Muzyka

czwartek, 13 marca 2014

Axis Powers Holiday/Axis Powers Academy 2

      Chodny wiaterek rozwiewał splątane kosmyki Dziadzia Rzyma, który zorientowawszy się, że coś jest nie tak – bo przecież Fritz jeszcze nigdy na tak długo nie wyjeżdżał poza dom. Ba, co więcej nie było z nim żadnego kontaktu. A co więcej nie było go nigdzie, a szukał nawet u NecoMi, przypuszczając, że mógł się tak zaszyć na jakiś czas. Jednak i ta opcja nawaliła. Dowiedziawszy się od przyjaciela jego rudowłosej uczennicy, że dziewczyna wyjechała na szkolną wycieczkę, która miała odbyć się na morzu, wpadł w panikę. A tak długa nieobecność Germanii mogła świadczyć tylko o jednym – stało się coś złego, a mianowicie musieli albo zabłądzić albo statek się rozbił.

     Dziadzio Rzym zwoławszy wspaniałą ekspedycję ratunkową w składzie nierozgarnięty Hiszpan Antonio, jego kochane dwa wnusie: uchachany Feliciano i wiecznie narzekający Romano, pedant Ludwig chcący uratować starszego brata a także Feliks, który nie tylko był pod ręką, ale jako jedyny z tej paczki potrafił komunikować się z NecoMi poprzez jeden z poziomów astralnych i choć nie lubił się z jej tygrysem, mógł bez problemu namierzyć ją na mapie. 

     - Kapitanie, melduję że nasz automobil jest gotowy do drogi – zakomunikował Ludwig salutując, a następnie usiadł za kierownicę aby poprowadzić ten zmyślny autokar, którego kierowcą był niegdyś sam Alucard.

     - Ruszajmy więc – oznajmił Romulus i autokar ruszył z kopyta w kierunku wyznaczonym przez wahadełko Feliksa.

***

     - Zwolnijcie trochę, nogi mi odpadają – marudził niezbyt wysoki Finlandczyk, ciągnąc się za resztą grupy.

     - Im szybciej ich znajdziemy, tym szybciej się stąd wydostaniemy – oświadczył zagilbisty właściciel małego, żółtego kura, który obecnie znajdował się bóg wie gdzie.

     W tej także chwili prosty lud podążający za wybawicielem Alucardem spojrzał w stronę Prusaka, aby po chwili zorientować się, że ktoś głośno krzyczy. Kiedy obrócili się w stronę, z której dochodziły ów dziwne dźwięki, Alfred padł na kolana jakby stanął przed nim hamburgerowy bóg i ktoś w tle zaśpiewał „alleluja”.

     - Jesteśmy ocaleni! - wykrzyknął nagle Iwan zrzucając z grzbietu Usagi, która prawie zakrztusiła się jabłkiem które dla odmiany konsumowała.

     - Dumcio! - wydarł się uradowany albinos, i w tym właśnie momencie wszyscy tu obecni zebrani byli świadkami bardzo wzruszającej sceny z cyklu filmu o pewnym psie zwanym imieniem Lessy, gdyż nasz kochany czerwonooki Prusak i jego żółty pisklak, skoczyli sobie w ramiona.

     - Nareszcie was znaleźliśmy – uśmiechnęła się NecoMi posyłając porozumiewawcze spojrzenie wampirowi opiekunowi rodziny Hellsing, którego imię czytane od tyłu brzmiało Dracula.

     - Matuchno, Al jak ty się tu dostałeś?! - zawołał Pan Olo natychmiast rzucając się na szyję swojemu Ojcu Chrzestnemu, którego nie widziała od felernego zdarzenia z Bastet.

     - Cóż, myślę że to nie pora na takie sprawy – zakomunikował Germania klaszcząc w dłonie i przyprowadzając wszystkich do właściwego porządku – Są wszyscy?

     - Tak, wszyscy – przytaknął Arthur, jedyny który jako tako wszystko ogarniał i wiedział co jak i gdzie się dzieje.

     - Beeeerwald! - Tino orientując się co się dzieje wokół niego, nagle zerwał się na równe nogi i rzucił się w stronę swojego starszego braciszka, który pozostał tym nie wzruszony dalej wpatrując się tępo w stronę Tsume, która coś energicznie tłumaczyła Alucardowi, który tylko co jakiś czas przytakiwał zapewne udając, że jej słucha, a tak na prawdę jego oczy były skierowane w całkiem inny punkt, a raczej osobę znajdującą się na plaży.

     - Hejeczka, towarzyszu Voltaire – uśmiechał się Rusek drapiąc małe zwierzątko za uchem, które mruczało niczym kot – Dawno się nie widzielim, masz może jakieś nowe zabawki w formie broni białej?

     Zwierzątko w odpowiedzi pokiwało łebkiem i wyciągnęło zza swojej futrzastej pazuchy najnowszy model kałasznikowa, którym jeszcze kilka dni temu straszyło Francisa.

     Gdy tylko zapadł zmrok a nasi bohaterowie, którzy wreszcie nareszcie odnaleźli siebie i oszacowali straty, których nie było raczej w ich szeregach, rozpalili ognisko i postanowili, że nadeszła dla nich odpowiednia chwila a także aura temu towarzysząca do obmyślenia planu ucieczki z tej bezludnej, nieznanej im wyspy. Każdy z nich podał swój indywidualny pomysł, który raczej nie był wizja tego, aby przeżyli wszyscy więc kategorycznie odrzucono wszystkie możliwe możliwości.

     - Ależ dlaczego? Przecież to nadzwyczaj wspaniały pomysł, i ucierpi przy tym tylko a wyłącznie ta francuska franca! - zbulwersowała się Tsume, kiedy i jej plan został odrzucony przez wszystkich, nawet Alucarda, który zazwyczaj przytakiwał jej w każdym innym działaniu dotyczącym zabiciu Francisa.

     - Ja chce jeszcze pożyć! - stwierdził blond włosy mieszkaniec Paryża podpierając się pod boki niczym prawdziwa kobieta.

     - Nikt cię o zdanie nie pytał, ty franco ty! - Pan Olo rzucił w jego stronę pustą puszką od tuńczyka, którego zapas nosił przy sobie Pan Szwedek.

     - Uspokójcie się – powiedział Alucard, uciszając obu zabijaków skinieniem ręki i wskazując na NecoMi śpiącą na jego czerwonym płaszczu.

     Kiedy tylko rozpalono ognisko, rudowłosa zawinęła wampirowi jego płaszcz i urządziła sobie z niego całkiem przyjemne legowisko. Naprawdę niczym kot. Można by powiedzieć, że natura Bastet trochę dała jej się we znaki w tej dziczy.

     W tej także chwili nastała długa głucha cisza, którą odważył się przerwać nagły warkot silnika autokaru, który w dziwnych okolicznościach wylądował nagle na plaży niedaleko naszych przyjaciół, przypominając bardzo niezidendyfikowany obiekt latający, czyli UFO. Jedyna różnica pomiędzy UFO a autokarem, była taka, że nie wysiedli z niego żadni zieloni kosmici w fluorystycznych kombinezonach a nasi bohaterowie, którzy pod dowództwem Starożytnego Rzymu przyszli na ratunek naszym rozbitkom.

     - Fritz!

     - Romulus!

     Dwojga zacnych dyrektorów Axis Powers Acadmy rzuciło się sobie w ramiona płacząc jak dwa stare konie, które... nie widziały się wiele lat. Cóż, tu więcej ją opisywać jeden zwalał winę na siebie, drugi na siebie a i tak w końcu nie wiadome było kto zaczął i o co tak naprawdę była cała sprawa. Cóż poradzić, jak widzicie wszystko kończy sie dobrze. 

     - Czas się zbierać – zakomunikował Feliks, a Alucard siadł za sterem iście mrocznego autokaru, a kiedy wszyscy weszli do środka i zajęli swoje miejsca, pojazd uniósł się w powietrze, zawisł na moment w przestrzeni i nagle odleciał z zawrotną szybkością. 

     - O cholera – zaklął Robinson Cruzoe, nad którego głową przeleciał ów pojazd.

     Mężczyzna spojrzał na nalewkę z soku kokoseowego i odsunął ją od siebie.

     - Już nigdy więcej alkoholu.


***

     Młody lud edukujący się stał na baczność w wielkiej sali Axis Powers Academy, i wsłuchiwał się w najnowszy hymn szkoły, który zalatywał muzyką zaczerpniętą z jakiegoś brytyjskiego kryminału. Zaczynał się nowy rok szkolny i wszyscy byli nie tylko podekscytowani, ale również ciekawi tym co spotka ich w kolejnym roku nauki w tej niezwykłej szkole.

     - Nie lubię jak on tak gada i gada – mruknęła Tsume w stronę NecoMi, które były teraz już drugoklasistkami.

     - Ja też nie, a widziałaś może Usagi? - zapytała rudowłosa wiccanka.

     - To ty nie wiesz? - zdziwił się Pan Olo, głaszcząc Voltiego po łebku – Dostała list od ojca. Wybuchła woja w świecie shinigami i potrzebowali natychmiastowej pomocy. Wyjechała i nie wiadomo kiedy wróci.

     - Szkoda.

     - A wiec moi drodzy przechodzimy już do ostatniej, a zarazem najważniejszej sprawy na dzisiejszym apelu – oświadczył Germania a na podest weszła wysoka szczupła kobieta w okularach i jasnych włosach sięgających mniej więcej do pasa – Oto nasz nowa nauczycielka religii świata a także jedna z kardy dyrektorskiej, Integra Hellsing.

     - Że co do jasnej anielki?! - posiadaczka Jedynego Pierścienia nagle straciła równowagę i wylądowała z głośnym „ŁUP!” na podłodze.

     - Witam serdecznie – przywitała się Integra poprawiając wielkie okulary, które gościły na jej nosie – W tym roku nauczycie się...

     - Chodź – Pan Olo wywlekł za szmaty NecoMi z wielkiej sali – Już wiem dlaczego Alucerd zniknął dzisiaj tak szybko.

     - Przez Integre? - zapytała Neco.

     - Pewnie, że tak. Jest wampirem opiekunem rodziny Hellsing, a w szczególności jeśli chodzi o Integre. Jednak jakiś czas temu wszystko miedzy nimi się popsuło. Nie myśl o nich jak o związku, ale coś jak o mnie u o Alucardzie. Można powiedzieć, że gdy ona wywaliła go na zbity pysk to ja przygarnęłam go jako psiaka pod swój dach i mimo wszystko stał sie moim Ojcem Chrzestnym, niczym Don Corleone – otworzyła drzwi od pokoju jej i NecoMi aby w kolejnej kolejności ujrzeć blondynkę w dziwnym, militarnym kombinezonie, który ledwo dopinał się w okolicach klatki piersiowej, a jej czerwone oczy błysnęły w blasku słońca.

     - Witaj Olo – przywitała się Victoria.

     - A niech cię jasny szlag trafi!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz