Muzyka

wtorek, 11 lutego 2014

Poke 2 - Dlaczego to zrobiłam?

     Stałam tak chwilę jak oszołomiona wpatrując się w jego zielone oczy, gdzie dostrzegłam iskierki, tańczące złowrogo a zarazem tajemniczo. Wydoroślał. Nie był już jedenastolatkiem szukającym przygód w wielkim świecie pokemonów. Nie, nie wiedzieliśmy wszystkiego o świecie pokemonów, nie wszystko było pokazane w anime, to nie ten czas. Otaku nie znają takich postaci, nie takich, jak ja poznam.

Gary przyglądał mi się dłuższą chwilę w milczeniu, tak jakby chciał dostrzec we mnie kogoś, kogo znał od dawien dawna. Usiłowałam nie dać po sobie poznać, że jestem zdezorientowana, a na mojej twarzy rozkwitł ten klasyczny pokerface. W końcu jednak chłopak dał spokój i na odchodnym westchnął głęboko. Usiadł na karimacie, która leżała pod ścianą i oparł się o zimne kafelki.

- Nie wiem nic o planach Team Rocket – powiedział spokojnie i zaczął się bawić swoim pokebollem.

- Wiem – odpowiedziałam krótko, po raz kolejny.

- Porwali mnie gdy badałem stado Pikachu w regionie Hoen, to dość niespotykany widok. Stwierdzili, że sokoro jestem wnukiem profesora Oak'a i sam zajmuje się badaniami nad pokemonami, to jestem w stanie dla nich pracować – tutaj nagle przerwał i głośno przełknął ślinę, a w jego oku zakręciła się łza – zabili... zabili je wszystkie... został mi tylko jeden...

- Przykro mi – powiedziałam cicho i usiadłam pod ścianą, przy celi Gary'ego.

- Przykro – prychnął jak kot, któremu chce się odebrać miskę mleka i jego oczy zatrzymały się na pokebollu – Ty pewnie nie zdajesz sobie sprawy w co się wkopałaś, zakładając uniform jednego z Teamów, to trochę żałosne...

- To Paul zawsze mówił, że coś jest żałosne – burknęłam ale szybko zdałam sobie sprawę, że przecież Gary nie ma zielonego pojęcia skąd jestem i ile rzeczy wiem na ich temat; tak też nie zdziwił mnie fakt iż wręcz poderwał się z karimaty i znalazł się przy kratach.

- Znasz Paula?! - zapytał z błyskiem w oku, a ja niemalże przewróciłam się na podłogę.

Czekał na odpowiedź, a ja nie wiedziałam co mu odpowiedzieć. To nie miałoby sensu gdybym już w pierwszym spotkaniu wyjawiła mu wszystkie informacje o mnie. Przez myśl natychmiast przeszło mi kilka pomysłów na wybrnięcie z tej sytuacji, ale żaden nie był na tyle dobry, żeby Gary mi w to uwierzył. Wstałam więc w ziemi, otrzepałam czerwony uniform, ale na moje kolejne nieszczęście pokeboll mojego Glaceona, wypadł mi z kieszeni i uderzył o podłogę wypuszczając mojego lodowego pokemona. „Cholera” przeszło mi przez myśl „Jeśli Gary zobaczy, że nie mam pokemona, który jest typem ognistym, zacznie coś podejrzewać, a wtedy zaczną się kolejne pytania!”.

- Glaceon?! - źrenice bruneta rozszerzyły się i długą chwilę wpatrywał się w lodowego Eevee jak w obrazek, nie mogąc uwierzyć własnym oczom – Lód... w Magmie... - wydukał, ale chwilę później jakby spoważniał i jak przypuszczałam zaczęła się lawina pytań i stwierdzeń na temat tego, że to nie możliwe, ze jestem członkinią Teamu Magma – To po prostu nie możliwe, to się nie zgadza...

- Gary, posłuchaj mnie przez chwilę – przerwałam mu nagle, postanawiając, że jednak coś w tym jest i powinnam powiedzieć mu prawdę, mimo że mógł wziąć mnie za skończoną idiotkę, a to że nazwałam go po imieniu mogło być już przejawem tego, że coś mniej więcej o nich wszystkich wiem, czego teoretycznie nie powinnam widzieć.

Usiadł z powrotem na karimacie i przeczesał włosy dłonią, ja przycupnęłam przy kratach w Glaceon położył się obok nich i wpatrywał się w pokeboll chłopaka, jak w lusterko. Zaczęłam opowiadać – co prawda nie była to moja prawdziwa historia, ale musiałam jakoś wybrnąć z tej sytuacji, a nie miałam zamiaru opowiadać o tym co mnie spotkało, więc skorzystałam z mojej nadzwyczajnej wyobraźni i na poczekaniu zaczęłam tworzyć historie, której główną bohaterką miała być moja postać:

- Pochodzę z regionu Sinoh. Wychowywałam się niedaleko lodowych gór, gdzie znalazłam Eevee, z resztą jak widzisz teraz Glaceona – spojrzałam na mojego pokemona, a ten chyba wyłapał o co mi chodzi bo tylko pokiwał głową – Razem z rodzicami żyliśmy w spokoju, prowadząc gospodarstwo agroturystyczne – mimo wszystko moje opowiadanie zaczęło bardzo podejrzanie upodabniać się do mojego prawdziwego życia, zawsze tak było gdy pisałam czy opisywałam jakąś historię, w pewnej części była taka jak moje życie – Jednak kiedy moi rodzice wyjechali załatwiać sprawy dotyczące ich biznesu, przepadli bez śladu a ja musiałam wynieść się do rodziny. Nie chciałam tego, nie mogłam jednak niczego innego zrobić bo nie byłam... nadal nie jestem pełnoletnia. Któregoś dnia, kiedy wraz z kuzynostwem wybrałam sie na spacer do lasu po prostu im zwiałam i natknęłam się na Team Magma. To potoczyło się bardzo szybko i nim się obejrzałam stałam przed lustrem w tym uniformie...

Gary słuchał mojej opowieści z wielką uwagą i zaciekawieniem, ale także małą niepewnością jakby wyszukiwał się w niej jakichś niezgodności i wątpliwości co do jej autentyczności. Spuściłam głowę i wbiłam wzrok w podłogę. Mogłam trochę przyhamować, jednak mimo wszystko nie powinien wiedzieć o mnie zbyt dużo, tym bardziej, że prawie całość historii była prawdziwa. Nie wiedziałam przecież jak długo miałam zostać w ich świecie i czy jest w ogóle możliwość, że kiedykolwiek będę mogła się z niego wydostać. Choć perspektywa życia w świecie pokemonów odpowiadała mi bardziej niż użeranie się z pożal się boże rodzinką.

- A więc to tak – brunet zamyślił sie na moment i zaczął nerwowo chodzić po celi, ja milczałam patrząc jak końcówki jego białego fartucha falują.

Nie wiedziałam co wymyśli, ale jednego byłam w stu procentach pewna – jego plan będzie odnosił się do tego jak opuścić to miejsce i nie dać się złapać, a ja zapewne miałam mu w tym pomóc.

- Sakura, chcesz się stąd wydostać? - jednak to co usłyszałam z jego ust całkowicie zbiło mnie z nóg, skinęłam głową, a w odpowiedzi zostałam obdarowana lekkim uśmiechem i błyskiem zielonych tęczówek – W takim razie posłuchaj mnie teraz uważnie...



Od tamtej pamiętnej nocy poznania Gary'ego minął tydzień – jak z bicza strzelił. Przez ten tydzień udało mi się całkowicie zapoznać z siedzibą Teamu Magma i znałam wszystkie drogi prowadzące do około dwudziestu wyjść ewakuacyjnych. Zapoznałam się ze zwyczajami szefa i poszczególnych oddziałów, więc wiedziałam gdzie kto w jakim momencie mniej więcej będzie się znajdował i co robił. Jednak nie w tym tkwiła moje rola. Ja, Glaceon i Umbreon Gary'ego (którego mi użyczył do wykonania tego zadania) mieliśmy wywołać w całej siedzibie totalny chaos. Nie mógł być to pożar, więc postawiliśmy na saunę i dużo lodu. Chodziło o to, aby wytworzyć jak najwięcej mgły aby nikt nie zobaczył jak Gary i jak wymykamy się z kryjówki, do tego miało to wywołać niemały chaos pośród reszty członków M.

- Nic nie widzę – stwierdziłam, kiedy cała akcja zaczęła toczyć się na całego, i usiłowaliśmy z Garym znaleźć drogę do wyjścia.

- Umbreon, oświetl nam drogę – rozkazał brunet a jego jedyny już pokemon wykonał polecenie natychmiast, a jego światło rozświetliło nam drogę.

Słyszeliśmy krzyki i głośne rozmowy, domysły moich niedoszłych kompanów i szefa, który ze złości najprawdopodobniej rozwalił połowę swojego gabinetu. Wiedziałam, że pierwszym podejrzanym będzie Team Aqua, to ze sabotują ich bazę. Jednak kiedy wykluczą ich, a odkryją, że wszędzie znajdują się kawałki lodu a ich nowa dziewczynka na posyłki zniknęła wraz z „profesorkiem” będą już wiedzieli, że to moja sprawka i wyślą za mną ludzi. Więc dlaczego zdecydowałam się na to? Na ucieczkę wraz z Garym? Być może dlatego, że naprawdę zrozumiałam co jest dla mnie ważne, bo przecież tak bardzo chciałam uciec od rodziny, która trzymała mnie na smyczy, a tutaj zgodziłam się na to sama z siebie zostając w szeregach Teamu Magma.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz