Muzyka

wtorek, 28 stycznia 2014

HP - Rozdział 3 - Znów w Hogwarcie

Labas rytas, moi drodzy!
(i w tym właśnie momencie stały czytelnik mojego bloga, jest trochę zdezorientowany - bo co jest do jasnej cholery grane i czemu Neco znów wita się po litewsku?!)
W dzisiejszej notce przedstawię państwu mą koleżankę:
Jest to jej... hm... portret narysowany przeze mnie. I dedykuję jej również ten rozdział HP:

Sufit Wielkiej Sali tego wieczoru był obsypany złotymi gwiazdami na ciemnogranatowym sklepieniu. A wszystko to wyglądało tak bardzo realistycznie, że można by pomyśleć, że pomieszczenie to nie ma dachu. Jednakże były to tylko starożytne czary, które rzucili jeszcze założyciele Hogwartu. Na marmurowej posadce stały cztery długie stoły, a każdy z nich należał do jednego z czterech domów: Hufflepuff, Gyffindor, Slytherin i Ravenclaw. Na drugim końcu sali stał piąty stół, przy którym siedzieli już wszyscy nauczyciele. Wszyscy, oprócz Minevry McGonagall, która zajmowała się jak na razie pierwszorocznymi, tłumacząc im, że za chwilę zostaną przydzieleni do jednego z czterech domów.
Lily pożegnała się z Severusen, który skierował się w stronę stołu Ślizgonów. Ona zaś usiadła przy stole Gryfonów. Uśmiechnął sie jeszcze raz do przyjaciela i jej wzrok przeszedł do wszystkich Gryfonach.
-Są wszyscy – pomyślała.
Wtem jej spojrzenie napotkało spojrzenie Jamesa Pottera. Uśmiechnął się do niej. Zrobiła obrażoną minę i odwróciła głowę.
-Chyba jeszcze jej do siebie nie przekonałeś – wyszeptał Syriusz.
-Jeszcze zobaczymy. Gdyby nie Smark, już dawno była by moją dziewczyną – odrzekł chłodno James.
-Smark – Syriusz zamyślił się przez chwilę , po czym uśmiechnął się tym swoim uśmieszkiem, który zapowiadał wielkie kłopoty, oczywiście dla nieprzyjaciela.
-Słucham, Łapo. Co znowu wymyśliłeś? - James doskonale znał taki uśmiech przyjaciela.
Nagle drzwi Wielkiej Sali nareszcie otworzyły się. Weszła nimi profesor McGonagall prowadząc za sobą liczną grupkę jedenastoletnich czarownic i czarodziejów. Podeszła do stołka na którym leżał stary kapelusz, zwany także Tiarą Przydziału, i rzekła:
-Oto Tiara Przydziału, za moment nareszcie zostaniecie przydzieleni do domu, który na czas pobytu tutaj stanie się waszą rodziną. Ale zanim to się stanie, Tiara Przydziału wykona coroczną nową piosenkę o Hogwarcie.
Kapelusz poruszył się lekko na krześle. Po całej sali rozległ się śpiew:
Dziś znowu na tej sali,
Czarodzieje się zebrali,
Tak jak tysiąc temu lat,
Gdy usłyszał o Hogwarcie świat.
Czterej wielcy czarodzieje,
Wiązali z tą szkołą wielką nadzieję.
Podzielili ją na domy,
Aby każdy był zadowolony.
Po buncie Slytherina,
Gryfindorowi zrzedła mina.
Salazar chciał tylko tych czystej krwi,
Co bardzo resztę założycieli dziwi.
Gryfindor tylko honorowych,
Ravenclav rozumowych,
Hufflepuff wszystkich uczyła,
I na czystość krwi nie patrzyła.
Stworzyli mnie,
Wiedząc, że ja dobrze uczniów przydzielę.
Zaraz i wy mnie założycie,
Gdzie was przydzielę, zobaczycie.
W całej sali rozbrzmiały sie głośne oklaski. Lily uwielbiała słuchać piosenek Tiary Przydziału, ale musiała przyznać, że tego roku kapelusz nie za bardzo sie postarał. Zawsze jego piosenki były co najmniej dwa razy dłuższe.
-Kiedy kogoś wyczytam, podchodzi tutaj. A ja włożę mu na głowę Tiarę Przydziału – oznajmiła profesor McGonagall i rozwinęła przed sobą pergamin.
-Adrew Adam.
-Hmm... Ravenclaw!
Od strony stołu Krukonów wydobyły sie gromkie brawa. Mały brunet usiadł przy stole. Prefekt Ksenofilius Lovegood poklepał go po plecach z uśmiechem od ucha do ucha.
-Cacylia Diggory.
-Hufflepuff.
Blondynka zaraz znalazła się przy stole Puchonów, z lekkim grymasem na twarzy.
-Daniel Eden.
-Ravenclaw.
-Kwiryniusz Quirrell.
-Gryffindor.
No i nareszcie, po dłuższym czasie wszyscy pierwszoroczni zostali przydzieleni do swoich domów. Profesor McGonagall usiadła przy stole nauczycielskim. Wyglądała na zadowolona z siebie. Tego roku bardzo dużo czarodziejów i czarownic trafiło do Gryffindoru.
Lily spojrzała w stronę stołu Ślizgonów, gdzie siedział Severus. Zobaczyła go, pogrążonego w rozmowie z Averym. Nie lubiła tego gościa. Po jego postawie było bardzo wyraźnie widać, że chciałby zostać śmirciożercą, poplecznikiem Lorda Voldemorta. A do tego ten drugi szemrany typek – Mulciber. Oni obaj byli siebie warci. Lily wiele razy mówiła o tym Snape'owi, ale miała wrażenie, że chłopak wcale nie jej nie słucha. Jednym uchem wpuszcza, a drugim wypuszcza. To trochę ją denerwowało. Przecież nie mogłaby dalej się z nim przyjaźnić, jeżeli on sam dołączył by do Sami-Wiecie-Kogo, do mordercy mugoli, mugolaków. A właśnie Lily była taką osobą. Doskonałym celem dla śmierciożerców. Wywodziła się z rodziny mugoli, a jej magiczne zdolności były darem od losu. Zapewniała się w duchu, ze jeżeli Severus chciałby dołączyć do pożeraczy śmierci, już dawno odwrócił by sie od niej i ich przyjaźń dobiegła by końca.
-Drodzy uczniowie – Dumbledore wstał ze swojego krzesła przy stole nauczycielskim i uniósł obie dłonie, wszyscy umilkli. - Witam po wakacjach. Mam nadzieję, że się udały. Mam przyjemność przedstawić wam nową nauczycielkę Obrony przed Czarną Magią, panią profesor Megan Zomie – przy stole nauczycielskim siedziała piękna kobieta o blond włosach i błękitnych, jak świeża woda morska oczach.
Wstała i ukłoniła sie lekko uczniom. Lily znała ją . Zauważyła jak oczy prefekta Roavenclwau zapłonęły tajemniczym światłem na widok blondwłosej nauczycielki. Przecież Megan była prefektem naczelnym i na szóstym roku w Hogwarcie, kiedy Lily trafiła do tej szkoły. A teraz ta słodka, miła, zawzięta i fantazjująca na jawie dziewczyna miała ich uczyć Obrony przed Czarną Magią? Ruda nie mogła już się doczekać pierwszej lekcji.
-No dobrze – ciągnął dalej Dumbledore uśmiechając się do wszystkich obecnych. - Starszym powtarzam, a młodzi niech wiedzą, że wycieczki do Zakazanego Lasu i na trzecie piętro są absolutnie niedozwolone, a to wszystko dla waszego bezpieczeństwa, moi drodzy. Do Hogsmade mogą chodzić uczniowie powyżej trzynastu lat, co oznacza, że pierwsze i drugie klasy będą musiały jeszcze trochę poczekać na przyjemności płynące z tego miejsca. - Większość pierwszaków i tych z drugiej klasy westchnęła głęboko i zrobiła obrażoną minę. - W tym roku niestety, ale sezon na quidditcha trochę sie skróci, z powodu i wizyty dementorów w naszej szkole. Być może nie odbędzie się wcale. Wiem, że to dla was niezbyt dobra wiadomość, ale chyba nie chcielibyście, żeby któremuś z waszych przyjaciół stała się krzywda podczas meczu.
Uczniowie zamarli. Co mieli by robić dementorzy w ich szkole? Przecież nikt nie zbiegł z Azkabanu. Nikomu się to jeszcze nie udało. Sparaliżował ich strach. Dementorzy to najpaskudniejsze potwory jakie stąpały... eee... lewitowały nad ziemią. Co oni mają robić w Hogwarcie?
-Niestety nie mogę wam powiedzieć, dlaczego też te potwory będą w naszej szkole, dlatego, że są to po prostu zalecania Ministerstwa Magii. - rzekł Dumbledore widząc miny uczniów i strach w ich oczach. - Testy sumowe i owutemowe odbędą się bez jakichkolwiek innych komplikacji, nie musicie się o to martwić. - dodał zapewniającym tonem. - Ale mam dla was również dobre wieści, z których większość z was powinna się ucieszyć.
Uczniowie rozluźnili się. Skoro Dumbledore ma dla nich jakąś miłą niespodziankę, a będzie na tyle dobra, że przestaną sie martwić dementorami, to bardzo chętnie posłuchają.
-Otóż w tym roku szkolnym zorganizujemy zawody. Każdy dom wybierze jedną czarownicę lub czarodzieja, który będzie reprezentował dany dom podczas zawodów – tłumaczył Dumbledore. - Odbędzie się pięć konkurencji, które wyłonią zwycięzce. Osoba ta będzie musiała pokazać siłę woli, siłę, koncentracje umysłu, kondycję a także charyzmę. A jakie to będą zadania, będziecie dowiadywać sie na bieżąco.
-To bardzo podobne to Turnieju Trójmaginczego – pomyślała Lily. - Jest wiele powiązań.
-I tutaj także pragnę dodać, że tu mają zastosowanie wasze szaty wyjściowe, które znalazły sie na liście potrzebnych w tym roku szkolnym. Pewnie zastanawialiście się, co znowu przyszło do głowy waszemu staremu dyrektorowi – uśmiechnął się serdecznie. - I to jest kolejna dobra wiadomość. Bowiem w Hogwarcie, w lutym odbędzie się bal walentynkowy. - Uczniowie wyglądali na zachwyconych tą wiadomością. - Musicie podziękować profesor Zomie, to ona namówiła mnie, aby w ogóle rozważyć taką propozycję. I znowu zwracam się po pierwszaków i klas drugich. Niestety wy nie będziecie mogli wziąć udziału w balu. Ale za to tego dnia, wraz z opiekunami będziecie mogli wyruszyć do Hogsmade. Chyba odpowiada wam taki układ, prawda? - Reakcje uczniów były mieszane, ale nikt nie zaprotestował, nie podważył słów dyrektora. - No dobrze. Nie będę już wam tutaj przynudzał. - uśmiechnął się. - W takim razie smacznego.
W te słowa na wszystkich stołach pojawiły się rozmaite potrawy. Talerze były wypełnione jedzeniem po brzegi. Glizdgon jak to Glizdgon zaraz chwycił za pierwszą lepszą potrawę i zaczął jeść, aż mu się uszy trzęsły.
-Oj Glizdku, ty to masz apetyt - zaśmiał się James.
Peter nie odpowiedział, zajęty był pochłanianiem kolejnego talerza kartofli.
-Zostaw trochę miejsca na deser – dodał spokojnie Remus.
Ale i jego słowa nie dotarły do Glizdgona. Miał szczęście, ze nie mlaska, bo na pewno dostał by przez łeb od Syriusza.
-No, Rogaczu – zaczął Syriusz zwracając się do Pottera. - Jestem pewny, że chciałbyś zaprosić Evans na ten bal.
-Czemu by nie – odpowiedział James.
-Tylko musisz się spieszyć, bo cię Smark uprzedzi – Syriusz zaśmiał się tak głośno, że wszyscy Gryfoni spojrzeli na niego z wielkim oburzeniem, że przeszkadza innym w rozmowie.
-No co ty? On w ogóle miałby odwagę się o to spytać? - wtrącił ciszej Remus. - Po drugie nie sądzę, żeby Smark i Evans byli parą. I tak wszyscy sie dziwią, że sie do niego odzywa, a co dopiero takie coś.
-Może i masz rację – przytaknął nieco spokojniej Syriusz, nadal usiłując powstrzymać się od głośnego roześmiania się. - Ale przecież mówiła, że cię nie lubi. Będziesz musiał błagać ją, żeby sie zgodziła pójść właśnie z tobą.
James spojrzał na Syriusza. Na jego twarzy malował się zaborczy uśmieszek. Przez chwile nie wiedział co powiedzieć, ale poprawił okulary i odpowiedział przyjacielowi:
-Mnie sie nie odmawia. Nie odmawia się kapitanowi drużyny Gryffonów.
-Ależ oczywiście, ja to wiem, nie musisz mi tego mówić. Powiedz to lepiej tej rudej – odrzekł Syriusz chichocząc cicho pod nosem.
Lily siedziała prawie na drugim końcu stołu Gryfonów, co róż to zerkając w stronę stołu Ślizgonów, na Severusa. Ale ten widocznie nie zauważył tego. Przez cała kolację Snape rozmawiał z Averym i Mulciberem. Lily westchnęła i jej wzrok z powrotem powędrował z talerza w stronę Severusa.
-Lily – Mary szturchnęła przyjaciółkę łokciem. - Lily, co tobie dzisiaj jest?
-Nic takiego – odpowiedziała bez namysłu i spojrzała na Mary.
-Przecież widzę, że coś jest nie tak – Mary odsunęła od siebie talerz.
Lily znowu spojrzała w stronę stołu Slytherinu. Tym razem Severus napotkał jej spojrzenie, uśmiechnął sie do niej i zaraz wrócił do rozmowy z Averym i Mulciberem. Lily zarumieniła się i spuściła wzrok na talerz z kawałkiem ciasta z czekoladową polewą.
-I wszystko jasne – stwierdziła Mary widząc zachowanie Lily.
Lili spojrzała pytająco na koleżankę. Na twarzy Mary widać było tylko szeroki uśmiech, który odsłaniał jej wąską szparkę pomiędzy jedynkami. Rudowłosa domyślała się co zaraz usłyszy z ust przyjaciółki.
-To jak? Jesteście już oficjalnie parą? - zapytała Mary.
Lily zakrztusiła się łykiem soku dyniowego. Spodziewała się czegoś w stylu: „Czyżbyś się zakochała?” albo „No, no. Ależ sobie chłopaka znalazła”. Widocznie nie doceniała Mary.
-Nie! - zaprotestowała Lily marszcząc czoło. - Sev jest tylko moim przyjacielem.
-Taaak – odpowiedziała ironicznie Mary. - Widziałam co się wydarzyło w pociągu. Przechodziłam wtedy akurat korytarzem.
-To był przypadek – Lily zaczęła się bronić.
Zaczerwieniła się. Miała nadzieję, że nikt nie widział tego co stało się w pociągu, gdy lokomotywa nagle się zatrzymała. Ale skoro jednak ktoś był świadkiem tego, lekko mówiąc potknięcia, Lily zaczęła protestować.
-Wiem, widziałam. Ale twoja reakcja była całkiem jednoznaczna. Dziwie się, że w ogóle zdołałaś zawiązać mu krawat. Byłaś tak blisko niego, a ręce wcale ci sie nie trzęsły – powiedziała Mary.
-Mary!
-No już dobrze. Ale jestem twoją przyjaciółką. Mnie zawsze wszystko możesz powiedzieć. Zwierzyć się. Nawet jeżeli chodzi o Severusa – Mary poklepała przyjaciółkę po plecach. - Chcesz, to mogę z nim pogadać na ten temat.
-Co?! - Lily znowu zachłysnęła sie sokiem dyniowym.
-Nie zaprzeczysz przecież. Severus Snape ci sie podoba. Nie wiem jakim cudem to sie stało, ale podoba ci się – Mary była pewna siebie.
Lily lubiła ją mimo tego, że miała długi język uwielbiała plotkować. Nic dziwnego, że prowadziła gazetę szkolną, a do tego najczęściej udzielała się w plotkach. Lily już widziała nagłówek jednej z takich gazet: „Lily Evans i Severus Snape. Czy są razem?”. Dzieliły też ze sobą pokój w dormitoriach dziewcząt, w wierzy Gryfonów.
Nie odpowiedziała. Nie odezwała sie aż do końca kolacji. Nasłuchała się tylko bardzo obszernego kazania ze strony mary, na temat tego, że Severus zadaje się z dziwnymi typami i, że spodziewała sie po niej, że wpadnie jej w oko jakiś inny chłopak, a jako przykład podała Syriusza Blacka. Lily spojrzała wtedy na nią bardzo gardzącym wzrokiem. Zarzucając jej tym samym, że podoba jej się jeden z Huncwotów.
-Bardzo dziękuję, panie profesorze, że przyjął mnie pan na tę posadę – powiedziała Megan, kiedy wszyscy wychodzili już z Wielkiej Sali do swoich dormitoriów.
-Nie musisz mi dziękować, Megan – odpowiedział rześko Dumbledore. - Nie musisz mnie także nazywać już „panem profesorem”. Mów mi po imieniu, teraz pracujemy razem. Byłaś najlepsza w klasie, jeżeli dobrze pamiętam. Obronę przed Czarną magią zdawałaś najwyżej. Ale jak dobrze wiesz na miejscu tym jest klątwa.
-Tak, wiem o tym. Rzucił ją Sam-Pan-Wie-Kto – odpowiedziała Megan. - Nikt nie uczył na tym stanowisku dłużej niż jeden rok. Ale mi to nie przeszkadza. W lipcu wyjeżdżam do Rumunii będę zajmowała się smokami.
-W takim razie życzę powodzenia na jutrzejszych lekcjach, profesor Zomie – uśmiechnął się Dumbledore znikając z długom korytarzu
-Dziekuje, Albusie – odpowiedziała pogodnym tonem i skierowała się do swojego nowiutkiego gabinetu.

Była najmłodszą nauczycielką w całej historii Hogwartu. Miała przecież dopiero zaledwie dwadzieścia lat. Ledwo co wyrwała się z tej szkoły a już do niej wróciła, ale nie jako uczennica tylko jako profesor Zomie, nauczycielka Obrony przed Czarną Magią. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz