Uwaga! Ten blog był wcześniej pisany pod adresem www.necomi.blog.onet.pl , został tutaj przeniesiony. Tamten został założony 7 kwietnia 2013 roku
UWAGA! Rozdział zawiera śladowe ilości romantyzmu, czystej przesady i żelków. Jeżeli jesteś uczulony/a, na któryś z powyższych składników, zaniechaj czytania go!
– Oddawaj moją walizkę, ty pruska mendo! – wołał Feliks próbując odzyskać od Gilberta swoją różową walizkę podróżną w kucyki.
Prusy śmiał się głośno trzymając nad głową ów wyżej wspomnianą walizkę należącą do Polski. Łukasiewicz podskakiwał, obok „pomiotu krzyżackiego” (jak miewał w zwyczaju nazywać prusaka) niczym wiewiórka usiłująca złapać paczkę słonych paluszków, mając nadzieję, że uda mu się wytrącić walizkę z łap Gilberta.
– Uspokójcie się! – wtrącił Antonio z iwanowym wyrazem twarzy, odbierając Prusom różową walizkę. Hiszpania oddał ją Feliksowi – Chociaż raz moglibyście zachowywać się normalnie. Przynosicie nam wstyd.
W porcie ciągle przybywało ludzi. W większości byli to pasażerowie ogromnego statku przycumowanego do portu. Wielki, potężny, tytanowy olbrzym, na którego burcie widniał biały napis „Titanic 2”, został niedawno spuszczony na wodę i miał odbyć swój pierwszy rejs po Atlantyku. Rejs, na który Feliks szykował się od dawien dawna. Z resztą nie tylko on…
Kładki ze statku nareszcie wysunęły się i można było wchodzić na pokład. Oczywiście nie odbyło się bez wpadek. Weźmy choćby takiego Francje, który skradając się za Arthurem poślizgnął się na czymś i z głośnym krzykiem „Merde!” wylądował w lodowatej wodzie. Nie było też dziwne, że żadne z obecnych tam państw nie kwapiło się do tego, aby mu pomóc wypełznąć na ląd.
Feliks szedł wąskim korytarzem „Pierwszej Klasy” ciągnąc za sobą walizkę w kucyki. Minął już pokój, z którego dobiegały krzyki Francji i Ameryki, o to, kto ma mieć łóżko piętrowe z Arthurem. A także miał okazję zajrzeć na moment do jednoosobowego pokoiku Japonii, który właśnie kończył się rozpakowywać.
– Ciekawe z kim ja będę mieć pokój? – pomyślał Łukasiewicz naciskając klamkę od pokoju pod numerem 14-10.
Wszedł do środka i omiótłszy oczami kabinę, rzucił na puste łóżko (bo na drugim leżała jakaś walizka) swoją walizkę podróżną. Usłyszał z łazienki nieokreślony odgłos. Nie zwróciwszy na niego uwagi zaczął się rozpakowywać. Stwierdził, że zajęcie dwóch trzecich szafy nie powinno przeszkadzać drugiemu lokatorowi. Mrucząc więc pod nosem „Majteczki w kropeczki”, otworzył szafę i zaczął układać na półce swoje kolorowe kiecki.
– Sheiße, Polen! Co ty robisz w mojej kabinie?! – drzwi od łazienki otworzyły się i stanął w nich Prus.
Łukasiewicz odwrócił się powoli, mając w duchu nadzieję, że się przesłyszał i nie dzieli pokoju z Gilbertem. Niestety prawda okazała się nieco drastyczniejsza. Polska zobaczył prusaka owiniętego w pasie firmowym ręcznikiem z „Lecha”.
– To też moja kabina.
Gilbert aż gotował się ze złości, nie mówiąc już o Feliksie, który musiał wsunąć kilka opakowań paluszków, żeby się uspokoić. Kto był taki „mądry” i przydzielił jeden pokój Prusom i Polsce? Zapewne Ameryka.
Cóż, oba państwa nie miały wyboru i musiały przeżyć ze sobą tylko trzy dni… aż trzy dni.
Wieczorem odbyła się powitalna uczta w wielkiej sali (zabrzmiało jakby był to Hogwart). Wszyscy pasażerowie z Pierwszej Klasy, w tym również państwa, zebrali się i usiedli do stolików.
– Co tak długo? – zapytał Toris, kiedy Polska zjawił się nieco spóźniony.
– Ten krzyżacki pomiot szatana zamknął mnie na klucz w łazience. – zaklął Feliks ciamkając słone paluszki.
– Sam się zatrzasnąłeś! – fuknął Gilbert podnosząc się z krzesła tak szybko, że Duma niepewnie zachwiała się na jego głowie.
– Taaak, na pewno!
– Zamknij się , cioto!
– Kto się przezywa, sam się tak nazywa! – Feliks napluł Gilbertowi w twarz przeżutymi paluszkami.
Prusak otarł twarz i strzepnął rękę, brzydząc się felkowej śliny wymieszanej z paluszkami. Zaraz później zniknął w drzwiach toalety, aby pozbyć się reszty „prezentu” od Polski.
– Uspokój się, Felciu. – Toris położył dłoń na ramieniu Polski. – Mam dla ciebie niespodziankę – dodał po chwili stawiając przed Łukasiewiczem pudełeczko na biżuterię.
Polska otworzył je a w jego ślepkach niczym w lustrze odbił się niebieski naszyjnik w kształcie wiewiórki.
– To „Wiewiórcze Serce”? – zachwycił się Alfred siedzący obok Rzeczpospolitej.
– W rzeczy samej.
– Piękny – powiedział Feliks przyglądając się niebieskiemu diamentowi – Ale nie pasuje mi do kiecki. Zaniosę go do kabiny.
Jak Polska powiedział, tak też zrobił. Zamknął swój „skarb” w starym zielonkawym sejfie, który ni z gruchy ni z pietruchy pojawił się w jego kabinie. Następnie wziął sobie paczkę paluszków i postanowił po przechadzać się na tyle statku. Chciał trochę pomyśleć w samotności, to o tym, to o tamtym. Oparł się o białą barierkę i pałaszując „Przysmak Faliksów” oglądał jak turbiny tytanowego olbrzyma kręcą się pozostawiając za statkiem dziwne wzory na tafli wody.
– Polen!
Feliks podskoczył z zaskoczenia i przeleciał przez barierkę zahaczając o nią kostkami. Całe życie przeleciało mu przed oczami. Gdy wtem ktoś pochwycił go za kostki i jednym energicznym ruchem wciągnął z powrotem na pokład. Polska zamknął oczy, a gdy je znowu otworzył leżał na podłodze w objęciach Gilberta. To było całkiem dziwaczne uczucie i nigdy paluszkojad nie pozwoliłby sobie na to, gdyby nie jednak fakt, że ten go uratował… A nie, zaraz, zaraz Feliks i tak by sobie nie pozwolił na taką sytuację. Jednakże Łukasiewicz nawet nie drgnął czekając na jakiś odzew ze strony Prus.
Dopiero po dobrej minucie oba państwa zerwały sie na równe nogi. Mimo tego, Feliks nadal tkwił w silnych objęciach Gilberta. Teraz dopiero Polska mógł przyjrzeć się dokładniej odwiecznemu wrogowi. Nie wyglądał tak strasznie, prócz czerwonych tęczówek, które dodawały prusakowi wampirycznego uroku. Łukasiewicz objął prusaka w pasie a ten cmoknął go w czoło i zatopił swoją dłoń w włosach paluszkojada.
Kolejne 24h można opisać następująco: Polska i Prusy chodzili wszędzie razem nie odstępując siebie na krok. Razem ciamkali paluszki firmy „Feliks” i popijali niemieckie piwo. Robili wspólne zdjęcia. Zaśpiewali nawet na karaoke „Straciłaś cnotę” na imprezce w przedziale Trzeciej Klasy. Ganiali się po całym statku z ogromnymi uśmiechami na ustach. Stanęli nawet na dziobie statku udając „Pana Świata”. Podczas tego wszystkiego, Polska zapuścił ze swojego różowiutkiego telefonu rockowy przebój „My Hert Will Go One”.
Jednakże nie wszystkim było tak do śmiechu jak im obu. Toris przyglądał się im z ogromną zazdrością
Podczas wieczoru Prusy podjął się zadania naszkicowania Polski w stroju Adama. Oczywiście Feliks założył na siebie tylko „Wiewiórcze Serce”. Efekt końcowy zadowolił obydwu.
– Kocham Cię, wiesz. – powiedział Gilbert kiedy razem pomykali przez korytarz, prowadzący na dziób.
– Ja Ciebie, również. – uśmiechnął się Polska.
W tej samej chwili w pokoju Polski i Prus zjawił się zazdrosny Litwa i wyjął z sejfu Feliksa niebieski klejnot. Schował go do kieszeni płaszcza i wyszedł.
Nagle coś strasznie gruchnęło, trzasnęło. To statek otarł się o górę lodową.
– Gilbert, boje się. – Feliks przytulił się do Prus.
– Wszystko będzie dobrze, Pol… Feliks. – odrzekł Gilbert.
Niestety bardzo się mylił. W kadłubie statku powstała dziura wielkości mini czołgu Ameryki. Nawet zaklęcia Arthura nie dały rady jej załatać.
– Tylko Gandalf Biały jest w stanie nas uratować! – Anglia wpadł w panikę. Teraz biegał w gółko wrzeszcząc w niebo głosy.
Zarządzono jak najszybszą ewakuację. Zaczęto spuszczać szalupy. Polska poleciał z Prusem do kabiny po rzeczy.
– Gilbert, nie ma „Wiewiórczego Serca”. – powiedział zaniepokojony.
– Tak, bo to on go ukradł. – Toris, który zjawił się nagle wskazał oskarżycielsko na Prusa. Podszedł do niego i wsunął mu niespostrzeżenie do kieszeni klejnot.
– Feliks, nie słuchaj go, ja go nie mam! – bronił się Gilbert.
– To opróżnij kieszenie. – zakomunikował Litwa a obok niego pojawił się Tosiek.
Gilbert nie mając nic do ukrycia i niespodziewając się niczego w swoich kieszeniach przewrócił je na lewą stronę. Ku zaskoczeniu z jednej kieszeni wypadł poszukiwany przedmiot.
– Gilbert! – Polska oczekiwał wyjaśnień.
– To nie ja. – Prus zaczął sie bronić, ale na marne.
– Tosiek, zabierz go. – rozkazał Toris widząc, że Feliks zaraz wybuchnie płaczem.
– Feliks, ja tego nie ukradłem! – Gilbert krzyczał na cały korytarz. – Nie wiem jak to się tam znalazło! Ktoś musiał mi to pod rzucić!
Toris spakował Polsce jego manatki, bo ten był w zbyt wielkiej rozpaczy by zrobić to sam, wsadził mu klejnot do kieszeni i zaprowadził go do szalupy.
– Felika! Proszę, uwierz mi! – Gilbert wyrwał się Tośkowi i zaczął wołać do Łukasiewicza ze statku.
Jego wyraz twarzy i ton głosu był niepowtarzalny. Polska nigdy go takiego nie widział. Bez namysłu rozpędził się i wyskoczył z szalupy wprost w objęcia Prus.
– Wierzę Ci. – uśmiechnął się Feliks.
Nagle statek przełamał się w pół. Przednia część pogrążyła się w wodnej otchłani. Druga zaczęła powoli się zanurzać. Feliks i Gilbert ruszyli pędem na sam koniec statku gdzie kurczowo chwycili się barierki. Kiedy statek już praktycznie się zanurzył oboje puścili ją i zaczęli płynąć do najbliższych szalup. Niestety zostali rozdzieleni. Dopiero rano szalupy napotkały na swojej drodze statek, który miał zabrać ich z powrotem do portu.
– Jak się czujesz? – zapytał Toris klepiąc Polskę po plecach, gdy ten opierał sie o barierkę z tyłu statku.
– Źle. – odrzekł krótko Feliks.
– Będzie dobrze, zobaczysz. – uśmiechnął się Litwa, wiedząc, że klejnot na pewno utonął wraz z „Titanicem 2”, i poszedł.
Polska wyciągnął z kieszeni „Wiewiórcze Serce” i wyrzucił je w morską toń. Zrobił kilka kroków do tyłu i usiadł na swojej różowej walizce podróżnej w kucyki. Niestety nie usiedział na niej długo, bo ktoś nagle chwycił ją i Łukasiewicz wylądował na podłodze klnąc pod nosem. Efektem tego był właśnie Gilbert.
– Ty, pruska mendo! Ty, szatański pomiocie! Oddawaj moją walizkę! – warczał Feliks usiłując odebrać Prusowi walizkę.
– Aport, Polen! – krzyżak rzucił walizkę kilka metrów przed siebie trącąc przy tym jakiegoś starego dziadygę. Polska pobiegł za swoją walizką, a Gilbert wyciągnął z kieszeni rysunek, który szkicował dość niedawno na życzenie Feliksa. Uśmiechnął się pod nosem wspominając piękne chwilę.
– Niech ja Cię tylko dorwę, ty pawianie, ty! – wrzeszczał Polska.
Ale wszystko wróciło do normy, więc Prusak złożył obrazek i schował go za pazuchę.
Felek w tym czasie wysunął z kieszeni walizki zdjęcia, które zrobił wraz z Gilbertem. Uśmiechnął się feliksowym, wiewiórczym uśmieszkiem i schował zdjęcia głęboko w torbie, tak aby nikt ich nie znalazł.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz