Witam wszystkich po tej długiej przerwie,
Nie pisałam bo wena uciekła mi i musiałam jej szukać w Stmilowym lesie, i co prawda dalej jej nie mam, ale udało mi się (po długim podróżowaniu między lekarzami i poligonami wojskowymi - przygotowuje się na wojnę z Ruskimi) wyskrobać takie oto opowiadanko o pewnym osobniku, płci męskiej, który chodzi w berecie i moro. Użyczył mi swego jakże wyszukanego imienia i tak oto powstało to:
Dawno, dawno temu, przed kilkoma
dniami nastał piękny dzionek z pustym niebem pełnym chmur. Był to
piątek i jak na początek tygodnia przystało, żagańskie ptaszki
śpiewały radośnie swój marsz pogrzebowy przed koszarami
wojskowymi niedaleko granicy niemieckiej a mały, włochaty rudy
osobnik przemierzał poligon. Lisek przysiadł na moment i oglądał
piękny wschód słońca, odbijający się w oknach tutejszych
budynków. Była chwila przed piątą i jak zapewne sobie
pomyśleliście, była to bardzo wczesna godzina, więc większość
oddziału jeszcze twardo spała w swoich łóżkach. Również
nasz główny bohater, Eustachy, pogrążony był w głębokim
śnie.
Podczas gdy nasz wyżej wspomniany
jegomość, przewracał się na drugi bok, a na zegarku przeskoczyła
minutka, w całym pomieszczeniu rozbrzmiał dźwięk alarmu. W jednej
chwili wszyscy żołnierze stacjonujący w jednostce wojska polskiego
w Żaganiu, przybrała swoje lekkie buty, zwane potocznie glanami i
lekkie, zwiewne koszule mundurowe, zwane również przez nich
„pelerynką niewidką”; po czym zebrali się się na zbiórkę
przed budynkiem.
- Baczność! - zawołał jeden z
żołnierzy, a wszyscy, no prawie wszyscy, natychmiastowo
wyprostowali się.
Kapitan Eustachy przemaszerował
pomiędzy szeregami, dokładnie penetrując oddział swoimi
rozbieganymi oczętami. Co jak co, może i każde z jego oczu było
skierowane w przeciwną stronę, ale wszyscy i tak uważali go za
bardzo mądrego i uczciwego człowieka.
- A cóż to? - brwi
kapitana podniosły się, kiedy ujrzał zasapaną dziewoję, która
ledwo co trzymała się na nogach.
- Melduję kapitanie, że widzę górę lodową! - zasalutowała dziewczyna.
- Weźmy suszarki! - wydarł się młody Włoch.
- Melduję, że nie mamy suszarek!
- Nie, to nic nie da – stwierdził chłopak, patrząc na swoją zapalniczkę.
- Utoniemy!
- To skaczemy! Trzeba sie ewakuować!
- Ale ja nie umiem pływać!
- To odlecimy – zawołał chłopak i wskazał na drabinę do helikoptera, który prowadził tygrys.
W tym też momencie Kapitan Eustachy wykonał klasycznego facepalma i stwierdził, że już nic go nie zdziwi.
- Melduję kapitanie, że widzę górę lodową! - zasalutowała dziewczyna.
- Weźmy suszarki! - wydarł się młody Włoch.
- Melduję, że nie mamy suszarek!
- Nie, to nic nie da – stwierdził chłopak, patrząc na swoją zapalniczkę.
- Utoniemy!
- To skaczemy! Trzeba sie ewakuować!
- Ale ja nie umiem pływać!
- To odlecimy – zawołał chłopak i wskazał na drabinę do helikoptera, który prowadził tygrys.
W tym też momencie Kapitan Eustachy wykonał klasycznego facepalma i stwierdził, że już nic go nie zdziwi.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz