Obywatele, drodzy wyborcy...
Otóż, napisałam opowiadanie na konkurs i straciłam wenę. Nie potrafię napisać nic konkretnego. A jak zaczynam, próbuje to nie wychodzi nic prócz czegoś co nawet opowiadaniem czy ffickiem nazwać nie można. Dlatego też na razie - do odwołania - wstawiać tu będę moje stare opowiadania, których do dziś jeszcze nigdzie nie publikowałam.
Mrok
całkowicie spowijał to miejsce. Ludzkim wzrokiem nie można było
dostrzec nawet swojej ręki wystawionej dosłownie naprzeciwko oczu.
A każdy krok postawiony na kamienistej powierzchni, mógł być
tym ostatnim w życiu każdego człowieka, który się tam
znalazł. W gęstym powietrzu unosił się ostry i drażniący zapach
siarki. Z resztą nie tylko on. Było tu COŚ jeszcze.
Lucy
czuła na sobie czyjś wzrok. Wiedziała, że ktoś jeszcze prócz
niej znajduje się w tym odludnym i dziwnym miejscu. Niespokojnie
rozejrzała się wokół siebie. Nie zobaczyła niczego poza
głęboką czernią. Dziewczyna oddychała niespokojnie. Bała się.
Nie wiedziała czego. Ale czuła strach.
Jej
myśli były splątane. Nawet nie był pewna gdzie obecnie się
znajduje. Wszystko było dziwne. To miejsce było dziwne... i
przerażające. Zamknęła oczy z nadzieją, że zaraz znajdzie się
z powrotem w swoim pokoju. Nie zadziałało. Nadal stała tam, gdzie
przed chwilą.
Nagle
z głębi mroku dobiegło ją przerażające wołanie o pomoc.
Ponownie rozejrzała się wokół siebie. Nie zobaczyła
niczego ani nikogo. Bała się coraz bardziej.
Chwilę
później poczuła na karku ciepły strumień powietrza.
Usłyszała sapanie za swoimi plecami. Strach doszczętnie ją
sparaliżował. Nie mogła się ruszyć. Znowu zamknęła oczy.
-Niech
ten koszmar się wreszcie skończy – pomyślała zaciskając zęby.
Sapanie
ucichło. Lucy otworzyła oczy i powoli obejrzała się za siebie.
Ujrzała parę krwistych, demonicznych oczu na wysokości swoich.
Nieco niżej dostrzegła śnieżnobiałe, ostre kły wysunięte z
paszczy potwora. Nie miała nawet odwagi krzyknąć z przerażenia.
Cichy głos w głowie, podpowiadał jej brać nogi za pas.
Kiedy
dopiero demon straszliwie ryknął, Lucy postanowiła posłuchać
głosu. Obróciła się i zaczęła uciekać co sił w nogach.
Byle tylko przed siebie. Słyszała za sobą głośne dudnienie
wydobywające się prawdopodobnie spod ogromnych łap potwora. Jej
serce biło równie głośno. Adrenalina pozwalała jej biec
bez wytchnienia, dopóki nie straciła gruntu pod nogami.
Runęła
jak długa, na kamienną powierzchnię.
Zaledwie
sekundę później demon stał nad nią. Patrzył na nią
krwistymi oczami, a z jego paszcze wydobywał się ostry zapach
siarki. Lucy nie widziała jego całej postaci, w tych ciemnościach
nie dało się nic zobaczyć.
Dziewczyna
głośno przełknęła ślinę. Pomyślała, że to już jej koniec.
Zamknęła oczy czekając na najgorsze. Ale zamiast tego usłyszała
straszliwy pisk i zobaczyła przebłysk światła. Otworzyła oczy.
Wszędzie
panował półmrok. W odległości może trzydziestu -
czterdziestu metrów dostrzegła dwa walczące stwory wielkości
człowieka. Ten pierwszy, posiadający czarne oczy z czerwonymi
źrenicami, przypominał ogromnego, płonącego ogniem, pokrytego
płynną magmą lisa o trzech ogonach. Ten drugi, minimalnie mniejszy
od lisa był złotookim, białym tygrysem z orlimi skrzydłami.
Oba
demony walczyły zaciekle. Żaden nie dawał za wygraną i odpowiadał
temu drugiemu pazurami czy zębami, z nawiązką. Ich rany bardzo
szybko się regenerowały. Lucy szybko zrozumiała, że ta walka może
ciągnąć się w nieskończoność. Zmieniła jednak zdanie po kilku
chwilach, kiedy Lis prawie doszczętnie zmasakrował Tygrysa.
Potwór
myśląc zapewne, że już po Tygrysie, zaczął biec w stronę
dziewczyny, rycząc wściekle i wysuwając swoje ostre czarne pazury.
Już miał na nią skoczyć, prawdopodobnie zabić, kiedy nagle zza
jej pleców rozświetliło się niebieskie światło i Lis
nieruchomo padł na ziemię.
Dziewczyna
czuła, że to światło odbiera jej siły. Zakręciło jej się w
głowie. Ostatnie co widziała to jakaś postać w białej pelerynie
z kapturem na głowie, pomagająca Tygrysowi.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz