Muzyka

środa, 16 kwietnia 2014

Axis Powers Academy 2 - NecoMi! Ty byłaś tą samą osobą, która...

Witaj prosty ludu pracujący, edukujący się i wgl.!
Jako że zbliżają się święta Wielkanocne (których jako tako nie obchodzę ze względu na pogańskie poglądy religijne) życzę wszystkim po prostu wesołych świąt - a co się będę rozpisywać, kiedy oglądam zarąbiste anime, które nie obejrzy się samo. No i jeszcze kolejna część Axis Powers Academy!


Axis Powers Academy

     Był to wieczór, jeden z najzwyklejszych, wieczór gdzie zwyczajna rodzina powinna wspólnie siąść do stołu i w spokoju skonsumować kolację. Jednak nie na tym odludziu, gdzie znajdował się dom rodzinny pewnych dwóch chłopców i ich babci. Tego wieczoru miało wydarzyć się coś nadzwyczajnego...

     - Chłopcy, co dzisiaj robiliście? - zapytała posiwiała kobieta podając jednemu z chłopców kolację, a siedział on na wózku inwalidzkim.

     - Nic takiego, babciu - odparł drugi wysuwając się z cienia aby ukazać swą metaliczną postać.

     Kobieta spojrzała na niego i westchnęła głęboko. Tak, dusza czternastolatka zamknięta w ciele ze stali, stworzonym przez młodą dziewczynę mechanika, tylko po to aby dusza jej wnuczka została w niej zapieczętowana. Drugi natomiast, o rok starszy chłopak, pozbawiony prawej ręki i lewej nogi, już na zawsze został przykuty do wózka, wiedząc, że nie będzie już samodzielny.

     Ciszę panującą w w domu przerwał grzmot. Deszcz bił głośno o dach i okna domostwa. Tak, ciemno, zimno, rozpętała się burza zaczął wiać mocny wiatr. W takie wieczory człowiekowi nic się po prostu nie chce i najlepiej zamknąłby się w czterech ścianach swojego pokoju aby pogrążyć się w swoich zamyśleniach.

     Wtem ktoś gwałtownie zapukał do drzwi.

     - Ja otworzę - powiedział złotooki blondyn i podjechał wózkiem do drzwi, aby je otworzyć i przekonać się kto zechciał ich odwiedzić w tak straszną pogodę.

     Gdy je otworzył, ujrzał młodego czarnowłosego chłopaka, który niósł na rękach drobną rudowłosą dziewczynkę, na pewno nie starszą od niego. Oboje byli cali przemoknięci a dziewczynka zdawała się być nie przytomna.

     - Mogę... - zaczął nieznajomy, lecz szybciej uzyskał odpowiedz niż zdążył zadać pytanie:

     - Oczywiście, proszę, co jej się stało? - blondyn wpuścił ich do środka i zaraz zawołał swojego brata i babcię.

     Daniel, bo tak zwał się ów nieznajomy położył swoją przyjaciółkę na łóżku, a starszy z braci zajął się nią. Starsza kobieta natomiast zaczęła wypytywać co się stało.

     - Zostaliśmy porwani, cudem udało nam się uciec - wysapał Dan opadając bezwładnie na fotel - Ledwie udało nam się uciec. Ale Cony jest ranna, trzeba jej pomóc - skinął głową na dziewczynę.

     - Co jej się stało? - mruknął blondyn.

     - Gdy biegliśmy wpadła we wnyki zastawione przez kłusowników - wydukał - Boję się, że może stracić prawą nogę...

     Złotooki podwinął delikatnie prawą nogawkę zielonych spodni dziewczyny, a jego oczom ukazała się wielka czerwona rana wokół której widniał równie wielki zakrzep krwi i wielkie sine pole.

     - Mój brat się nią zajmie, a ty coś zjedz - odezwał się stalowy brat, który zrobił wielkie wrażenie na Danielu, który przez moment się zawahał.

     Tak też się stało i starszy z braci w tajemniczy sposób uleczył Cony.

     Minął niecały tydzień aby Daniel, Cony i rodzina Elrików zaczęła się dogadywać. Przede wszystkim nie tutejsi byli bardzo wdzięczni im za pomoc, choć nie mieli do końca pojęcia jakim cudem dziewczyna została uleczona - choć nie ukrywajmy, kulała na tę nogę.

     - No, teraz powinno być super - tymi słowami swój wywód zakończyła pewna blondyneczka, kończąc swoją pracę przy mechanicznej ręce i nodze dla starszego z braci.

     Złotooki wstał z łóżka i od razu wypróbował swoje "nowe" ciało. Z wielkim uśmiechem wstał o własnych siłach, pierwszy raz od dawien dawna i prawie rozpłakał się ze szczęścia.

     - Haha, udało ci się, udało! - Cony wpadła w ramiona chłopaka, który przytulił ją mocno i pocałował w czoło.

     - Tak Cony, to dzięki tobie, dałaś mi wiarę na to, że mogę.

     Całej tej sytuacja przyglądał się Daniel wraz z stalowym bratem, a na jego twarzy kwitnął radosny uśmiech. Czarnowłosy spojrzał na Alfonsa, bo tak na imię miał młodszy z braci i powiedział:

     - Pół roku minęło od czasu gdy się tu pojawiliśmy, powinniśmy dać znać rodzinie, że żyjemy. Powinniśmy wracać. jednak z drugiej strony wiem, że będzie im się trudno rozstać. Czuję, że to jest jej jedyny...

     - Jest młoda - Alfons pokiwał głową. 

     - Jedna jeszcze nigdy jej takiej nie widziałem. Jesteśmy jak brat i siostra, doskonale wiem, kiedy co czuje i jak się zachowuje w określonych sytuacjach. Takiej nie widziałem jej nigdy - odparł Dan.

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~**~*~**~*~**~**~*~**~*~**~*~**~*~*~

     Ogromna liczba osób, fotoreporterów zebrała się wokół placu pocztowego, na który zajechał samochód prowadzony przez niskiego jegomościa z gęstą czupryną na głowie. Wszyscy od ponad roku zagłębiali się w sprawie zaginięcia dwojga przyjaciół, którzy - jak donoszą źródła - zostali uprowadzeni i właśnie zostali odnalezieni. Jednak z innych źródeł wiadomo, że zostali oni uprowadzeni aby zostać dawcami organów. Krążyło tyle teorii, że nikt nie był do końca pewny ile ich jest, a każda zapewne miała ździebko prawdy.

     - Zróbcie przejście - pierwszy z auta wysiadł wysoki stalowy człowiek, a za nim zaraz pojawił się niski blondyn, lekko niższa od niego rudowłosa dziewczyna i wyższy czarnowłosy chłopczyna.

     Oślepił ich blask fleszy.

     - Kto was porwał?

     - Jak zdołaliście uciec?

     - Ktoś wam pomógł?

     - Jak to się stało?

     - Czy tych dwóch ma z tym jakiś związek?

     - Ile czasu się okrywaliście? - z każdej strony dochodziły różne pytania, na które nikt wcale nie odpowiadał, nie miał nawet zamiaru.

     - Oni są temu winni - po długich, męczących przesłuchaniach jeden z mundurowych stwierdził to wskazując na braci - To oni omamili tę dwójkę i zwiedli. Teraz udają niewiniątka odstawiając ich z powrotem. Wywnioskowałem z zeznań Convalii, że to przez niego kuleje.

     - Nie, nie nie, źle mnie zrozumiano - dziewczyna natychmiast pokręciła głową, lecz to nic nie pomogło.

     - Powinniśmy ich od razu wsadzić za kraty  - dodał jego przełożony.

     - Nie! - rozpłakała się Cony.

     Policjanci ruszyli w stronę braci, którzy naturalnie zaczęli się bronić przed fałszywymi oskarżeniami, doszło do rękoczynów. Zaczęła się strzelanina. Lecz oboje albo unikali strzałów, albo kule odbijały się od metalowych części. Aż w końcu uciekli i już więcej się nie pokazali. Miał zostać wysłany za nimi list gończy.

     Tego samego wieczoru starszy z braci zawitał do domu Cony, nie pokazując się jej rodzicom, wszedł przez okno budząc dziewczynę ze snu.

     - Co tutaj robisz, jak ktoś cię tu zobaczy - usiadła na łóżku.

     - Przyszedłem się pożegnać - powiedział cicho, gładząc jej policzek i patrząc prosto w oczy, które napełniały się łzami.

     - Chciałabym cofnąć czas. Mogłam nie wracać... - Cony dławiła się łzami.

     Chłopak uśmiechnął się lekko przytulając dziewczynę jak najmocniej i szepnął jej do ucha:

     - Nie zapomnę o tobie, to ty dałaś mi siłę i wiarę na to, że mogę wrócić do normalności. Zawsze będę cię kochał.

     - Jeśli kiedykolwiek przestanę o tobie myśleć... nie no co ja mówię, nigdy nie przestanę o tobie myśleć - ich twarze znalazły się bardzo blisko siebie, a ich usta połączyły się w pocałunku.

     - Zapomnij, tak będzie lepiej - dodał stojąc na parapecie, po czym wytarłszy jedną, samotną łzę spływającą po policzku, zniknął.

     Cała afera nabrała ogromnego rozgłosu, nazwisko Convalii znalazło się na pierwszych stronach gazet. Wszyscy wiedzieli kim jest i co się stało, jednak nie znali całej prawdy, a historię, którą rozpowszechniała policja. Ona sama zmieniła dane osobowe...

***

     - ...i siedzi tu przed wami - tymi słowami Daniel zakończył historię, która dotyczyła jego i NecoMi.

     - Co ci jest, Panie Olo? - Usagi szturchnęła Tsume łokciem.

     - Wzruszyłam się - smarknęła posiadaczka jedynego pierścienia, wydmuchując nos w koszulę Francisa, który napatoczył się znikąd. 

     - I dlatego nam o tym nie powiedziałaś - Roderich spojrzał na rudowłosą pobłażliwym wzrokiem.

     - Tak... - wydukała z siebie NecoMi, nadal mając spuszczoną głowę. 

     - Współczuję. Nie wiedzieć nawet gdzie znajduję się obecnie osoba, którą się kochało - Węgierka przytuliła Neco, w akcie pocieszenia.

     - Tak szczerze powiedziawszy... mimo tych wszystkich moich tutejszych przygód... nigdy nie zapomniałam o nim. To dlatego wszystkie moje związki dotychczas się rozpadały - młoda wiccanka pociągnęła nosem - Od tamtej pory go nie wiedziałam. Nie wiem gdzie jest, co robi, czy żyje... czy mnie pamięta...

     - Kim on był? - wyrwało się komuś z tyłu pokoju.

     - Był alchemikiem - wtórował Daniel, dodając szybko - A raczej jest nim nadal.

     Neco wbiła w niego swój wzrok, a gdy tylko to uczyniła została wręcz na chama wyciągnięta z pokoju i wywleczona na dwór. Za nimi pognał cały tabun ciekawskich gapiów. Dan zatrzymał się dopiero na dziedzińcu, a dziewczyna stanęła jak wryta nie wierząc swoim oczom. Stał przed nią młody chłopak, z blond włosami splecionymi w warkocz. Miał na sobie czarne jak smoła glany, równie ciemne spodnie i białą koszulę z krawatem. Jego złote oczy odbijały jasny blask słońca, a na jego twarzy widniał wesoły uśmiech.

     - Cony, nic się nie zmieniłaś - powiedział.

     - Edward... - dziewczyna zasłoniła usta a jej oczy zaszkliły się.

     - Bo ja nie zapomniałem o tobie i wciąż cię szukałem, a gdy Dan mnie znalazł, wiedziałem, że muszę wrócić - przytulił ją z całego serca.

      - Edward... ja... nie... no... ja... - Neco zaczęła płakać wtulając się w jego koszulę - Trzy lata...

      - Tak, wiem - uśmiechnął się chłopak głaszcząc ja po głowie - Teraz będziemy mieli dużo czasu. przeciw mnie zostały wycofane oskarżenia, mojego brata przyjęli do szkoły w Londynie. teraz jestem tylko twój. Na zawsze...

     - Kocham cie...

     Edward ukląkł nagle.

     - Wiec, wyjdź za mnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz