Tego dnia zapowiadało się dość ciepło, a może wręcz gorąco. Słońce wstało bardzo wcześnie rano aby oświetlić twarze naszych kochanych bohaterów, którzy w chwili obecnej nie mieli zielonego pojęcia gdzie się znajdują i w jaki sposób mają się z tond wydostać. Pewne rudowłosa dziewuszka, zwana przez swoich znajomych imieniem NecoMi, obudziła się jeszcze przed wschodem słońca, a zorientowawszy się, że Francis śpi wtulony w jej ramie, z całej siły zdzieliła go w nos, w czego rezultacie Francuz obudził się natychmiast z zakrwawionym nosem i głośnym „Merde!”. O nie, nie, nie będzie tak łatwo jak się tej francy wydaje. Na całe szczęście nasza zielonooka wiccanka, przed wakacjami zdążyła odbyć krótki kurs samoobrony u swojego Ojca Chrzestnego. Następnie wysłała Francka po jakieś śniadanko a sama położyła się na piasku. - Co to do cholery? - mruknęła NecoMi, kiedy leżała spokojnie pod jedną z palm jakby nigdy nic, gdy nagle ktoś zasłonił jej słonce. - Khem, khem – usłyszała męskie chrząknięcie, po cym otworzyła lekko oczy, aby w kolejnej chwili zerwać się na równe nogi i z głośnym okrzykiem „Dżermania!” dopiero zorientować się co się tak na prawdę stało i kogo zobaczyła. - To pana też tu fala wyciepnęła?! - dziewczyna zaczęła energicznie gestykulować. - No tak... - odparł Germania, a NecoMi dopiero teraz przy jego boku dostrzegła jenota należącego do jej Ojce Chrzestnego i Dume Prus. Volti miał na łebku pióropusz indiański a w jednej z łapek ściskał dzidę, co bynajmniej nie wróżyło dobrez towarzyszącemu Neco, Francisowi. Duma natomiast miał tylko kapelusz piracki – Jest ktoś jeszcze z tobą? - Jest – dziewczyna zrobiła bardzo (mało) inteligentny wyraz twarzy aby po chwili namysłu stwierdzić: - Jest ze mną Francis... W tym także momencie Volti nastroszył uszy i zaczął mruczeć pod nosem coś w swoim jenocim języku, a zapewne było to coś w rodzaju „Dorwać tę france, oskalpować, udusić, wydłubać oczy, rozczłonkować, zakopać, odkopać i dobić ostatecznie!”. Zwierzątko uderzyło swoją dzidą o ziemię a druga łapką podparło się pod bok. - Volti, tylko proszę cię, nie rób mu teraz żadnej krzywdy... - napomknęła rudowłosa widząc zbliżającego się w ich kierunku Francuza, a kiedy napotkała ślepka jenota, dodała: - Przynajmniej dopóki się stąd nie wydostaniemy. *** Wysoki, ponad dwumetrowy Szwed szedł wolnym krokiem przez piaszczystą plaże, ciągnąc za sobą jakieś pięć metrów dalej niską blondynkę z zadziornym wyrazem twarzy, choć w chwili obecnej miała podkrążone oczy i ziewała co chwile, nic dziwnego – takie są skutki nie spania całą noc. - Beeeeerwaaaald... - Tsume przeciągnęła sylaby aby w kolejnej chwili klapnąć na piasek – Nogi mnie bolą! - Hm? - Pan Szwedek odwrócił się w jej stronę – Znowu? - Ty masz długie nogi to szybko chodzisz a ja mam krótkie nóżki i nie nadążam za tobą – stwierdziła. - Mówiłem ci kilka godzin temu: mogę cię ponieść – na twarzy okularnika bez przerwy gościł jeden i ten sam wyraz będący pokerface'em. - NIE!!! *** - U-mie-ram! - wydukał Alfred leżąc na piasku. - Ja też – zaapelował się Gilbert, a widząc że Tino ledwo dycha, dodał: - Tino to już chyba umarł. Obóz naszych bohaterów, największy z tych trzech świecił nie tyle że pustkami w jedzeniu ale tym, że wszyscy pokładali się ze zmęczenie i z braku chęci dożycia. Tylko Usagi siedziała sobie spokojnie przy wypalonym ognisku i wpatrywała się swoimi tęczowymi oczami w czarny popiół. Jako shinigami nie odczuwała takiego zmęczenia i głodu jak zwykły człowiek, więc jeśli ktoś miałby przeżyć na tej wyspie to właśnie ona. - Usagi – wymamrotał Iwan, który o dziwo także już z braku sił i innych takich, leżał na piasku modląc się od jakiegoś czasu do Mateczki Słowiańszczyzny – Vodki.... - Nie ma wódki – fuknęła dziewczyna wyrwana z rozmyślań. - Wszyscy umrzemy – Alfred wyciągnął dłonie ku niebu i najprawdopodobniej zaczął mieć jakieś przewidzenia bo zaczął bredzić – Tyłu miejsc jeszcze nie odwiedziłem, tylu rzeczy nie zrobiłem, nie wyznałem miłości nikomu dla mnie ważnemu, nie zostałem bohaterem, nie zjadłem miliona hamburgerów za jednym razem, nie zebrałem wszystkich zabawek z Happy Meal'a. Byłem dobrym Amerykaninem... dlaczego życie tak mnie nie lubi? Arthur?... Kirkland jak na rozkaz usiadł nagle, ale nie miało to wcale związku z nawoływaniem jego przyjaciela. Blondyn o dość obfitych brwiach rozejrzał się dookoła, a jego zielone oczy zatrzymały się na zielonej dżungli. - Usagi, czujesz to? - zapytał Brytyjczyk. Brunetka zwróciła głowę w jego stronę a następnie w stronę dżungli. Przymrużyła oczy. Coś się poruszyło, co spowodowało, że wszyscy natychmiast znaleźli się za Usagi i Arthurem. - Skądś to znam – powiedziała shinigami drapiąc się po głowie. - Ta energia – dodał czarodziej. - Siła. - Charyzma. - Ten mrok – dziewczyna uśmiechnęła się pod nosem – To może być tylko jedna osoba. Z głębi puszczy wyskoczył nagle czarny ogromny wilk o dwóch parach czerwonych ślepi. Zwierze rozejrzało się a w jego białych kłach zabłysł złoty krzyż. - Dawno cię nie widzieliśmy – uśmiechnął się Arthur, kiedy przed nimi stanął na bite dwa metry wysoki facet w czerwonym wdzianku i czerwonym kapeluszu. - Uratowani! *** - I właśnie dlatego Rzym zatrzasnął za sobą drzwi i odszedł – tymi słowami Germania zakończył swoją długą historię na temat tego jak Starożytny Rzym opuścił go, przez jedną z kłótni którą wywołał Fritz. - Nie dziwię się, że chciał pan odpocząć od wszystkiego i zdecydował się pan na to wszystko – stwierdziła NecoMi pocieszając dyrektora – Jednak myślę, ze wszystko się ułoży. Wie pan jaki jest Starożytny Rzym. Czasami trudno do niego dotrzeć, ale jestem pewna, ze bardzo tęskni i zastanawia się gdzie pan teraz jest. - Kot dobrze gada – przytaknął Francis uważając aby nie palnąć czegoś nieodpowiedniego gdyż w pobliżu siedział jenot Pana Olo, który w każdej chwili mógł się na niego rzucić i wydrapać mu oczy – Jak tylko się stąd wydostaniemy musi pan kupić mu wielki pęk róży i bombonierkę. - Francis wie co mówi – zgodziła się z tym Neco – Jest przecież mistrzem w tego typu sprawach. - A ty miałaś za to tylu chłopaków, że niektórzy odnoszą wrażenie, że chcesz na siłę się zakochać – dobiegł ich znajomy głos. Wszyscy więc odwrócili się w stronę z której dochodził. Ujrzeli Tsume, niesioną przez Pana Szwedka. Pan Olo na ich wzrok szybko zeskoczyła na piasek i przywitała się dziarsko – Aloha, moi drodzy. - TSUME! - NecoMi z wielkiego rozbiegu rzuciła się blondynce na szyi, skutecznie przewracając ją na piasek – Jakie szczęście, że żyjecie! - spojrzała na Szweda – Tylko jakim cudem przeżyłaś z Berwaldem?! - Długa historia – Pan Olo machnęła ręką wstając z ziemi i otrzepując swoje ubrania. - Całe szczęście – na twarzy Germanii pojawił się mały uśmiech, a Francis dla odmiany zbladł. - Ale i tak musisz mi opowiedzieć jak pokonałaś lęk przed wysokimi ludźmi! - zaapelowała Neco energicznie wymachując rękoma. - Nie martw się NecoMi, nasza Tsume na pewno kiedyś opowie ci tą fascynującą historię – uśmiechnął się (boże! On się uśmiechnął!) Berwald. - Nauczyłaś go mówić?! - Francis zapomniał o wszystkich swoich manierach i wskazał niekulturalnie w stronę wysokiego Szweda. - Tak, żabojadzie, ale na twoim miejscu uważałabym na słowa, bo mój Volti jest przygotowany i wyszkolony na każda możliwą okoliczność – w niebieskich oczkach tolkienowskiej przyjaciółki NecoMi błysnęło tajemnicze światełko. Bonnefoy odwrócił się aby ujrzeć za sobą jenota, który celuje do niego kałasznikowem. - O w mordę – pisnął. - Po pierwsze – NecoMi przyjęła bardzo poważny ton – mam nadzieję, że nic wam się nie stało. A po drugie – skrzyżowała ręce na piersi – Nie chce się zakochać na siłę. Po prostu... bardzo łatwo się zakochuje, ale to nie zawsze tak jest, że to mija. Niektórych z nich kocham do dziś, choć pewną małą częścią. Ostatnią taką osobą był pewien Litwin. Teraz jednak mam kogoś, kto wiem, że zależy mu na mnie... Wszyscy ucichli tępo wpatrując się w rudowłosą dziewczynę, na której policzkach właśnie pojawiły się czerwone rumieńce. ta... bo jak NecoMi coś palnie to naprawdę, klękajcie narody.
Muzyka
czwartek, 23 stycznia 2014
Axis Powers Holiday - A skąd ty tu?
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz