Muzyka

środa, 30 lipca 2014

Axis Powers Academy 2 - Dziwny dzień

Witam wszystkich!
Jakoś ostatnio wyszło, ze wraz z Tsume napisałyśmy coś zabawnego i jednak wnoszącego coś do historii Axis Powers Academy. Jednocześnie jest to chyba najdłuższy "rozdział" APA jaki powstał. Mam nadzieję, że się spodoba xD Btw. chyba znów zacznę pisać Axis Powers w formie pamiętnika xDDD






Volti siedział na balkonie papieskim z wielka satysfakcją na pyszczku, wpatrując się w Neco i Tsume, które wołały go z dołu placu świętego Piotra w Watykanie.

- Volti! Złaź stamtąd! Co ty wyrabiasz? - krzyczała Tsume nie mogąc opanować złości - Idziemy tam! - zakrzyknęła i ruszyła dzikim pędem do środka domu papieskiego.

- Do papieża?! - ruszyłam za nią.

- Jasne, papież to spoko gość. Zrozumie – stwierdziła hobbitka wykonując zacny slalon pomiędzy duchownymi.

No tak, ale jak to sie stało, że obie znalazłyśmy się w stolicy papieskiej, same z Voltim i dlaczego? Cóż to długa historia.

RETROSPEKCJA

Siedziałyśmy wieczorem z Tsume w pokoju podczas gdy Usagi wybyła na kolejną noc gdzieś z Iwanem. Nie dopytywałam się gdzie ale zapewne były to jakieś imprezy.

- Czemu zaprosiłaś mnie do polubienia fanpejdża Dżermola?zapytała nagle przeglądając facebooka.

- Bo to nasz dyrektor – odrzekłam

T: No i co z tego, że nasz dyro XDD Niech mnie do znajomych zaprosi, a nie mam mu fanpejdże lajkować

N: On nie umi się fb obsługiwać A nasz informatyczka, młodsza siostra Alfreda (femka) zrobiła takowy fp.

T: Boszeee... XD Biedny Dżermol

N: Wgl te pierwsze klasy u.u Same femki '-' Tylko jeden taki z Białorusi fajny xD No i Tosiek się mnie uczepil

T: Kuźwa, mam go zabić?

N: Antonia? ._. Czy tego bialoruska?

T: Tośka

N: Nope. Ale jak będzie mnie szukać to mnie nie ma :I *Siada przy biurku* Germania znów zadał do napisania wypracowanie, ty nie piszesz? *sięga po zeszyt i pióro*

T: Yyy... Jakie wypracowanie? XD
N: No to o literaturze średniowiecznej ;-; Znów spałaś na lekcji?

T: Uee... Nie... XD Czytałam... Ej, a jak mu napiszę o tresurze koni w XVII wieku to mi uzna?

N: Zawsze ci uznawał więc chyba będzie git *pisu pisu pisu* Ale Integra jak się dowie to może się czegoś uczepić.

T: Łeee tam! Ona nie uczy mnie literatury.

N: No miejmy nadzieję, że Dzermani nie wyśle na urlop jak to zrobiła ze Starożytną Grecją i Spartą. Teraz ma odejść jeszcze Watykan Nie rozumiem dlaczego tak robi .

T: To jakiś spisek... Ja ci to mówię! W mojej 369-letniej karierze zawsze to się tak zaczynało

N: Wgl to ona coś do ciebie ma i nikt nie wie co. Jednak to dziwne że nadal cie nie wyrzuciła ;-; Coś ty jej zrobiła że taka apodyktyczna teraz, a?

T: Nic. XD A przynajmniej nie wiem, że coś zrobiłam, to samo było za Rewolucji i jakobinów, też się mnie uczepili i do tej pory nie wiem czemu...

N: Znając życie wszystko się wyjaśni pod koniec roku szkolnego xD Jak ostatnio xD *Zaczyna się śmiać* Ale Francis chyba cie lubi xD

T: Niech spieprza na bambus, ten wypierdek mamuci :C

N: Hahahahaha xD *tak się śmieje że aż spada z krzesła i.. dalej się śmieje* Ale jednak go nie zabiłaś choć mialaś go podanego jak na tacy xD

T: Gdybym go zabiła nie miałabym na co polować i byłoby nudno... Wystarczy mi, że na mój widok będzie reagował jak na SSmana z owczarkiem u boku (tak, owczarkiem jest Voltaire :D)

N: No chyba, że W sumie Axis Powers ma osiem klas xD Nudno by było xD *Doczołguje się do łóżka* Właśnie, gdzie Volti?

T: Gdzieś się szlaja, pewnie poluje na żaby czy coś innego w parku.

N: Aaa takie buty *zerka na piętro łóżka* Usagi gdzieś wybyla z Iwanem Właśnie.... Iwan mówił, że Wang mówił, że Kiku mu wspominał jak słyszał, że Alfred rozmawiał z Arthurem, który powiedział mu, że Francis słyszał od braci Włochów, że Rzym chce zabrać wybrane osoby na jakiś wyjazd do innego państwa

T: Cococococo? Jedziemy! Można się jakoś zapisać?

N: Rzym ponoć osobiście wybiera takowe osoby. Ale chyba można się upomnieć Ponoć to do Francji, do Paryża

T: Meh... :I No cóż... .__. Well, fuck it...

N: Ale germania ma być ponoć opiekunem

T: Kuźwa, do dupy XD Ostatnim razem jak tam byłam mało co mnie nie zgilotynowali D; Nie może to być po prostu sam Wersal?

N: Chyba nie ._. Trzeba by Dziadzia popytać na gastronomii Ja to bym chciała zobaczyć lok triumfalny i wieże *Siada na łóżku opierając się o ścianę*

T: Przy łuku mogą cię rozjechać, a wieża byłaby fajna, gdyby nie milijon turistasów.

N: Wycieczka szkolna chyba będzie mieć "immunitet" cn? XD *Ktoś nagle puka do drzwi*

T: Jaki kurna immunitet? Chyba nie Integra w walizce... -.-

N: Hy *ktoś znowu puka. Neco Chowa się pod łóżko* Jeśli to tosiek to mnie nie ma. *znika pod łóżkiem*

T: *z niezadowolonym pomrukiem idzie w stronę drzwi* Czego tam?

A: *za drzwiami stoi Tosiek* zastałem Neco?

T: Nie. Gdzieś się szlaja, po nocy...

A: Yyy a nie ukrywa się przede mną? Ostatnio jak mnie zobaczy to ucieka jak przerażony kot ._.

T: Serio? Być może... Kto wie, co jej siedzi w głowie...

A: No nic, jak będziesz ją widzieć przekaż że byłem *Hiszpan oddala się*

T: Poszedł sobie

N: Ufff *Wypełzłszy spod łóżka siada na nim*

T: Czemu go aż tak unikasz? Wystarczy jedno słowo i po nim... Wiem jak dobrze ukryć ciało

N: Nie chce mieć z nim nic wspólnego. Raz mi pomógł i myśli, że może mnie zapraszać na obiadki i spacery poza szkołą *Stwierdza niezręcznie*
T: Mehehe xD Może lepiej na niego uważać, naśle na nas jeszcze Hiszpańską Inkwizycję

N: Nie chce mieć jej znów na głowie ;-; * robi się blada*

T: Nie dziwię ci się *przeciąga się* Chyba w końcu muszę się nauczyć sztuki bycia animagiem... Mogłabym dla nas szpiegować

N: To już pierścień ci nie wystarcza?

T: Wiesz, warto wiedzieć więcej, zresztą miło by było móc stawać się zwierzęciem.

N: Hmm w sumie *zamyśla się na moment* A to jakiś testów się nie zdaje przypadkiem?

T: Wystarczy zarejestrować się w Ministerstwie Magii
N: Osobiście?

T: Niestety

N: Ciekawe czy Integra pozwoli ci jechać ._. Ewentualnie znowu Voltiego się zmieni w ciebie

T: Haha, a ja jak się schowam?

N: Nie wiem .-. Coś się wymyśli *Nagle do pokoju bez pukania wpada Gilbert*

T: Ło kurde!

N: Co ty tu robisz, Gilbo?
G: uciekam

T: Przed kim?

G: Przed młodszą siostrą Francisa!

T: Are...?
N: Pierwszoklasistka

G: Panie Olo ratuj ;-; to sprawa jak Natasza i Iwan ;-;

T: Wskakuj do szafy!

*Gilbo w ostatniej chwili wskakuje do szafy a do pokoju wpada chudziutka blondynka z włosami spiętymi w kok, ubrana w niebieską koszulkę na ramiączkach i czerwoną spódnice*

Ona: Jest tu Gibli?

T: Nie

Ona: ale na pewno?, czuje jego perfumy

T: Kręci się tu ciągle, więc nic dziwnego...

N: no racja. Często tu bywa

Ona: ha! Ty pewnie jesteś Neco! Tosiek wszędzie cie szuka *wychyla się z pokoju i woła Hiszpana. Neco gwałtownie wstaje i migiem znajduje się przy szafie i otwiera ją po czym wskakuje do niej*

Ona: eeeee co to było? * Zjawia się Hiszpan*

A: co jest?

T: *rozgląda panicznie* Te, Tosiek, a tak w ogóle to czy Izabela Kastylijska nie była chora na umyśle?

A: kto? *Zdezorientowany*
Ona: jego ukryła się w szafie. Zapewne Gilbo też tam jest. Uwierz mi, ją nie fiksuje. Tooosiek

T: Szafa? Jaka szafa? Kto się ukrył? Co się tu dzieje w ogóle? Z łaski swojej, czy moglibyście wyjść? Mam jeszcze wypracowanie do napisania.

A: Panie Olo, ale przecież wszyscy wiedzą, że kasą szafę prowadzącą do Narnii *podchodzi do szafy i otwiera ją a z jej głębi wypada Gilbert i Neco. Francuzka bierze Prusaka za fraki i wynosi go z pokoju. Tosiek patrzy dziwnie na Neco, która ucieka wzrokiem stając z podłogi*

T: Yyych...! GRANAT!!! KRYĆ SIĘ! *robi epicki skok pod łóżko*
*Neco idzie w ślady Pana Olo*

A: eeeeee co jest grane?

T: *Tsume wyrzuca na środek pokoju zwinięte skarpetki* Idioto! Uciekaj!

A: yyyyy... *Robi dziwną minę i przekazując skarpetki rzuca krótko:*

A: Neco, wpadne później. Mam pewną sprawę *I wychodzi z pokoju*

T: *wychodzi z kryjówki* zawsze działa

N: *Również wychodzi* Dzięki za ratunek

T: Nie ma za co, polecam się na przyszłość ^^

N: Jak zwykle *Zamyka szafę* Właśnie... chyba się wiza do Narnii skończyła bo nie dało się wejść

T: Meh... Znowu...

N: A kiedy ostatnio wyrabiałaś?

T: Dla ciebie dawno

T: No nie, znowu mam się ciągnąć po urzędach?

N: A może to przez Gilba On chyba nie ma wizy

T: No kuźwa! Zabiję gówniaka

N: ._. *siada na krześle obrotowym* Cóż, jutro po lekcjach pójdziemy gdzie trzeba i się załatwi. Właściwie to teraz masz dwóch francuzów do zabicie xD

T: Niestety... A jeszcze gorsza jest myśl, że to jedna rodzina. Mam tylko nadzieję, że nie mają w sobie krwi Burbonów...

N: Wolalam jednego Francisa ;-; O a poznałaś Sakure? To młodsza siostra Kiku. sympatyczna dziewuszka. Ano i młodszego brata Eldzi. Nigdy nie wspominała, że ma brata. Uroczy jest. Jak mu tam było....?

T: Nie, nie znam ludzi z pierwszego roku

N: Niektóre to naprawdę podejrzane typki. Np. Młodsza siostra Berwalda

T: Mło-mło-mło... *zaczyna trząść się jak w febrze* Czemu...? Za co mnie tak karzą... D;

N: No.... *cichnie na moment* no mówię, podejrzane typki. Choć wiele osób jest spoko. Nie sądziłam, że Roderich ma jakąś rodzinę. Co wielka dziwi mnie, że w pierwszych klasach to zaledwie 5 chłopaków chyba jest No i klasa bardzo liczna jakby nie patrzeć.

T: No pacz... Jejku, jejku, z kim nam się przyjdzie użerać...

N: No taki Arthur to się cieszył, że jego kuzyn z Sealandii przyjdzie do nas dopiero za rok czy dwa xD to samo mówił Francis o kuzynce z Monako.

T: Kudełe...

N: Ale za to można pomylić Wanga z jego siostrą xD są identyczni xD

T: Haha, no cóż, przynajmniej oni..

N: Choć i ta franca do francisa podobna. Nie wiem jak jej tam... Ciekawe czy ktoś od nich też pojedzie na tą wycieczkę do Paryża.

T: Jeszcze by tego brakowało, ten kraj wystarczająco mnie nienawidzi... I z wzajemnością.

N:Tylko ciekawe kto będzie kierowcą skoro Alucard ciągle gdzieś znika

T: Haha, też jestem ciekawa, byle nie Dżermania

N: Dżerman nie ma chyba prawajazdy

T: Jak to?

N: No a widziałaś go kiedyś za kółkiem?
T: Ym... No nie, ale Rzymu też nie...

N: Dziwne ._. Jak był u mnie w szkole żeby zapytać o to czy chce do tej akademii to... w sumie niczym nie przyjechał. Później widziałam go tylko na lotnisku może taksówką jechał? Nie wiem

T: Trzeba to wyczaić...

N: Ano. Albo Ludwiga podpytać, albo braci Włochów. Może wiedzą

*przez klapkę w drzwiach wsuwa się Voltaire zadowolony z siebie*

T: Tu jesteś, niedobry!
V: Wybacz, byłem zajęty tropieniem drozda, który chyba się tu zadomowił.

T: Przecież zakazałam polować ci na ptaki! Słuchaj, jest sprawa. Pójdziesz do pokoju Francka kanałami wentylacjnymi i zajumasz mu wszystkie pidżamy, nie będzie miał jak spać, hehe! >:D

N: Ale Francis śpi nago ;-;

T: Czo... D: Kuźwa...

N: Noooo... raz w nocy lunatykowałam i obudziłam się w pokoju Bad Trio ;-;

T: To chyba było straszne....

V: To co mam mu zajumać...?

N: Bardzo straszne ;-; Możesz zajumać mu pamiętnik Trzyma to pod materacem łóżka w nogach
T: Neco, jesteś geniuszem, to może go upokorzyć na dobre.

V: Sie robi *Jenot wczołguje się pod jedno z łóżek, gdzie jest kanał wentylacyjny*

N: Może, może Kto wie Zależy co tam pisze. Ale żaden ze mnie geniusz xD

T: Wiesz nie pomyślałam o pamiętniku

N: Bo nikt nie wie że go ma. Ale jak odwiedzam czasem Gilba to mi drobniaki wpadły pomiędzy materac i łóżko Francisa. I znalazłam ów pamiętnik

T: Czemu go ze sobą nie zabrałaś?! XD

N: Bo prawie mnie nakrył że go znalazłam. Z resztą nie wiadomo co on z nim robił ;-; no i nie pomyślałam o tym

T: Kurdeczka...

*Po chwili spod łóżka wychodzi Voltaire z tajemniczym zeszycikiem w pysku, bezceremonialnie rzuca go na podłogę*

N: Tak! To ten zeszyt

T: Meh, jest jeden problem...

N: Jest po francusku?

T: *przegląda* Taaa...

N: Jest w akademii ktoś jeszcze kto zna francuski *robi obojętną minę*

T: A znasz go na tyle dobrze, że to odczytasz?

N: Nie mówię o sobie ;-; Tosiek umie ;-;

T: Kuźwa... D;

N: Może któryś z twoich znajomych w gniewnie umie francuski?

T: Niestety nie... Volti?
V: Tak?

T: Pamiętasz jak robiłeś mi dyktando z języka obcego? Mówiłeś, że umiesz czytać każdy język...

V: Może i tak może i nie...

T: O nie, nie próbuj teraz swoich gierek...

N: Volti umie francuski?!

T: Jako zwierzę, które zdobyło mowę ludzką rozumie każdy język, a przy okazji nauczono go czytać...

V: Wiesz, że nic nie jest za darmo...

N: I ktoś nauczył go szantażować

V: Taka moja natura. Uważaj, żeby czasem nie paść ofiarą mojego żartu.

T: Voltaire! Dość tego, czytaj to!

*Jenot machając ogonem wybywa z pokoju przez drzwiczki*

T: Szlag go!

N: No ej! Gdzie on!?

T: Meh, jestem złym właścicielem...

N: No nic... *wyciąga telefon i dzwoni* Buenas tardes, Antonio. śpisz już? Wpadnij do naszego pokoju *Rozłącza się*

T: Czo... .___.

N: On nam to przeczyta *podnosi zeszyt z podłogi*
*chwila później Antonio zjawia się w pokoju Golden Bad Trio*

A: Buenas tardes. Co się dzieje? W czym mogę pomoc?

T: *bardzo cicho* w niczym

N: Mamy sprawę ale to musi zostać w tajemnicy. Między nami... znaczy... między naszą trójką

A: rozumiem. Ale o co chodzi? * Paczy to na Neco to na Pana Olo*

T: *siada na podłodze z pytającym spojrzeniem czy na pewno można mu zaufać*

A: yyyy Panie Olo co to za wzrok
N: chodzi o to, czy nikomu na pewno nie wygadasz, rozumiesz? * Czuje jak jej policzki powoli robią się czerwone*

A: no jasne, że można *uśmiecha się* Czy kiedykolwiek ktoś się na mnie zawiódł?

T: Dobra, kawa na ławę! Wiedziałeś, że ugryzienie hieny ma nacisk kilku ton? Nie żeby to była jakaś aluzja, że jeśli się wygadasz to umrzesz w cierpieniach...

A: Rozumiem, rozumiem. Przyrzekam na mój hiszpański honor, że nikomu nic nie powiem. Jednak nie sobie też niczego za darmo. *Robi poważną minę*

T: Hm?

A: Od kilku dni usiłuje zaprosić Neco na wyjście na miasto, jakiś spacer. Pomogę wam jeśli NecoMi przyjmie moje zaproszenie

T: Neco... Ta decyzja należy do ciebie... Jeśli o mnie chodzi, aż tak bardzo na tym mi nie zależy...

N: *Robi się coraz bardziej czerwona* Ale się zgadzam. Zrobię wreszcie coś przydatnego *Tosiek się uśmiecha*

A: Więc o co chodzi?

T: *podsuwa mu zeszyt pod nos* Przetłumacz to.

*Hiszpan bierze zeszyt*

A: Dajcie mi kartki i długopis *Neco podaje a Tosiek zaczyna zawzięcie tłumaczyć na język który obie dziewczyny znają. Po dwóch godzinach czekania i wsuwania mikado Tosiek wreszcie kończy i daje Tsume przetłumaczony tekst po czym siada w nogach łóżka Neco*

*Neco wpatruje się w Tsume i czeka na jakikolwiek rezultat* xD

T: *czyta z lekkim obrzydzeniem* Typowy Francuz... Ta...

N: I co i co??

T: *podaje* Meh, daj spokój...

N: *bierze i czyta* No tego...w sumie to nic ciekawego to nie jest

T: No właśnie... W papcior D: Tyle zachodu na nic...

N: I jeszcze całą noc na to straciłyśmy, a dzisiaj mamy trzy historie z Integrą pod rząd D:

T: ZA CO?! Kuźwa, lubię historię, ale z nią... I JESZCZE WYPRACOWANIE DLA DŻERMANII!

N: O shit! nie napisałam do końca!

T: Ja w ogóle nie zaczęłam... Napiszę na historii... .__.

N: Ale pierwsza jest literatura, historie są ostatnie ;-;

T: CHOLERA! Mam plan... I gdzie jest Usagi?

N: Usagi u Iwana, ona tam niedługo chyba zamieszka xD Pewnie zjawi sie na dwóch ostatnich lekcjach albo wcale i jaki plan?

T: *bierze kartkę i zapisuje to przypadkowymi słowami* Hehe, Dżermol padnie jak to zobaczy. XD

N: ŻE CO?! *zerka na Tośka, który zasnął* A co zrobimy z nim? Czy go tutaj tak zostawić?

T: Wywleczmy go na korytarz :'D

N: Aaaa-a-a może niech tak sobie śpi? później przecież pójdzie, nie?

T: No jak chcesz, idziemy na śniadanie i lekcje?

N: No to by było gdybyś nie poszła na śniadanie xd A może dzisiaj zawiniemy się z lekcji?

T: Kurna... Ale Integra mnie zabije jak mnie na lekcji nie będzie...

N: Może wyśle się Voltiego ;-; albo... albo... pójdziemy niby do pielęgniarki i wypisze nam zwolnienie... kto jest pielęgniarką Dziadzio?

T: A bo ja wiem... XD A Volti gdzieś zniknął...

N: Mołdawia jest pielęgniarką. Wymigamy sie tym, ze idziemy go szukać? Pierwszy raz nie mam napisanego wypracowania na literaturę ;-;

T: Może być, co prawda, dostanie mi się, ale kij "mój zwierzak jest ważniejszy"

N: Możemy Dziadzia poprosić o zwolnienie z dzisiaj, on zrozumie.

T: No, bardzo dobry plan!

N: No to idziem *wciska na nogi glany*

T: Oke

*po wciśnięciu sie w glany zerka jeszcze na Tośka, który śpi na jej łóżku wtulając sie w jej poduszkę w tygryski, po czym ciągnąc Tsume za sobą wychodzi z pokoju i kieruje sie do pokoju Rzymu*

*tuptuptup*

T: Ale wiesz, że ten układ z Tośkiem był bez sensu...

N: Czemu? *robi sie czerwona?*

T: Bo nic ciekawego się nie dowiedziałyśmy, a ty i tak musisz z nim na spacer iść...

N: No ale nie wiedziałyśmy, że tam nie będzie niczego ciekawego *stwierdza czując jak płoną jej policzki xD*

T: Hahahue :'D

N: No co? *robi dziwną minę* to poświęcenie!

T: Fakt, tylko czemu się czerwienisz...

N: Yyyyy *odwraca głowę * taki klimat mamy *mówi nerwowo* no pacz, już jesteś przed drzwiami pokoju Rzymu

T: O fakt. XD

N: No dobra

T: Ja pukam ty mówisz.

N: OK, to pukaj

*wali otwartą dłonią w drzwi*
*drzwi nagle otwierają sie i staje w nich Rzym w koszuli nocnej i szlafmytce na głowie, w ręku trzyma misia*

R: co jest? *ziewa*

N: Zwolni nas pan z dzisiejszych lekcji!

T: Voltaire zniknął!

R: Jejku, to nieciekawie, Chcecie go poszukać, mam racje? Dobrze zwolnię was *ziewa i uśmiecha sie*

N: La rigrazio di tutto che a fatto per me *mówi kłaniając sie jak Japonia*

N: to choć Tsume, idziemy *porywa ją za rękaw koszulki i wlecze za sobą*

T: Do widzenia!

R: Do widzenia i życzę powodzenia w poszukiwaniach *zamyka drzwi*

T: Haha, dobrze poszło, to gdzie idziemy?

N: Hy, nie wiem. Na miasto? Pozwiedzamy może Rzym, w końcu jesteśmy tu już drugi rok a jeszcze nie miałyśmy okazji pozwiedzać

T: Oo, super ^^

N: Możemy też iść do Watykanu zobaczyć papieża

T: Przyjmie nas? Fajnie by było, lubię go... A-a-ale... Ja nie znam włoskiego... D:

N: No problemo, io parla italiano *uśmiecha się* poza tym papież umie angielski

T: Uf, to dobrze...

N: Kurna, zapomniałam telefonu -.-' musimy sie wrócić do pokoju

T: Musimy? Ale... Zostawiliśmy tam Tośka...

N: Wiem, ale ja bez telefonu nie ruszam się z Akademii. Jednak perspektywa Tośka, który w każdej chwili może sie obudzić... trudno przeżyje ten jeden dzień bez niego

T: To mugolskie urządzenie, przeżyje się bez niego...

N: Mam nadzieję *wychodzą ze szkoły*

T: Dobra, to do Watykanu..

*po jakimś czasie w mieście. Neco zaczepia jakiegoś przechodnia*

N: Scusi per il disturbo. Non e l strada per Vaticano?

Gość: Dave ritornare e vada diritto fino all'incrocio con semafori.

N: Grazie mille dell'aiuto *zwraca sie do Tsume* juz wiem jak iść!

T: Super... *przygląda się ciasteczuniom na wystawie*

N: Co tam paczysz? *podchodzi*

T: Smacznie to wygląda... *wspomina wczorajszą lekcję gastronomii, na której spaliła Macarons*

N: Cóż, pewnie kilka eurasów trzeba zabulić *myśli* musimy cofnąć się do tamtego skrzyżowana *wskazuje ręką* i pójść w druga ulice

T: Oke *ślepo podąża za Neco*

N: *po chwili* no już widać Watykan

T: Łooo *paczy na bazylikę*

N: Spora jest *rozgląda sie* tylko co tu tak pusto?

T: wiesz, środek dnia pracującego

N: W sumie,hy pacz! *wskazuje balkon papieża* czy tam przypadkiem nie chodzi Volti?

T: Volti...? D: *mruży oczy*

N: on chyba spaceruje po papieskim balkonie

T: Nie... D:

N: No ale jak nie on to kto? wygląda identycznie *podchodzi bliżej*

T: Volti! Złaź stamtąd! Co ty wyprawiasz? *drze się*

*Jenot siedzi z satysfakcją na pyszczku machając końcem ogona*

N: i co teraz? *paczy na Tsume*

T: Idziemy tam! *zrywa się do biegu*

N: Do papieża?! *biegnie za nią ciut przerażona*

KONIEC RETROSPEKCJI

I w ten właśnie oto sposób stratowałyśmy połowę duchownych w Watykanie, Tsume potrąciła papieża za co ja później musiałam przeprosić, a ten zaprosił nas na obiad. Jednak gdy weszłyśmy do sali, ujrzałyśmy przy stole dobrze nam znanego antychrysta i naszego kierowce autobusu – Alucarda.

- Co on tu robi?

- Alucard to mój dobry znajomy, dobrze sie nam rozmawia i często tu bywa – odrzekł papież uśmiechając się szeroko.

- Dziwne... antychryst numer 1... tutaj... - zamyśliła się moja współlokatorka i nagle jak na zawołanie Alucard znalazł sie koło nas.

- A wy dziewczynki nie macie przypadkiem jakiś lekcji? - zapytał dziwnie szczerząc zęby.

- I tak i nie – powiedziała Tsume.

- No już, już – wampir zaczął nas popychać w stronę wyjścia – odprowadzę was z powrotem do szkoły.

- Co? Nie! - zaprotestował Pan Olo, ale to nic nie dało i Alucard niemal wyrzucił nas z sali.

- No dobra, chodźmy do tej piekarni na ciastka, które tak smacznie wyglądały – stwierdziłam, chwytając Tsume za rękaw koszulki i wyprowadzając z pałacu papieskiego, ale zorientowawszy się, że o czym zapomniałyśmy, dodałam – Shit, Volti tam został.

Jak na rozkaz, jenot wyleciał z pałacu i wskoczył swojej właścicielce na głowę. Teraz mając pewność, że wszystko mniej więcej jet na swoim miejscu ruszyłyśmy do ów wcześniej wspomnianej piekarni a po wykupieniu połowy wypieków, wreszcie skierowałyśmy sie z powrotem do akademii.

- ściemnia się – stwierdziłam ciamkając piernika.

- No tak, i ciekawi mnie co tam się dzieje w tym Watykanie – mruknęła Tsume dając Voltiemu jedną kremówkę z jagodami.

- Mnie też, ale wolę sie w to nie mieszać

- Cóż... wiem co będę robić w najbliższym czasie.

- Więc dobrze by jednak było stać się tym animagiem, co nie?

- Wiem, jeszcze dzisiaj zamawiam książki do zaawansowanej transmutacji – obwieściła oficjalnie.

- Chętnie położyłabym się teraz w moim łóżku i wreszcie sie wyspała – uśmiechnęłam się, a widząc rozbawioną minę Tsume, dodałam – No, co? Serio chce mi się spać.

Nie minęła może godzina i obie szłyśmy już akademikowymi korytarzami wprost do naszego pokoju, który mieścił się na samym końcu pierwszego piętra.

- Mam wrażenie, że o czymś zapomniałam – stwierdziłam w pewnym momencie.

- O telefonie – Tsume podsunęła mi myśl.

- Nie... to nie to... Kij! Ja chce już spać!

Otworzyłam gwałtownie drzwi od naszego pokoju i od razu rzuciłam się na łóżko, ale jak szybko się na nim znalazłam, tak szybko z niego zleciałam.

- TOSIEK!

- Co jest? - Hiszpan usiadł na łóżku i gładził sie po czule, gdzie przed chwilą nabiłam mu guza.

- ŁO KURDE! - zakrzyknęła Tsume.

- Kurde! - usiadłam na podłodze.

- Ty... ty tu spałeś cały czas?

- No... tak – odrzekł Antonio ze stoickim spokojem na twarzy.

- Po cholerę – mruknęłam niemrawo wstając i otrzepując spodnie.

Tsume stała chwile nic nie mówiąc i obserwując dalszy ciag wydarzeń, który miał tutaj miejsce.

- A teraz won!

- Co?

- Won mi z pokoju! - warknęłam i nie widząc żadnej reakcji Antonia wzięłam go za fraki i wyrzuciłam za drzwi

- A nasz spotkanie? - zapytał.

- Teraz jest już za późno – odrzekłam obojętnie.

- To juro po lekcjach po ciebie wpadnę – uśmiechnął się szeroko a ja zatrzasnęłam drzwi.

Nie zwracając uwagi na nic wywaliłam wszystko z łóżka i położyłam się na samym materacu.

- Idę spać – stwierdziłam.

- NIE! - Volti zeskoczył z ramienia Tsume na biurko – Jaka beka życia! - zaśmiała się i biorąc swój miecz wybiegła z pokoju a ja wreszcie zasnęłam.

1 komentarz:

  1. To ja... Przez cały ten czas... Rozdział pisałam...? .__. Dobra, nie mam pytań...

    OdpowiedzUsuń