócił do naszego stolika.

- Jak pewnie wiecie niedługo nasza ... hem... niektóre osoby ze szkoły zostały wytypowane do tego, aby za darmo odwiedzić francuską stolicę – dyrektor wyciągnął z kieszeni wyświechtany kawałek papiery w różowe gwiazdki i odczytał imiona kwalifikowanych uczniów, gdzie oczywiście znalazły sie nasze imiona.

Niestety, nie byłam zachwycona faktem, iż całe Bad Trio – w tym Antonio; mają również jechać na wycieczkę do Paryża. Owszem, już dawno chciałam zobaczyć ów magiczne miejsce, ale nie uśmiechał mi się fakt iż ten Hiszpan również miał tam być. Nie była to zachwycająca wiadomość. Przynajmniej nie dla mnie.

Merdałam bez bliższego sensu widelcem w talerzu z chrupkami i mlekiem, gdzie właściwie nie powinien się znaleźć. To tak samo jakby jeść zupę widelcem. No tak, ale jak ja miałam się do jasnej cholery skupić, skoro tej jenoci wypierdek zwinął mój komiks i nie wiedziałam jak skończyła się historia w nim zawarta. A co więcej wolałam aby nikt na razie w akademii nie dowiedział się o mojej dziwnej dość przypadłości zwanej „fungirlsem Iron Firsta”. Nie... wolałam aby to na razie zostało w tajemnicy, a Volti mógł to wszystko... zniszczyć? Nie no kurna, co ja gadam?! Popadam powoli w jakąś paranoje ;-;

- Tsume, gdzie jest Volti? - zapytałam trochę niespokojnie, co od razu zostało wyczute przez hobbicką naturę.

- Nie wiem, ale zabroniłam mu wychodzić z akademii więc pewnie się pewnie gdzieś się tutaj pałęta, a co? - mruknęła popijając szejka z tuńczyka.

W jednej chwili zerwałam się ze swojego krzesełka i pograłam z wahadełkiem jako pomocą, szukać tego przebiegłego jenota, który gwizdnął mój komiks. Niestety jednak to nic nie dało i nie zjawiając się na lekcjach, wpadłam wieczorem do naszego pokoju przypominając sobie, że zapomniałam spakować się do Paryża a przecież już kolejnego dnia mieliśmy lecieć. Spakowałam wiec moje komiksy, aby nie zostały same w Akademii i czuwając całą noc nad moją kolekcją, w razie gdyby jenot mojego Ojca Chrzestnego zechciał więcej numerów. Nie mogłam ich tak łatwo oddać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz