(i w tym właśnie momencie stały czytelnik mojego bloga, jest trochę zdezorientowany - bo co jest do jasnej cholery grane i czemu Neco znów wita się po litewsku?!)
W dzisiejszej notce przedstawię państwu mą koleżankę:
Jest to jej... hm... portret narysowany przeze mnie. I dedykuję jej również ten rozdział HP:
Sufit
Wielkiej Sali tego wieczoru był obsypany złotymi gwiazdami na
ciemnogranatowym sklepieniu. A wszystko to wyglądało tak bardzo
realistycznie, że można by pomyśleć, że pomieszczenie to nie ma
dachu. Jednakże były to tylko starożytne czary, które
rzucili jeszcze założyciele Hogwartu. Na marmurowej posadce stały
cztery długie stoły, a każdy z nich należał do jednego z
czterech domów: Hufflepuff, Gyffindor, Slytherin i Ravenclaw.
Na drugim końcu sali stał piąty stół, przy którym
siedzieli już wszyscy nauczyciele. Wszyscy, oprócz Minevry
McGonagall, która zajmowała się jak na razie
pierwszorocznymi, tłumacząc im, że za chwilę zostaną
przydzieleni do jednego z czterech domów.
Lily
pożegnała się z Severusen, który skierował się w stronę
stołu Ślizgonów. Ona zaś usiadła przy stole Gryfonów.
Uśmiechnął sie jeszcze raz do przyjaciela i jej wzrok przeszedł
do wszystkich Gryfonach.
-Są
wszyscy – pomyślała.
Wtem
jej spojrzenie napotkało spojrzenie Jamesa Pottera. Uśmiechnął
się do niej. Zrobiła obrażoną minę i odwróciła głowę.
-Chyba
jeszcze jej do siebie nie przekonałeś – wyszeptał Syriusz.
-Jeszcze
zobaczymy. Gdyby nie Smark, już dawno była by moją dziewczyną –
odrzekł chłodno James.
-Smark
– Syriusz zamyślił się przez chwilę , po czym uśmiechnął się
tym swoim uśmieszkiem, który zapowiadał wielkie kłopoty,
oczywiście dla nieprzyjaciela.
-Słucham,
Łapo. Co znowu wymyśliłeś? - James doskonale znał taki uśmiech
przyjaciela.
Nagle
drzwi Wielkiej Sali nareszcie otworzyły się. Weszła nimi profesor
McGonagall prowadząc za sobą liczną grupkę jedenastoletnich
czarownic i czarodziejów. Podeszła do stołka na którym
leżał stary kapelusz, zwany także Tiarą Przydziału, i rzekła:
-Oto
Tiara Przydziału, za moment nareszcie zostaniecie przydzieleni do
domu, który na czas pobytu tutaj stanie się waszą rodziną.
Ale zanim to się stanie, Tiara Przydziału wykona coroczną nową
piosenkę o Hogwarcie.
Kapelusz
poruszył się lekko na krześle. Po całej sali rozległ się śpiew:
Dziś
znowu na tej sali,
Czarodzieje
się zebrali,
Tak jak
tysiąc temu lat,
Gdy
usłyszał o Hogwarcie świat.
Czterej
wielcy czarodzieje,
Wiązali
z tą szkołą wielką nadzieję.
Podzielili
ją na domy,
Aby
każdy był zadowolony.
Po
buncie Slytherina,
Gryfindorowi
zrzedła mina.
Salazar
chciał tylko tych czystej krwi,
Co
bardzo resztę założycieli dziwi.
Gryfindor
tylko honorowych,
Ravenclav
rozumowych,
Hufflepuff
wszystkich uczyła,
I na
czystość krwi nie patrzyła.
Stworzyli
mnie,
Wiedząc,
że ja dobrze uczniów przydzielę.
Zaraz i
wy mnie założycie,
Gdzie
was przydzielę, zobaczycie.
W
całej sali rozbrzmiały sie głośne oklaski. Lily uwielbiała
słuchać piosenek Tiary Przydziału, ale musiała przyznać, że
tego roku kapelusz nie za bardzo sie postarał. Zawsze jego piosenki
były co najmniej dwa razy dłuższe.
-Kiedy kogoś wyczytam, podchodzi tutaj. A ja włożę
mu na głowę Tiarę Przydziału – oznajmiła profesor McGonagall i
rozwinęła przed sobą pergamin.
-Adrew Adam.
-Hmm... Ravenclaw!
Od
strony stołu Krukonów wydobyły sie gromkie brawa. Mały
brunet usiadł przy stole. Prefekt Ksenofilius Lovegood poklepał go
po plecach z uśmiechem od ucha do ucha.
-Cacylia Diggory.
-Hufflepuff.
Blondynka zaraz znalazła się przy stole Puchonów,
z lekkim grymasem na twarzy.
-Daniel Eden.
-Ravenclaw.
-Kwiryniusz Quirrell.
-Gryffindor.
No
i nareszcie, po dłuższym czasie wszyscy pierwszoroczni zostali
przydzieleni do swoich domów. Profesor McGonagall usiadła
przy stole nauczycielskim. Wyglądała na zadowolona z siebie. Tego
roku bardzo dużo czarodziejów i czarownic trafiło do
Gryffindoru.
Lily spojrzała w stronę stołu Ślizgonów,
gdzie siedział Severus. Zobaczyła go, pogrążonego w rozmowie z
Averym. Nie lubiła tego gościa. Po jego postawie było bardzo
wyraźnie widać, że chciałby zostać śmirciożercą,
poplecznikiem Lorda Voldemorta. A do tego ten drugi szemrany typek –
Mulciber. Oni obaj byli siebie warci. Lily wiele razy mówiła
o tym Snape'owi, ale miała wrażenie, że chłopak wcale nie jej nie
słucha. Jednym uchem wpuszcza, a drugim wypuszcza. To trochę ją
denerwowało. Przecież nie mogłaby dalej się z nim przyjaźnić,
jeżeli on sam dołączył by do Sami-Wiecie-Kogo, do mordercy
mugoli, mugolaków. A właśnie Lily była taką osobą.
Doskonałym celem dla śmierciożerców. Wywodziła się z
rodziny mugoli, a jej magiczne zdolności były darem od losu.
Zapewniała się w duchu, ze jeżeli Severus chciałby dołączyć do
pożeraczy śmierci, już dawno odwrócił by sie od niej i ich
przyjaźń dobiegła by końca.
-Drodzy uczniowie – Dumbledore wstał ze swojego
krzesła przy stole nauczycielskim i uniósł obie dłonie,
wszyscy umilkli. - Witam po wakacjach. Mam nadzieję, że się udały.
Mam przyjemność przedstawić wam nową nauczycielkę Obrony przed
Czarną Magią, panią profesor Megan Zomie – przy stole
nauczycielskim siedziała piękna kobieta o blond włosach i
błękitnych, jak świeża woda morska oczach.
Wstała i ukłoniła sie lekko uczniom. Lily znała
ją . Zauważyła jak oczy prefekta Roavenclwau zapłonęły
tajemniczym światłem na widok blondwłosej nauczycielki. Przecież
Megan była prefektem naczelnym i na szóstym roku w
Hogwarcie, kiedy Lily trafiła do tej szkoły. A teraz ta słodka,
miła, zawzięta i fantazjująca na jawie dziewczyna miała ich uczyć
Obrony przed Czarną Magią? Ruda nie mogła już się doczekać
pierwszej lekcji.
-No
dobrze – ciągnął dalej Dumbledore uśmiechając się do
wszystkich obecnych. - Starszym powtarzam, a młodzi niech wiedzą,
że wycieczki do Zakazanego Lasu i na trzecie piętro są absolutnie
niedozwolone, a to wszystko dla waszego bezpieczeństwa, moi drodzy.
Do Hogsmade mogą chodzić uczniowie powyżej trzynastu lat, co
oznacza, że pierwsze i drugie klasy będą musiały jeszcze trochę
poczekać na przyjemności płynące z tego miejsca. - Większość
pierwszaków i tych z drugiej klasy westchnęła głęboko i
zrobiła obrażoną minę. - W tym roku niestety, ale sezon na
quidditcha trochę sie skróci, z powodu i wizyty dementorów
w naszej szkole. Być może nie odbędzie się wcale. Wiem, że to
dla was niezbyt dobra wiadomość, ale chyba nie chcielibyście, żeby
któremuś z waszych przyjaciół stała się krzywda
podczas meczu.
Uczniowie zamarli. Co mieli by robić dementorzy w
ich szkole? Przecież nikt nie zbiegł z Azkabanu. Nikomu się to
jeszcze nie udało. Sparaliżował ich strach. Dementorzy to
najpaskudniejsze potwory jakie stąpały... eee... lewitowały nad
ziemią. Co oni mają robić w Hogwarcie?
-Niestety nie mogę wam powiedzieć, dlaczego też te
potwory będą w naszej szkole, dlatego, że są to po prostu
zalecania Ministerstwa Magii. - rzekł Dumbledore widząc miny
uczniów i strach w ich oczach. - Testy sumowe i owutemowe
odbędą się bez jakichkolwiek innych komplikacji, nie musicie się
o to martwić. - dodał zapewniającym tonem. - Ale mam dla was
również dobre wieści, z których większość z was
powinna się ucieszyć.
Uczniowie rozluźnili się. Skoro Dumbledore ma dla
nich jakąś miłą niespodziankę, a będzie na tyle dobra, że
przestaną sie martwić dementorami, to bardzo chętnie posłuchają.
-Otóż w tym roku szkolnym zorganizujemy
zawody. Każdy dom wybierze jedną czarownicę lub czarodzieja, który
będzie reprezentował dany dom podczas zawodów – tłumaczył
Dumbledore. - Odbędzie się pięć konkurencji, które wyłonią
zwycięzce. Osoba ta będzie musiała pokazać siłę woli, siłę,
koncentracje umysłu, kondycję a także charyzmę. A jakie to będą
zadania, będziecie dowiadywać sie na bieżąco.
-To
bardzo podobne to Turnieju Trójmaginczego – pomyślała
Lily. - Jest wiele powiązań.
-I
tutaj także pragnę dodać, że tu mają zastosowanie wasze szaty
wyjściowe, które znalazły sie na liście potrzebnych w tym
roku szkolnym. Pewnie zastanawialiście się, co znowu przyszło do
głowy waszemu staremu dyrektorowi – uśmiechnął się serdecznie.
- I to jest kolejna dobra wiadomość. Bowiem w Hogwarcie, w lutym
odbędzie się bal walentynkowy. - Uczniowie wyglądali na
zachwyconych tą wiadomością. - Musicie podziękować profesor
Zomie, to ona namówiła mnie, aby w ogóle rozważyć
taką propozycję. I znowu zwracam się po pierwszaków i klas
drugich. Niestety wy nie będziecie mogli wziąć udziału w balu.
Ale za to tego dnia, wraz z opiekunami będziecie mogli wyruszyć do
Hogsmade. Chyba odpowiada wam taki układ, prawda? - Reakcje uczniów
były mieszane, ale nikt nie zaprotestował, nie podważył słów
dyrektora. - No dobrze. Nie będę już wam tutaj przynudzał. -
uśmiechnął się. - W takim razie smacznego.
W
te słowa na wszystkich stołach pojawiły się rozmaite potrawy.
Talerze były wypełnione jedzeniem po brzegi. Glizdgon jak to
Glizdgon zaraz chwycił za pierwszą lepszą potrawę i zaczął
jeść, aż mu się uszy trzęsły.
-Oj
Glizdku, ty to masz apetyt - zaśmiał się James.
Peter nie odpowiedział, zajęty był pochłanianiem
kolejnego talerza kartofli.
-Zostaw trochę miejsca na deser – dodał spokojnie
Remus.
Ale
i jego słowa nie dotarły do Glizdgona. Miał szczęście, ze nie
mlaska, bo na pewno dostał by przez łeb od Syriusza.
-No, Rogaczu – zaczął Syriusz zwracając się do
Pottera. - Jestem pewny, że chciałbyś zaprosić Evans na ten bal.
-Czemu by nie – odpowiedział James.
-Tylko musisz się spieszyć, bo cię Smark uprzedzi
– Syriusz zaśmiał się tak głośno, że wszyscy Gryfoni
spojrzeli na niego z wielkim oburzeniem, że przeszkadza innym w
rozmowie.
-No
co ty? On w ogóle miałby odwagę się o to spytać? - wtrącił
ciszej Remus. - Po drugie nie sądzę, żeby Smark i Evans byli parą.
I tak wszyscy sie dziwią, że sie do niego odzywa, a co dopiero
takie coś.
-Może i masz rację – przytaknął nieco
spokojniej Syriusz, nadal usiłując powstrzymać się od głośnego
roześmiania się. - Ale przecież mówiła, że cię nie lubi.
Będziesz musiał błagać ją, żeby sie zgodziła pójść
właśnie z tobą.
James spojrzał na Syriusza. Na jego twarzy malował
się zaborczy uśmieszek. Przez chwile nie wiedział co powiedzieć,
ale poprawił okulary i odpowiedział przyjacielowi:
-Mnie sie nie odmawia. Nie odmawia się kapitanowi
drużyny Gryffonów.
-Ależ oczywiście, ja to wiem, nie musisz mi tego
mówić. Powiedz to lepiej tej rudej – odrzekł Syriusz
chichocząc cicho pod nosem.
Lily siedziała prawie na drugim końcu stołu
Gryfonów, co róż to zerkając w stronę stołu
Ślizgonów, na Severusa. Ale ten widocznie nie zauważył
tego. Przez cała kolację Snape rozmawiał z Averym i Mulciberem.
Lily westchnęła i jej wzrok z powrotem powędrował z talerza w
stronę Severusa.
-Lily – Mary szturchnęła przyjaciółkę
łokciem. - Lily, co tobie dzisiaj jest?
-Nic takiego – odpowiedziała bez namysłu i
spojrzała na Mary.
-Przecież widzę, że coś jest nie tak – Mary
odsunęła od siebie talerz.
Lily znowu spojrzała w stronę stołu Slytherinu.
Tym razem Severus napotkał jej spojrzenie, uśmiechnął sie do niej
i zaraz wrócił do rozmowy z Averym i Mulciberem. Lily
zarumieniła się i spuściła wzrok na talerz z kawałkiem ciasta z
czekoladową polewą.
-I
wszystko jasne – stwierdziła Mary widząc zachowanie Lily.
Lili spojrzała pytająco na koleżankę. Na twarzy
Mary widać było tylko szeroki uśmiech, który odsłaniał
jej wąską szparkę pomiędzy jedynkami. Rudowłosa domyślała się
co zaraz usłyszy z ust przyjaciółki.
-To
jak? Jesteście już oficjalnie parą? - zapytała Mary.
Lily zakrztusiła się łykiem soku dyniowego.
Spodziewała się czegoś w stylu: „Czyżbyś się zakochała?”
albo „No, no. Ależ sobie chłopaka znalazła”. Widocznie nie
doceniała Mary.
-Nie! - zaprotestowała Lily marszcząc czoło. - Sev
jest tylko moim przyjacielem.
-Taaak – odpowiedziała ironicznie Mary. -
Widziałam co się wydarzyło w pociągu. Przechodziłam wtedy akurat
korytarzem.
-To
był przypadek – Lily zaczęła się bronić.
Zaczerwieniła się. Miała nadzieję, że nikt nie
widział tego co stało się w pociągu, gdy lokomotywa nagle się
zatrzymała. Ale skoro jednak ktoś był świadkiem tego, lekko
mówiąc potknięcia, Lily zaczęła protestować.
-Wiem, widziałam. Ale twoja reakcja była całkiem
jednoznaczna. Dziwie się, że w ogóle zdołałaś zawiązać
mu krawat. Byłaś tak blisko niego, a ręce wcale ci sie nie trzęsły
– powiedziała Mary.
-Mary!
-No
już dobrze. Ale jestem twoją przyjaciółką. Mnie zawsze
wszystko możesz powiedzieć. Zwierzyć się. Nawet jeżeli chodzi o
Severusa – Mary poklepała przyjaciółkę po plecach. -
Chcesz, to mogę z nim pogadać na ten temat.
-Co?! - Lily znowu zachłysnęła sie sokiem
dyniowym.
-Nie zaprzeczysz przecież. Severus Snape ci sie
podoba. Nie wiem jakim cudem to sie stało, ale podoba ci się –
Mary była pewna siebie.
Lily lubiła ją mimo tego, że miała długi język
uwielbiała plotkować. Nic dziwnego, że prowadziła gazetę
szkolną, a do tego najczęściej udzielała się w plotkach. Lily
już widziała nagłówek jednej z takich gazet: „Lily Evans
i Severus Snape. Czy są razem?”. Dzieliły też ze sobą pokój
w dormitoriach dziewcząt, w wierzy Gryfonów.
Nie
odpowiedziała. Nie odezwała sie aż do końca kolacji. Nasłuchała
się tylko bardzo obszernego kazania ze strony mary, na temat tego,
że Severus zadaje się z dziwnymi typami i, że spodziewała sie po
niej, że wpadnie jej w oko jakiś inny chłopak, a jako przykład
podała Syriusza Blacka. Lily spojrzała wtedy na nią bardzo
gardzącym wzrokiem. Zarzucając jej tym samym, że podoba jej się
jeden z Huncwotów.
-Bardzo dziękuję, panie profesorze, że przyjął
mnie pan na tę posadę – powiedziała Megan, kiedy wszyscy
wychodzili już z Wielkiej Sali do swoich dormitoriów.
-Nie musisz mi dziękować, Megan – odpowiedział
rześko Dumbledore. - Nie musisz mnie także nazywać już „panem
profesorem”. Mów mi po imieniu, teraz pracujemy razem. Byłaś
najlepsza w klasie, jeżeli dobrze pamiętam. Obronę przed Czarną
magią zdawałaś najwyżej. Ale jak dobrze wiesz na miejscu tym jest
klątwa.
-Tak, wiem o tym. Rzucił ją Sam-Pan-Wie-Kto –
odpowiedziała Megan. - Nikt nie uczył na tym stanowisku dłużej
niż jeden rok. Ale mi to nie przeszkadza. W lipcu wyjeżdżam do
Rumunii będę zajmowała się smokami.
-W
takim razie życzę powodzenia na jutrzejszych lekcjach, profesor
Zomie – uśmiechnął się Dumbledore znikając z długom korytarzu
-Dziekuje, Albusie – odpowiedziała pogodnym tonem
i skierowała się do swojego nowiutkiego gabinetu.
Była najmłodszą nauczycielką w całej historii
Hogwartu. Miała przecież dopiero zaledwie dwadzieścia lat. Ledwo
co wyrwała się z tej szkoły a już do niej wróciła, ale
nie jako uczennica tylko jako profesor Zomie, nauczycielka Obrony
przed Czarną Magią.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz