Muzyka

sobota, 30 listopada 2013

NPR cz. 3

Wenezja szła wolnym krokiem przez deptak na osiedlu Słowackiego. Obok niej podskakiwał jej ukochany i radujący się fratello Feliciano. Braciszek niósł koszyk pełny makaronu, makaronu, makaronu i… pomidorów dla Lovino. No bo jakże by inaczej.
- O, a to co znowu? – Schönlanke spojrzała w stronę nowej restauracji z dość dziwnym i podejrzanym zarazem szyldem „Dla Przyjemności”. Miejmy nadzieję, że nie było tam żadnych podtekstów.
- To nowy biznes braciszka Francji – odezwał się Włochy zatrzymując się na moment i odstawiając koszyk na ziemię aby wyprostować kości.
- Czemu ja o niczym nie wiem? – zbulwersowała się Trzcianka i ciągnąc braciszka za sobą weszła do restauracji.
Wnętrze prezentowało się w typowo francuskim stylu. Wszędzie róże, malowidła Paryża i flagi z całego świata. Stoliki nakryte obrusami z koronkami, najprawdopodobniej sprowadzanymi z Liechtenstein. Barek z alkoholami. Cud-miód.
Obecnie przy kilku stolikach siedziało trochę ludu, a Francis gorączkowo biegał pomiędzy nimi zbierając i rozdając zamówienia. A kiedy nareszcie znalazł odrobinę wytchnienia, zauważył Trzciankę i Włochy Północne.
- Jak dobrze was widzieć.
- Hej, wujku – uśmiechnęła się Schönlanke. – Nie wiedziałam, że otwierasz restaurację.
- Och, tak, tak. I potrzebuję kogoś do roboty. Pilnie! – odrzekł Francja i bez słowa pobiegł do kuchni czując, że coś się przypala.
- Bałwanie, co ty robisz?! – wrzasnął Francis wpadając do kuchni, gdzie zastał Feliksa czytającego jakiś kolorowy magazyn (czyżby „Bravo Girls”?).
- Na mocy Prawa Polskiego zrobiłem sobie totalnie przerwę. – Polska wzruszył ramionami i począł dalej zagłębiać się w artykule o mutacjach kucyków.
- Czy ty naprawdę nie widzisz, że… – Francja chwycił się za głowę i dorwał się do piecyka, z którego zaczął wydobywać się dym. – Merde!~ Moje Foundie!
Do kuchni zajrzała Roma wraz z braciszkiem. Francis wyciągał właśnie z piekarnika przypalone porcje foundie, a Łukasiewicz bujał się na stołku pogrążony w lekturze.
- Wujku Francis, wszystko gra? – odezwała się Schönlanke.
- Nie! Twój rozwydrzony kuzynek – tutaj wskazał niekulturalnie w stronę Polski – przypalił moje foundie!
- Mówiłem ci to od początku: ja mogę robić przy alkoholach, a nie w kuchni. Jako kuchareczkę możesz zatrudnić Licię. On jest dobrym kuchcikiem. – Feliks zaczął wcinać paluszki, które ni z gruchy, ni z pietruchy pojawiły się obok niego.
- Myślisz, że nie próbowałem go namówić? Zaproponowałem mu nawet podwójną pensję. Ale powiedział, że Rosja zbyt często będzie tu przesiadywać. A w poradni psychologicznej Iwan ma zakaz wstępu, więc tam czuje się bezpieczniej.
- Wujku Francis, to może by jednak Feliksa dać na alkohole. – Trzcianka odezwała się wreszcie a Francja i Polska spojrzeli w jej stronę z wielkim znakiem zapytania. – Ty byś wtedy został w kuchni, bo gotujesz równie dobrze co pan Litwa… – Tutaj zaczerwieniła się lekko. – A ja mogłabym robić za kelnerkę. I tak ostatnio rozglądałam się za jakąś robotą.
- I to jest jakiś pomysł – stwierdził Francja, zdzielając Feliksa czymś co pierwotnie miało być foundie. – Nie możliwe żebyście byli najbliższą rodziną. Ona jest o sto razu mądrzejsza od ciebie, baranie!

- Nie sądzę, aby to był, kurna, najlepszy pomysł. – Lovino skrzywił się trochę, kiedy siostrzyczka opowiedziała mu co zamierza. – Przecież, kurna, Francja jest, kurna, nie przewidywalny jeżeli chodzi, kurna, o kobiety.
- Oj, braciszku, już ty się o mnie nie martw. Zdarza się. Po za tym wujek Francis jest dla mnie całkiem inny niż dla reszty świata – zacietrzewiła się Wenezja. – A i tak jeśli mi zabronisz to i tak będę tam pracować!
- Eh, kurna, już to widzę. – Romano zaczął pałaszować pomidora i włączył telewizor, żeby nie słuchać zrzędzenia młodszej siostrzyczki.
Schönlanke wróciła na górę do swojego pokoju gdzie zastała Feliciano. Włochy Północne zawzięty był czytaniem… No dobrze, nie wiem, czy umiał czytać, więc na pewno przeglądał sobie jedną z mang siostrzyczki.
- Co ty robisz w moim pokoju, fratello? – rzuciła dziewczyna i skrzyżowała ręce na piersi.
- Oglądam… – Feliciano powolutku obrócił się w stronę drzwi i zaczął energicznie wymachiwać białą flagą. – Prze-przepraszam! Ale to takie fajne. – Wskazał na mangę, którą przeglądał.
- Która to? Pokaż. – Wenezja usiadła obok brata na dywanie i spojrzała na okładkę z napisem „Yaoi”, po czym jej mina wygięła się w nieokreślony znaczek i wyrwała książkę z rąk Feliciano. – G-gdzie ją znalazłeś?
- Pod łóżkiem. Tam jest takich pełno. Nie są twoje, sorella? – Veneziano objął siostrę ramieniem, a na jej policzkach pokazały się rumiane wypieki.
- K-koleżanka ze szkoły dała mi na przechowanie. – Trzcianka wyprowadziła Feliciano z pokoju i zamknęła za nim drzwi.
- Ale sorella, ty nie chodzisz do szkoły… – stwierdził Felci zakłopotanym tonem.

Kolejny dzień nadszedł tak szybko jak poprzedni się skończył. Był to piękny wiosenny poranek w miasteczku wielkopolskim. Trzcianka zjawiła się w nowej pracy o wschodzie słońca. Ubrała firmowy fartuszek z dość… przy krótkawą spódniczką… ale czego by się tu spodziewać po Francji? Na całe szczęście zasłaniała tę część ciała, której nie wystawia się na widok publiczny.
Według planu Feliks stanął za barkiem z alkoholami a Francja zniknął w kuchni. Jak na razie lokal świecił pustką.
- Zawsze tu tak z rana jest? – Wenezja usiadła przy barku.
- Tak. Z rana zawsze tylko Toris przychodzi przed pracą i zamawia coś na wynos. W południe ludzie zlatują się na obiad – odrzekł Łukasiewicz, przecierając szklanki różową szmatką w kucyki.
- Pan Litwa?… – dziewczyna szepnęła nieco głośniej i zarumieniła się („Który to raz w tym rozdziale?” pomyślał czytelnik).
W te słowa jak na zawołanie w drzwiach restauracji pojawił się Litwa z aktówką po pachą. Toris od kilku dobrych miesięcy pracował w poradni psychologicznej jako główny psycholog dla dzieci i młodzieży.
- Hej, Liciu – przywitał się Polska z uśmiechem od ucha do ucha.
- Witaj , Polsko. – Toris odwzajemnił gest i spojrzał w stronę Trzcianki. – Cześć, Młoda.
- D-d-dzień dobry, panie Litwo – bąknęła Wenezja. – P-podać coś może?
- Hmm… specjalność dnia poproszę. – Laurinaitis uśmiechnął się przesłodko w swoim litewskim stylu. – Na wynos.
Trzcianka cała czerwona na twarzy zniknęła w kuchni, a Litwa usiadł na krzesełku przy barku aby porozmawiać jeszcze z Feliksem.
- Dopiąłeś swego, robisz przy alkoholach.
- Oj tam, oj tam. Generalnie to kuzyneczka mnie uratowała.
- Rozdróżka? Naprawdę?
- Totalnie tak. To długa historia.
- Nie miałbyś nic przeciwko gdybym zaprosił ją na rozmowę do psychologa?
- Po co? Myślisz, że nie umie sobie poradzić ze zniknięciem dziadka?
- Być może…
Roma wróciła z kuchni z małą paczuszką w firmowej torebce restauracji.
- Proszę, to zamówienie. – Dziewczyna dała Litwie paczuszkę, a ten wręczył jej banknot.
- Reszta dla ciebie. No Felciu, to ja się będę zbierał.
- Ta… – zamruczał Łukasiewicz, całując Litwina w policzek, podczas gdy Trzcianka odwróciła się do tego zdarzenia plecami.
Litwa wyszedł, a Polska posłał kuzyneczce pytające spojrzenie, na co został tylko po prostu bez słowa olany i pozostawiony na pastwę losu, jakim był właśnie przybyły Iwan.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz