Pierwszy
tydzień nauki w Hogwarcie zleciał bardzo szybko. Dopiero co był
poniedziałek, a już piąte klasy siedziały na lekcji Obrony przed
Czarną Magią w piątkowe popołudnie.
-Bardzo
sie cieszę, że wszyscy napisaliście to o co was prosiłam –
powiedziała profesor Zomie zbierając ruloniki pergaminów od
Gryffonów i Krukonów.
Przypominajka,
którą dostała na początku tygodnia od Xenia, leżała na
honorowym miejscu, na biurku. A on sam z tego powodu wyglądał na
bardzo dumnego z siebie. Uczniowie nie widzieli jeszcze, żeby kula
zmieniła kolor na czerwony. Widocznie profesor Zomie miała
nienaganną pamięć.
-Na
weekend nic wam nie zadam - pani profesor wróciła do swojego
biurka i odłożyła na nie zwoje pergaminów. - Ale
chciałabym, żebyście przygotowali się psychicznie do
poniedziałkowej lekcji, dlatego że zaczniemy naukę zaklęcia
patronusa. Chciałam wam także przypomnieć, że niedługo w szkole
pojawią się dementorzy i przy najbliższym wypadzie do Hogsmade
powinniście...
-Zaopatrzyć
się w czekoladę – dokończył za nią Lupin.
-Wyjąłeś
mi to z ust, Remusie. Tak powinniście zaopatrzyć się w większe
ilości zwykłej czekolady – przytaknęła profesor Zomie.
-Ale po
co? - zapytała Mary.
-A może
ty nam powiesz, Remusie – profesor Zomie ponownie spojrzała w
stronę Lupina.
-Podczas
spotkania z dementorem tracimy wiele sił i magicznej mocy. A jeżeli
użyjemy jeszcze do tego naszego patronusa. Zostaje nam niespełna
dziesięć procent sił. Czekolada bardzo szybko regeneruje magiczne
zdolności, dlatego też dobrze mieć ją przy sobie, jeżeli
dementorzy są w pobliżu – wyjaśnił Remus.
-No i
właśnie zarobiłeś dwadzieścia punktów dla Gryffindoru.
Skąd o tym wiedziałeś? - uśmiechnęła się.
-Z
doświadczenia – odpowiedział poważnie Remus.
Rzeczywiście,
on jako jedyny mógł sie pochwalić bliskim spotkaniem z
dementorem z przed kilku lat. Choć nie było to zbytnio miłe
spotkanie. To było wtedy kiedy został ugryziony przez innego
wilkołaka. Przez co później miał komplikacje i do Hogwartu
został przyjęty dopiero po ukończeniu trzynastu lat. Był
najstarszy w klasie. Miał już siedemnaście lat.
-W
takim razie pewnie potrafisz wyczarować patronusa, prawda? - pani
profesor była najwyraźniej zaciekawiona.
-Potrafię...
- mruknął zawstydzony Lupin.
-Pokaż
– odrzekła krótko profesor Zomie. - Chodź na środek i
pokaż wszystkim patronusa.
Lupin
wstał niechętnie i ruszył powoli przez całą klasę. Stanął
przy tablicy jak przy odpowiedzi i wyciągnął swoją różdżkę.
Odetchnął głęboko. Musiał się skupić na jakimś dobrym
wspomnieniu, bo bez niego nie udało by mu się wyczarować
patronusa.
Cała
klasa wbiła w nim swoje spojrzenie. Czekali aż wreszcie prefekt
Gryffonów wypowie słowa zaklęcia i ukaże im się jego
patronus.
-Expekto
Patronum.
Z
końca różdżki Remusa wystrzelił niebieski promień.
Niebieska poświata przybrała postać konia z rogiem na czole.
Przebiegła przez całą klasę po czym zniknęła w otwartym oknie.
-Wspaniale!
Brawo! Kolejne dwadzieścia punktów dla Gryffindoru – pani
profesor była pod zachwytem, tak samo jak reszta klasy.
Wszyscy
musieli przyznać, że to było niesamowite. Nawet podczas obiadu
nikt nie dawał spokoju Remusowi. A w szczególności
dziewczyny, które teraz patrzyły na niego całkiem inaczej.
-To żałosne.
Przecież to tylko zwykły patronus – mruknął Severus, kiedy
spacerował razem z Lily szkolnymi błoniami.
-Ja to wiem, ale
wszyscy byli zachwyceni. Tym bardziej, że przyjął formę
jednorożca – odpowiedziała Lily.
Tego dnia mieli
już wolne od lekcji. Mogli spokojnie powiedzieć, że dla nich
zaczął się już weekend. Upragniony weekend.
Powiewał chłodny
wiaterek. Gałęzie z liśćmi, które powoli żółkły,
poruszały się wolno, popychane przez wiatr. Hagrid robił coś w
swoim ogródku nie zwracając uwagi na to, że niektórzy
uczniowie przyglądali się mu, siedząc na schodach jego chatki. Nad
jeziorem nie było nikogo więc Severus i Lily poszli w tamtym
kierunku. Usiedli na dość dużym pieńku obok siebie.
-Profesor Torelei
kazała nam napisać na runy ich całe tłumaczenie – Severus
podniósł kamień i wrzucił go do wody. - Nie będę mógł
iść w niedziele do Hogsmade. Mam jeszcze pracę z numerologii.
-Szkoda. Myślałam,
że pójdziemy do herbaciarni pani Puddifoot... - powiedziała
Lily, ale widząc na sobie pytający wzrok Severusa, szybko dodała:
- Podobno można u niej kupić najlepszą czekoladę.
-Masz na myśli
czekoladę, w którą kazała zaopatrzyć się Megan? - Sev
zmarszczył brwi.
Herbaciarnia
pani Puddifoot była miejscem gdzie spotykali się zakochani. Więc
nic dziwnego, że Severus spojrzał na Lily bardzo zaskoczony.
-W takim razie
pójdę sama po tą czekoladę – Lily uśmiechnęła sie
sztucznie.
Mimo
woli wolała iść z Severusem do Hogsmade niż sama.
-Ale następnym
razem jak będzie wypad do Hogsmade to obiecuję, że choćby nie
wiadomo co się stało i tak z tobą pójdę, Lily –
powiedział Snape i uśmiechnął się do przyjaciółki.
Lily położyła
głowę na jego ramieniu. Westchnęła głęboko. Severus spojrzał
na nią jeszcze bardziej zaskoczony niż minutę temu.
-Trzymam cię za
słowo, Sev.
Sobota zleciała
im bardzo szybko. Świeciło słońce i ogólnie było ciepło.
Syriusz, James, Remus i Peter tego dnia jakby zapadli się pod
ziemię. Nikt ich nich nie widział i nikt ich dziś nie słyszał.
Zjawili się dopiero na kolacji, co nie było niczym dziwnym dla
większości osób.
-Zanim zaczniecie
jeść, pozwólcie, że trochę was przy nudzę gadaniem –
rzekł Dumbledore wstając od stołu. - Pamiętacie pewnie jak
mówiłem na rozpoczęciu roku o zawodach, prawda? Otóż
od dzisiaj możecie głosować kto ma zostać reprezentantem domu.
Dziś o północy do Wielkiej Sali zostaną wniesione cztery
magiczne kielichy w których płomienie, każdy z was wrzuci
karteczkę z imieniem i nazwiskiem osoby, którą chciałby
mieć jako swojego reprezentanta. Gryfoni głosują na Gryfonów,
Puchoni na Puchonów, Krukoni na Krukonów a Ślizgoni na
Ślizgonów. Nie można głosować na siebie. W noc duchów
ogłosimy wyniki i zobaczymy kogo wybraliście na reprezentanta
swojego domu – Dumbledore uśmiechnął się szeroko. - Mam
nadzieję, że wasz wybór będzie trafny. A co do pojawianie
się dementorów w naszej szkole: bądźcie czujni, bowiem mogą
zjawić sie w najmniej odpowiednim momencie. Nie zostałem niestety
poinformowany, kiedy to dokładnie może się stać. A teraz życzę
smacznego.
-Jak już ktoś ma
reprezentować Gryffonów, to na pewno nie Potter –
powiedziała Lily.
-To może Syriusz?
- zaproponowała Mary.
-Jak chcesz to
głosuj na niego, ale ja nie oddam głosu na żadnego z Huncwotów
– zaprotestowała Lily, a na jej twarzy zagościł zaborczy
uśmieszek. - Jak już to Frank Longbottom, jest bardzo dobry w
zaklęciach i transmutacji.
W tym samym
czasie, na drugim końcu stołu Gryfonów, Syriusz, James,
Remus i Peter pogrążeni byli w rozmowie i planowaniu. Nawet Peter
był bardziej zaciekawiony tą rozmową niż jedzeniem, choć co
jakiś czas wpychał sobie do ust babeczki z lukrem i cynamonem.
Remus sprawiał wrażenie bardzo poważnego. Natomiast James i
Syriusz co rusz to wyrywali sobie z rąk jakąś kartkę i bazgrali
po niej coś piórem.
-Łapo, jesteś
geniuszem – powiedział w pewnym momencie James.
-Nie musisz mi
schlebiać. Ja to wiem już od dawna – na twarzy Syriusza malował
się triumfalny uśmiech.
-Dzięki naszej
mapie Hogwartu wszystko pójdzie jak po maśle.
-A jeżeli ktoś
nas nakryje, Jamesie? - wtrącił Remus. - Dostaniemy szlaban, a ja
mogę stracić odznakę prefekta.
-Nie martw sie o
to, Lunatyku. Wszystko pójdzie po naszej myśli, o ile Peter
wstanie jutro bardzo wcześnie rano, zmieni się w szczura, pobiegnie
do Hogsmade co sił w łapkach i kupi potrzebną nam rzecz –
odrzekł James i cała trójka zwróciła wzrok w stronę
Petera pochłaniającego właśnie kolejną babeczkę.
-Możecie na mnie
liczyć, chłopaki. Nie zawiodę was – Glizdgon mlasnął głośno
po czym złapał za kawałek sernika.
-W takim razie
wszystko uzgodnione – uśmiechnął się James i spojrzał w stronę
stołu Slytherina.
Severus siedział
pomiędzy Averym i Mulciberem. Jak zawsze, z resztą. Rozmawiał z
nimi o czymś, ale to nawet nie za bardzo zdziwiło Jamesa bo „Smark”
zawsze z nimi o czymś gadał.
Później
wzrok Jamesa powędrował z powrotem w stronę stołu Gryfonów
i zatrzymał się na rudowłosej czarownicy. Ale gdy ta zorientowała
się, że na nią patrzy, rzuciła mu groźne spojrzenie. Po czym
zwrócił się ponownie do reszty Huncwotów.
-To dopiero
pierwszy tydzień. Masz jeszcze cały rok szkolny, żeby się z nią
umówić – rzucił Syriusz.
-Albo chociaż ją
do siebie przekonać. Bo jak już wcześniej wspomniała: nie na
widzi cię – stwierdził Remus, a jego ton wskazywał na to, że
wątpi w to, że Lily w ogóle zechce z nim normalnie
porozmawiać.
W tę niedzielę
odbył się pierwszy w tym roku szkolnym wypad do Hogsmade. Woźny,
pan Filch sprawdził dokładnie listę uczni, którzy mieli
zgodę na wyjście poza teren szkoły. Każdy z uczniów, który
szedł do Hogsmade musiał także wpisać się do księgi wyjścia,
aby nauczyciele wiedzieli kto opuścił Hogwart. Musiał także
wpisać po co idzie i mniej więcej, ile go nie będzie. Były to
najnowsze zalecenia Ministerstwa Magii, z powodu coraz częstszego
pojawiania się śmierciożerców. Ku wielkiemu zdziwieniu
Filcha większość z uczniów klas piątych i powyżej, w
rubryce „Powód wyjścia”
pisała: „Kupno czekolady”.
Ale kiedy taki sam powód napisał Glizdgon, Filch wcale się
nie zdziwił. Był bardziej zaskoczony faktem, że nie ma z nim jego
kumpli.
Lily
i Mary szły razem z dala od innych uczniów Hogwartu. Nie
chciały żeby ktoś słyszał ich rozmowę.
-Serio,
powiedziałaś mu, że chciałabyś pójść z nim do
herbaciarni pani Puddifoot przystani szczęśliwych par?! - Mary
prawie krzyknęła.
-Ciszej
– uciszyła ją przyjaciółka. - Po za tym zaraz
powiedziałam, że chodzi mi tylko o to żeby kupić czekoladę.
-Oj,
moja droga nie postarałaś się – powiedziała Mary karcącym
tonem. - A co on w ogóle ci odpowiedział?
-Że
nigdzie nie idzie w niedziele bo ma dużo zadane z runów i
numerologi. Ale obiecał, że kolejnym razem na pewno ze mną pójdzie
do Hogsmade – odpowiedziała Lily.
-Ale
Wieczystej Przysięgi ci nie złożył – zaśmiała się Mary.
-Nie
przesadzajmy. Sev jeszcze nigdy mnie nie zawiódł –
stwierdziła Lily.
Severus
przez cały poranek siedział w bibliotece. Musiał odrobić lekcje
na poniedziałek a miał zamiar zdobyć z nich jak najwyższe
stopnie. Co jakiś czas wracał wspomnieniem do poprzedniego dnia,
kiedy był z Lily. Bibliotekę opuścił dopiero w godzinach
wieczornych.
Korytarze
Hogwartu nie były aż tak bardzo ciemne bo po obu stronach tliły
sie pochodnie. Ludzie w ruchomych obrazów przyglądały się
mu, kiedy szedł, trzymając podręcznik z eliksirów do klasy
szóstej, choć był dopiero w piątej. Lubił go sobie
poczytać, choć większa jego zawartość była zapisana jego
własnymi notatkami i wymyślonymi zaklęciami. Gdyby zaczął tam
opisywać swoje przeżycia można by śmiało powiedzieć, ze
podręcznik zmienił się w pamiętnik Severusa Snape'a.
Kiedy
szedł korytarzem na drugim piętrze drogę zagrodził mu James
Potter, trzymający w ręku swoją różdżkę.
-Cześć
Smarkerusie, co tam – rzucił James.
-Zejdź
mi z drogi, Potter – odpowiedział krótko Snape.
-James,
lepiej usuń mu się z drogi. Chyba nie chcesz oberwać od takiego
Smarka – Z ciemności wyłonił się Syriusz, a jego twarz pokrywał
szeroki uśmiech.
Severus
wyglądał na lekko zdezorientowanego, tym bardziej, że teraz
pokazali się Peter i Remus. Stanęli tak, że jedyną rzeczą jaką
mógł zrobić Snape, to otworzyć drzwi najbliższej klasy i
wejść do środka. Zamknął sie od środka.
-Bombarda.
Drzwi
wywaliło z zawiasów i czwórka Huncwotów weszła
do klasy. Remus odwrócił się i uniósł różdżkę:
-Reparo.
Drzwi
wróciły z powrotem na swoje miejsce.
-Colloportus.
Teraz
drzwi zostały zamknięte, a otworzyć można je było tylko
zaklęciem.
-No
Smarku... jakie jest twoje ostatnie życzenie, przed różową
dekadą? - zaśmiał się James.
Snape
już wyciągnął swoją różdżkę, już chciał rzucić
jakieś zaklęcie, ale Syriusz go uprzedził:
-Expelliarmus.
Różdżka
Severusa poszybowała w powietrze. Został rozbrojony a w ręku
trzymał tylko stary podręcznik. Cofnął sie o krok do tyłu.
-To
nic ci nie da – James machnąl różdżką i krzesło, które
stało dokładnie za Severusam podjechało do przodu zwalając
Snape'a z nóg.
Siedział
teraz na krześle, bardzo zaskoczony. Podręcznik wypadł mu z rąk.
Peter podniósł go i zaczął kartkować. Teraz Syriusz
machnął różdżką i Sev został przywiązany jakąś liną
do oparcia krzesła.
-No, no.
Smarkerusie, czyżby odjęło ci mowę? - zapytał ironicznie
Syriusz.
Huncwoci wybuchli
śmiechem. Tylko Severusowi wcale nie było do śmiechu. Gdyby mógł
tylko dosięgnąć swojej różdżki, ten nadęty Potter gorzko
by tego pożałował. On by już mu pokazał, że z Severusem
Tobiaszem Snape'em się nie zadziera.
-Hej, zobacz
James, jak podpisał swój podręcznik – powiedział Peter
pokazując Jamesowi ostatnią stronę w podręczniku do Eliksirow
dla zaawansowanych, gdzie
widniał wielki napis:
Ta ksiazka jest
wlasnoscia Ksiecia Polkrwi.
-Księcia
Półkrwi? - James parsknął śmiechem i spojrzał na Snape'a.
- Też mi się nazwał. Wielki mi Książę.
-Zamknij
się, Potter – powiedział Severus rzucając mu wściekłe
spojrzenie.
-No dobrze.
Nie przeciągając już tego długiego wstępu, Glizdgonie... - James
rzucił podręcznik Snape'a na podłogę i wyciągnął w stronę
Petera dłoń.
Peter
położył mu na niej dwa wąskie, różowe paski wstążki.
-Łapo, czy
chciałbyś czynić honory Huncwotów? - zapytał James
uśmiechając sie do przyjaciela.
-Z wielka
chęcią – odpowiedział Syriusz i wziął od przyjaciela różową
tasiemkę.
Syriusz
stanął za krzesłem, na którym siedział przywiązany
Severus. Gryfon zaczął robić coś z jego czarnymi włosami. Snape
wzdrygnął sie lekko na krześle. Gdyby nie był do niego
przywiązany na pewno nie pozwoliłby sobie na takie coś.
-Radziłbym
ci zmienić podpis w podręczniku, z księcia na księżniczkę –
powiedział James powstrzymując sie od śmiechu.
Peter
wyciągnął małe lusterko zza pazuchy. Severus zobaczył w nim
swoje odbicie, które jeszcze bardziej go rozzłościło.
Syriusz związał mu włosy w dwa sterczące kucyki i przewiązał je
różową tasiemką, która tworzyła dwie kokardki.
-No i
skończone – zakomunikował Syriusz.
-Tak,
przepięknie wyglądasz, Smarku – James parsknął śmiechem.
-Alochomora
– Remus machnął różdżką w stronę drzwi. - Dobra
chłopaki, wynośmy się z tond.
Czwórka
Huncwotów wyszła z klasy zamykając za sobą drzwi Severus
nie mógł się ruszyć, bo przed wyjściem, James rzucił na
niego jeszcze jakieś zaklęcie.
Zaraz po
powrocie z Hogsmade, Lily zaczęła szukać Severusa po całej
szkole. Ale nikt dzisiaj nikt go nie widział. Zajrzała prawie
wszędzie. Szukała nawet w dziale ksiąg zakazanych, ale po
Severusie ani widu, ani słychu.
Kiedy szła
zrezygnowanie na jednym z pięter, usłyszała ciche przeklinanie pod
nosem, które wydobywało się ze starej opuszczonej klasy do
transmutacji. Zaciekawiona tym, otworzyła drzwi i weszła do środka.
Ujrzała Severusa, siedzącego na krześle, z włosami spiętymi w
dwa kucyki różową wstążką.
-Sev, co ci
sie stało? - zapytała i machnęła różdżką zdejmując z
przyjaciela zaklęcie unieruchamiające i odwiązujące linę, którą
był przywiązany.
-Przeklęty
Potter – mruknął Severus i zaczął zdejmować różowe
wstążki z włosów.
-W sumie po
co ja sie pytam? Przecież wiadomo kto ci to zrobił – stwierdziła
Lily przewracając oczami.
Severus
podniósł z podłogi swoją różdżkę i podręcznik.
-Coś ty byś
beze mnie zrobił? - zapytała Lily.
Severus
nic nie odpowiedział. Chwycił Lily za rękę i oboje wyszli z
klasy. Zatrzasnął drzwi z wielkim hukiem. Takiego wściekłego
jeszcze go nie widziała. Tym razem Huncwoci musieli ostro mu zaleźć
za skórę. Bo w sumie kto chciałby zostać zamknięty w
opuszczonej klasie, przywiązany do krzesła z różowymi
wstążkami we włosach.
-Severusie,
mógłbyś mnie puścić? - zapytała Lily, kiedy mijali
kolejny korytarz. Czuła na sobie zaciekawione spojrzenia ludzi z
obrazów i czuła się trochę niezręcznie.
-O tak,
przepraszam – Snape puścił jej dłoń. - Dzięki, że
przyszłaś...
-Szukałam
cię. Kupiłam ci w Hogsmade czekoladę. Pomyślałam, że skoro nie
mogłeś pójść po nią dzisiaj sam... - zacięła się.
Severus stał
tuż przed nią, wpatrując się w jej zielone oczy. Dzieliło ich
zaledwie kilka centymetrów. Lily pomyślała, że jest już
cała czerwona na twarzy, ale się pomyliła, zrobiła sie nawet
trochę bladsza niż zwykle, ale nie było tego widać wśród
mętnego światła pochodni na korytarzu.
Nagle oboje
cofnęli sie o krok w tył.
-To może ja
lepiej już pójdę – wydukał z siebie Severus.
-Tak, ja też
– Lily skinęła głową.
Rozeszli
się. Lily poszła w stronę wierzy Gryffindoru, a Severus poszedł w
stronę lochów, gdzie znajdowały sie dormitoria Ślizgonów.
Serce Lily łomotało jak dzikie, tak samo jak serce Severusa. Ale
które bardziej?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz