Witam wszystkich w godzinę 00:00. Właśnie postarzałam się o kolejny rok - matku, jak to brzmi. W każdym bądź razie mam już 17 lat. 25 stycznia, dzień białego tygrysa, imieniny Miłosza (ros. Misza; wic. Miszel), no i urodziny NecoMi. Z tej jakże miłej okazji przemeblowałam całego bloga - jak widać jest pod kolore czerwony; jak słychać w tle leci zagilbista nuta - to jest język litewski jakby ktoś pytał (którego nie przestałam się uczyć!). Takoż wraz z urodzinkami przemyślałam kilka spraw:
1. Jedna osoba nie może zmienić tego, że z przyjemnością otwieram Pana Tadeusza i czytam pierwszą linijkę "Litwo, ojczyzno moja...". Teraz już rozumiem co dla mnie oznaczają kolejne słowa A. Mickiewicza: "ty jesteś jak zdrowie; Ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie kto cię stracił.". Przez jakiś czas czułam pustkę, kiedy odsunęłam się od tego co niegdyś uwielbiałam. Jednak coś mnie tchnęło i włączyłam piosenki litewskie, które własnie skłoniły mnie do przemyśleń. Czy warto tracić część siebie tylko dlatego, że ktoś po drodze się napatoczył i sporo namieszał. Szczerze powiedziawszy wspominam go jeszcze czasami śmiejąc się z matury z litewskiego, na marchewkowym polu, śni mi się często. Ale to było, minęło - jak mawia moja babcia. Właśnie było minęło. As myliu Lietuvą.
2. Druga sprawa: postanowiłam i ogłaszam to wszem i wobec: tworzę własną mangę. Co prawda na razie mam jako taką fabułę i postacie, nie ogarniam rysowania na komputerze, ale to mnie nie powstrzyma i w przeciągu najbliższych pięciu lat (ja tak szybko nie rysuje, żeby się manga w miesiąc pokazała) na półkach sklepów może pojawi się "Kryształ Anubisa".
3. Trzecia i ostatnia sprawa (nie licząc fficka niżej): po ukończenia szkoły średniej jakakolwiek ona by nie była - wyruszam w długą i dłuuuugą podróż po Europie, Nordykach i Bałtach. Biorę plecak, dobre buty, trochę eurasów, prosty lud nie pracujący i idę i nie wiem kiedy wrócę. Główce cele: Wilno, Paryż , Venecja, Rzym i Ryga.
A więc oto i jeden z ostatnich rozdziałów Axis Powers Holiday:
- Help! Pomocy! Cokolwiek! Ktokolwiek! - wołał Francis uciekając przed Tsume, która zebrawszy siły ganiała za nim ze swoim baseballem w dłoniach wymachując nim na prawo i lewo.
Jednakże reszta rozbitków którzy znajdowali się na tej samej części plaży co pozostała dwójka, spojrzała tylko w ich stronę na moment aby w kolejnej kolejności z powrotem zagłębić się w poważnej rozmowie na temat tego, że kiedyś w końcu postanowili się wydostać z tej zapyziałej wyspy, bo przecież nie można tutaj siedzieć całą wieczność.
- Proponuje iść na zachód - stwierdził Berwald poprawiając swoje okulary, które powoli zaczęły mu się zsuwać z nosa.
- NIE! - wykrzyknął Pan Olo zatrzymując się gwałtownie, kiedy Francis wywinął susła wpadając wprost do lodowatej wody - Idziemy w busz! - i wskazała oskarżycielsko w stronę dzikiej, niezbadanej puszczy, z której nagle dobiegł wszystkich ryk przypominający wycie Tarzana.
- Berwald ma racje - wtrąciła NecoMi, która dzisiejszego dnia nadzwyczaj ogarniała sytuację - Musimy odnaleźć resztę.
Volti wskoczył swojej właścicielce na ramię i spiorunował spojrzeniem niedoszłą ofiarę Tsume. Bonnefoy zadrżał.
- Niestety nie wiadomo czy oni jeszcze żyją - Germania skrzyżował ręce na piersi i cała radosna atmosfera nagle w mgnieniu oka prysła.
- Ale gdzie my tak właściwie idziemy? - lamentował Alfred, którego nogi powoli zaczynały odmawiać współpracy, gdyż od dobrego tygodnia nie miał w ustach ani jednego hamburgera.
Słońce paliło jak szalone i cała wesoła gromadka, dobra już nie taka wesoła, ciągła się długim sznureczkiem za wysokim mężczyzną w długim czerwonym płaszczu i kapeluszu, który zwany był Alucardem i był wampirem opiekunem rodziny Hellsing, a także Ojcem Chrzestnym Ojca Chrzestnego NecoMi.
- Towarzyszko Usagi,mogłabyś nie kruszyć? - zapytał iwan, który od dłuższego czasu został zmuszony do tego aby nieść naszą shinigami, gdyś... jej nie chciało się tego robić a Alucard miał przy sobie cała paczkę słonych paluszków, więc miała czym się pożywić (Alucard nosi przy sobie paluszki?! - pomyślał zaskoczony czytelnik po czym wyskoczył przez otwarte okno).
- Niestety, mój drogi Iwanie, paluszki zawsze kruszą - odrzekła brunetka wcinając kolejnego już paluszka.
- Umieram! - stwierdził Tino po czym padł jak długi na ziemię i zapewne gdyby Gilbert nie zlitował się nad nim to pozostał by na tym piachu na pastwę ludu prostego i pracującego, którego i tak tutaj było a mało a raczej wcale go nie było.
- Daleko jeszcze? - burknął Arthur usiłując załapać porządny hałst powietrza.
- Nie - odrzekł pan Wiktorii - Tsume jest niedaleko.
Może wiecie, może nie wiecie, ale Alucard był bardzo blisko związany z naszą tolkienowską bohaterką (mimo swojego wysokiego wzrostu) przez co mógł wyczuwać jej aurę i doskonale wiedział gdzie w danej chwili dziewczyna przebywa. A nawet jakby mu się chciało to doskonale wiedziałby z kim przebywa i co robi, ale z powodu tego, że Pan Olo chciał choć trochę prywatności, wampir nigdy (a przynajmniej bez jej wiedzy) sprawdzał to.
- Daleko jeszcze?
- Nie!
W tym samym czasie gdzieś daleko, w odległej galaktyce.. dobra gdzieś na granicy Niemiec i Polski, w małym domku położonym po niemieckiej stronie granicy, przy biurku siedział młody rudowłosy chłopak i zawzięcie szkicował mangowe obrazki.
- Shit - zaklął pod nosem wyrzucając do kosza kolejną pognieciona kartkę - Nigdy tego nie skończę.
- O, siema brat - nagle w drzwiach pokoju Kaja, stanął wysoki ciemny rudzielec z mnóstwem piegów na twarzy - A ty nie na konwencie?
Młodszy z braci obrzucił tego drugiego srogim spojrzeniem po czym kaj cisnął w Mikołaja sporej wielkości książką do hiragany.
- A pójdziesz ty zbytniku! - zawołał Kaj.
- No, no, mocium panie...
- A co ja Kmicic? - zbulwersował się chłopak i zerwał się natychmiast od biurka.
Oj tak, braterskie kłótnie Kaj uwielbiał najbardziej, szczególnie wtedy gdy ich tajne techniki wchodziły w grę. Mikołaj, bo tak właśnie nazywał się jego starszy brat, uśmiechnął się wścibsko i wykonując jedną z pieczęci jutsu i nagle znalazł się za Kajem.
- A więc tak się sprawy mają - jedna brew osiemnastolatka uniosła się do góry - Cóż, nie zostawiasz mi wyboru - przeczesał włosy dłonią i przez najbliższe dziesięć minut dało się usłyszeć odgłosy podobne, które Vegeta i Goku wydawali z siebie podczas walki.
- Nie chciałbyś żebym użył razengana - prychnął Mikołaj.
- Nie chciałbyś żebym użył Kamehamehy.
- Kaj, ktoś do ciebie - nagle w drzwiach jego pokoju pojawił się ich ojciec, a widząc stanał w takiej sytuacji, dodał - I przestańcie się bić. Jak chcecie to robić to na dwór, bo rozniesiecie dom w pył tymi razenganami i kamehamahami - po czym polecił młodszemu synowi aby zszedł na dół.
Bracie wymienili między sobą pytające spojrzenia po czym oboje ruszyli za ojcem. W korytarzu ujrzeli wysokiego, brązowowłosego Włocha z dwoma loczkami na głowie i miłym wyrazie twarzy. Ubrany był w beżowy garnitur a pod szyją miał przewiązany czerwony krawat. Mimo wszystko wyglądał na poważnego i w równie poważnej sprawie zjawił się w tym domu.
- Starożytny Rzym, jak się nie mylę - stwierdził chłopak.
- We własnej osobie - przytaknął Romulus.
- Co pana tutaj sprowadza? - Kaj skrzyżował ręce na piersi.
- Sprawy nie małego kalibru.
- Słucham więc.
I na tym zakończę ten rozdział. mam nadzieję, że jest w miarę - choć tak poplątany, że to mało powiedziane. W tej części (wybaczcie, że na końcu, ale cóż... tak wyszło) chciałabym podziękować pewnym osobą:
Kajowi, którego zwą Nikon, za to, że jest i mam nadzieję, że będzie jak najdłużej, bo wspierać Cię będę aż do pokonania tego co stanęło na Twojej drodze.
Tsume, Panu Olo, mojemu Ojcu Chrzestnemu, za wsparcie, podtrzymywanie na duchu, zrozumienie i wspaniały urodzinowy prezent.
Usagi, za rozmowy o wszystkim, za to, ze jest i daje tyle szans ile to możliwe. Za to, że mnie rozumie.
Feliks Felek Łukasiewicz, za te wspólne chwile, rozmowy - naprawdę magiczne rozmowy, podtrzymywanie na duchu. Za bycie przyjacielem mimo wszystko.
Miszel, za to że byłeś, jesteś i będziesz od dnia urodzin do dnia śmierci. W końcu nie każdy szczyci się posiadaniem swojego własnego białego tygrysa. To też twoje urodziny, Miszel.
Klaudii, za to, że była ze mną przez minione pół roku, kiedy chodziłam do technikum hotelarskiego i pomieszkiwałam w Trzciance.
Chłopakom z Wonderneepoos za inspiracje.
No i młodszej siostrze, kanadzie, za to, że... w sumie to nie wiem za co, ale za coś na pewno.





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz