Muzyka

środa, 5 marca 2014

Koniec świata, moi państwo


Witam wszystkich po tej długiej przerwie,
Nie pisałam bo wena uciekła mi i musiałam jej szukać w Stmilowym lesie, i co prawda dalej jej nie mam, ale udało mi się (po długim podróżowaniu między lekarzami i poligonami wojskowymi - przygotowuje się na wojnę z Ruskimi) wyskrobać takie oto opowiadanko o pewnym osobniku, płci męskiej, który chodzi w berecie i moro. Użyczył mi swego jakże wyszukanego imienia i tak oto powstało to:

     Dawno, dawno temu, przed kilkoma dniami nastał piękny dzionek z pustym niebem pełnym chmur. Był to piątek i jak na początek tygodnia przystało, żagańskie ptaszki śpiewały radośnie swój marsz pogrzebowy przed koszarami wojskowymi niedaleko granicy niemieckiej a mały, włochaty rudy osobnik przemierzał poligon. Lisek przysiadł na moment i oglądał piękny wschód słońca, odbijający się w oknach tutejszych budynków. Była chwila przed piątą i jak zapewne sobie pomyśleliście, była to bardzo wczesna godzina, więc większość oddziału jeszcze twardo spała w swoich łóżkach. Również nasz główny bohater, Eustachy, pogrążony był w głębokim śnie.

Podczas gdy nasz wyżej wspomniany jegomość, przewracał się na drugi bok, a na zegarku przeskoczyła minutka, w całym pomieszczeniu rozbrzmiał dźwięk alarmu. W jednej chwili wszyscy żołnierze stacjonujący w jednostce wojska polskiego w Żaganiu, przybrała swoje lekkie buty, zwane potocznie glanami i lekkie, zwiewne koszule mundurowe, zwane również przez nich „pelerynką niewidką”; po czym zebrali się się na zbiórkę przed budynkiem.

- Baczność! - zawołał jeden z żołnierzy, a wszyscy, no prawie wszyscy, natychmiastowo wyprostowali się.

Kapitan Eustachy przemaszerował pomiędzy szeregami, dokładnie penetrując oddział swoimi rozbieganymi oczętami. Co jak co, może i każde z jego oczu było skierowane w przeciwną stronę, ale wszyscy i tak uważali go za bardzo mądrego i uczciwego człowieka.


- A cóż to? - brwi kapitana podniosły się, kiedy ujrzał zasapaną dziewoję, która ledwo co trzymała się na nogach.

- Melduję kapitanie, że widzę górę lodową! - zasalutowała dziewczyna.

- Weźmy suszarki! - wydarł się młody Włoch.

- Melduję, że nie mamy suszarek!

- Nie, to nic nie da – stwierdził chłopak, patrząc na swoją zapalniczkę.

- Utoniemy!

- To skaczemy! Trzeba sie ewakuować!

- Ale ja nie umiem pływać!

- To odlecimy – zawołał chłopak i wskazał na drabinę do helikoptera, który prowadził tygrys.

W tym też momencie Kapitan Eustachy wykonał klasycznego facepalma i stwierdził, że już nic go nie zdziwi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz