Muzyka

poniedziałek, 10 lutego 2014

Pokemon - Prolog

Nene,
Jakoś udało mi się wziąć za siebie i napisałam coś całkiem nowego. Coś co powstawało trzy dni w mojej głowie a dzisiaj wreszcie postanowiłam przelać to na komputer. Oto i ono:


     - Jak to nie ma nowego sezonu po polsku?! - wpadłam wściekła do swojego pokoju i z wielkim impetem rzuciłam sie na łóżko.

Właśnie dowiedziałam się, że zdjęli z anteny moje ulubione anime tzn. Pokemony. Moze wydać się wam to dziwne, że siedemnastoletnia dziewczyna ogląda jeszcze takie rzeczy, ale to naprawdę wciągające.

No tak, nie przedstawiła się, nazywam się Sakura – a przynajmniej pod takim imieniem znają mnie moi przyjaciele, inni otaku. Mam 17 lat i jak juz pewnie się domyśleliście jestem otaku, a najbardziej ze wszystkich uwielbiam pokemony.

- Dlaczego nie mogą puścić kolejnego sezonu w TV? – zaczęłam mamrotać pod nosem, biorąc w ręce mojego pluszowego Glaceona.

Glaceon był moim towarzyszem od co najmniej roku, kiedy udało mi się go dostać na jednym z konwentów. Od tamtej pory stał się nieodłączną częścią mojego plecaka czy torby. Zabierałam go wszędzie niczym prawdziwego pokemona. Zawsze powtarzałam, że wiele bym dała aby on był prawdziwy. Jednak jednego byłam pewna – niektóre marzenia, kiedyś trzeba będzie odstawić na półkę i wkroczyć w świat dorosłości jak zawsze mawiała moja chrzestna. Osoba dla mnie niby tak bliska a jednak daleka i nie rozumiejąca tego co mi w duszy gra.

- Hej, Sakura, idziesz z nami do lasu na trening? - nagle do mojego pokoju wpadł mój kuzyn, niby starszy o rok, a jednak różniły nas tylko cztery miesiące.

Zaraz za nim wpadła moje uchachana kuzynka ze słuchawkami na uszach i podśpiewująca piosenki jej ukochanego zespołu One Direction. Spojrzałam po nich i przytaknęłam. I tak nie miałam nic lepszego do roboty, a wyjście na świeże powietrze na pewno dobrze mi zrobi i oderwie od szarej rzeczywistości i pędzącego przed siebie świata. Spakowałam więc mój mały plecaczek, gdzie schowałam Glaceona – bo bez niego nigdzie się nie ruszam, a jest tak wielki jak puszka od coli – i wcisnęłam na nogi moje schodzone trampki, na którym pozwoliłam sobie narysować korektorem pokebolle.

Moje kuzynostwo różniło się ode mnie pod każdym względem. Młodsza kuzynka, radosna, rozpieszczona i pyskata – kiedyś była inna, szkoda, że się zmieniła. Kuzyn, starszy, wywyższający się, upierdliwy i rządzący wszystkim. Najchętniej wyprowadziłabym się od nich, ale niestety nie było to możliwe. Moi rodzice zaginęli w podróży służbowej jakieś pół roku temu i do dzisiaj nie było z nimi żadnych kontaktów. Cóż, mogła zrobić reszta mojej rodziny? Przygarnęli mnie pod swój dach. Nie mogłam nic złego powiedzieć na ich temat, przynajmniej nie na głos.

- One way or another I’m gonna see you. I’m gonna meet ya meet ya meet ya meet you. One way or another I’m gonna win you. I’m gonna get you, get you, get you, get you! - darła się moja jakże wspaniała kuzynka, kiedy całą trójką w stronę lasy za miastem.

- Przestań! - warknęłam po raz kolejny, lecz i tym razem nie mogłam jej powstrzymać przez śpiewaniem jednego z kawałków tego jej pożal się boże, zespoliku.

- Rzeczywiście, Sakura ma trochę racji, przesadzasz – stwierdził mój kuzyn.

W kwestii muzyki jaką słuchała jego siostra, mogliśmy sie zgodzić przy jednym „to jest wycie gorsze od wszystkiego”. Nie podzielał jej fascynacji – i dobrze. To jeden z jego nielicznych plusów – słucha takiej muzyki jak ja. Jednak obojgu nie podobało się moje zainteresowanie pokemonami, a przynajmniej Max nie wypowiadał sie głośno na ten temat.

W lesie było przyjemnie i chłodno, mimo panującego upału. Lekki wiaterek rozwiewał moje niebieskie włosy. Tak, niebieskie, przefarbowałam je na taki kolor ku wielkiemu zdziwieniu i bulwersowi rodziny bo „jak ty wyglądasz? Jak się w szkole pokażesz?!”. Oj wybaczcie, są wakacje, co z tego, że nie udało mi się przefarbować ich na zielono, wyszedł przepiękny błękit zmieszany z turkusem.

Kiedy dotarliśmy do miejsca celowego, którą była wielka polana w środku lasu, mogliśmy wreszcie odpocząć. No może jak sobie mogłam odpocząć, bo kuzynka zaraz wyciągnęła przenośne radyjko i kolorowe czasopisma i położyła się na kocyku z logiem Dawida Kwiatkowskiego. Max natomiast zakazał rękawy i zaczął swój codzienny trening. Ja natomiast usiadłam sobie na jednym z konarów drzew i przyglądałam się im. Domyślałam się, że zabawimy tu dość długo a ja nawet nie wzięłam nic do jedzenia prócz biszkoptów. Cóż, to na razie musiało wystarczyć.

Poczułam nagle impuls, bardzo dziwny, który kazał mi w tej chwili odejść od nich i zrobić coś na własną rękę. Tak, zdecydowanie potrzebowałam pobyć trochę sama, pospacerować po łonie natury w samotności. Tak też zeskoczyłam z pnia i poinformowawszy kuzynostwo, że idę, znikłam im z oczu w głębi lasu.

- Heh, jak cudownie – westchnęłam głęboko wciągając mojego Glaceona w plecaczka.

Nikt przecież mnie nie zobaczy, bo nikogo tu nie ma, więc nie widze problemu, aby nie wyciągać mojego pluszowego przyjaciela. Cóż, szkoda, że tylko pluszowego.

- Wiesz, Glaceon – zaczęłam swój monolog – zastanawiam się czasem co by było gdybyśmy żyli w świecie pokemonów, co byśmy wtedy robili i jakby wyglądało nasze życie. Czy szkoła i nauka byłaby taka sama jak teraz, wy wyruszalibyśmy w podróże aby zostać najlepszymi trenerami lub koordynatorami?

Nagle moje długie przemyślenia wyrażane na głos przerwał ryk silnika i stukot czegoś, co przypominało.. w sumie to nie wiem co przypominało, ale coś na pewno. Schowałam Glaceona do plecaczka i kierowana czystą ciekawością ruszyłam w stronę z której dochodziły ów dziwne dźwięki. Musiałam zachować wszystkie środki ostrożności, bo nie wiadome było kogo tak ujrzę.

- Cholera jasna! – usłyszałam głos mężczyzny, ale posiadał on jakiś dziwny akcent, którego nigdy jeszcze nie słyszałam.

- Przeklinanie nic tutaj nie da – odezwał się drugi – Zepsuł się i tyle.

Wychyliłam się zza drzewa – na całe szczęście było tak wielkie i szerokie, że bez problemu mogłam się za nim ukryć – jednak to co ujrzałam zbiło mnie z nóg. Zaniemówiłam i zapewne wyglądałam teraz jakbym zobaczyła ducha.

- To jakieś żarty – przeszło mi przez myśl.

- I jak my teraz wrócimy? Kondensator nawalił – prychnął wysoki facet, z czerwonym kapturem narzuconym na głowę.

Moje tęczówki zalśniły a na twarzy pojawił się laki uśmiech. Byłam ciekawa, kiedy ktoś obudzi mnie z tego snu, bo byłam pewna, że to co widzę, nie może być rzeczywistością. Ewentualnie kuzyn musiał dorzucić mi coś do jedzenia, bo takich schiz to ja jeszcze w życiu nie miałam.

- Kurna!

Chciałam się już wrócić do kuzynostwa, ale los chciał abym poślizgnęła się na mokrym mchu i wyjawiła tym dwóm gostkom miejsce mojej kryjówki.

- O cholera – zakląłam pod nosem, kiedy ujrzałam przed swym nosem parę czarnych buciorów i spojrzałam w górę.

Stała nade mną wysoka, szczupła kobieta o fioletowych włosach i czerwono – czarnym stroju z wielkim „M” na koszulce. Natychmiast zerwałam się na równe nogi.

- Niczego tu nie widziałaś, jasne? - prychnęła.

- Tak jest – przytaknęłam, ale nieopatrznie z mojego plecaczka wyleciał Glaceon, co od razu przykuło uwagę tych trojga.

- Co my tu mamy? - wyższy facet podniósł go i zaczął oglądając go uważnie z każdej strony – Typ lodowy, ewolucja eevee, pokemon świeży śnieg.

W tym momencie wyszarpnęłam Glaceona z jego łapy i schowałam go z powrotem do plecaczka. Najchętniej bym uciekła z tego miejsca jak najszybciej, gdzie pieprz rośnie, bo właśnie zdałam sobie sprawę, że to nie są żadne schizy ani nic z tych rzeczy. Przede mną, we własnej osobie stali przedstawiciele Team Magma, z regionu Hoen. Osoby, które przecież nie powinny istnieć.

- J-ja... - zaczęłam się jąkać, bo naprawdę nie miałam zielonego pojęcia co teraz mam powiedzieć.

Kobieta spojrzała porozumiewawczo na towarzyszów, a ci w mgnieniu oka chwycili mnie za ramiona i zaprowadzili do ich czerwonego busa.

- Spokojnie - poleciła kobieta zamykając za sobą drzwi busa – Nie masz się czego obawiać.

- Ja mam być spokojna?! To chyba uprowadzenie! - stwierdziłam energicznie gestykulując.

Pojazd ruszył i usłyszałyśmy głos jednego z tych gości:

- Kondensator naprawiony, szefowo, wracamy do domu.

- Przyjęłam – uśmiechnęła się kobieta i spojrzała w moją stronę – Zabieramy cię ze sobą, bo za dużo widziałaś, a jako że w tym wymiarze nie możemy używać pokemonów, nie mogłam wymazać ci pamięci. Jednak widzę, że mogłabyś się nam do czegoś przydać.

- W snach! - prychnęłam jak rozjuszony kocu, ale nie mogłam nic już zrobić bo bus wytworzył przed sobą jakieś dziwne pole magnetyczne i przez okienko widziałam jak krajobraz zmienia się w coś czego nie da się określić słowami.

- Przebierz się – poleciła fioletowo-włosa wręczając mi uniform Teamu Magma.

Nie sądziłam, że taki mały samochód będzie miał nawet swoją własną przebieralnię. Cóż, musiałam przyznać, że nigdy nie widziałam sie nawet w cosplay'u członka Teamu Magma, ale naprawdę dobrze na mnie leżał.

- No, witamy w szeregach Magmy...

- Sakura.

- Witamy w szeregach Magmy, Sakura – uśmiechnęła się i zarzuciła mi kaptur na głowę.

- A gdzie mój plecak? - rozejrzałam się, ale nie dostrzegłam go – Mój Glaceon...

W te słowa, jak na zawołanie, coś przewróciło mnie na podłogę i zaczęło lizać po twarzy. Kiedy otworzyłam oczy, nie mogłam uwierzyć, mimo tego, że doskonale wiedziałam, dokąd zmierzamy.

- Glaceon, ty jesteś prawdziwy – uśmiechnęłam się a mój pokemon zamerdał wesoło ogonem. Tak, właśnie zaczęła się moja przygoda w świecie pokemonów, choc jeszcze nie zdawałam sobie sprawy, co mnie spotka.





W tym samym czasie gdzieś w podziemiach siedziby Teamu Rocket, młody chłopak siedział w celi i wpatrywał się w ścianę. Czekał na ratunek, ale czy on nadejdzie? Wątpliwe. Albo zgodzi się na współpracę z Giovanim albo zginie. Co wybrać? 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz