Nadszedł czas na mój powrót :D Więc oto trzy rozdziały Axis Powers Academy 2 :D
-
ZABIJE! WYPATROSZE, POWIESZE ZA USZY I ZABIJE! - darła się Tsume
biegnąc za Francisem, który z białą flagą pokoju biegł
przez korytarze akademika Axis Powers Academy, a uczniowie, którzy
go przemierzali rozstępowali sie teraz jak Morze Czerwone przed
Mojżeszem.
-
Miej litość! Ja nic nie zrobiłem! - Francus bezsensownie
wymachiwał rękoma we wszystkie strony.
-
Ja ci pokaże, ty franco! - jednak francisowe błagania nic nie
dawały i blondynka gnała za Bonnefoy'em co sił w nogach, a za nią
Volti, przebierał łapkami jak tylko szybko to było możliwe.
-
Ja nie chce umierać! - Francis padł jak długi przed NecoMi i
Usagi, które właśnie wychodziły z pokoju Goldem Bad Trio i
w panice i niezdarnie schował sie za obiema dziewczynami –
Przynajmniej nie teraz.
Dla obu dziewczyn nie wydało się to nadzwyczaj dziwne, że Tsume po raz kolejny goniła za Francuzem. Jednak bardziej niepokojące było to, ze jeszcze nigdy nie doprowadziła go do tak wielkiej paniki. Owszem, goniła go już nawet z bazuką, bodajże czołgiem, ale Bonnefoy chyba zazwyczaj traktował to jako przekomarzanie się i dogryzanie sobie nawzajem. Teraz przypominał małe dziecko, które zostało zastraszone przez Kubę Rozpruwacza, co najmniej.
Dla obu dziewczyn nie wydało się to nadzwyczaj dziwne, że Tsume po raz kolejny goniła za Francuzem. Jednak bardziej niepokojące było to, ze jeszcze nigdy nie doprowadziła go do tak wielkiej paniki. Owszem, goniła go już nawet z bazuką, bodajże czołgiem, ale Bonnefoy chyba zazwyczaj traktował to jako przekomarzanie się i dogryzanie sobie nawzajem. Teraz przypominał małe dziecko, które zostało zastraszone przez Kubę Rozpruwacza, co najmniej.
- Zejdźcie mi z drogi – ryknął Pan Olo zatrzymując się przed przyjaciółkami z piskiem opon, a za nią Volti – ON – wskazała oskarżycielsko w stronę Francisa – MUSI ZGINĄĆ!
- Ale co się stało? - zapytała Usagi mając znikłom nadzieję na to, że kiedykolwiek otrzyma jakąś sensowną wiadomość względem pogoni za Francisem.
- Właśnie – NecoMi dołączyła się do pytania i spojrzała na swojego Ojca Chrzestnego, który jeszcze dyszał zasapany, widocznie pościg za Francuzem nie należał do najmniejszych wysiłków.
- ON – Pan Olo posłał spojrzenie godne samej Lucy z Elfen Lied a w jej niebieskich tęczówkach zaskrzył się ogień, dorównujący temu, który wzniecił Neron w Starożytnym Rzymie, po czym zapanowała niezwykle mroczna aura – ON – powtórzyła nie mogąc się wysłowić – GRRRR....
Shinigami i Neco spojrzały na dygoczącego Francuza, który dalej ukrywał się za nimi, a on szczękając zębami wykrztusił wreszcie z siebie następujące słowa:
- Oświadczyłem się jej....
- CO?! - zdziwienie zagościło na twarzach obu dziewuszek, a jabłko, które obecnie było spożywane przez Usagi wypadło jej z ręki i poturlało się w bliżej nieokreślonym kierunku, a następnie spojrzały w kierunku Tsume, której para dymiła z nosa i uszu niczym prawdziwemu bykowi na rodeo.
- Wiesz, że to było samobójstwo – bąknęła nieśmiało NecoMi, wiedząc, że w takiej sytuacji Tsume jest chyba zdolna do wszystkiego.
- Jesteś masochistą – stwierdziła brunetka wyciągając z kieszeni kolejne jabłko, przetarła je rękawem bluzy i zaczęła jeść, aby dodać po chwili z pełnymi utami – Fusz, miło pyło sze foznacz, Francifie.
W niebieskich oczkach Bonnefoy'a pojawiły się dwa krzyżyki na drogę. Francus nabrał powietrza w płuca i trzymał je tam przez chwile aby wypuścić je i wyprostować się. Przyjął poważną minę i pozę, a następnie wyszedł przed Neco i Usagi, które przyglądały mu się z wielką uwagą czekając tylko na moment, jak Tsume sie na niego rzuci. Jednak ku ich wielkiemu zdziwieniu to nie nastąpiło.
- Tsume, Panie Olo – odezwał się ponownie, a z bliska można było dojrzeć jak się biedaczek trzęsie ze strachu – Pragnę oznajmić – Przełknął ślinę, a widząc, że coraz więcej gapiów zebrało się wokół nich, nabrał trochę więcej odwagi i dokończył swoją myśl – Że gdyby to ode mnie zależało, w sumie ode mnie zależy, jeszcze raz oświadczyłbym ci się – ukląkł – A więc, czy wyjdziesz za mnie?
Wszyscy w tym momencie skierowali swój wzrok w stronę Tsume, która jak podejrzewali powinna w tym momencie wyglądać jak rozjuszony kocur wyciągnięty z gorącego oleju. Jednak zamiast tego przed Francisem stała już dość uspokojona, blondwłosa dziewczyna, na której ramieniu siedział brązowy jenot. Uśmiechała się pod nosem a w jej niebieskich ślepkach pojawił się tajemniczy błysk.
- A wiec nie jesteś takim tchórzem za jakiego cię miałam – odparła krzyżując ręce na piersi i odwracając się na piecie ruszyła w przeciwnym kierunku, machnęła jeszcze do niego ręką – Francuszi z natury są jak te ciamajdy, jednak ty, mimo możliwości odejścia do zaświatów, powtórzyłeś ten niebezpieczny ruch. Na razie dam ci żyć – odwróciła się na moment z demonicznym uśmiechem – Ale jeśli to powtórzysz, zginiesz zanim zdążysz powiedzieć „oui”.
I odeszła tak Tsume, a wzrok gapiów odprowadził ją aż do samego końca korytarza akademiku. Gdy tylko znikła im z oczu, Francis złapał się za serce i padł jak długi z szeroko otwartymi oczami wpatrzonymi w sufit. Wszyscy obecni na moment wstrzymali dech w piersiach, a sam Bonnefoy roześmiał się głośno, a po jego policzkach zaczęły spływać strumyki łez wywołanych śmiechem.
- Czy ty aby dobrze sie czujesz? - Usagi pochyliła się nad nim z skwaszoną miną – Potrzebny ci lekarz?
- Non – Francis przecząco pokręcił głową dalej uśmiechając sie szeroko – Ona naprawdę mnie lubi.
- Co ty bredzisz? - mruknęła NecoMi – Tsume? Ciebie? Lubi? Chyba uderzyłeś się za mocno w głowę jak cię goniła.
***
Lekcja
literatury przebiegała tego dnia tak jak zwykle. Germania tłumaczył
czym różni się twórczość Homera od twórczości
nijakiego Voltera, a znudzona klasa pogrążona była w swoich
własnych czynnościach. Alfred grał w karty ze swoim pół
widzialnym bratem, Seszele czytała jakiś magazyn o modzie, Natasza
ostrzyła noże temperówką, Eldzia czytała jakiegoś
wyuzdanego yaoica, którego wypuściło ostatnio Studio JG;
Feliciano objadał się pastą w puszcze przez co jego zeszyt do
literatury pływał w osie bologneze; a Heracles przysypiał w
pierwszej ławce obok swojej kuzynki Usagi, tuląc do siebie jednego
ze swoich kotów. Shinigami jednak była zajęta wpisywaniem
imion i nazwisk do swojego czarnego zeszytu, który ponoć był
Death Notem. NecoMi natomiast, obserwowała Tsume, która
przeżuwając kartkę papieru wypatrywała przez okno, gdzie
rozpościerał się widok na orlik, gdzie klasy trzecie, pod bacznym
okiem Integry odbywali lekcje wychowania fizycznego.
- Tsume – mruknęła cicho rudowłosa, odklejając policzek od zimnej ławki.
- Hmm?
- Właściwie to dlaczego ty nie lubisz Francuzów? - zapytała kociara i podparła się ręką o blat ławki.
- Nigdy nie powiedziałam, że nienawidzę Francusów – stwierdziła dalej wpatrując się w klasę trzecią za oknem.
NecoMi zdziwiona zamrugała zielonymi oczkami nie mogąc uwierzyć w to co właśnie usłyszała od przyjaciółki.
- Że co proszę?
- No... lubię Francuzów – Pan Olo potwierdził swoje poprzedni słowa, a kolejne już dodał nieco głośniej – Co w tym takiego dziwnego?
- Panie Olo, proszę nie rozmawiać na lekcji – wtrącił Dżermania, który usłyszał jakieś głosy na sali a znając naturę swojej klasy, pierwsze co to pomyślał o posiadaczce Jedynego Pierścienia.
- Mhm...
- No dobrze, to w takim razie, panie Olo, powiesz nam czym różni się postać Voltera a postać Homera we współczesnej literaturze – powiedział blondwłosy dyrektor poprawiając artystycznie okulary.
- Bardzo zacne pytanie, panie dyrektorze drogi – mruknęła dalej przeżuwając kawałek kartki z Death Notea Usagi – Volter był geniuszem, był najwyśmienitszym poetą wszech czasów. A Homer? Homer tylko opisywał historię.
- Tsume – mruknęła cicho rudowłosa, odklejając policzek od zimnej ławki.
- Hmm?
- Właściwie to dlaczego ty nie lubisz Francuzów? - zapytała kociara i podparła się ręką o blat ławki.
- Nigdy nie powiedziałam, że nienawidzę Francusów – stwierdziła dalej wpatrując się w klasę trzecią za oknem.
NecoMi zdziwiona zamrugała zielonymi oczkami nie mogąc uwierzyć w to co właśnie usłyszała od przyjaciółki.
- Że co proszę?
- No... lubię Francuzów – Pan Olo potwierdził swoje poprzedni słowa, a kolejne już dodał nieco głośniej – Co w tym takiego dziwnego?
- Panie Olo, proszę nie rozmawiać na lekcji – wtrącił Dżermania, który usłyszał jakieś głosy na sali a znając naturę swojej klasy, pierwsze co to pomyślał o posiadaczce Jedynego Pierścienia.
- Mhm...
- No dobrze, to w takim razie, panie Olo, powiesz nam czym różni się postać Voltera a postać Homera we współczesnej literaturze – powiedział blondwłosy dyrektor poprawiając artystycznie okulary.
- Bardzo zacne pytanie, panie dyrektorze drogi – mruknęła dalej przeżuwając kawałek kartki z Death Notea Usagi – Volter był geniuszem, był najwyśmienitszym poetą wszech czasów. A Homer? Homer tylko opisywał historię.
Uczniowie
oderwali się od swoich obecnych zajęć skupiając swoją całą
uwagę na Tsume, która jakby nigdy nic mówiła dalej:
-
No... Volter to był gość. Niestety nie miałam okazji spotkać w
życiu tak niesamowitego jegomościa. Gdyby można było cofnąć
czas, byłby zapewne pierwsza osobą, którą chciałabym
spotkać i porozmawiać z nim w cztery oczy.
- Czy ty się aby dobrze czujesz? - Fritz zapytał troskliwie .
- Tak, a dlaczego miałabym źle sie czuć? - blondynka odpowiedziała pytaniem na pytanie.
- Może dlatego, że jeszcze nigdy nikt nie słyszał abyś tak pozytywnie odnosiła się o Francuzie – Dżardżamel usiadł przy swoim stanowisku i upił łyk kawy – To niepokojące.
- Bo ja lubię Francuzów – hobbitka wzruszyła ramionami jakby to była dla niej rzecz oczywista, a Germania w tym momencie opluł się kawą.
- Dziecko drogie, może przeszłabyś się do psychologa szkolnego? Myślę, że to dobrze ci zrobi – stwierdził.
- Ale ja nie rozumiem, przecież dobrze się czuję.
- Czy ty się aby dobrze czujesz? - Fritz zapytał troskliwie .
- Tak, a dlaczego miałabym źle sie czuć? - blondynka odpowiedziała pytaniem na pytanie.
- Może dlatego, że jeszcze nigdy nikt nie słyszał abyś tak pozytywnie odnosiła się o Francuzie – Dżardżamel usiadł przy swoim stanowisku i upił łyk kawy – To niepokojące.
- Bo ja lubię Francuzów – hobbitka wzruszyła ramionami jakby to była dla niej rzecz oczywista, a Germania w tym momencie opluł się kawą.
- Dziecko drogie, może przeszłabyś się do psychologa szkolnego? Myślę, że to dobrze ci zrobi – stwierdził.
- Ale ja nie rozumiem, przecież dobrze się czuję.
***
NecoMi
zasłoniła okna pokoju Golden Bad Trio i podreptała do swojego
łóżka zerkając kątem oka na Tsume, która
najspokojniej w świecie siedziała na swojej łóżko-trampolinie
i czytała jakąś gazetę z wiadomościami. Usagi zwisała do góry
nogami z piętrowego łóżka niczym nietoperz i wsuwała
jabłko, na przeciw prawu grawitacji.
- Tsume...
- Zanim zadacie jakiekolwiek pytanie dotyczące Francisa i Fracuzów, odpowiem na nie od razu – dziewczyna wyłoniła się zza gazety – Lubię Francuzów, którzy żyli przed pierwszą wojną światową, ci, którzy nie byli tchórzami. Obecnych Francuzów najchętniej wyrżnęłabym jeden po drugim, ale wcześniej na żywca oskalpowała.
- A już myślałam, że coś z tobą nie tak – NecoMi odetchnęła z ulgą a Volti przeciągnął się i położył na drugi bok aby pogrążyć sie w objęciach Morfeusza.
- Hahahahahaha – Tsume roześmiała się w niebo głosy – Wy serio myślałyście, że lubię tego bęcwała, który mi się rano oświadczył? Pffff, dałam mu żyć, bo okazać ciut odwagi, aby zrobić to ponownie – Pan Olo zaczął tak się śmiać, że trampolina zaczęła sie ruszać, a śpiący jenot zaczął bezwładnie podskakiwać – Hahahahahahaha!
- A to twoje zamyślenie na lekcji literatury? Tak się na niego patrzyłaś – dodała Usagi.
- Kminiłam, które rozwiązanie jego śmierci w męczarniach byłoby najbardziej efektowne – stwierdziła z wielkim uśmiechem wypuszczając z rąk gazetę, która odsłoniła książkę o dość interesującym tytule „1001 sposobów na zabicie Francuza” - Wy serio.... hahahahahahaha myślałyście, że ja hahahahahahahaha lubię hahahahaha tego idiotę hahahahaha!
Usagi i NecoMi spojrzały po sobie i wzruszyły ramionami. Tak, to zdecydowanie była ta sama Tsume, którą wszyscy znali.
- Tsume...
- Zanim zadacie jakiekolwiek pytanie dotyczące Francisa i Fracuzów, odpowiem na nie od razu – dziewczyna wyłoniła się zza gazety – Lubię Francuzów, którzy żyli przed pierwszą wojną światową, ci, którzy nie byli tchórzami. Obecnych Francuzów najchętniej wyrżnęłabym jeden po drugim, ale wcześniej na żywca oskalpowała.
- A już myślałam, że coś z tobą nie tak – NecoMi odetchnęła z ulgą a Volti przeciągnął się i położył na drugi bok aby pogrążyć sie w objęciach Morfeusza.
- Hahahahahaha – Tsume roześmiała się w niebo głosy – Wy serio myślałyście, że lubię tego bęcwała, który mi się rano oświadczył? Pffff, dałam mu żyć, bo okazać ciut odwagi, aby zrobić to ponownie – Pan Olo zaczął tak się śmiać, że trampolina zaczęła sie ruszać, a śpiący jenot zaczął bezwładnie podskakiwać – Hahahahahahaha!
- A to twoje zamyślenie na lekcji literatury? Tak się na niego patrzyłaś – dodała Usagi.
- Kminiłam, które rozwiązanie jego śmierci w męczarniach byłoby najbardziej efektowne – stwierdziła z wielkim uśmiechem wypuszczając z rąk gazetę, która odsłoniła książkę o dość interesującym tytule „1001 sposobów na zabicie Francuza” - Wy serio.... hahahahahahaha myślałyście, że ja hahahahahahahaha lubię hahahahaha tego idiotę hahahahaha!
Usagi i NecoMi spojrzały po sobie i wzruszyły ramionami. Tak, to zdecydowanie była ta sama Tsume, którą wszyscy znali.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz