Witam wszystkich
ostatnimi czasy męczę się nad niedziałającym aparatem, z którego nie da się pobrać plików (y) napisałam tez kolejny rozdział Diablicy, który dedykuję mojej przyjaciółce i zarazem sorelli Mizuki ^^ - Mizuu pamiętaj, ja w Poznaniu się zjawiam pod koniec lipca :D
Jean siedział w swojej willi , gdzie jego okno gabinetu było skierowane n przepiękny widoczek paryskich ulic i na samą wierzę Eiffla. Archanioł uśmiechnął się do siebie wścibsko i wrednie zarazem. Jego tęczówki mieniły się wszystkimi odcieniami szkarłatu.
- Kochanie, już wychodzę - mężczyznę doszedł głos kobiety, a a na ramieniu poczuł dotyk. Odwrócił się aby ujrzeć wysoką, szczupłą blondynkę o jasnoniebieskich oczach - Zajmiesz się Marleną, prawda?
- Ależ oczywiście, Miro - uśmiechnął się.
- Cieszę się - Mira ucałowała swojego męża - Macie ze sobą bardzo dobre kontakty - wzięła walizkę i zamknęła za sobą drzwi - pa!
- Pa, Miro - pożegnał się, a kolejne słowa wypowiedział nieco ciszej, patrząc przez okno jak jego żona wsiada do samochodu i odjeżdża - Z tego wyjazdu służbowego już nie wrócisz żywa.
- Jean.
W drzwiach gabinetu archanioła stanęła dziesięcioletnia dziewczynka o czarnych włosach i oczach, które rozbłysły zielenią. Pod pachą trzymała pluszowego niedźwiadka z zaszytym pyszczkiem. Córka Miry i Jeana przekrzywiła dziwnie głowę i uśmiechnęła się przerażająco.
Archanioł odwrócił się do niej.
- Już nadszedł czas - powiedziała Marlena, a z jej gardła wydobył się demoniczny pomruk, przypominający ten z filmu "Egzorcysta".
- Tak, to już czas - Jean skinął głową i posadził sobie dziewczynkę, dość niską jak na swój wiek, na ramieniu - Czas na to aby odnaleźć chłopca, który zaginął dokładnie dziesięć lat temu.
- W dzień gdy się narodziłam, prawda? - mruknęła dziewczynka z nutą arogancji i wyższości.
- Tak, narodziłaś się w ludzkiej skórze.
- A wiec powiedz mi wreszcie, co mam robić - dziewczynka oblizała usta.
- Więc mój drogi, Lucyferze, musimy odnaleźć tego, który jest Szatanem.
- Więc ten chłopczyna z Włoch...
- Tak, mój drogi Lucyferze, dobrze kombinujesz.
***
Mephisto leżał na łóżku wpatrując się niemo w sufit i podrzucając piłeczkę pingpongową znalezioną pod starą szafką na buty. Spotkanie Julii było dla niego czymś niespodziewanym i zapewne nieprzypadkowym.
- Marco - odezwał się gdy tylko jego "wychowanek" wyszedł z łazienki, po odbytej kąpieli.
- Hy?
- Pamiętasz coś z tamtego dnia, gdy do mnie przyszedłeś przerażony? Jako jeszcze mały chłopiec?
- Czemu teraz mnie o to pytasz? Stało się coś? - brunet posłał demonowi pytające spojrzenie.
- To ważne, powiedz, pamiętasz?
- Już wszystko ci powiedziałem, moja siostra rozmawiała z opiekunką o zastępach demonów, które na mnie czyhają... - chłopak zmarszczył brwi - Ale dlaczego...
- Bo twoja siostra jest w Weronie - Mephistoteles przerwał mu nagle, siadając prosto na łóżku.
- Tamta dziewczyna, na którą wpadłeś, to moja Julia?! - Marco upadł gwałtownie na skórzany fotel ustawiony pod ścianą - O cholera, to znaczy, że Neear też tu jest.
- Czekaj! Czy ja dobrze usłyszałem? Neear? - mimo iż demon, który pokazał się niegdyś Faustowi pod postacią pudla, był blady teraz zrobił się niemal blady jak ściana - Nie mówiłeś wcześniej jak się nazywała...
- To ważne?
- Muszę się napić mocnej kawy - Romeo wstał z łóżka i kierując się do kuchni, nagle zasłabł i osunął się na podłogę.
- Mephisto! - brunet natychmiast zjawił się przy przyjacielu.
Marco wystraszył się nie na żarty. Któż widział mdlejącego demona? Przecież to istoty nieśmiertelne, nie znające ludzkich chorób i zwyczajów, mimo iż w skórze człowieka. Chłopak zdzielił go w policzek, chcąc ocucić go najprostrzym sposobem.
- Marco... - wymamrotał Mephistoteles - Jesteś w ogromnym niebezpieczeństwie. Wyjedź stąd... natychmiast!
OJA *_* Dostałam dedyka *.*
OdpowiedzUsuńPowtórzenia.
I krótko D:
Wiesz, że ja się o to czepiam XD Choć sama nie piszę jakoś długo.
Ogólnie zaciekawiłaś mnie tym wstępem.
Fajnie.
Podoba mi się.
Daję kciuk w górę (y)
/Mizuuu~
Obecnie piszę coś dłuższego :D
OdpowiedzUsuń