Dla miłej odmiany postanowiłam napisać kolejny rozdział Axis Powers Academy - bo może ktuś na niego czeka i chce się dowiedzieć co dzieję się z ludzikami, które zeszły w podziemia akademii w poszukiwaniu kamienia filozoficznego.
Tsume przedzierała sie jako pierwsza przez długi korytarz porośnięty ogromną warstwą kurzu i pajęczynami grubości dywanu. Za nią dreptała dość spora grupka młodzieży w składzie Ludwig, Arthur, Toris, Edward i Neco.
- Ktoś liczy czas? - zapytał Pan Olo strzepując z twarzy stado pająków, którym zamarzyło sie najwyraźniej zrobić mieszkanka na tym miejscu.
- Za dwie godziny będzie świtać - odrzekł Edward sprawdzając czas na swoim zegarku państwowego alchemika.
- Tak sądziłam, nie zdążymy przed świtem - mruknął Ojciec Chrzestny NecoMi oświetlając drogę różdżką.
- I co teraz? - Ludwig i Arthur spojrzeli po sobie.
- Liczymy na Usagi i Voltiego - odrzekła była uczennica szkoły magii i czarodziejstwa w Gniewnie.
Nasza ekipa szła tak jeszcze dobrą godzinkę, niemal w całkowitym milczeniu, tylko czasami wysłuchując dziwnych odgłosów wydobywających się z głębi tunelu.
- Jakbym już kiedyś tu był - mruknął Brytyjczyk oświetlając ściany zrobione z ludzkich czaszek, jednak fakt ten jakoś nie wystraszył go.
- Bardzo możliwe - odrzekła Tsume potykając się o kość piszczelową wystającą z jednej ze ścian - To niemal absolutna replika paryskich katakumb.
- Co takiego?!
- Nie zdziwiłabym się gdyby... - dodała po chwili, ale bardzo szybko zamilkła zatrzymując się przed ogromnymi pozłacanymi drzwiami z malowidłem sfinksa - Czyli jednak miałam racje. Przed wami replika wrót do "skarbu narodów".
Cała ekipa spojrzała po sobie z dość niewyraźnymi wyrazami twarzy. Tylko NecoMi przybrała dość dziwny wyraz twarzy, jakby wścibski a jej zielona oczka przybrały bardziej demoniczny wygląd. Pan Olo zmierzył ją spojrzeniem.
- Bastet, co tu robisz, do cholery, co? - mruknęła.
- Sądzę, że Neco w takim stanie na niewiele wam sie przyda - Bastet, opętawszy ciało córki chrzestnej Pana Olo, wzruszyła ramionami, podeszła do drzwi i położyła na nich dłoń aby obudzić sfinksa - No... braciszku pobudka.
- O co chodzi, Bastet, pani Bubastis? - rzekł Sfinks przecierając oczy.
- Przejść byśmy chcieli - mruknęła niczym kot podpierając się pod boki.
- Jeśli odgadniecie moją zagadkę przepuszczę was - odparł lwopodobny zwierz z malowidła i zastanowił się chwilę, aby zadać następujące pytanie: - Jaka jest największa porażka Brazylii?
- Przegrali z Niemcami 7 do jednego na mundialu - powiedział bez zastanowienia Ludwig a jego głosie było czuć nutę satysfakcji.
Drzwi otworzyły się przed nimi a oczom ukazało się ogromne pole szachowe jakby wyjęte z pierwszej części Harry'ego Pottera.
- Umie ktoś grać w szachy? - zapytała Bastet, ale odpowiedzi nie uzyskała.
***
Usagi niespokojnie wędrowała po pokoju, a oczka Voltiego, który obecnie znajdował się pod postacią swojej właścicielki, podążały za nią, tak samo jak oczka Daniela. Słońce powoli zaczęło wstawać i wpadać przez okna. "Więc jednak nie zdążyli" pomyślała shinigami wcinając kolejne już jabłko z koszyczka, w którym nigdy nie brakowało tego owocu.
- No ni, Volti, będziesz musiał zastąpić Pana Olo na zajęciach - powiedziała brunetka.
Wtem nagle rozległo się pukanie do drzwi, ale najwyraźniej osobie, która stała za nimi spieszyło się i bez oczekiwania na krótkie "proszę", do pokoju jak huragan Irena, wpadł uchachany białowłosy Prusak z kurem na głowie, ciągnąc za sobą resztę bad trio w składzie Tośka i Francisa.
- Gilbert? Co wy tu robicie? - zapytała zdziwiona tęczowooka dziewuszka - I to o tak wczesnej porze?
- Wasza klasa - zaśmiał się Krzyżak - Ma dzisiaj zajęcia z Integrą! - po czym wraz dwojgiem przyjaciół opuścił pokój Golden Bad Trio, wiedząc, że dalszy pobyt w nim może się dla niego źle skończyć.
- O w papcior - zaklęła po cichu i nim się spotrzegła stała już na placu za szkołą gdzie pani dyrektor, zastępująca dzisiaj Sparte, zarządziła lekcje w-f'u survivalowego.
- Szybciej, szybciej, nie obijać się - poganiała blondynka trzymając w rękach coś najprawdopodobniej służące do poganiania bydła.
- Panie Olo - zagadał Germania, który nie wiadomo skąd również znalazł się na "poligonie" i obecnie udało mu się dogonić Voltiego pod postacią Tsume - Potrzebowałbym dziś pomocy przy jednej takiej sprawie. Wiem, że zajmujecie się teraz sprawą wspomnień NecMi, ale to nie zajmie dużo czasu. Zaledwie kilka minut. To jak?
- Yhyhehehy - Volti zaśmiał się tym swoim jenocim śmieszkiem, szczerząc się szeroko i stwierdził krótko - To raczej nie możliwe, Fritz.
- Volti?! - Dżermania wręcz wykrzyknął, a gdy jenot zaczął przed nim uciekać pozostawiając za sobą tumany kurzu, dyrektor wcurwił się i co sił w nogach ruszył za nim z nadzieją uzyskania wyjaśnień.
***
- Nie wiem jakim cudem udało nam się wygrać w tych szachach, ale widocznie moje rodzeństwo czuwa nad nami - Bastet wzruszyła ramionami, kiedy w kawałkach... no dobra, w całości, ekipa stała już za szachownicą, która pogrążona była w gruzach pozostałych po pionkach.
- I kolejne drzwi - stwierdził Toris kopiąc w spore, kamienne wrota w kolorze czerni z zieloną klamką - Kiedy one do jasnej cholery się skończą.
- Przestań - fuknęła Bastet jednym machnięciem odsuwając rzeczonego Litwina od drzwi i nacisnęła klamkę, a drzwi jakby nigdy nic otworzyły się na oścież - Nie rozumiem jak Neco może kochać takiego głąba - pokręciła zrezygnowanie głową, ale czując na sobie zdziwione spojrzenia ludków poprawiła sie szybko - Kochała, że kochała takiego głąba.
Cała grupa weszła do wielkiej komnaty wyłożonej bursztynem. Na wprost od nich stał kamienny filar, na którego szczycie umiejscowiony był mały, czerwony kamyczek.
- Coś mi tutaj nie pasuje - stwierdził Arthur drapiąc się różdżką po głowie - Nie sądzicie, że to zbyt łatwe? Że teraz od tak można go sobie wziąć?
- Racja - przytaknęła Tsume, a ich oczom nagle ukazał się Dziadzio Rzym przemierzający komnatę ze stertą kebabów w dłoniach i zapchanymi ustami.
- Fo wy tu roficie, siedzaki? - zapytał ciamkając jednego z kebabów.
- Yyy...
- Przyszliśmy po kamień filozoficzny, dzięki któremu Cony odzyskałaby wspomnienia - Edward zebrał się w sobie i krzyżując ręce na piersi, odpowiedział na pytanie wicedyrektora.
- Fo, ten kamyfek? - Starożytny Rzym wskazał ręką na filar i kamyk.
- No tak... - przytaknęli jednocześnie.
- Haha, to nie jest kamień filozoficzny - zaśmiał się mężczyzna i dodał po chwili - Wszyscy nauczyciele są kamieniami filozoficznymi - To dlatego tak długo żyjemy.
- CO?! SCHODZILIŚMY TU NA MARNE? NARAŻALIŚMY TSUME NA MARNE?!
- O nie, tak nie będzie - Bastet chwyciła Dziadzia za fraki i potrząsła nim - Nie obchodzi mnie jak, ale masz przywrócić NecoMi wspomnienia, jasne?!
- Hah, spokojnie Bastet - uśmiechnął się Rzym i położył dłoń na jej głowie, coś zalśniło na czerwono i już NecoMi odsunęła się od niego - I jak?
NecoMi spojrzała na swoje dłonie i zaśmiała się w dość dziwny sposób, tak jak za czasu gdy Bastet chciała zniszczyć kilka... khym... ważniejszych miejsc na świecie, gdy opętała ja pierwszy raz.
- Wszystko w porządku, Neco? - zapytała Tsume.
- Jasne - odparła - Ale dopóki jesteśmy tutaj nie mogę rozstać się z Bastet.
Ekipa poszukiwawcza po powrocie na powierzchnię ziemi rozeszła się do swoich pokoi, a Bastet wróciła do swojej statuetki stojącej na szafce ulubienicy Germanii.
- Stwierdzam udaną misje - Pan Olo zwycięsko podniósł rękę do góry i uśmiechnął sie szeroko aby chwilę później zdziwić się niesamowicie, albowiem w drzwiach ich pokoju stanął Dżermania trzymając Voltiego w postaci Pana Olo a w drugiej Usagi, za fraki.
- Co to ma znaczyć? - zapytał.
- To długa historia - stwierdziła Tsume zakładając nogę na nogę - Ważnie, że Neco odzyskała wspomnienia.
- Oh, to wyśmienicie - przyznał Fritz wypuszczając "więźniów".
- Taaaak, a my z Edziem to będziemy się już zbierać - nagle zakomunikował Daniel biorąc walizke swoją i alchemika.
- Ale jak to? - zdziwiła się jabłkożerna dziewuszka.
- Wyjaśniliśmy sobie z Neco kilka sprawa - stwierdził Ed - Wiec wyjeżdżam.
- A ja z nim - dodał Dan.
- Taaaaa - stwierdziła wesoło rudowłosa - Wreszcie wszystko pamiętam. A może nawet więcej niż powinnam - uśmiechęła się tajemniczo i przewróciła na drugi bok, aby wreszcie się wyspać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz