Jakoś udało mi się wziąć za siebie i napisałam coś całkiem nowego. Coś co powstawało trzy dni w mojej głowie a dzisiaj wreszcie postanowiłam przelać to na komputer. Oto i ono:
- Jak to nie ma nowego sezonu po
polsku?! - wpadłam wściekła do swojego pokoju i z wielkim impetem
rzuciłam sie na łóżko.
Właśnie dowiedziałam się, że
zdjęli z anteny moje ulubione anime tzn. Pokemony. Moze wydać się
wam to dziwne, że siedemnastoletnia dziewczyna ogląda jeszcze takie
rzeczy, ale to naprawdę wciągające.
No tak, nie przedstawiła się,
nazywam się Sakura – a przynajmniej pod takim imieniem znają mnie
moi przyjaciele, inni otaku. Mam 17 lat i jak juz pewnie się
domyśleliście jestem otaku, a najbardziej ze wszystkich uwielbiam
pokemony.
- Dlaczego nie mogą puścić
kolejnego sezonu w TV? – zaczęłam mamrotać pod nosem, biorąc w
ręce mojego pluszowego Glaceona.
Glaceon był moim towarzyszem od
co najmniej roku, kiedy udało mi się go dostać na jednym z
konwentów. Od tamtej pory stał się nieodłączną częścią
mojego plecaka czy torby. Zabierałam go wszędzie niczym prawdziwego
pokemona. Zawsze powtarzałam, że wiele bym dała aby on był
prawdziwy. Jednak jednego byłam pewna – niektóre marzenia,
kiedyś trzeba będzie odstawić na półkę i wkroczyć w
świat dorosłości jak zawsze mawiała moja chrzestna. Osoba dla
mnie niby tak bliska a jednak daleka i nie rozumiejąca tego co mi w
duszy gra.
- Hej, Sakura, idziesz z nami do
lasu na trening? - nagle do mojego pokoju wpadł mój kuzyn,
niby starszy o rok, a jednak różniły nas tylko cztery
miesiące.
Zaraz za nim wpadła moje
uchachana kuzynka ze słuchawkami na uszach i podśpiewująca
piosenki jej ukochanego zespołu One Direction. Spojrzałam po nich i
przytaknęłam. I tak nie miałam nic lepszego do roboty, a wyjście
na świeże powietrze na pewno dobrze mi zrobi i oderwie od szarej
rzeczywistości i pędzącego przed siebie świata. Spakowałam więc
mój mały plecaczek, gdzie schowałam Glaceona – bo bez
niego nigdzie się nie ruszam, a jest tak wielki jak puszka od coli –
i wcisnęłam na nogi moje schodzone trampki, na którym
pozwoliłam sobie narysować korektorem pokebolle.
Moje kuzynostwo różniło
się ode mnie pod każdym względem. Młodsza kuzynka, radosna,
rozpieszczona i pyskata – kiedyś była inna, szkoda, że się
zmieniła. Kuzyn, starszy, wywyższający się, upierdliwy i rządzący
wszystkim. Najchętniej wyprowadziłabym się od nich, ale niestety
nie było to możliwe. Moi rodzice zaginęli w podróży
służbowej jakieś pół roku temu i do dzisiaj nie było z
nimi żadnych kontaktów. Cóż, mogła zrobić reszta
mojej rodziny? Przygarnęli mnie pod swój dach. Nie mogłam
nic złego powiedzieć na ich temat, przynajmniej nie na głos.
-
One
way or another I’m gonna see you. I’m gonna meet ya meet ya meet
ya meet you. One way or another I’m gonna win you. I’m gonna get
you, get you, get you, get you! - darła się moja jakże wspaniała
kuzynka, kiedy całą trójką w stronę lasy za miastem.
-
Przestań! - warknęłam po raz kolejny, lecz i tym razem nie mogłam
jej powstrzymać przez śpiewaniem jednego z kawałków tego
jej pożal się boże, zespoliku.
-
Rzeczywiście, Sakura ma trochę racji, przesadzasz – stwierdził
mój kuzyn.
W
kwestii muzyki jaką słuchała jego siostra, mogliśmy sie zgodzić
przy jednym „to jest wycie gorsze od wszystkiego”. Nie podzielał
jej fascynacji – i dobrze. To jeden z jego nielicznych plusów
– słucha takiej muzyki jak ja. Jednak obojgu nie podobało się
moje zainteresowanie pokemonami, a przynajmniej Max nie wypowiadał
sie głośno na ten temat.
W
lesie było przyjemnie i chłodno, mimo panującego upału. Lekki
wiaterek rozwiewał moje niebieskie włosy. Tak, niebieskie,
przefarbowałam je na taki kolor ku wielkiemu zdziwieniu i bulwersowi
rodziny bo „jak ty wyglądasz? Jak się w szkole pokażesz?!”. Oj
wybaczcie, są wakacje, co z tego, że nie udało mi się
przefarbować ich na zielono, wyszedł przepiękny błękit zmieszany
z turkusem.
Kiedy
dotarliśmy do miejsca celowego, którą była wielka polana w
środku lasu, mogliśmy wreszcie odpocząć. No może jak sobie
mogłam odpocząć, bo kuzynka zaraz wyciągnęła przenośne radyjko
i kolorowe czasopisma i położyła się na kocyku z logiem Dawida
Kwiatkowskiego. Max natomiast zakazał rękawy i zaczął swój
codzienny trening. Ja natomiast usiadłam sobie na jednym z konarów
drzew i przyglądałam się im. Domyślałam się, że zabawimy tu
dość długo a ja nawet nie wzięłam nic do jedzenia prócz
biszkoptów. Cóż, to na razie musiało wystarczyć.
Poczułam
nagle impuls, bardzo dziwny, który kazał mi w tej chwili
odejść od nich i zrobić coś na własną rękę. Tak, zdecydowanie
potrzebowałam pobyć trochę sama, pospacerować po łonie natury w
samotności. Tak też zeskoczyłam z pnia i poinformowawszy
kuzynostwo, że idę, znikłam im z oczu w głębi lasu.
-
Heh, jak cudownie – westchnęłam głęboko wciągając mojego
Glaceona w plecaczka.
Nikt
przecież mnie nie zobaczy, bo nikogo tu nie ma, więc nie widze
problemu, aby nie wyciągać mojego pluszowego przyjaciela. Cóż,
szkoda, że tylko pluszowego.
-
Wiesz, Glaceon – zaczęłam swój monolog – zastanawiam się
czasem co by było gdybyśmy żyli w świecie pokemonów, co
byśmy wtedy robili i jakby wyglądało nasze życie. Czy szkoła i
nauka byłaby taka sama jak teraz, wy wyruszalibyśmy w podróże
aby zostać najlepszymi trenerami lub koordynatorami?
Nagle
moje długie przemyślenia wyrażane na głos przerwał ryk silnika i
stukot czegoś, co przypominało.. w sumie to nie wiem co
przypominało, ale coś na pewno. Schowałam Glaceona do plecaczka i
kierowana czystą ciekawością ruszyłam w stronę z której
dochodziły ów dziwne dźwięki. Musiałam zachować wszystkie
środki ostrożności, bo nie wiadome było kogo tak ujrzę.
-
Cholera jasna! – usłyszałam głos mężczyzny, ale posiadał on
jakiś dziwny akcent, którego nigdy jeszcze nie słyszałam.
-
Przeklinanie nic tutaj nie da – odezwał się drugi – Zepsuł się
i tyle.
Wychyliłam
się zza drzewa – na całe szczęście było tak wielkie i
szerokie, że bez problemu mogłam się za nim ukryć – jednak to
co ujrzałam zbiło mnie z nóg. Zaniemówiłam i zapewne
wyglądałam teraz jakbym zobaczyła ducha.
-
To jakieś żarty – przeszło mi przez myśl.
-
I jak my teraz wrócimy? Kondensator nawalił – prychnął
wysoki facet, z czerwonym kapturem narzuconym na głowę.
Moje
tęczówki zalśniły a na twarzy pojawił się laki uśmiech.
Byłam ciekawa, kiedy ktoś obudzi mnie z tego snu, bo byłam pewna,
że to co widzę, nie może być rzeczywistością. Ewentualnie kuzyn
musiał dorzucić mi coś do jedzenia, bo takich schiz to ja jeszcze
w życiu nie miałam.
-
Kurna!
Chciałam
się już wrócić do kuzynostwa, ale los chciał abym
poślizgnęła się na mokrym mchu i wyjawiła tym dwóm
gostkom miejsce mojej kryjówki.
-
O cholera – zakląłam pod nosem, kiedy ujrzałam przed swym nosem
parę czarnych buciorów i spojrzałam w górę.
Stała
nade mną wysoka, szczupła kobieta o fioletowych włosach i czerwono
– czarnym stroju z wielkim „M” na koszulce. Natychmiast
zerwałam się na równe nogi.
-
Niczego tu nie widziałaś, jasne? - prychnęła.
-
Tak jest – przytaknęłam, ale nieopatrznie z mojego plecaczka
wyleciał Glaceon, co od razu przykuło uwagę tych trojga.
-
Co my tu mamy? - wyższy facet podniósł go i zaczął
oglądając go uważnie z każdej strony – Typ lodowy, ewolucja
eevee, pokemon świeży śnieg.
W
tym momencie wyszarpnęłam Glaceona z jego łapy i schowałam go z
powrotem do plecaczka. Najchętniej bym uciekła z tego miejsca jak
najszybciej, gdzie pieprz rośnie, bo właśnie zdałam sobie sprawę,
że to nie są żadne schizy ani nic z tych rzeczy. Przede mną, we
własnej osobie stali przedstawiciele Team Magma, z regionu Hoen.
Osoby, które przecież nie powinny istnieć.
-
J-ja... - zaczęłam się jąkać, bo naprawdę nie miałam zielonego
pojęcia co teraz mam powiedzieć.
Kobieta
spojrzała porozumiewawczo na towarzyszów, a ci w mgnieniu oka
chwycili mnie za ramiona i zaprowadzili do ich czerwonego busa.
-
Spokojnie - poleciła kobieta zamykając za sobą drzwi busa – Nie
masz się czego obawiać.
-
Ja mam być spokojna?! To chyba uprowadzenie! - stwierdziłam
energicznie gestykulując.
Pojazd
ruszył i usłyszałyśmy głos jednego z tych gości:
-
Kondensator naprawiony, szefowo, wracamy do domu.
-
Przyjęłam – uśmiechnęła się kobieta i spojrzała w moją
stronę – Zabieramy cię ze sobą, bo za dużo widziałaś, a jako
że w tym wymiarze nie możemy używać pokemonów, nie mogłam
wymazać ci pamięci. Jednak widzę, że mogłabyś się nam do
czegoś przydać.
-
W snach! - prychnęłam jak rozjuszony kocu, ale nie mogłam nic już
zrobić bo bus wytworzył przed sobą jakieś dziwne pole magnetyczne
i przez okienko widziałam jak krajobraz zmienia się w coś czego
nie da się określić słowami.
-
Przebierz się – poleciła fioletowo-włosa wręczając mi uniform
Teamu Magma.
Nie
sądziłam, że taki mały samochód będzie miał nawet swoją
własną przebieralnię. Cóż, musiałam przyznać, że nigdy
nie widziałam sie nawet w cosplay'u członka Teamu Magma, ale
naprawdę dobrze na mnie leżał.
-
No, witamy w szeregach Magmy...
-
Sakura.
-
Witamy w szeregach Magmy, Sakura – uśmiechnęła się i zarzuciła
mi kaptur na głowę.
-
A gdzie mój plecak? - rozejrzałam się, ale nie dostrzegłam
go – Mój Glaceon...
W
te słowa, jak na zawołanie, coś przewróciło mnie na
podłogę i zaczęło lizać po twarzy. Kiedy otworzyłam oczy, nie
mogłam uwierzyć, mimo tego, że doskonale wiedziałam, dokąd
zmierzamy.
-
Glaceon, ty jesteś prawdziwy – uśmiechnęłam się a mój
pokemon zamerdał wesoło ogonem. Tak, właśnie zaczęła się moja
przygoda w świecie pokemonów, choc jeszcze nie zdawałam
sobie sprawy, co mnie spotka.
W
tym samym czasie gdzieś w podziemiach siedziby Teamu Rocket, młody
chłopak siedział w celi i wpatrywał się w ścianę. Czekał na
ratunek, ale czy on nadejdzie? Wątpliwe. Albo zgodzi się na
współpracę z Giovanim albo zginie. Co wybrać?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz