Muzyka

poniedziałek, 3 lutego 2014

HP - Rozdział 5 - Różowa dekada

Pierwszy tydzień nauki w Hogwarcie zleciał bardzo szybko. Dopiero co był poniedziałek, a już piąte klasy siedziały na lekcji Obrony przed Czarną Magią w piątkowe popołudnie.
-Bardzo sie cieszę, że wszyscy napisaliście to o co was prosiłam – powiedziała profesor Zomie zbierając ruloniki pergaminów od Gryffonów i Krukonów.
Przypominajka, którą dostała na początku tygodnia od Xenia, leżała na honorowym miejscu, na biurku. A on sam z tego powodu wyglądał na bardzo dumnego z siebie. Uczniowie nie widzieli jeszcze, żeby kula zmieniła kolor na czerwony. Widocznie profesor Zomie miała nienaganną pamięć.
-Na weekend nic wam nie zadam - pani profesor wróciła do swojego biurka i odłożyła na nie zwoje pergaminów. - Ale chciałabym, żebyście przygotowali się psychicznie do poniedziałkowej lekcji, dlatego że zaczniemy naukę zaklęcia patronusa. Chciałam wam także przypomnieć, że niedługo w szkole pojawią się dementorzy i przy najbliższym wypadzie do Hogsmade powinniście...
-Zaopatrzyć się w czekoladę – dokończył za nią Lupin.
-Wyjąłeś mi to z ust, Remusie. Tak powinniście zaopatrzyć się w większe ilości zwykłej czekolady – przytaknęła profesor Zomie.
-Ale po co? - zapytała Mary.
-A może ty nam powiesz, Remusie – profesor Zomie ponownie spojrzała w stronę Lupina.
-Podczas spotkania z dementorem tracimy wiele sił i magicznej mocy. A jeżeli użyjemy jeszcze do tego naszego patronusa. Zostaje nam niespełna dziesięć procent sił. Czekolada bardzo szybko regeneruje magiczne zdolności, dlatego też dobrze mieć ją przy sobie, jeżeli dementorzy są w pobliżu – wyjaśnił Remus.
-No i właśnie zarobiłeś dwadzieścia punktów dla Gryffindoru. Skąd o tym wiedziałeś? - uśmiechnęła się.
-Z doświadczenia – odpowiedział poważnie Remus.
Rzeczywiście, on jako jedyny mógł sie pochwalić bliskim spotkaniem z dementorem z przed kilku lat. Choć nie było to zbytnio miłe spotkanie. To było wtedy kiedy został ugryziony przez innego wilkołaka. Przez co później miał komplikacje i do Hogwartu został przyjęty dopiero po ukończeniu trzynastu lat. Był najstarszy w klasie. Miał już siedemnaście lat.
-W takim razie pewnie potrafisz wyczarować patronusa, prawda? - pani profesor była najwyraźniej zaciekawiona.
-Potrafię... - mruknął zawstydzony Lupin.
-Pokaż – odrzekła krótko profesor Zomie. - Chodź na środek i pokaż wszystkim patronusa.
Lupin wstał niechętnie i ruszył powoli przez całą klasę. Stanął przy tablicy jak przy odpowiedzi i wyciągnął swoją różdżkę. Odetchnął głęboko. Musiał się skupić na jakimś dobrym wspomnieniu, bo bez niego nie udało by mu się wyczarować patronusa.
Cała klasa wbiła w nim swoje spojrzenie. Czekali aż wreszcie prefekt Gryffonów wypowie słowa zaklęcia i ukaże im się jego patronus.
-Expekto Patronum.
Z końca różdżki Remusa wystrzelił niebieski promień. Niebieska poświata przybrała postać konia z rogiem na czole. Przebiegła przez całą klasę po czym zniknęła w otwartym oknie.
-Wspaniale! Brawo! Kolejne dwadzieścia punktów dla Gryffindoru – pani profesor była pod zachwytem, tak samo jak reszta klasy.
Wszyscy musieli przyznać, że to było niesamowite. Nawet podczas obiadu nikt nie dawał spokoju Remusowi. A w szczególności dziewczyny, które teraz patrzyły na niego całkiem inaczej.
-To żałosne. Przecież to tylko zwykły patronus – mruknął Severus, kiedy spacerował razem z Lily szkolnymi błoniami.
-Ja to wiem, ale wszyscy byli zachwyceni. Tym bardziej, że przyjął formę jednorożca – odpowiedziała Lily.
Tego dnia mieli już wolne od lekcji. Mogli spokojnie powiedzieć, że dla nich zaczął się już weekend. Upragniony weekend.
Powiewał chłodny wiaterek. Gałęzie z liśćmi, które powoli żółkły, poruszały się wolno, popychane przez wiatr. Hagrid robił coś w swoim ogródku nie zwracając uwagi na to, że niektórzy uczniowie przyglądali się mu, siedząc na schodach jego chatki. Nad jeziorem nie było nikogo więc Severus i Lily poszli w tamtym kierunku. Usiedli na dość dużym pieńku obok siebie.
-Profesor Torelei kazała nam napisać na runy ich całe tłumaczenie – Severus podniósł kamień i wrzucił go do wody. - Nie będę mógł iść w niedziele do Hogsmade. Mam jeszcze pracę z numerologii.
-Szkoda. Myślałam, że pójdziemy do herbaciarni pani Puddifoot... - powiedziała Lily, ale widząc na sobie pytający wzrok Severusa, szybko dodała: - Podobno można u niej kupić najlepszą czekoladę.
-Masz na myśli czekoladę, w którą kazała zaopatrzyć się Megan? - Sev zmarszczył brwi.
Herbaciarnia pani Puddifoot była miejscem gdzie spotykali się zakochani. Więc nic dziwnego, że Severus spojrzał na Lily bardzo zaskoczony.
-W takim razie pójdę sama po tą czekoladę – Lily uśmiechnęła sie sztucznie.
Mimo woli wolała iść z Severusem do Hogsmade niż sama.
-Ale następnym razem jak będzie wypad do Hogsmade to obiecuję, że choćby nie wiadomo co się stało i tak z tobą pójdę, Lily – powiedział Snape i uśmiechnął się do przyjaciółki.
Lily położyła głowę na jego ramieniu. Westchnęła głęboko. Severus spojrzał na nią jeszcze bardziej zaskoczony niż minutę temu.
-Trzymam cię za słowo, Sev.
Sobota zleciała im bardzo szybko. Świeciło słońce i ogólnie było ciepło. Syriusz, James, Remus i Peter tego dnia jakby zapadli się pod ziemię. Nikt ich nich nie widział i nikt ich dziś nie słyszał. Zjawili się dopiero na kolacji, co nie było niczym dziwnym dla większości osób.
-Zanim zaczniecie jeść, pozwólcie, że trochę was przy nudzę gadaniem – rzekł Dumbledore wstając od stołu. - Pamiętacie pewnie jak mówiłem na rozpoczęciu roku o zawodach, prawda? Otóż od dzisiaj możecie głosować kto ma zostać reprezentantem domu. Dziś o północy do Wielkiej Sali zostaną wniesione cztery magiczne kielichy w których płomienie, każdy z was wrzuci karteczkę z imieniem i nazwiskiem osoby, którą chciałby mieć jako swojego reprezentanta. Gryfoni głosują na Gryfonów, Puchoni na Puchonów, Krukoni na Krukonów a Ślizgoni na Ślizgonów. Nie można głosować na siebie. W noc duchów ogłosimy wyniki i zobaczymy kogo wybraliście na reprezentanta swojego domu – Dumbledore uśmiechnął się szeroko. - Mam nadzieję, że wasz wybór będzie trafny. A co do pojawianie się dementorów w naszej szkole: bądźcie czujni, bowiem mogą zjawić sie w najmniej odpowiednim momencie. Nie zostałem niestety poinformowany, kiedy to dokładnie może się stać. A teraz życzę smacznego.
-Jak już ktoś ma reprezentować Gryffonów, to na pewno nie Potter – powiedziała Lily.
-To może Syriusz? - zaproponowała Mary.
-Jak chcesz to głosuj na niego, ale ja nie oddam głosu na żadnego z Huncwotów – zaprotestowała Lily, a na jej twarzy zagościł zaborczy uśmieszek. - Jak już to Frank Longbottom, jest bardzo dobry w zaklęciach i transmutacji.
W tym samym czasie, na drugim końcu stołu Gryfonów, Syriusz, James, Remus i Peter pogrążeni byli w rozmowie i planowaniu. Nawet Peter był bardziej zaciekawiony tą rozmową niż jedzeniem, choć co jakiś czas wpychał sobie do ust babeczki z lukrem i cynamonem. Remus sprawiał wrażenie bardzo poważnego. Natomiast James i Syriusz co rusz to wyrywali sobie z rąk jakąś kartkę i bazgrali po niej coś piórem.
-Łapo, jesteś geniuszem – powiedział w pewnym momencie James.
-Nie musisz mi schlebiać. Ja to wiem już od dawna – na twarzy Syriusza malował się triumfalny uśmiech.
-Dzięki naszej mapie Hogwartu wszystko pójdzie jak po maśle.
-A jeżeli ktoś nas nakryje, Jamesie? - wtrącił Remus. - Dostaniemy szlaban, a ja mogę stracić odznakę prefekta.
-Nie martw sie o to, Lunatyku. Wszystko pójdzie po naszej myśli, o ile Peter wstanie jutro bardzo wcześnie rano, zmieni się w szczura, pobiegnie do Hogsmade co sił w łapkach i kupi potrzebną nam rzecz – odrzekł James i cała trójka zwróciła wzrok w stronę Petera pochłaniającego właśnie kolejną babeczkę.
-Możecie na mnie liczyć, chłopaki. Nie zawiodę was – Glizdgon mlasnął głośno po czym złapał za kawałek sernika.
-W takim razie wszystko uzgodnione – uśmiechnął się James i spojrzał w stronę stołu Slytherina.
Severus siedział pomiędzy Averym i Mulciberem. Jak zawsze, z resztą. Rozmawiał z nimi o czymś, ale to nawet nie za bardzo zdziwiło Jamesa bo „Smark” zawsze z nimi o czymś gadał.
Później wzrok Jamesa powędrował z powrotem w stronę stołu Gryfonów i zatrzymał się na rudowłosej czarownicy. Ale gdy ta zorientowała się, że na nią patrzy, rzuciła mu groźne spojrzenie. Po czym zwrócił się ponownie do reszty Huncwotów.
-To dopiero pierwszy tydzień. Masz jeszcze cały rok szkolny, żeby się z nią umówić – rzucił Syriusz.
-Albo chociaż ją do siebie przekonać. Bo jak już wcześniej wspomniała: nie na widzi cię – stwierdził Remus, a jego ton wskazywał na to, że wątpi w to, że Lily w ogóle zechce z nim normalnie porozmawiać.
W tę niedzielę odbył się pierwszy w tym roku szkolnym wypad do Hogsmade. Woźny, pan Filch sprawdził dokładnie listę uczni, którzy mieli zgodę na wyjście poza teren szkoły. Każdy z uczniów, który szedł do Hogsmade musiał także wpisać się do księgi wyjścia, aby nauczyciele wiedzieli kto opuścił Hogwart. Musiał także wpisać po co idzie i mniej więcej, ile go nie będzie. Były to najnowsze zalecenia Ministerstwa Magii, z powodu coraz częstszego pojawiania się śmierciożerców. Ku wielkiemu zdziwieniu Filcha większość z uczniów klas piątych i powyżej, w rubryce „Powód wyjścia” pisała: „Kupno czekolady”. Ale kiedy taki sam powód napisał Glizdgon, Filch wcale się nie zdziwił. Był bardziej zaskoczony faktem, że nie ma z nim jego kumpli.
Lily i Mary szły razem z dala od innych uczniów Hogwartu. Nie chciały żeby ktoś słyszał ich rozmowę.
-Serio, powiedziałaś mu, że chciałabyś pójść z nim do herbaciarni pani Puddifoot przystani szczęśliwych par?! - Mary prawie krzyknęła.
-Ciszej – uciszyła ją przyjaciółka. - Po za tym zaraz powiedziałam, że chodzi mi tylko o to żeby kupić czekoladę.
-Oj, moja droga nie postarałaś się – powiedziała Mary karcącym tonem. - A co on w ogóle ci odpowiedział?
-Że nigdzie nie idzie w niedziele bo ma dużo zadane z runów i numerologi. Ale obiecał, że kolejnym razem na pewno ze mną pójdzie do Hogsmade – odpowiedziała Lily.
-Ale Wieczystej Przysięgi ci nie złożył – zaśmiała się Mary.
-Nie przesadzajmy. Sev jeszcze nigdy mnie nie zawiódł – stwierdziła Lily.
Severus przez cały poranek siedział w bibliotece. Musiał odrobić lekcje na poniedziałek a miał zamiar zdobyć z nich jak najwyższe stopnie. Co jakiś czas wracał wspomnieniem do poprzedniego dnia, kiedy był z Lily. Bibliotekę opuścił dopiero w godzinach wieczornych.
Korytarze Hogwartu nie były aż tak bardzo ciemne bo po obu stronach tliły sie pochodnie. Ludzie w ruchomych obrazów przyglądały się mu, kiedy szedł, trzymając podręcznik z eliksirów do klasy szóstej, choć był dopiero w piątej. Lubił go sobie poczytać, choć większa jego zawartość była zapisana jego własnymi notatkami i wymyślonymi zaklęciami. Gdyby zaczął tam opisywać swoje przeżycia można by śmiało powiedzieć, ze podręcznik zmienił się w pamiętnik Severusa Snape'a.
Kiedy szedł korytarzem na drugim piętrze drogę zagrodził mu James Potter, trzymający w ręku swoją różdżkę.
-Cześć Smarkerusie, co tam – rzucił James.
-Zejdź mi z drogi, Potter – odpowiedział krótko Snape.
-James, lepiej usuń mu się z drogi. Chyba nie chcesz oberwać od takiego Smarka – Z ciemności wyłonił się Syriusz, a jego twarz pokrywał szeroki uśmiech.
Severus wyglądał na lekko zdezorientowanego, tym bardziej, że teraz pokazali się Peter i Remus. Stanęli tak, że jedyną rzeczą jaką mógł zrobić Snape, to otworzyć drzwi najbliższej klasy i wejść do środka. Zamknął sie od środka.
-Bombarda.
Drzwi wywaliło z zawiasów i czwórka Huncwotów weszła do klasy. Remus odwrócił się i uniósł różdżkę:
-Reparo.
Drzwi wróciły z powrotem na swoje miejsce.
-Colloportus.
Teraz drzwi zostały zamknięte, a otworzyć można je było tylko zaklęciem.
-No Smarku... jakie jest twoje ostatnie życzenie, przed różową dekadą? - zaśmiał się James.
Snape już wyciągnął swoją różdżkę, już chciał rzucić jakieś zaklęcie, ale Syriusz go uprzedził:
-Expelliarmus.
Różdżka Severusa poszybowała w powietrze. Został rozbrojony a w ręku trzymał tylko stary podręcznik. Cofnął sie o krok do tyłu.
-To nic ci nie da – James machnąl różdżką i krzesło, które stało dokładnie za Severusam podjechało do przodu zwalając Snape'a z nóg.
Siedział teraz na krześle, bardzo zaskoczony. Podręcznik wypadł mu z rąk. Peter podniósł go i zaczął kartkować. Teraz Syriusz machnął różdżką i Sev został przywiązany jakąś liną do oparcia krzesła.
-No, no. Smarkerusie, czyżby odjęło ci mowę? - zapytał ironicznie Syriusz.
Huncwoci wybuchli śmiechem. Tylko Severusowi wcale nie było do śmiechu. Gdyby mógł tylko dosięgnąć swojej różdżki, ten nadęty Potter gorzko by tego pożałował. On by już mu pokazał, że z Severusem Tobiaszem Snape'em się nie zadziera.
-Hej, zobacz James, jak podpisał swój podręcznik – powiedział Peter pokazując Jamesowi ostatnią stronę w podręczniku do Eliksirow dla zaawansowanych, gdzie widniał wielki napis:
Ta ksiazka jest wlasnoscia Ksiecia Polkrwi.
-Księcia Półkrwi? - James parsknął śmiechem i spojrzał na Snape'a. - Też mi się nazwał. Wielki mi Książę.
-Zamknij się, Potter – powiedział Severus rzucając mu wściekłe spojrzenie.
-No dobrze. Nie przeciągając już tego długiego wstępu, Glizdgonie... - James rzucił podręcznik Snape'a na podłogę i wyciągnął w stronę Petera dłoń.
Peter położył mu na niej dwa wąskie, różowe paski wstążki.
-Łapo, czy chciałbyś czynić honory Huncwotów? - zapytał James uśmiechając sie do przyjaciela.
-Z wielka chęcią – odpowiedział Syriusz i wziął od przyjaciela różową tasiemkę.
Syriusz stanął za krzesłem, na którym siedział przywiązany Severus. Gryfon zaczął robić coś z jego czarnymi włosami. Snape wzdrygnął sie lekko na krześle. Gdyby nie był do niego przywiązany na pewno nie pozwoliłby sobie na takie coś.
-Radziłbym ci zmienić podpis w podręczniku, z księcia na księżniczkę – powiedział James powstrzymując sie od śmiechu.
Peter wyciągnął małe lusterko zza pazuchy. Severus zobaczył w nim swoje odbicie, które jeszcze bardziej go rozzłościło. Syriusz związał mu włosy w dwa sterczące kucyki i przewiązał je różową tasiemką, która tworzyła dwie kokardki.
-No i skończone – zakomunikował Syriusz.
-Tak, przepięknie wyglądasz, Smarku – James parsknął śmiechem.
-Alochomora – Remus machnął różdżką w stronę drzwi. - Dobra chłopaki, wynośmy się z tond.
Czwórka Huncwotów wyszła z klasy zamykając za sobą drzwi Severus nie mógł się ruszyć, bo przed wyjściem, James rzucił na niego jeszcze jakieś zaklęcie.
Zaraz po powrocie z Hogsmade, Lily zaczęła szukać Severusa po całej szkole. Ale nikt dzisiaj nikt go nie widział. Zajrzała prawie wszędzie. Szukała nawet w dziale ksiąg zakazanych, ale po Severusie ani widu, ani słychu.
Kiedy szła zrezygnowanie na jednym z pięter, usłyszała ciche przeklinanie pod nosem, które wydobywało się ze starej opuszczonej klasy do transmutacji. Zaciekawiona tym, otworzyła drzwi i weszła do środka. Ujrzała Severusa, siedzącego na krześle, z włosami spiętymi w dwa kucyki różową wstążką.
-Sev, co ci sie stało? - zapytała i machnęła różdżką zdejmując z przyjaciela zaklęcie unieruchamiające i odwiązujące linę, którą był przywiązany.
-Przeklęty Potter – mruknął Severus i zaczął zdejmować różowe wstążki z włosów.
-W sumie po co ja sie pytam? Przecież wiadomo kto ci to zrobił – stwierdziła Lily przewracając oczami.
Severus podniósł z podłogi swoją różdżkę i podręcznik.
-Coś ty byś beze mnie zrobił? - zapytała Lily.
Severus nic nie odpowiedział. Chwycił Lily za rękę i oboje wyszli z klasy. Zatrzasnął drzwi z wielkim hukiem. Takiego wściekłego jeszcze go nie widziała. Tym razem Huncwoci musieli ostro mu zaleźć za skórę. Bo w sumie kto chciałby zostać zamknięty w opuszczonej klasie, przywiązany do krzesła z różowymi wstążkami we włosach.
-Severusie, mógłbyś mnie puścić? - zapytała Lily, kiedy mijali kolejny korytarz. Czuła na sobie zaciekawione spojrzenia ludzi z obrazów i czuła się trochę niezręcznie.
-O tak, przepraszam – Snape puścił jej dłoń. - Dzięki, że przyszłaś...
-Szukałam cię. Kupiłam ci w Hogsmade czekoladę. Pomyślałam, że skoro nie mogłeś pójść po nią dzisiaj sam... - zacięła się.
Severus stał tuż przed nią, wpatrując się w jej zielone oczy. Dzieliło ich zaledwie kilka centymetrów. Lily pomyślała, że jest już cała czerwona na twarzy, ale się pomyliła, zrobiła sie nawet trochę bladsza niż zwykle, ale nie było tego widać wśród mętnego światła pochodni na korytarzu.
Nagle oboje cofnęli sie o krok w tył.
-To może ja lepiej już pójdę – wydukał z siebie Severus.
-Tak, ja też – Lily skinęła głową.

Rozeszli się. Lily poszła w stronę wierzy Gryffindoru, a Severus poszedł w stronę lochów, gdzie znajdowały sie dormitoria Ślizgonów. Serce Lily łomotało jak dzikie, tak samo jak serce Severusa. Ale które bardziej?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz