Muzyka

wtorek, 4 lutego 2014

HP - Rozdział 8 - Tajemnice Hogwartu

Lily stanęła niepewnie przed drzwiami gabinetu dyrektora. Znała hasło, które może je otworzyć, ale najwidoczniej nie mogła zdobyć się na jeszcze więcej odwagi. Wystarczy, że nie miała już sił aby schować z powrotem pod koszulę wisior z pentagramem.
-Śmiecho-rzujki – nagle usłyszała za sobą głos dyrektora a drzwi do jego gabinetu otworzyły się. - Dlaczego nie weszłaś? Przecież znasz hasło.
Lily nie odpowiedziała i weszła do gabinetu zaraz za dyrektorem. Profesor Dumbledore usiadł za swoim biurkiem i spojrzał na rudowłosą czarownice przez swoje okulary-połówki. Lily czuła jego wzrok na sobie i to jak zatrzymuje się na wisiorze z pentagramem. Dumbledore wyglądał jakby za wszelką cenę chciał ominąć tego widoku. Evans pomyślała przez chwilę, że dyrektor Hogwartu musi dużo wiedzieć na ten temat. Mimo tego nie zadawała żadnych pytań. Milczała, czekając na pierwsze słowo profesora. Ale ten najwidoczniej postanowił sobie, że to Lily ma odezwać sie pierwsza, bo milczał tak samo jak i ona.
-Proszę, zacznij – profesor Dumbledore nareszcie raczył się odezwać.
-Ale, panie profesorze, ja nie wiem... - Lily zaczęła sie jąkać, nie miała zielonego pojęcia co ma zacząć mówić.
Dumbledore wskazał jej gestem ręki krzesło na którym ma usiąść. Lily posłusznie wykonała zalecenie i dalej przerażona patrzyła na swojego dyrektora.
Czarodziej oparł ręce na biurku i wysunął szufladę. Wyciągnął z niej jakąś starą, zniszczoną książkę w ledwo trzymającej sie skurzanej okładce z wielkim złotym „H” na przodzie. Położył na biurku i posunął ją w kierunku czarownicy.
-Co to, panie profesorze? - Lily nic więcej nie mogła wydusić z siebie.
-Księga Czarów – odrzekł spokojnie dyrektor.
Lily zrobiła zaskoczona minę. O co chodziło Dumbledore'owi?
-Może zaczniemy od początku – uśmiechnął sie profesor Dumbledore, wstał od biurka i zaczął przechadzać sie po gabinecie. - Jak wiesz, dzisiejszego poranka natrafiłaś na niemiłe spotkanie z dementorem. A to wszystko skończyło się dla ciebie wizytą na skrzydle szpitalnym.
-Wiem o tym, panie profesorze – wtrąciła Lily.
-A to co widziałaś nie było snem – dodał i machnął swoją różdżką.
Z jednej z szafek wyleciało podłużne, małe, granatowe pudełeczko.
-Ale, panie profesorze, skąd pan wie co ja mogłam widzieć? O czym śnić? - rudowłosa przymrużyła oczy i zmarszczyła brwi.
Wiedziała, że Dumbledore wie bardzo dużo, ale to co jej powiedział przekraczało największe granice jakie mogła pojąć.
-Wiem więcej niż ci sie wydaje. A to co pojawiło sie podczas twojego snu, było częścią wspomnień, po które dementorzy zostali wysłani do Hogwartu – odrzekł profesor Dumbledore, ale widząc zaskoczona i zarazem pytającą minę Lily, dodał: - Historia o pięciu założycielach Hogwartu była tylko brana jako mit, bo nikt nie miał namacalnego dowodu, ze istniał taki ktoś jak Tobiasz Tigerwoods. Jednakże niedawno pewien mugol odkrył jakieś stare nagrobki w północnej Szkocji. Na jednym z nich widniał napis: „Piąty, Tobiasz Tigerwoods, założyciel”. Oczywiście pamięć już została mu wymazana, ale ci z ministerstwa chcą całej prawdy. Niektóre legendy mówią, że uczniowie Hogwartu, którzy prawo wicie powinni trafić do piątego domu mają w sobie moc przywoływania wspomnień piątego założyciela. Mogą to zrobić tylko w spotkaniu z dementorem.
-Profesorze, czy to oznacza, że... że ja nie powinnam trafić do Gryffindoru? - Lily otworzyła usta ze zdziwienia.
-Nie do końca, choć w pewnym sensie masz rację. A czy pamiętasz, co mówił Tigerwoods, kiedy tworzyli Tiarę Przydziału?
-Że w swoim domu chce mieć uczniów półkrwi i tych z mugolskich rodzin – odpowiedziała Lily, a w głowie miała coraz większy mętlik.
-Więc gdybyś nie miała być w Gryffindorze, to Tiara nie przydzieliłaby cie tam, prawda? - w głowie Dumbledore było czuć jakiś podstęp, który Lily szybko znalazła:
-Ale skoro Tigerwoods został zabity przez Salazara Slytherina na rozkaz Gryffindora i wszyscy zapomnieli o tym, że Tobiasz istniał a nie był mitem, to i Tiara Przydziału zapomniała...
-Dokładnie tak – na twarzy profesora Dumbledore'a zagościł szeroki uśmiech. - Nie wiem czy sam Tobiasz chciałby aby o nim tak zapomniano, ale na pewno chciałby chronić swoich uczniów przez niebezpieczeństwem, które teraz im grozi – no i uśmiech zniknął a Dumbledore nagle z poważniał.
-Jakim niebezpieczeństwem? - serce podeszło jej do gardła.
-Ministerstwo Magii chce znaleźć ucznia w Hogwarcie, bo są pewni, że tutaj go znajdą, który byłby prawo wicie przypisany z przeznaczenia do piątego domu, ale moim zdaniem będzie lepiej jeżeli się nie dowiedzą kto nim jest. Bowiem uczeń ten będzie miał prawo do mocy jaką posiadał piąty założyciel. Do jego magii i przedmiotów, które czyniły go najpotężniejszym z założycieli Higwartu. Ministerstwu chodzi wyłącznie o to aby zgarnąć tą moc dla siebie. Posunęli się nawet do tego, że nasłali na Hogwart dementorów – Dumbledore wrócił z powrotem, usiadł za biurkiem i położył obok książki granatowe pudełko. - Oni mogą posunąć sie jeszcze dalej. Ale nie mogą się dowiedzieć, że Tigerwoods był prawdziwy. Jeżeli będą myśleć, że to mit, nikomu nie stanie sie krzywda. Nikomu nie mów o tym co zobaczyłaś i na pewno jeszcze nie jeden raz zobaczysz. Nie wolno ci. Nikomu nie wolno.
-Profesorze, a ta księga? - zapytała Lily, ale jej spojrzenie zatrzymało się na podłużnym pudełku.
-To Księga Czarów. Księga pisana przez założycieli Hogwartu. Jeden cały rozdział jest pusty. Jeżeli mam rację, jest to rozdział Tigerwoodsa, który został wymazany z tych kartek przez resztę założycieli. Myślę, że oba magiczne przedmioty Tobiasza powinny odszyfrować puste kartki, ale tylko jeżeli znajdą sie w odpowiednich rękach. W rękach prawdziwego ucznia domu Tigerwoodsa. - Dumbledore otworzył księgę na pustych kartkach. - A ten wisior na twojej szyi to nie jest zwykły znak. To ten sam amulet, który nosił przy różdżce sam Tobiasz Tigerwoods. To dowód, że on żył, choć niewielu wie, ze to właśnie gwiazda pięcioramienna była jego znakiem. Ci z ministerstwa nie wiedzą nic. O tym również – profesor Dumbledore podniósł wieczko granatowego pudełeczka.
Oczom Lily ukazała się czarna, gładko lakierowana, czarna różdżka. Dokładnie ta sama, którą widziała we śnie. Mimo iż była prawie pewna, ze to różdżka Tobiasza, musiała sie jednak upewnić:
-Czy to różdżka piątego założyciela?
-Tak.
-Jak się tu znalazła? Przecież zniknęła razem z wisiorem, kiedy został zamordowany – Lily raz patrzyła na dyrektora to raz na czarną różdżkę.
-Znalazła sie tu tak samo, jak ten wisior na twojej szyi – odrzekł tajemniczo profesor Dumbledore – Znalazła się tu w magiczny sposób nie cały miesiąc temu. Wypadła zza obrazu przedstawiającego czterech założycieli Hogwartu, choć w tamtym momencie na obrazie było ich pięciu.
Lily nie wiedziała co ma odpowiedzieć, więc milczała dalej wpatrując sie w różdżkę piątego założyciela swoimi zielonymi oczami, które teraz błyszczały jakimś dziwnym światłem.
-Weź ją – powiedział nagle Dumbledore.
-Słucham?! - Lily była zaskoczona.
-Weź ją – powtórzył dyrektor. - Jeżeli mam rację, to właśnie ty jesteś tą, która prawo wicie należy do piątego domu.
Lily niepewnie złapała za trzonek czarnej różdżki prawą ręką. Przeszedł ją lodowaty ale przyjemny dreszcz, tak jak to było u Olivandera, kiedy kupiła swoja pierwsza różdżkę. Wisior, który miała na szyi odpiął sie i samoczynnie zawiązał sie na trzonku czarnej różdżki.
-Miałem rację – powiedział Dumbledore spokojnym tonem.
-Niesamowite – wyszeptała Lily.
-Słyszałem to samo od ciebie, kiedy czytałaś list z Hogwartu – uśmiechnął sie dyrektor. - Weź ze sobą tą księgę, mi do niczego sie nie przyda, a ty powinnaś wgłębić sie w tajniki magii Tigerwoodsa. Mam nadzieję, ze dasz sobie radę.
Lali wstała z krzesła, schowała różdżkę i wzięła księgę. Skierowała sie w stronę wyjścia.
-Nie mówi nic nikomu. Dementorzy czają się wszędzie.
-Dobrze.
-Nawet Severus nie może sie o tym dowiedzieć – dodał.
-A kiedy będą pytać dlaczego mam inna różdżkę? - Lily jeszcze raz odwróciła sie w stronę profesora.
-Stara ci sie połamała a nową zamówiłaś – odrzekł Dumbledore a Lily zniknęła w drzwiach.
Czarownica wróciła do swojego dormitorium. Wszyscy z jej pokoju spali. Przygotowała sie do spania. Ale że śpiąca wcale nie była to postanowiła wypróbować nową różdżkę. Przykryła sie kołdrą i otworzyła księgę na pierwszej lepszej przypadkowej pustej stronie.
-Lumos.
Na końcu różdżki zapaliło sie światełko oświetlając białe kartki. Pomyślała przez chwile jakie zaklęcie odszyfrowałoby to co napisał Tobiasz Tigerwoods.
-Cryptos.
Światło na końcu różdżki na moment zgasło a gdy ponownie się zapaliło, kartki w księdze były zapełnione pismem i obrazami Hogwartu. Zaczęła cicho czytać:
-Dormitoria mojego domu znajdują się na trzecim pietrze Hogwartu. Aby do nich wejść należy zagrać na harfie, której odpowiednie dźwięki otwierają klapę. Następnie trzeba rozegrać partię szachów czarodziejów. Dalej bez przeszkód możne wejść do dormitorium Tigerwoods. Przecież trzecie piętro jest zakazane... może to właśnie dlatego – Lily czytała dalej. - Do mojego domu trafiają przeważnie czarownice i czarodzieje mugolskiego pochodzenia. Żadko co ktoś jest półkrwi, a o czarodziejach czystej krwi to już nawet nie wspomnę.
Lily zasnęła około godziny drugiej w nocy. Obudziła się dopiero wtedy, kiedy Mary z samego rana zaczęła nią potrząsać.
- Lily, obudź się! - wrzeszczała jej wprost do ucha. - Lily!
Rudowłosa tego poranka czuła się wręcz wspaniale. Schowała Księgę Hogwartu pod poduszkę. Nie miała najmniejszego zamiaru mówić komukolwiek o tym co wydarzyło się wczoraj w gabinecie profesora Dumbledore'a. Ciągle miała w pamięci słowa dyrektora o tym, że została wybrana. Zapomniała o tym dopiero wtedy, kiedy na korytarzu spotkała Severusa.
- Cześć Lily. Co takiego chciał od Ciebie Dumbledore? - zapytał na samym wstępie Snape.

- Chodziło o dementorów. Nic takiego – Lily uśmiechnęła się tajemniczo, Severus wiedział, że nic więcej od niej nie wyciągnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz