Muzyka

poniedziałek, 27 stycznia 2014

HP -Rozdział 2 - Piąty rok

Witam serdecznie w to zimowe popołudnie. Wyżej widzicie państwo dwie przewspaniałe mangi, za które muszę serdecznie podziękować Klaudii: Arigato, Molto Grazie, Spasiba, Thank you, soo much; danke i wgl. 

Przed państwem dla miłej odmiany kolejny rozdział opowiadania z cyklu Harry'ego Pottera z Lily i Severusem w roli głównej. tak też: za wszystkie uszczerbki na zdrowiu psychicznym i fizycznym nie odpowiadam. Dziękuję i zapraszam do czytania:


Pierwszy września.
W pokoju Lily rozległo sie głośne dzwonienie budzika. Usiadła zaspana na łóżku i przetarła oczy. Nareszcie sie doczekała. To był dzień powrotu do Hogwartu.
Spojrzała na łóżko polowe stojące pod ścianą. Było puste. Rozejrzała sie po pokoju. Przy drzwiach stały dwa szkolne kufry Hogwartu, oraz dwie klatki z sowami: jedna z Hektorem Severusa i druga z Laydy, śnieżną sową Lily. Na parapecie, we wnęce okna siedział Severus. Jedna noga zwisała mu, prawie dosięgając paneli. Patrzył przez szybę mrużąc czarne oczy.
-Nie śpisz już? - zapytała Lily wstając z łóżka i podchodząc do szafy wyjąć jakieś ubranie.
Chłopak wzdrygnął się. Widocznie nawet nie zauważył, że dziewczyna już wstała.
-Nie – odpowiedział po chwili. - Przecież dziś wracamy nareszcie do Hogwartu.
-Dlatego nastawiłam sobie budzik – stwierdziła Lily.
-Dlaczego nie chciałaś zostać prefektem? - zapytał Severus. - Przecież to wielkie wyróżnienie.
-Tak, ale miała bym za dużo na głowie – Lily zrobiła skwaszoną minę. - Odesłałam odznakę prefekta do Dumbledore'a, wyjaśniłam mu wszystko i się zgodził. Na moje miejsce prefektem Gryffindoru została nijaka Alicja Lavster, wiesz która, ta od Franka Longbottoma.
-Tak, wiem – przytaknął Snape. - A drugim prefektem?
-Na pewno nie Potter, jeśli to masz na myśli – odrzekła Lily. - Lupin, Remus Lupin. - przewróciła oczami i wyszła z pokoju, zostawiając Severusa samego.
-Czarny Pan też był prefektem swojego domu, Slytherinu – pomyślał. - Lucjusz też, szkoda, że już skończył Hogwart. Będę miał mniej towarzyszy. Avery i Mulciber...
Czas biegł nie ubłagalnie szybko. Nim się obejrzeli byli już na dworcu King's Cross w Londynie, na peronie 9 ¾. Peron był zapełniony uczniami Hogwartu i ich rodzicami, którzy żegnali się ze swoimi dziećmi, aż do czasu ferii zimowych, a nawet i do wakacji.
-Uważajcie na siebie – powiedziała pani Evans całując córkę w głowę.
-Dobrze – odpowiedziała Lily.
-Będziesz musiała zostać na ferie zimowe w Hogwarcie. Wtedy będziemy musieli jechać do sanatorium, a Petunia zostanie w akademiku – odezwał się pan Evans.
-Nie ma problemu – odrzekła Lily. - Nie wytrzymała by ze mną pod jednym dachem dwóch tygodni, bez was. - uśmiechnęła się. - Wnioskuję to po tym, że nawet nie wysiadła z taksówki, żeby sie pożegnać.
Severus i Lily wsiedli do czerwonej lokomotywy. Zaraz miała ruszyć. Znaleźli wolny przedział. Wyjrzeli jeszcze przez okno przedziały, aby pomachać państwu Evans na pożegnanie. A kiedy nareszcie wjechali w tunel i peron zniknął im z oczu usadowili się na siedzeniach na przeciw siebie, pod oknem. Czekał ich cały dzień w pociągu.
-Już nie mogę sie doczekać eliksirów – zapiszczała ucieszona Lily. - Jestem pewna, że zaliczę suma z tego przedmiotu na „Wybitny”.
-Albo wszystko na „Wybitny”. Nie oszukujmy się. Jesteś kujonicą – uśmiechnął się Severus, ale jego ton wskazywał na to, że również jest zachwycony.
-Sev! - Lily pacnęła go lekko w ramię. - A ty to niby lepszy? Eliksiry masz w małym palcu, tak samo jak Obronę Przed Czarna Magią.
Mieli nadzieję, że cała podróż zleci im bardzo szybko, bez żadnych dziwnych komplikacji czy też awantur. I tu mam na myśli oczywiście Jamesa Pottera i jego Huncwotów, bo jak wiadomo Snape i Potter to odwieczni rywale.
-No, no, no. Nasz Luniaczek został prefektem – uśmiechnął się szeroko Syriusz.
Syriusz Black, James Potter, Peter Pettigrew i Remus Lupin siedzieli wspólnie w jednym z wagonów Hogwart-Expres. Czwórka Gryfonów wspaniale się bawiła podczas wakacji, a teraz wracają do szkoły w której od zawsze psocili ile tylko sie da. W końcu właśnie z tego byli tam znani. Z psot, kawałów i wszelkiej maści dowcipów, jak i również byli największymi dręczycielami Severusa Snape'a, zwanego przez nich: Smarkerusem.
-Brachu, jak udało ci sie to zrobić? - zapytał James klepiąc przyjaciela po plecach.
-Nie mam zielonego pojęcia – wydukał Remus, niemogąc napatrzeć się na szkarłatną odznakę prefekta Gryffindoru.
-Czy to oznacza, że mamy skończyć z kawałami, panie prefekcie? - zaśmiał się dziarsko Syriusz.
-No co wy chłopaki – powiedział Remus. - Ja na was nie na kapuję.
I cała czwórka wybuchła śmiechem.
-Teraz to się dopiero zacznie – stwierdził James – Ale Dumbledore, nie dał ci jej przecież bez powodu. On dobrze wie, że jesteś wilkołakiem...
-Nie tak głośno – uciszył go Lupin.
-Spoko, przecież nikt nas nie słyszy – zapewnił Syriusz.
Ta czwórka dobrze dogadywała sie już od pierwszego spotkania w pociągu do Hogwartu kilka lat temu. A między Syriuszem i Jamesem utworzyła się bardzo mocna przyjaźń, nieco większa niż co do Lupina czy Glizdgona. Stali się jak bracia. Syriusz nawet czasami mówił, że jego brat, który trafił do Slytherinu, został podmieniony z Jamesem.
-Nie mogę się doczekać święta duchów, to już za dwa miesiące – Glizdgon całkowicie zmienił temat rozmowy.
James, Syriusz i Remus spojrzeli na niego z lekkim wyrzutem, który był spowodowany nagłą zmiana tematu. A przecież jako dobrzy przyjaciele, nie mogli go zignorować.
-My już dobrze wiemy dlaczego nie możesz sie doczekać Halloweenu – zaczął Syriusz uśmiechając sie pod nosem.
-Oj tak, my już dobrze wiemy, że chodzi ci o te wszystkie słodycze. Chciałbyś je tylko spałaszować, z nikim się nie dzieląc – w głosie Jamesa było czuć trochę ironii i tonu świadczącego o tym, że to tylko przyjacielskie dogryzanie sobie nawzajem. - Ciastka, cukierki, lizaki, lukrecjo, strzeżcie sie, bowiem nadchodzi Peterodżilla, aby was wszystkich zjeść...
-O nie! - Syriusz wyciągnął z woreczka jedno ciastko miodowe i zaczął ruszać nim w takt swoich słów, imitując to, że ciastko samo mówi. - To Peterodżilla! Kryć się gdzie kto może!
Szarawe oczy Glizdgona bacznie obserwowały każdy ruch ręki Syriusza, która trzymała ciastko. Oblizał sie łakomie na sam jego widok. James i Syriusz ponownie parsknęli śmiechem. Lupin przestał zwracać na nich uwagę, bo pogrążył sie w lekturze nowego podręcznika do transmutacji.
-Łap! -Syriusz rzucił w stronę Petera ciastko, które trzymał. Po kilku sekundach dodał bardzo poważnym tonem:
-No i niestety. Tak skończył się żywot pana Ciastka.
Nawet Lupin cicho zachichotał. Musiał przyznać, że Syriusz i James mają wielkie poczucie humoru.
Syriusz tak bardzo zaczął sie śmiać, że aż sie popłakał.
-Łapo, co ci jest? - zapytał zaskoczony James.
-To przez niego – Syriusz śmiał się dalej, wskazując na Petera. - On pochłonął pana Ciastka...
Minęła dobra chwila zanim sie uspokoił i powrócił do poprzedniego stanu. Przetarł oczy i wyprostował się na siedzeniu.
-Myślicie, że Smark wreszcie odczepi sie od Evans? - James zamyślił się.
-Albo ona od niego – stwierdził Syriusz – Dziwię się, że w ogóle się do niego odzywa. Ale zaraz, zaraz. James, dlaczego nas o to pytasz?
James nie odpowiedział. Wpatrywał się w szybę zamyślony. Najwyraźniej coś go gryzło.
-James! - Syriusz krzyknął mu do ucha, aż ten podskoczył na siedzeniu i ześlizgnął sie na podłogę. - Powiedziałem: „dlaczego nas o to pytasz?”.
-Z ciekawości – odpowiedział James wstając z podłogi i poprawiając okulary na nosie.
-Z miłości – wtrącił Lupin.
Cała trójka spojrzała na niego pytająco. Remus wychylił sie zza podręcznika. Przerzucił kartkę i zamknął książkę. Odłożył ją do kufra.
-Nie słyszałem. Możesz powtórzyć? - powiedział James z ironią w głosie.
-Z miłości – powtórzył Remus.
James głośno przełknął ślinę, nie przestając patrzeć w stronę przyjaciela.
-Dobrze słyszałeś – uśmiechnął się Lupin widząc reakcję Pottera. - Z miłości.
-Nnnie wiem o czym ty mówisz, Remusie – zaprzeczył James i z powrotem usiadł na swoje siedzenie.
-Dobrze wiesz, ale nie chcesz sie przyznać – odrzekł Remus, a w jego głosie było słychać nutę zadowolenia.
-Niby do czego? - na twarzy Jamesa malował się mały grymas.
Remus uśmiechnął się radośnie. Wstał ze swojego siedzenia i podszedł do Jamesa. Usiadł na przeciwko niego, tuż obok Glizdgona, wyciągnął różdżkę i wycelował nią prosto w nos przyjaciela. Machnął nią lekko a na policzkach Jamesa pokazały się dwa różowe serca.
-Bo żeś sie zakochał, młotku – powiedział Remus, czując triumf.
-Coś ty mi zrobił z twarzą? - zapytał James widząc swoje odbicie w oknie pociągu.
-Nie martw się, to zaraz zniknie. Góra dziesięć minut i nie będzie już tego widać – odrzekł spokojnie wilkołak – To zaklęcie niewerbalne. Sam je wymyśliłem. Można sprawdzić nim, czy dana osoba się zakochała, a ja miałem rację. No, James, teraz już sie nie wymigasz.
Mijały godziny. Było już popołudnie, kiedy po przedziałach zaczął jeździć wózek ze słodyczami. Lily kupiła dziesięć pudełek „Fasolek Różnych Smaków”. Wręcz je uwielbiała, i chciała zrobić sobie mały zapasik. Nie wiedziała bowiem kiedy będą mogli wybrać sie do Hogsmade na jakiekolwiek zakupy, a nie wytrzymałaby bez nich za długo. Można było spokojnie powiedzieć, że uzależniła sie od nich. Była także pewne, że już żaden smak nie może jej zaskoczyć, bo w ciągu wszystkich czterech lat spędzonych w Hogwarcie, zjadła już ponad trzysta opakować tych czarodziejskich przysmaków. Sama sie sobie dziwiła, że po zjedzeniu takich wielkich ilości cukru wcale nie przytyła, ale cóż przecież to magiczne fasolki, prawda?
-Wiesz może po co kazali nam w tym roku wziąć ze sobą szaty wyjściowe? - zapytała Lily zajadając się „Fasolkami Różnych Smaków”.
-Nie wiem. Gdyby był Turniej Trójmagiczny to na pewno był by to jakiś bal, ale skoro ten turniej już dawno został zakazany to można tylko zgadywać – odpowiedział Severus i oparł głowę o zimna szybę.
-Turniej Trójmagiczny? - powtórzyła Lily, bardzo ciekawa odpowiedzi przyjaciela.
-W Turnieju Trójmagicznym brały udział zawsze trzy szkoły, w tym Hogwart. Każda ze szkół wybierała jednego reprezentanta. Wykonywali oni bardzo niebezpieczne zadania, na przykład walka ze smokiem. Ale Turniej został wstrzymany i już go nie organizują, bo za dużo uczestników ginęło – wytłumaczył Snape. - No i w połowie całego turnieju zawsze odbywał się bal.
-Ależ ty błyskotliwy jesteś, Smarkerusie – drzwi przedziału otworzyły sie.
Byli to James, Syriusz, Remus i Peter. Ich widok wcale nie zaskoczył Lily i Severusa. Policzki Jamesa były jeszcze lekko czerwonawe po tym jak Lupin rzucił na niego zaklęcie, ale serc już nie było widać.
-Czego tu chcecie? - Lily rzuciła im złowieszcze spojrzenie.
-Może przyszłabyś do naszego przedziału? - zapytał James. - Chyba nie będziesz siedzieć tu z tym Smarkiem...
-Dla twojej informacji, po pierwsze to nie nie jest „Smark” tylko Severus. Po drugie nie lubię cię i twoich kumpli. Po trzecie nigdzie sie z tond nie ruszam. I po czwarte... - Lily wstała z siedzenia i podeszła do Jamesa.
-Dobrze, już dobrze – zaśmiał się Potter i wyciągnął różdżkę i wycelował w Severusa. - Levicorpus.
Snape poderwał sie do góry i zawisł do góry nogami tak jakby ktoś chwycił go za kostkę u nogi. Gryfoni parsknęli śmiechem i opuścili przedział. Lily zatrzasnęła za nimi drzwi. Odwróciła sie do Severusa i wyciągnęła swoją różdżkę:
-Liberacorpus.
Snape runął na podłogę. Lily pomogła mu wstać i z powrotem usiedli na przeciw siebie.
-Nie powinieneś pozwalać im na to żeby używali twoich własnych zaklęć przeciwko tobie – mruknęła.
-Łatwo ci mówić – odrzekł Snape. - To nie jest takie proste. Wymyśliłem te zaklęcia żeby się przed nimi bronić, ale odkąd Potter znalazł mój notes ze spisem wymyślonych zaklęć i przeciwzaklęć, nie mam już jak sie bronić.
Lily spojrzała na niego z ogromnym politowaniem. Znienawidziła Pottera już od pierwszego spotkania i jak na razie nie zamierzała zmieniać swojego zdania. Uważała go za kompletnego głąba, który uwielbia znęcać się nad innymi. Do tego jego kumple. Roztrzepany Syriusz, wiecznie głodny Glizdgon i nieco spokojniejszy Remus. Miała ich po dziurki w nosie.
-Wielki pan Potter się znalazł.
Pociąg Hogwart-Expres coraz bardziej zbliżał się do Hogsmade, gdzie znajdował sie peron, na którym mieli wysiąść. Do zamku mieli pojechać powozami. Hagrid kiedyś im powiedział, że ciągną je niewidzialne testrale, ale można je zobaczyć tylko jeżeli widziało się czyjąś śmierć.
Wszyscy uczniowie musieli się przebrać w szkolne szaty. Lily bardzo szybko zawiązała swój czerwono-żółty krawat na szyi. Nabrała już wprawę. Za to dla Severusa wiązanie krawatu było trudniejsze niż nauka czarnej magii, na której szczerze mówiąc, trochę się znał.
-No naprawdę, ale z ciebie niezdara – powiedziała Lily patrząc jak jej przyjaciel nadaremnie usiłuje zawiązać zielono-srebrny krawat Slytherinu.
-Jak jesteś taka mądra, Lily, to sama mi go zawiąż - odpowiedział zrezygnowanym tonem.
-No dobrze. Czemu nie. Jak będziesz wiązał go sam to nie zdążysz na ucztę powitalną – przytaknęła dziewczyna i podeszła do Severusa.
Przewiesiła mu krawat przez głowę, tak żeby oba końce były z przodu. Severus dokładnie obserwował każdy ruch jej rąk, przecież kiedyś wreszcie musiał sie nauczyć wiązać sobie krawat. Nie był już dzieckiem. W końcu miał już piętnaście lat.
Lily przełożyła kilka razy krawat, raz w jedna stronę, raz w drugą. W końcu przełożyła tę grubszą część przez utworzoną dziurkę i zacisnęła, tworząc idealny trójkąt pod szyją Snape'a.
-No i gotowe – powiedziała dumna z siebie.
-Dzięki.
Nagle pociąg gwałtownie sie zatrzymał. Lily straciła równowagę i runęła przed siebie prosto na Severusa. On jednakże nie poruszył sie nawet o milimetr, dopóki Lily na niego nie wpadła i oboje upadli na siedzenia za Snape'em. Lily szybko zorientowała sie, że leży na Severusie. Wstała jak najszybciej tylko mogła i odwróciła sie od niego plecami. Nie chciała żeby chłopak zobaczył jak sie zarumieniła.
Już od jakiegoś czasu czuła sie dziwnie w towarzystwie chłopaka. Serce zaczynało walić jej szybciej kiedy był w pobliżu i zaczynała się strasznie czerwienić. Zaczęło się to na samym początku minionych już wakacji i nie odstępowało jej na choćby jeden krok. Nie chciała jednakże nic mówić Severusowi, żeby nie zepsuć ich przyjaźni, którą budowali wiele lat. Wyznanie takiego uczucia mogłoby ich poróżnić, jeżeli Sev nie czułby tego samego co ona.
W przedziale zapanowała cisza. Ani Severus, ani Lily nie odezwali sie słowem dopóki pociąg nie ruszył ponownie. To stado dzikich koni przebiegało akurat przez tory. Nic dziwnego, ze pociąg bardzo gwałtownie zahamował. Bo inaczej wpadłby w ogromny karambol, co gorsza mógłby sie nawet wykoleić, co zagrażało zdrowiu, a nawet życiu uczniów Hogwartu.
Lily usiadła przy oknie ze spuszczoną głową. Severus usiadł na przeciwko niej. Do Hogsmade zostało jeszcze niecałe czterdzieści minut drogi, a słońce już prawie zaszło.
-Lily... - Severus chciał rozładować atmosferę – Lily... pamiętasz minę Vernona, kiedy zjawił się Dumbledore?...
Dziewczyna spojrzała na Severusa zielonymi oczami. Nie wiedziała co ma odpowiedzieć. Wiedziała, że to tylko po to żeby zapomnieć o tym co stało się przed chwilą.
-Tak – wydukała.
W przedziale ponownie zapanowała cisza, i tak już pozostało aż do zatrzymania sie pociągu na peronie w Hogsmade. Czekał tam już na nich Hiagrid. Ogromny, brodaty mężczyzna w płaszczu z norek trzymał latarnię. Zwoławszy do siebie wszystkich pierwszorocznych wskazał wyższym rocznikom powozy, którymi mieli dostać się do zamku. Bo oczywiście jak wiadomo, i jak nakazuje Hogwarcka tradycja. Pierwszoroczni razem z Hagridem do zamku dostaną się poprzez jezioro w małych, czteroosobowych, drewnianych łódkach.
Severus pamiętał dobrze dzień, w którym oni płynęli tymi łódkami. O mało co, a skąpałby się w lodowatej wodzie. Na całe szczęście była z nim Lily i w ostatniej chwili chwyciła go za szatę i wciągnęła z powrotem do łódki. Nie wiedział czy to wtedy sie w niej zakochał po uszy czy wtedy na placu, podczas ich pierwszego spotkania. Choć planował je o wiele prędzej. Co najmniej osiem lat wstecz, jak sięgał pamięcią.
Wsiadł razem z Lily do jednego z powozów. Dosiadłyu sie później do nich dwie inne gryfonki, które dzieliły pokój z Lily: Mary McDonald i Alicja Lavster, oraz Frank Longbottom, również Gryfon.
Droga było wyboista i krzywa. Lily nie odezwała sie nawet jednym słowem, tak samo jak Snape. Po pięciu minutach przez okna można było zobaczyć w oddali zamek, Hogwart.
-Nareszcie. Nareszcie Hogwart – powtarzała sobie w duchu. - Nareszcie będę mogła używać magii!
Cieszyła sie jak nigdy w życiu. Może nie tak bardzo kiedy okazało się, że naprawdę jest czarownicą i ten mały chłopak ze Spinner'a End miał rację, czy też kiedy zakupiła swoją różdżkę u Olivandera, ale cieszyła się okropnie.
A po trzydziestu minutach nadeszła jej upragniona chwila. Powozy zatrzymały się przed wielkimi wrotami. Tylko one dzieliły ich od dziedzińca największej szkoły magii i czarodziejstwa na świecie.
-To już piąty rok – zachwycała się Lily już całkowicie zapominając co wydarzyło się w pociągu przed niecałą godziną.
Chwyciła Severusa za rękę.
-Severusie, jak ja się cieszę – powiedziała.
-Ja również – odrzekł Severus usiłując ukryć różowawy rumieniec na policzkach. - Już nie mogę się doczekać wielkiej uczty powitalnej.

Lily uśmiechnęła się promiennie. Severus odwzajemnił ten uśmiech. Czuł, że ten rok nie będzie taki jak poprzednie cztery.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz