Lily
stanęła niepewnie przed drzwiami gabinetu dyrektora. Znała hasło,
które może je otworzyć, ale najwidoczniej nie mogła zdobyć
się na jeszcze więcej odwagi. Wystarczy, że nie miała już sił
aby schować z powrotem pod koszulę wisior z pentagramem.
-Śmiecho-rzujki
– nagle usłyszała za sobą głos dyrektora a drzwi do jego
gabinetu otworzyły się. - Dlaczego nie weszłaś? Przecież znasz
hasło.
Lily
nie odpowiedziała i weszła do gabinetu zaraz za dyrektorem.
Profesor Dumbledore usiadł za swoim biurkiem i spojrzał na
rudowłosą czarownice przez swoje okulary-połówki. Lily
czuła jego wzrok na sobie i to jak zatrzymuje się na wisiorze z
pentagramem. Dumbledore wyglądał jakby za wszelką cenę chciał
ominąć tego widoku. Evans pomyślała przez chwilę, że dyrektor
Hogwartu musi dużo wiedzieć na ten temat. Mimo tego nie zadawała
żadnych pytań. Milczała, czekając na pierwsze słowo profesora.
Ale ten najwidoczniej postanowił sobie, że to Lily ma odezwać sie
pierwsza, bo milczał tak samo jak i ona.
-Proszę,
zacznij – profesor Dumbledore nareszcie raczył się odezwać.
-Ale,
panie profesorze, ja nie wiem... - Lily zaczęła sie jąkać, nie
miała zielonego pojęcia co ma zacząć mówić.
Dumbledore
wskazał jej gestem ręki krzesło na którym ma usiąść.
Lily posłusznie wykonała zalecenie i dalej przerażona patrzyła na
swojego dyrektora.
Czarodziej
oparł ręce na biurku i wysunął szufladę. Wyciągnął z niej
jakąś starą, zniszczoną książkę w ledwo trzymającej sie
skurzanej okładce z wielkim złotym „H” na przodzie. Położył
na biurku i posunął ją w kierunku czarownicy.
-Co to,
panie profesorze? - Lily nic więcej nie mogła wydusić z siebie.
-Księga
Czarów – odrzekł spokojnie dyrektor.
Lily
zrobiła zaskoczona minę. O co chodziło Dumbledore'owi?
-Może
zaczniemy od początku – uśmiechnął sie profesor Dumbledore,
wstał od biurka i zaczął przechadzać sie po gabinecie. - Jak
wiesz, dzisiejszego poranka natrafiłaś na niemiłe spotkanie z
dementorem. A to wszystko skończyło się dla ciebie wizytą na
skrzydle szpitalnym.
-Wiem o
tym, panie profesorze – wtrąciła Lily.
-A to
co widziałaś nie było snem – dodał i machnął swoją różdżką.
Z
jednej z szafek wyleciało podłużne, małe, granatowe pudełeczko.
-Ale,
panie profesorze, skąd pan wie co ja mogłam widzieć? O czym śnić?
- rudowłosa przymrużyła oczy i zmarszczyła brwi.
Wiedziała,
że Dumbledore wie bardzo dużo, ale to co jej powiedział
przekraczało największe granice jakie mogła pojąć.
-Wiem
więcej niż ci sie wydaje. A to co pojawiło sie podczas twojego
snu, było częścią wspomnień, po które dementorzy zostali
wysłani do Hogwartu – odrzekł profesor Dumbledore, ale widząc
zaskoczona i zarazem pytającą minę Lily, dodał: - Historia o
pięciu założycielach Hogwartu była tylko brana jako mit, bo nikt
nie miał namacalnego dowodu, ze istniał taki ktoś jak Tobiasz
Tigerwoods. Jednakże niedawno pewien mugol odkrył jakieś stare
nagrobki w północnej Szkocji. Na jednym z nich widniał
napis: „Piąty, Tobiasz Tigerwoods, założyciel”. Oczywiście
pamięć już została mu wymazana, ale ci z ministerstwa chcą całej
prawdy. Niektóre legendy mówią, że uczniowie
Hogwartu, którzy prawo wicie powinni trafić do piątego domu
mają w sobie moc przywoływania wspomnień piątego założyciela.
Mogą to zrobić tylko w spotkaniu z dementorem.
-Profesorze,
czy to oznacza, że... że ja nie powinnam trafić do Gryffindoru? -
Lily otworzyła usta ze zdziwienia.
-Nie do
końca, choć w pewnym sensie masz rację. A czy pamiętasz, co mówił
Tigerwoods, kiedy tworzyli Tiarę Przydziału?
-Że w
swoim domu chce mieć uczniów półkrwi i tych z
mugolskich rodzin – odpowiedziała Lily, a w głowie miała coraz
większy mętlik.
-Więc
gdybyś nie miała być w Gryffindorze, to Tiara nie przydzieliłaby
cie tam, prawda? - w głowie Dumbledore było czuć jakiś podstęp,
który Lily szybko znalazła:
-Ale
skoro Tigerwoods został zabity przez Salazara Slytherina na rozkaz
Gryffindora i wszyscy zapomnieli o tym, że Tobiasz istniał a nie
był mitem, to i Tiara Przydziału zapomniała...
-Dokładnie
tak – na twarzy profesora Dumbledore'a zagościł szeroki uśmiech.
- Nie wiem czy sam Tobiasz chciałby aby o nim tak zapomniano, ale na
pewno chciałby chronić swoich uczniów przez
niebezpieczeństwem, które teraz im grozi – no i uśmiech
zniknął a Dumbledore nagle z poważniał.
-Jakim
niebezpieczeństwem? - serce podeszło jej do gardła.
-Ministerstwo
Magii chce znaleźć ucznia w Hogwarcie, bo są pewni, że tutaj go
znajdą, który byłby prawo wicie przypisany z przeznaczenia
do piątego domu, ale moim zdaniem będzie lepiej jeżeli się nie
dowiedzą kto nim jest. Bowiem uczeń ten będzie miał prawo do mocy
jaką posiadał piąty założyciel. Do jego magii i przedmiotów,
które czyniły go najpotężniejszym z założycieli Higwartu.
Ministerstwu chodzi wyłącznie o to aby zgarnąć tą moc dla
siebie. Posunęli się nawet do tego, że nasłali na Hogwart
dementorów – Dumbledore wrócił z powrotem, usiadł
za biurkiem i położył obok książki granatowe pudełko. - Oni
mogą posunąć sie jeszcze dalej. Ale nie mogą się dowiedzieć, że
Tigerwoods był prawdziwy. Jeżeli będą myśleć, że to mit,
nikomu nie stanie sie krzywda. Nikomu nie mów o tym co
zobaczyłaś i na pewno jeszcze nie jeden raz zobaczysz. Nie wolno
ci. Nikomu nie wolno.
-Profesorze,
a ta księga? - zapytała Lily, ale jej spojrzenie zatrzymało się
na podłużnym pudełku.
-To
Księga Czarów. Księga pisana przez założycieli Hogwartu.
Jeden cały rozdział jest pusty. Jeżeli mam rację, jest to
rozdział Tigerwoodsa, który został wymazany z tych kartek
przez resztę założycieli. Myślę, że oba magiczne przedmioty
Tobiasza powinny odszyfrować puste kartki, ale tylko jeżeli znajdą
sie w odpowiednich rękach. W rękach prawdziwego ucznia domu
Tigerwoodsa. - Dumbledore otworzył księgę na pustych kartkach. - A
ten wisior na twojej szyi to nie jest zwykły znak. To ten sam
amulet, który nosił przy różdżce sam Tobiasz
Tigerwoods. To dowód, że on żył, choć niewielu wie, ze to
właśnie gwiazda pięcioramienna była jego znakiem. Ci z
ministerstwa nie wiedzą nic. O tym również – profesor
Dumbledore podniósł wieczko granatowego pudełeczka.
Oczom
Lily ukazała się czarna, gładko lakierowana, czarna różdżka.
Dokładnie ta sama, którą widziała we śnie. Mimo iż była
prawie pewna, ze to różdżka Tobiasza, musiała sie jednak
upewnić:
-Czy to
różdżka piątego założyciela?
-Tak.
-Jak
się tu znalazła? Przecież zniknęła razem z wisiorem, kiedy
został zamordowany – Lily raz patrzyła na dyrektora to raz na
czarną różdżkę.
-Znalazła
sie tu tak samo, jak ten wisior na twojej szyi – odrzekł
tajemniczo profesor Dumbledore – Znalazła się tu w magiczny
sposób nie cały miesiąc temu. Wypadła zza obrazu
przedstawiającego czterech założycieli Hogwartu, choć w tamtym
momencie na obrazie było ich pięciu.
Lily
nie wiedziała co ma odpowiedzieć, więc milczała dalej wpatrując
sie w różdżkę piątego założyciela swoimi zielonymi
oczami, które teraz błyszczały jakimś dziwnym światłem.
-Weź
ją – powiedział nagle Dumbledore.
-Słucham?!
- Lily była zaskoczona.
-Weź
ją – powtórzył dyrektor. - Jeżeli mam rację, to właśnie
ty jesteś tą, która prawo wicie należy do piątego domu.
Lily
niepewnie złapała za trzonek czarnej różdżki prawą ręką.
Przeszedł ją lodowaty ale przyjemny dreszcz, tak jak to było u
Olivandera, kiedy kupiła swoja pierwsza różdżkę. Wisior,
który miała na szyi odpiął sie i samoczynnie zawiązał sie
na trzonku czarnej różdżki.
-Miałem
rację – powiedział Dumbledore spokojnym tonem.
-Niesamowite
– wyszeptała Lily.
-Słyszałem
to samo od ciebie, kiedy czytałaś list z Hogwartu – uśmiechnął
sie dyrektor. - Weź ze sobą tą księgę, mi do niczego sie nie
przyda, a ty powinnaś wgłębić sie w tajniki magii Tigerwoodsa.
Mam nadzieję, ze dasz sobie radę.
Lali
wstała z krzesła, schowała różdżkę i wzięła księgę.
Skierowała sie w stronę wyjścia.
-Nie
mówi nic nikomu. Dementorzy czają się wszędzie.
-Dobrze.
-Nawet
Severus nie może sie o tym dowiedzieć – dodał.
-A
kiedy będą pytać dlaczego mam inna różdżkę? - Lily
jeszcze raz odwróciła sie w stronę profesora.
-Stara
ci sie połamała a nową zamówiłaś – odrzekł Dumbledore
a Lily zniknęła w drzwiach.
Czarownica
wróciła do swojego dormitorium. Wszyscy z jej pokoju spali.
Przygotowała sie do spania. Ale że śpiąca wcale nie była to
postanowiła wypróbować nową różdżkę. Przykryła
sie kołdrą i otworzyła księgę na pierwszej lepszej przypadkowej
pustej stronie.
-Lumos.
Na
końcu różdżki zapaliło sie światełko oświetlając białe
kartki. Pomyślała przez chwile jakie zaklęcie odszyfrowałoby to
co napisał Tobiasz Tigerwoods.
-Cryptos.
Światło na końcu różdżki na moment zgasło
a gdy ponownie się zapaliło, kartki w księdze były zapełnione
pismem i obrazami Hogwartu. Zaczęła cicho czytać:
-Dormitoria
mojego domu znajdują się na trzecim pietrze Hogwartu. Aby do nich
wejść należy zagrać na harfie, której odpowiednie dźwięki
otwierają klapę. Następnie trzeba rozegrać partię szachów
czarodziejów. Dalej bez przeszkód możne wejść do
dormitorium Tigerwoods. Przecież trzecie piętro jest
zakazane... może to właśnie dlatego – Lily czytała dalej. - Do
mojego domu trafiają przeważnie czarownice i czarodzieje
mugolskiego pochodzenia. Żadko co ktoś jest półkrwi, a o
czarodziejach czystej krwi to już nawet nie wspomnę.
Lily
zasnęła około godziny drugiej w nocy. Obudziła się dopiero
wtedy, kiedy Mary z samego rana zaczęła nią potrząsać.
-
Lily, obudź się! - wrzeszczała jej wprost do ucha. - Lily!
Rudowłosa
tego poranka czuła się wręcz wspaniale. Schowała Księgę
Hogwartu pod poduszkę. Nie miała najmniejszego zamiaru mówić
komukolwiek o tym co wydarzyło się wczoraj w gabinecie profesora
Dumbledore'a. Ciągle miała w pamięci słowa dyrektora o tym, że
została wybrana. Zapomniała o tym dopiero wtedy, kiedy na korytarzu
spotkała Severusa.
-
Cześć Lily. Co takiego chciał od Ciebie Dumbledore? - zapytał na
samym wstępie Snape.
-
Chodziło o dementorów. Nic takiego – Lily uśmiechnęła
się tajemniczo, Severus wiedział, że nic więcej od niej nie
wyciągnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz