NecoMi
szła powoli w stronę wielkich drzwi biblioteki szkolnej niosąc
cały stos książek, które wypożyczyły jakiś czas wraz z
Tsume i Usagi. Szła powoli uważając aby na nikogo nie wpaść, a
co więcej przypadkiem nie upuścić tych ciężkich lektur. No nic,
tym razem nadeszła jej kolej aby odnieść to do biblioteki, a
strasznie tego nie lubiła i o z dwóch powodów: po
pierwsze – książki, które wypożyczała Usagi ważyły
chyba tonę; po drugie – w bibliotece bardzo często )chyba nawet
częściej niż w swoim pokoju) przebywał nijaki Litwin – Taurys,
a był on ostatnią osobą, którą chciałaby gdziekolwiek
spotkać.
-
A niech ta cholera, tylko wejdzie mi w drogę – mruczała pod
nosem, kiedy przekraczała próg biblioteki – Tam mu nakopie
do tej litewskiej dupy, że już kolejny raz w drogę mi nie wejdzie.
Z
bardzo zadziwiającą łatwością dziewczyna pozostawiła książki
w strefie oddanych lektur i z długą listą nowych tytułów
ruszyła pomiędzy regały w poszukiwaniu sagi Harry'ego Pottera,
Władcy Pierścieni jak i Klątwy Tygrysa.
Szła
powoli pomiędzy regałami szukając działu fantastyki i książek
dla młodzieży, gdzie najprawdopodobniej mogłaby znaleźć owe
tytuły.
-
To jest jakiś labirynt – stwierdziła smętnie zorientowawszy się,
że zaszła do działu litewskiej literatury ludowej, gdzie na
przeciw której znajdowały się hiszpańskie książki
historyczne – Gdzie ja jestem? - mruknęła niemrawo, niemal ponuro
widząc litewskie tytuły książek, gdy nagle...
- Co do jasnej cholery... - zaklęła gdy wpadła na kogoś i upadła na podłogę, a gdy spojrzała w górę i zorientowała się na kogo przyszło jej wpaść natychmiast niezdarnie podniosła się z podłogi, lekceważąc litewską pomocną dłoń bruneta, otrzepała zieloną, pogańską sukienkę.
- No co jest, nawet się nie przywitasz? - mruknął Taurys podpierając sie pod boki.
- Nie – Neco pokręciła głową, krzyżując ręce na piersi.
- NecoMi, porozmawiajmy – poprosił.
- Nie mamy o czym – stwierdziła i już myśląc, że to koniec rozmowy ruszyła przed siebie ale została przez niego zatrzymana – Przepuść mnie z łaski swojej, Toris.
- Taurys, mam na imię Taurys – chłopak poprawił ją specjalnie nawiązując do tego, że to ona zazwyczaj upominała tak innych, gdy ktoś nazwał go „Toris”.
- Nie obchodzi mnie, nie mam ochoty na żadne rozmowy, a już na pewno nie z tobą – posłała mu złowrogie spojrzenie.
- Ale po co od tego uciekać. Raz a na zawsze wszystko sobie wytłumaczmy.
- Nie mam ci czego tłumaczyć – mruknęła niemrawo spuszczając głowę.
- A jednak nie zgodziłaś się wyjść za Edwarda – powiedział a jego uścisk na ramieniu Neco robił się coraz silniejszy – Słyszałem co wtedy powiedziała Bastet, mam zacytować?
Rudowłosa nagle jakby została sparaliżowana. No tak, nie wie co działo się w podziemiach Axis Powers Academy, dopóki nie odzyskała swoich wspomnieć w sali głównej, gdzie był Dziadzio Rzym zajadający się kebabami, a przecież i ten Litwin tam był. Jednak mimo to, podejrzewała co mogła powiedzieć wówczas Bastet. Bała się więc usłyszeć tego, w szczególności od osoby, której to bezpośrednio dotyczyło. Jednak coś odebrało jej mowę, nie odpowiedziała na jego pytanie.
- Powiedziała, że nadal coś do mnie czujesz – powiedział w końcu – To prawda, mam racje?
- Zamknij się! - NecoMi wyrwała mu się i ukrył twarz w dłoniach – Zamknij się po prostu!
Stali chwile tak w milczeniu nie wiedząc czy uczynić ten kolejny krok. NecoMi zapewne najchętniej w tym momencie przywaliłaby Tayrusowi bardzo ostrym przedmiotem, jednak niestety nie było to możliwe, bo biblioteka nie należała do miejsc, które zaopatrzone były w ostre przedmioty.
- Co do jasnej cholery... - zaklęła gdy wpadła na kogoś i upadła na podłogę, a gdy spojrzała w górę i zorientowała się na kogo przyszło jej wpaść natychmiast niezdarnie podniosła się z podłogi, lekceważąc litewską pomocną dłoń bruneta, otrzepała zieloną, pogańską sukienkę.
- No co jest, nawet się nie przywitasz? - mruknął Taurys podpierając sie pod boki.
- Nie – Neco pokręciła głową, krzyżując ręce na piersi.
- NecoMi, porozmawiajmy – poprosił.
- Nie mamy o czym – stwierdziła i już myśląc, że to koniec rozmowy ruszyła przed siebie ale została przez niego zatrzymana – Przepuść mnie z łaski swojej, Toris.
- Taurys, mam na imię Taurys – chłopak poprawił ją specjalnie nawiązując do tego, że to ona zazwyczaj upominała tak innych, gdy ktoś nazwał go „Toris”.
- Nie obchodzi mnie, nie mam ochoty na żadne rozmowy, a już na pewno nie z tobą – posłała mu złowrogie spojrzenie.
- Ale po co od tego uciekać. Raz a na zawsze wszystko sobie wytłumaczmy.
- Nie mam ci czego tłumaczyć – mruknęła niemrawo spuszczając głowę.
- A jednak nie zgodziłaś się wyjść za Edwarda – powiedział a jego uścisk na ramieniu Neco robił się coraz silniejszy – Słyszałem co wtedy powiedziała Bastet, mam zacytować?
Rudowłosa nagle jakby została sparaliżowana. No tak, nie wie co działo się w podziemiach Axis Powers Academy, dopóki nie odzyskała swoich wspomnieć w sali głównej, gdzie był Dziadzio Rzym zajadający się kebabami, a przecież i ten Litwin tam był. Jednak mimo to, podejrzewała co mogła powiedzieć wówczas Bastet. Bała się więc usłyszeć tego, w szczególności od osoby, której to bezpośrednio dotyczyło. Jednak coś odebrało jej mowę, nie odpowiedziała na jego pytanie.
- Powiedziała, że nadal coś do mnie czujesz – powiedział w końcu – To prawda, mam racje?
- Zamknij się! - NecoMi wyrwała mu się i ukrył twarz w dłoniach – Zamknij się po prostu!
Stali chwile tak w milczeniu nie wiedząc czy uczynić ten kolejny krok. NecoMi zapewne najchętniej w tym momencie przywaliłaby Tayrusowi bardzo ostrym przedmiotem, jednak niestety nie było to możliwe, bo biblioteka nie należała do miejsc, które zaopatrzone były w ostre przedmioty.
-
NecoMi – Litwin położył dłoń na ramieniu dziewczyny, która
rozpłakała się.
- Zejdź mi z oczu! - fuknęła.
- Ale Neco...
Dziewczyna odwróciła się gwałtownie a w jej zielone oczy pełne były łez żalu i goryczy. Po cholerę on tak wszytko utrudniał i się wszędzie pojawiał, tylko po to aby wyprowadzić ją z równowagi.
- Jaka „NecoMi”? Jaka „NecoMi”? - warknęła – Ty nawet nie zdajesz sobie sprawy ile ja przez ciebie musiałam przejść i przecierpieć! Nie zdajesz sobie sprawy z tego jak bardzo mnie zraniłeś! Jak mogłabym dalej cie kochać i ciągle ci wszystko wybaczać?! Bo co?! Bo pan wielki Taurys Laurinaitis ma te swoje wahania nastroju i zmienia swoje uczucia jedno z drugim w ciągu jednego czy dwóch tygodni?! Pomyśl, jak mogłabym kochać takiego człowieka? Który uczynił mi tyle złego! Zniszczył mnie, a ja po tym musiałam podnieść się i żyć dalej, dla przyjaciół, dla rodziny. Rozumiesz?! - Litwin stał przed dziewczyną nie mogąc usłyszeć w to co właśnie mówiła mu zapłakana dziewczyna, a doskonale wiedział, że nie były to byle jakie słowa, a słowa płynące prosto z serca, choć za pewne nie były miłe i nie zapowiadały niczego dobrego – Ty w ogóle zdajesz sobie sprawę z tego co ja musiałam przez ciebie przeżyć i co znosić? Nie, oczywiście, ze nie zdajesz sobie z tego sprawy. Nie potrafiłabym ci znowu zaufać, nie chce ci ufać, mimo tego... - zachłysnęła sie powietrzem – Mimo tego, że mimo tego całego czasu ja nadal cię kocham. Tak, Bastet mówiła prawdę. Wiesz dlaczego nie zgodziłam się wyjść za Edwarda? Bo nie mogłabym sobie poradzić z tym, że jestem z kimś do, którego czuje tylko uczucie braterskie, uczucie przyjaźni. Powodem wszystkich kłopotów emocjonalnych, jesteś tylko ty, nikt więcej. Moje największe marzenie to, to aby wymazać z pamięci to co kiedyś między nami było i ile razy ponownie ci zaufałam. Nie chce cie znać, Taurysie Laurinaitisie.
Brunet stał jak sparaliżowany wpatrując się w nią jak w obrazek. Chyba dopiero teraz doszło do niego co uczynił jej swoim zachowaniem. Ale stała przed nim wciąż ta sama dziewczyna, która spotkał pierwszego dnia szkoły, poprzedniego roku. Dziewczyna, z którą był, dla której wyjechał, dla której wrócił, którą zdradził nie raz i która zawsze mu wybaczała. Dziewczyna, która nadal żywiła do niego uczucie miłości, którego... tym razem chciała sie wyzbyć raz na zawsze zapominając też o nim.
- Neco...
- Zamilcz – po jej policzkach spływały strumyki łez.
- Przepraszam...
- W dupie mam to twoje „przepraszam”! - dziewczyna zachwiała się i jedną ręką oparła o regał z książkami. Zakręciło jej się w głowie, a to wszystko przez te nerwy.
- Co tu sie dzieje – nagle na miejscu zdarzenia pojawił się Tosiek, który chciał zajrzeć do hiszpańskiej historii, ale widząc zaistniałą sytuację wypuścił swojego pomidorka i książki, aby w drugiej chwili znaleźć się obok osuwającej się dziewczynie, a jego oczy natychmiast zostały wbite w Litwina – Ile osób mówiło ci żebyś dał jej spokój, co? Wykończy się przez ciebie dziewczyna – burknął usiłując ocucić dziewczynę – I co czekasz tak jak święta krowa? Zawołaj jakąś pomoc!
- Zejdź mi z oczu! - fuknęła.
- Ale Neco...
Dziewczyna odwróciła się gwałtownie a w jej zielone oczy pełne były łez żalu i goryczy. Po cholerę on tak wszytko utrudniał i się wszędzie pojawiał, tylko po to aby wyprowadzić ją z równowagi.
- Jaka „NecoMi”? Jaka „NecoMi”? - warknęła – Ty nawet nie zdajesz sobie sprawy ile ja przez ciebie musiałam przejść i przecierpieć! Nie zdajesz sobie sprawy z tego jak bardzo mnie zraniłeś! Jak mogłabym dalej cie kochać i ciągle ci wszystko wybaczać?! Bo co?! Bo pan wielki Taurys Laurinaitis ma te swoje wahania nastroju i zmienia swoje uczucia jedno z drugim w ciągu jednego czy dwóch tygodni?! Pomyśl, jak mogłabym kochać takiego człowieka? Który uczynił mi tyle złego! Zniszczył mnie, a ja po tym musiałam podnieść się i żyć dalej, dla przyjaciół, dla rodziny. Rozumiesz?! - Litwin stał przed dziewczyną nie mogąc usłyszeć w to co właśnie mówiła mu zapłakana dziewczyna, a doskonale wiedział, że nie były to byle jakie słowa, a słowa płynące prosto z serca, choć za pewne nie były miłe i nie zapowiadały niczego dobrego – Ty w ogóle zdajesz sobie sprawę z tego co ja musiałam przez ciebie przeżyć i co znosić? Nie, oczywiście, ze nie zdajesz sobie z tego sprawy. Nie potrafiłabym ci znowu zaufać, nie chce ci ufać, mimo tego... - zachłysnęła sie powietrzem – Mimo tego, że mimo tego całego czasu ja nadal cię kocham. Tak, Bastet mówiła prawdę. Wiesz dlaczego nie zgodziłam się wyjść za Edwarda? Bo nie mogłabym sobie poradzić z tym, że jestem z kimś do, którego czuje tylko uczucie braterskie, uczucie przyjaźni. Powodem wszystkich kłopotów emocjonalnych, jesteś tylko ty, nikt więcej. Moje największe marzenie to, to aby wymazać z pamięci to co kiedyś między nami było i ile razy ponownie ci zaufałam. Nie chce cie znać, Taurysie Laurinaitisie.
Brunet stał jak sparaliżowany wpatrując się w nią jak w obrazek. Chyba dopiero teraz doszło do niego co uczynił jej swoim zachowaniem. Ale stała przed nim wciąż ta sama dziewczyna, która spotkał pierwszego dnia szkoły, poprzedniego roku. Dziewczyna, z którą był, dla której wyjechał, dla której wrócił, którą zdradził nie raz i która zawsze mu wybaczała. Dziewczyna, która nadal żywiła do niego uczucie miłości, którego... tym razem chciała sie wyzbyć raz na zawsze zapominając też o nim.
- Neco...
- Zamilcz – po jej policzkach spływały strumyki łez.
- Przepraszam...
- W dupie mam to twoje „przepraszam”! - dziewczyna zachwiała się i jedną ręką oparła o regał z książkami. Zakręciło jej się w głowie, a to wszystko przez te nerwy.
- Co tu sie dzieje – nagle na miejscu zdarzenia pojawił się Tosiek, który chciał zajrzeć do hiszpańskiej historii, ale widząc zaistniałą sytuację wypuścił swojego pomidorka i książki, aby w drugiej chwili znaleźć się obok osuwającej się dziewczynie, a jego oczy natychmiast zostały wbite w Litwina – Ile osób mówiło ci żebyś dał jej spokój, co? Wykończy się przez ciebie dziewczyna – burknął usiłując ocucić dziewczynę – I co czekasz tak jak święta krowa? Zawołaj jakąś pomoc!
***
NecoMi
powoli otworzyła oczy mając przed sobą perspektywę białych ścian
i sufitu. „Czyli ten idiota wpędził mnie już do psychiatryka”
pomyślała dziewczyna i przewróciła się na drug bok, aby
ujrzeć przed sobą parę zielonych oczu należących do Hiszpana.
-
Obudziłaś się wreszcie, jak dobrze – uśmiechnął się
trzecioklasista – Usagi i Pan Olo prawie na zawał zeszły jak
dowiedziały się, co się stało w bibliotece.
- Czyli nie zamknęli mnie w pokoju bez klamek – rudowłosa chwyciła się za bolącą głowę, najwyraźniej mocno musiała przygrzmocić w tamten regał.
- Ależ nie – zaprzeczył Antonio i wstał od łóżka dziewczyny i otworzył drzwi do sali ala szpitalnej, w której już kiedyś znalazła sie NecoMi, a do środka wleciały jej współlokatorki – No nic, zostawiam cię w dobrych rękach i znikam. Hasta la vista, Neco.
- Nos vemos – odpowiedziała a jej przyjaciółki przystawiły już sobie krzesełka i zaczęły nawijać jak szalone.
- Jak dobrze, że nic ci nie jest.
- Właśnie, ja tego bęcwała to chyba do Death Note'a wpisze!
- Już nigdy do ciebie nie podejdzie!
- A tylko by spróbował!
- Stop, stop – NecoMi usiadła na łóżku – Kto mnie...
- No jak to kto? Gdyby nie Antonio, to pewnie ten wypłosz by nic nie zrobił – wtrąciła Tsume a Volti tylko zamachał nerwowo ogonem – Tosiek cię niejako uratował – stwierdziła.
- Uratował, tak?...
- Czyli nie zamknęli mnie w pokoju bez klamek – rudowłosa chwyciła się za bolącą głowę, najwyraźniej mocno musiała przygrzmocić w tamten regał.
- Ależ nie – zaprzeczył Antonio i wstał od łóżka dziewczyny i otworzył drzwi do sali ala szpitalnej, w której już kiedyś znalazła sie NecoMi, a do środka wleciały jej współlokatorki – No nic, zostawiam cię w dobrych rękach i znikam. Hasta la vista, Neco.
- Nos vemos – odpowiedziała a jej przyjaciółki przystawiły już sobie krzesełka i zaczęły nawijać jak szalone.
- Jak dobrze, że nic ci nie jest.
- Właśnie, ja tego bęcwała to chyba do Death Note'a wpisze!
- Już nigdy do ciebie nie podejdzie!
- A tylko by spróbował!
- Stop, stop – NecoMi usiadła na łóżku – Kto mnie...
- No jak to kto? Gdyby nie Antonio, to pewnie ten wypłosz by nic nie zrobił – wtrąciła Tsume a Volti tylko zamachał nerwowo ogonem – Tosiek cię niejako uratował – stwierdziła.
- Uratował, tak?...
***
NecoMi
chodziła nerwowo w tą i z powrotem przed pokojem Romano i Antonia,
bojąc się zapukać. Chciała podziękować Hiszpanowi za pomoc, ale
nie wiedziała od czego ma zacząć. W końcu jednak stanęła przed
drzwiami, nabrała powietrza w płuca i już chciała zapukać gdy
drzwi otworzyły się i stanął w nich ów brunet.
- Buenos dias, Neco. Co tu robisz? - zapytał zdziwiony widząc lekkie przerażenie w oczach dziewczyny, która właśnie zamierzała do niego zapukać.
- Ja..... - zacięła się na moment, ale po chwili ogarnęła się i wyciągła zza siebie mały koszyczek z pomidorami – Chciałam podziękować za to co wydarzyło się w bibliotece.
- Nie ma za co – uśmiechnął się Hiszpan – Naprawdę nie ma za co.
- Proszę – rudowłosa cała czerwona na twarzy wręczyła chłopakowi koszyk z pomidorami i znikła tak szybko jak się pojawiła.
- Buenos dias, Neco. Co tu robisz? - zapytał zdziwiony widząc lekkie przerażenie w oczach dziewczyny, która właśnie zamierzała do niego zapukać.
- Ja..... - zacięła się na moment, ale po chwili ogarnęła się i wyciągła zza siebie mały koszyczek z pomidorami – Chciałam podziękować za to co wydarzyło się w bibliotece.
- Nie ma za co – uśmiechnął się Hiszpan – Naprawdę nie ma za co.
- Proszę – rudowłosa cała czerwona na twarzy wręczyła chłopakowi koszyk z pomidorami i znikła tak szybko jak się pojawiła.
-
Muchas gracias!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz