Z przyjemnością mogę ogłosić, że zaraz pyknie mi 2 tysiące odsłon bloga, za co bardzo wam dziękuję ^^ i korzystając z okazji, zapraszam na mojego nowego (tak, tak, wiem kolejnego, ale w chwili obecnej mam tylko tego i tego nowego bloga) http://witchvenezia.blogspot.com/
No i oczywiście zapraszam na kolejną notkę
Julia delikatnie zamknęła za sobą drzwi i poleciła bratu aby zanim wejdzie do pokoju, ściągnął buty. Marco posłusznie wykonał siostrzaną prośbę i chwilę później zniknął w swoim pokoju pochłonięty zabawą pluszakami. Dziewczyna sama, na paluszkach poszła do kuchni aby przygotować sobie i bratu kubek gorącej czekolady.
- Już jesteście? - nagle w drzwiach kuchni pojawiła się wysoka, smukła kobieta z blond włosami, które w chwili obecnej wyglądały jak po przejściu wielkiego tajfunu.
Dziewczynka podskoczyła i upuściła kubek, który zderzając się z kafelkową podłogą rozbił się na kawałki. Julia natychmiast zaczęła je zbierać drżącymi rękami.
- W-wystraszyłaś mnie - jęknęła kalecząc się w palec, a mała stróżka krwi spłynęła jej po dłoni - Specjalnie byłam cicho żeby cię nie obudzić.
- Nic nie szkodzi - odparła Neear, bo tak właśnie było jej na imię i sięgnęła do lodówki po karton świeżego mleka - I tak już nie spałam.
- Przepraszam - Julia spuściła głowę i wyrzuciła szczątki kubka, po czym od razu chciała wyjść z kuchni, lecz silna dłoń blondwłosej kobiety zatrzymała ją.
- Julio, co się dzieje? - zapytała troskliwie.
- N-nic takiego - rudowłosa uciekała wzrokiem.
- Julio - głos białookiej zabrzmiał trochę groźniej niż zazwyczaj.
- Spotkałam GO - wydusiła z siebie i teraz całą złość wygarnęła kobiecie w twarz - Miałaś go pilnować! Ten cały Jean nigdy... nie miał zbliżać się do mojego brata!
- Julio, to nie tak...
- Co "nie tak"? Co "ie tak"? - dziewczynę ogarnął szał, nawet nie zorientowała się, że zaczęła krzyczeć - Myślałam, że jest dla ciebie ważny, że go ochronisz! Nawet nie wiesz jak się bałam, kiedy nagle mi zniknął!
- Julio, spokojnie, wszytko jest pod kontrolą - Neear próbowała ją uspokoić.
- Jak mam być spokojna, kiedy wszystkie zastępy demonów czekają na mojego młodszego brata? - warknęła - I jak to wszystko jest pod kontrolą? Nasyłanie na nas demonów, jest pod kontrolą?
- Jean nie jest demonem, jest archaniołem - zaprzeczyła blondynka, mając w duchu nadzieję, że dziewczyna uspokoi się zanim Marco wszystko usłyszy.
- Co?! Nie, to cię nie tłumaczy!
Wtem rozległ się dźwięk zamykanych drzwi. Obie spojrzały na siebie porozumiewawczo i ruszyły w kierunku drzwi.
- Marco! Marco, zaczekaj! - Julia jak najszybciej zbiegła po schodach, i wybiegła na ulicę rozglądając się we wszystkie strony, które mógł pobiec jej brat, lecz niestety było chyba już za późno; chłopiec zniknął jakby nagle rozpłynął się w powietrzu.
Dziewczyna zrezygnowana wróciła do mieszkania, a widok spokojnej Neear, pijącej mleko, całkowicie z ciął ją z nóg i wprowadził w jeszcze większy szał niż poprzednio.
- I CO TERAZ, NEEAR?! - Julia w jednej chwili znalazła się prze kobietą aby w drugiej niemal zacisnąć obie dłonie na jej gardle - To twoja wina, diablico!
***
Czarnowłosy chłopak, z dziarskim uśmiechem na twarzy przemierzał w spokoju ulice wodnego miasta jakim była Wenecja, i popijał przez słomkę mrożonego szejka.
- Hah, co ci ludzie nie wymyślą - mruknął do siebie Mephisto oblizując usta.
Wtem jego uwagę przykuł mały, brązowowłosy chłopczyk, biegnący wprost w jego stronę, oglądający się co rusz za siebie, jakby się czegoś obawiał. No tak, to był ten sam chłopczyna, którego spotkał tego ranka na placu St. Marco wraz z jego starszą siostrą. Ale co on robił w środku miasta, i to całkiem sam? Czyżby znów uciekł siostrze?
- Hej, hej, mały, ja cie znam - Mephisto pochylił się nad chłopczykiem, który zatrzymał się przed nim cały zdyszany - Znowu uciekłeś siostrze? - zapytał.
- Ja nie chce tam wracać - wysapał chłopiec i złapał dżinsowe spodnie chłopaka i schował się za nim, dając mu do zrozumienia, że czegoś ewidentnie się boi.
Mephistoteles pogładził chłopczyka po głowie i zapytał spokojnie:
- Ale dlaczego?
- Bo... bo tam są demony - odrzekł chłopiec i rozpłakał się.
Czarnowłosy wbił w niego swój wzrok a jego źrenice rozszerzyły się do granic możliwości. Pobladł niemalże robiąc się tak biały jak czysta kartka papieru.
- Proszę pana?...
- Chodź, tutaj nie jest bezpiecznie - Mephisto otrząsnął się z konfuzji, po czym rozejrzał się dookoła i pochwyciwszy chłopczyka za dłoń zacząc prowadzić w przeciwnym kierunku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz