Muzyka

czwartek, 6 lutego 2014

Kminy o niczym

Witam,
Obywatele, drodzy wyborcy...
Otóż, napisałam opowiadanie na konkurs i straciłam wenę. Nie potrafię napisać nic konkretnego. A jak zaczynam, próbuje to nie wychodzi nic prócz czegoś co nawet opowiadaniem czy ffickiem nazwać nie można. Dlatego też na razie - do odwołania - wstawiać tu będę moje stare opowiadania, których do dziś jeszcze nigdzie nie publikowałam.

Mrok całkowicie spowijał to miejsce. Ludzkim wzrokiem nie można było dostrzec nawet swojej ręki wystawionej dosłownie naprzeciwko oczu. A każdy krok postawiony na kamienistej powierzchni, mógł być tym ostatnim w życiu każdego człowieka, który się tam znalazł. W gęstym powietrzu unosił się ostry i drażniący zapach siarki. Z resztą nie tylko on. Było tu COŚ jeszcze.
Lucy czuła na sobie czyjś wzrok. Wiedziała, że ktoś jeszcze prócz niej znajduje się w tym odludnym i dziwnym miejscu. Niespokojnie rozejrzała się wokół siebie. Nie zobaczyła niczego poza głęboką czernią. Dziewczyna oddychała niespokojnie. Bała się. Nie wiedziała czego. Ale czuła strach.
Jej myśli były splątane. Nawet nie był pewna gdzie obecnie się znajduje. Wszystko było dziwne. To miejsce było dziwne... i przerażające. Zamknęła oczy z nadzieją, że zaraz znajdzie się z powrotem w swoim pokoju. Nie zadziałało. Nadal stała tam, gdzie przed chwilą.
Nagle z głębi mroku dobiegło ją przerażające wołanie o pomoc. Ponownie rozejrzała się wokół siebie. Nie zobaczyła niczego ani nikogo. Bała się coraz bardziej.
Chwilę później poczuła na karku ciepły strumień powietrza. Usłyszała sapanie za swoimi plecami. Strach doszczętnie ją sparaliżował. Nie mogła się ruszyć. Znowu zamknęła oczy.
-Niech ten koszmar się wreszcie skończy – pomyślała zaciskając zęby.
Sapanie ucichło. Lucy otworzyła oczy i powoli obejrzała się za siebie. Ujrzała parę krwistych, demonicznych oczu na wysokości swoich. Nieco niżej dostrzegła śnieżnobiałe, ostre kły wysunięte z paszczy potwora. Nie miała nawet odwagi krzyknąć z przerażenia. Cichy głos w głowie, podpowiadał jej brać nogi za pas.
Kiedy dopiero demon straszliwie ryknął, Lucy postanowiła posłuchać głosu. Obróciła się i zaczęła uciekać co sił w nogach. Byle tylko przed siebie. Słyszała za sobą głośne dudnienie wydobywające się prawdopodobnie spod ogromnych łap potwora. Jej serce biło równie głośno. Adrenalina pozwalała jej biec bez wytchnienia, dopóki nie straciła gruntu pod nogami.
Runęła jak długa, na kamienną powierzchnię.
Zaledwie sekundę później demon stał nad nią. Patrzył na nią krwistymi oczami, a z jego paszcze wydobywał się ostry zapach siarki. Lucy nie widziała jego całej postaci, w tych ciemnościach nie dało się nic zobaczyć.
Dziewczyna głośno przełknęła ślinę. Pomyślała, że to już jej koniec. Zamknęła oczy czekając na najgorsze. Ale zamiast tego usłyszała straszliwy pisk i zobaczyła przebłysk światła. Otworzyła oczy.
Wszędzie panował półmrok. W odległości może trzydziestu - czterdziestu metrów dostrzegła dwa walczące stwory wielkości człowieka. Ten pierwszy, posiadający czarne oczy z czerwonymi źrenicami, przypominał ogromnego, płonącego ogniem, pokrytego płynną magmą lisa o trzech ogonach. Ten drugi, minimalnie mniejszy od lisa był złotookim, białym tygrysem z orlimi skrzydłami.
Oba demony walczyły zaciekle. Żaden nie dawał za wygraną i odpowiadał temu drugiemu pazurami czy zębami, z nawiązką. Ich rany bardzo szybko się regenerowały. Lucy szybko zrozumiała, że ta walka może ciągnąć się w nieskończoność. Zmieniła jednak zdanie po kilku chwilach, kiedy Lis prawie doszczętnie zmasakrował Tygrysa.
Potwór myśląc zapewne, że już po Tygrysie, zaczął biec w stronę dziewczyny, rycząc wściekle i wysuwając swoje ostre czarne pazury. Już miał na nią skoczyć, prawdopodobnie zabić, kiedy nagle zza jej pleców rozświetliło się niebieskie światło i Lis nieruchomo padł na ziemię.

Dziewczyna czuła, że to światło odbiera jej siły. Zakręciło jej się w głowie. Ostatnie co widziała to jakaś postać w białej pelerynie z kapturem na głowie, pomagająca Tygrysowi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz