Muzyka

sobota, 30 listopada 2013

Axis Powers Academy - Bo w tej szkole straszy

Tak… bo ja jestem hardcore i przy 30C na plusie łażę w glanach po Trzcianeckiej plaży Logo. Tak też ten rozdział też będzie z dedykacją dla mojego kolegi (w sumie to i nawet kuzyna) Bartka i jego dziewczyny (której nie znam, ale może kiedyś poznam). Tak też przed państwem Axis Powers Academy – Bo w tej szkole straszy:

W klasie panowała totalna cisza. Co było dziwne, bo przecież nie było z nami Germanii. Z resztą w ogóle atmosfera była napięta i jakaś szemrana. Ławki poustawiane były tak, że przypominały okrągły (kwadratowy) stół. Na krzesełkach siedzieli poniektórzy uczniowie ze wzrokiem i minami godnymi samego wielkiego Chucka Norrisa. Albowiem właśnie tego dnia, w tej sali (która pierwotnie była klasą od historii), o tej godzinie odbywało się posiedzenie rządu uczniowskiego potocznie zwane komitetem lub radą uczniowską. W jej skład wchodziło osiem trójek klasowych, do których bynajmniej ja nie należałam. W takim razie dlaczego siedziałam tam w tej chwili? No cóż…

RETROSPEKCJA

Był to piękny jesienny poranek. Od ślubu i zjazdu rodzinnego w jednym, minęło zaledwie kilka dni. Nawet nie tydzień. Zaraz po przebudzeniu zorientowałam się, że coś tutaj jest nie tak. Tsume mnie nie obudziła? Dziwne. Spojrzałam więc w stronę sąsiedniego łóżka.
– Tsume! – prawie wykrzyknęłam kiedy dostrzegłam na łóżku moją Tolkienowską współlokatorkę z górą wykorzystanych chusteczek higienicznych i z podkrążonymi oczami.
– Ne kzycz, gowa mne boli – mówiła przez nos. – Aciom!
Zamrugałam szybko oczkami. Ona serio była chora. W sumie się nie dziwię. No bo kto normalny lata po dworze w deszcz i wskakuje na bombę do oczka wodnego w parku. Tak, tylko nasza kochana Tsume.
– Ech, ne bendzie mne dzisaj na lekcach – oznajmiła blondynka zużywając kolejną paczkę chusteczek. – Mogłabys zastopic mne dzisaj na zebranu rady ucnowskiej?

KONIEC RETROSPEKCJI

Tak też teraz siedzę sobie w zastępstwie za Tsume. Co prawda w chwili obecnej panowała cisza, ale nie było tak zaledwie kilka minut temu, gdy w powietrzu były papiery, puszki, paluszki, zeszyty, długopisy i inne, które mogą posłużyć za narzędzie mordu. A ich wszystkich uciszył blondwłosy Szwajcar z trzeciej klasy, który (jakby to ładnie ująć?) był obiektem westchnień mojej zacnej przyjaciółki. A ów Szwajcar nosił równie epickie imię – Vash. Był przewodniczącym całego komitetu. Hmmm… Być może dlatego, że jest neutralny. Dziwny gość… ale kto w tej szkole jest normalny? Po za tym, Vash ma fajny biały berecik i pyszne czekoladki.
– A ja to bym zrobił jakiś ciekawy wieczorek – zaproponował nagle Matthias, z narodowości Duńczyk, uczęszczający do trzeciej klasy.
– Na przykład? – zapytał Vash z lekkim niepokojem, bo wiadome było, że Matthias jak coś wymyśli, to jest się czego bać, w końcu był tak bardzo podobny do Gilberta…
– Proponuje wieczór z filmami grozy – odezwał się nagle Norweg, który szczerze mówiąc napawał wszystkich strachem przez mroczną atmosferę, którą rozprowadzał wokół siebie. Nawet nie wiedziałam, z której jest klasy, o imieniu to już nie wspomnę.
– Moja zacnie zagilbista osoba popiera tak wspaniały pomysł – odezwał się Prusak a mały żółty kur, który siedział mu na głowie pisnął popierając swojego właściciela.
– Nie sądzę by Germania się zgodził – Szwajcar wyglądał jakby się nad czymś zastanawiał.
– Phi, on wcale nie musi o tym wiedzieć – prychnął Duńczyk.
– Właśnie, a filmy możemy wyświetlić w sali gimnastycznej na takim zagilbiście wielkim ekranie, czyli ścianie…
– Albo generalnie wmówimy Dżermanisztycowi, że totalnie robimy wieczorek z filmami, ale to, że to będą jakby horrory zachowamy dla siebie – mruknął Feliks i jego pomysł został uznany za najlepszy.
– Tak więc posiedzenie rządu uznaję za zamknięte – oznajmił Vash stukając młotkiem sędziowskim w blat ławki. – Wieczorek z filmami odbędzie się w piątek wieczorem. Dziękuje za uwagę. Było fajnie. Super. Koniec imprezy. Dobranoc.

– No i ogólnie to ja nigdzie nie idę – stwierdziłam kiedy opowiedziałam wszystko Tsume, która czuła się już znacznie lepiej. – Nie lubię horrorów.
– Oj Necomi, Necomi – Pan Olo pokręcił głową. – A tak szczerze, to co ty właściwie lubisz? Hę?
– No… dużo rzeczy – wydukałam, ale równie szybko zamilkłam.
Rzeczywiście, wszystko co lubiłam robić było dziwne. A to co lubili robić inni, dla mnie było dziwne.
– No i Vash dał jeszcze listę filmów, które będą puszczone – wręczyłam przyjaciółce kartkę, której szczerze powiedziawszy nawet nie chciało mi się wcześniej przeczytać.
Hobbickie oczka szybko spenetrowały każdy zakamarek listy filmów na nadchodzący piątek. Uśmiechnęła się przebiegle.
– Na pewno nie chcesz iść? – Tsume użyła takiego tonu, jakby znowu coś wykminiła.
– Tak?
– Ale będą puszczać „Egzorcyzmy Emily Rose” i wszystkie części „Paranormal Activity”, no i klasyk „Piła 4”.
Na mojej twarzy pojawił się klasyczny pokerface. Prócz tego ostatniego filmu propozycja była strasznie kusząca. Nie lubiłam horrorów, ale filmy o rzeczach paranormalnych wręcz kochałam. Co za paradoks, nieprawdaż? A Tsume oczywiście o tym wszystkim wiedziała.
– To jak?
– No… trzeba było od razu mówić, że będą takie zaczepiste filmy. Idę.
– Zuch dziewczyna.
Po kąpieli i wciśnięciu się w piżamkę w białe tygryski, rzuciłam się na łóżko nogami na poduszce. Nie chciało mi się spać. Więc tylko położyłam głowę na skrzyżowanych rękach i zamknęłam oczy.
– Necomi.
– Czego chcesz, Tsume?
– Śpisz?
– Jakbym spała, to bym z tobą nie rozmawiała.
– A no tak… Nie będziesz zła jak ci coś powiem?
– Zależy co. No dobra mów – z ciekawości aż usiadłam na łóżku i z wielkim znakiem zapytania spojrzałam na współlokatorkę.
– Bo to ja zgubiłam twojego Tygrysia.
– Wiem, nie musisz mi tego mówić. Zła nie jestem. Ale co zamierzasz w związku z tym?
– Bo pomyślałam, że może dam ci Jedyny Pierścień i pójdziesz sobie taka niewidzialna na piętro do chłopaków i…
– Nie kończ – przerwałam jej nagle. – Nie chce tego pierścienia, boję się go. Po za tym mam przeczucie, że Tygrysio niedługo się znajdzie.
– No dobrze… To dobranoc.

Kolejny dzień, będący środą, nadszedł równie szybko co poprzedni się skończył. Tsume czuła się już o niebo lepiej. Heh… na tyle dobrze aby na chemii zrobić samozapłon, wysadzić pół klasy i ufajdać całą ścianę jakąś dziwną kolorową substancją. Nie wspominając już o lekcji o religiach świata, kiedy to wyszła na środek klasy i zaczęła odprawiać mszę dla pastafarianów. Mina pana Izraela była nie do opisania, kiedy większość uczniów zaczęła medytować nad talerzami z makaronem.
– I tak oto prorok nasz Boloneze, głosił wesołą nowinę, stojąc na wielkiej górze Durszlaku, którą otaczali wierni. Przekazał im prawdę zza morza, od piratów płynącą. Albowiem tako rzecze pan najświętszy…
– Ramen – zakończyłam uroczyście równo z dzwonkiem i ludzie rozpierzchli się po szkole.
– Tsume, to było takie makaroniczne – po lekcji podszedł do nas Feliciano wzruszony kazaniem.
– Dzięki… eee…
– Ja i mój braciszek Romano, chcielibyśmy abyś w dzisiejszą niedziele głosiła kazanie dla nas, wyznawców Latającego Potwora Spaghetti, w centrum Rzymu – oświadczył Włoch i z nadzieją spojrzał na (prawie) kopię Frodo.
– Zastanowię się. Muszę sprawdzić w kalendarzu czy aby przypadkiem nie mam głosić niczego w kościele Yedi, czy też dla wiernych Niewidzialnego Różowego Jednorożca – zamyśliła się teatralnie, ale Vargas najwyraźniej nie zrozumiał ironii i popędził do Lovino powiedzieć, że jest dla nich nadzieja.

Tego wieczoru Tsume zasnęła niemożliwie szybko, co osobiście mnie zdziwiło. Z resztą mieliśmy dwie godziny w-fu ze Starożytną Spartą, a ten facet jak się zaweźmie potrafi dosolić nam tak bardzo, że odechcewa się wszystkiego co możliwe.
Ja osobiście jednak wcale nie czułam się sennie. Chyba zaczynam chorować na bezsenność. Jak to się będzie powtarzało będę musiała iść z tym do pielęgniarki.
„Hehe. Tsume jak śpi, jest taka… spokojna” pomyślałam patrząc na przyjaciółkę, która twardo spała ułożona w poprzek łóżka, z nogami na ścianie i głową zwisającą na podłogę. Skoro tak spała i się nie obudziła, to nic jej nie obudzi. Tak też z czystych nudów postanowiłam po przechadzać się w nocy po akademiku.
Po zawiązaniu butków wyślizgnęłam się z pokoju i zaczęłam penetrować korytarze internatu. Było by jeszcze fajnie jakby ktoś zapalił światło. Nie żebym się bała ciemności czy coś w ten deseń, po prostu tu było jakoś tak mhrocznie, że aż ciary przechodziły po plecach.
Wtedy coś jakby się poruszyło kilka metrów przede mną. Naszły mnie myśli o Lordzie Voldemordzie, Sauronie, Generale Mrozie (o którym opowiadał mi Iwan) i o Krwawej Mary, której naoglądaliśmy się dzisiaj na informatyce.
– Necomi? – wtem z mroku wyłoniła się znajoma sylwetka Norwega. – Nie śpisz? O tej godzinie? – spojrzał na zegarek, było grubo po północy.
Nie no, myślałam, że padnę na zawał. Ten Norweg był ostatnią osobą, którą chciałabym spotkać w ciemnym korytarzu… a nie no sorry, taką osobą jest Francis. Norweg jest drugi w kolejności.
– A ty nie śpisz, eeee….
– Lukas. Mam na imię Lukas. I nie, nie śpię. Z resztą mój przyjaciel również.
– Przyjaciel?
– Troll. Pewnie jak reszta go nie widzisz. Nie bierz mnie za psychola, ale skoro masz szwendać się po tych korytarzach, musisz wiedzieć, że jest tu pełno dziwnych stworzeń – wyjaśnił chłopak, i mimo iż był ubrany w słodki marynarski mundurek z równie słodką czapeczką, zabrzmiał strasznie i teraz też tak wyglądał.
– Eeee… no dobrze… dzięki, eeee…
– Lukas.
– Ta… dzięki, Lukas – szybko opuściłam to towarzystwo, ale czułam, że Lukas jeszcze chwil odprowadzał mnie swoim mrocznym spojrzeniem.
Teraz to naprawdę zrobiło się totalnie strasznie. Jak w jakimś horrorze. Każdy szmer budził mój niepokój. „Dziwnych stworzeń”, co miał na myśli Norweg? Nie mam pojęcia i bynajmniej nie chcę teraz wiedzieć.
Kiedy byłam co najmniej w połowie korytarza na piętrze u chłopaków poczułam straszny chłód. Tak mroźny, że to mało powiedziane. Przymrużyłam lekko oczy i spojrzałam w głąb korytarza. W tej chwili pomyślałam, że się popłaczę ze strachu. W głębi korytarza dostrzegłam okrągłe białe oczy i kratkowane białe zęby. Zaraz później rozległ się pomruk. Straszny pomruk.
– Merde! Kurde! Che palle! Shit! – zaczęłam przeklinać pod nosem w kilku językach, to COŚ, co kierowało się w moją stronę było wielkim ciemnofioletowym potworem – Buką z Muminków, którą zawsze straszyła ciotka, moje kuzynostwo, co udzieliło się i mi.
Szybko rozejrzałam się wokół siebie. Zanim to COŚ do mnie dojdzie powinnam zdążyć się ukryć. A wybór padł na schowek na miotły i inne tego pochodne. Upewniwszy się, że nie ma w środku żadnej psychicznej dziewczyny z tasakiem w dłoni, weszłam do środka i zatrzasnęłam za sobą drzwi. Usiadłam po ścianą. Normalnie czułam kiedy Buka mijała ten składzik. Było wtedy tak strasznie zimno. A jej buczenie… straszne. Nie wiem czy mnie widziała, ale wolę tego nie wiedzieć. Szczerze mówiąc nie wiem czy była prawdziwa, czy to efekt mojej wyobraźni, ale wiem że od czegoś było mi potwornie zimno.
Najgorsze było wtedy, kiedy zorientowałam się, że zatrzasnęłam się w tym składziku i drzwi nie chcą się otworzyć za żadne skarby świata. Chciałam wołać pomoc, ale kiedy tylko wstawałam z podłogi z zamiarem wzywania pomocy, miałam wrażenie (lub nie), że za drzwiami stoi coś lub ktoś, kto zaraz po otworzeniu drzwi rzuci się z nożem i rządzą mordu. Tak też musiałam czekać do rana. Przecież Tsume, jak się zbudzi, zobaczy, że mnie nie ma i zacznie mnie szukać. Tak… miejmy nadzieję…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz