W salonie domu Vargasów panowała tak gęsta atmosfera, że Romano postanowił otworzyć okna – mimo iż był luty. Bracia Włochy w bezruchu siedzieli na sofie co rusz to patrząc na ich niespodziewanego gościa, którym był Rosja. Przyszedł pod pretekstem wyciągnięcia Wenezji na spacer, żeby lepiej się poznać, skoro są rodzeństwem.
– P-przepraszam, czy w takim razie my też jesteśmy krewnymi? – zapytał Feliciano.
Zapadła chwila ciszy.
– Na to wygląda, towarzyszu. Ale…
– To jak? Idziemy? – Trzcianka weszła do salonu przyszykowana do wyjścia.
– Da.
Iwan podniósł się z fotela i wyciągnął zza pazuchy pudełeczko, które wręczył siostrzyczce. W środku znajdował się identyczny szalik, od którego Rosji nie da się odkleić.
– Dziękuję, Iwan. – uśmiechnęła się Wenezja kiedy przejrzała się w lustrze. Prezent leżał idealnie.
– Teraz kurna widać, że jesteście kurna prawdziwym rodzeństwem. – stwierdził Lovino kładąc nacisk na słowo „prawdziwym”.
– Romuś, Felci to nie tak, że teraz będę tylko z Iwanem. Wy też jesteście moimi prawdziwymi braćmi. Może nie łączą nas więzy krwi, ale to nic nie zmienia. – powiedziała Wenezja, a Feliciano i Lovino pożegnali siostrę gorącym uściskiem.
Czerwiec. Minął już rok od kont Roma objęła stanowisko personifikacji Trzcianki. Przez ten rok wydarzyło się dużo. Bardzo dużo. Wygrane zawody kajakarskie, praca w restauracji Francji, nowy najlepszy przyjaciel Arthur i brat, z którym była naprawdę spokrewniona.
Roma siedziała na przystanku autobusowym już od samego rana. Z wielką niecierpliwością wyczekiwała autokaru z Poznania, który miał przywieść jej przyjaciela, który w lutym wrócił do Anglii.
– Zaraz chyba wyjdę z siebie i stanę obok. – mruczała pod nosem coraz bardziej się niecierpliwiąc.
Arthur był osobą, z którą Rozdróżka dogadywała się czasami jeszcze lepiej niż z Lovino. Między była też jedyną osobą, która dostrzegała jego magicznych przyjaciół.
– No nareszcie. – Trzcianka zerwała się na równe nogi kiedy autobus zajechał na peron i z pojazdu wysiadł niski Brytyjczyk z ogromną walizką i kolorowym pudełkiem w rękach.
– Hello! – przywitał się Kirkland – Ależ się zmieniła.
Anglia omiótł dziewczynę od stóp do głów. Włosy opadające na plecy, opaska z kokardką na głowie. Strój doroślejszy: żółtawy żakiet, spódniczka, wysokie buty i iwanowy szalik.
– Mam coś dla ciebie. – Arthur podał dziewczynie pudełko, które trzymał w rękach.
– Co do?… – Trzcianka otworzyła pudełko i ku jej wielkiemu zdziwieniu ukazała się świnka morska z lekko rudawym futerkiem.
– I jeszcze to. – po chwili Anglia wręczył dziewczynie tom mangi.
– O, dzięki. – uśmiechnęła się Roma ale zorientowawszy się, że jest to manga yaoistyczna spojrzała zdezorientowana na Zjednoczone Królestwo.
– Na jak długo przyjechałeś? – zapytała Trzcianka, kiedy oboje wstąpili do galerii na herbatę.
– To zależy od mojego szefa. Ale mam nadzieję, że na tyle długo abyś miała solidne wsparcie. – odrzekł Arthur.
– Miło z twojej strony.
Świnka morska wyszedłszy z kartonika usadowiła się na kolanach Romy, która dała zwierzątku ciasteczko. Wywołało to lekki uśmiech na twarzy Anglii.
– Jak go nazwiesz? – zapytał.
– Piksel. Bo jest mały.
– Epickie imie. – stwierdził wesoło Kirkland i oboje wybuchli śmiechem.
– Co to kurna jest? – Lovino wskazał niekulturalnie w stronę zwierzątka, kiedy Trzcianka wróciła wieczorem do domu.
– Świnka morska. Piksel się zwie. – odpowiedziała Wenezja. – Arthur mi przywiózł w prezencie.
Lovino skrzyżował ręce na piersi i uśmiechnął się przebiegle. Jego złoto – zielone oczka błysnęły tajemniczo.
– Od Arthura. – powtórzył mocno akcentując. – To już nie ciągnie cię, kurna, do Wilna, do Litwy?
– Anglia to tylko mój przyjaciel! – fuknęła Trzcianka podpierając się pod boki.
– Niech ci będzie. Ale ja kurna swoje wiem.
Roma skierowała się na schody w stronę swojego pokoju. Ale Lovino zatrzymał ją jeszcze na moment:
– Twój szef tu był. Kazał ci kurna przekazać jakiś papier.
Włochy rzymskie podał siostrze kopertę, a ona zaraz później zniknęła z Pikselem w drzwiach swojego pokoju.
Położyła zwierzątko na łóżku, które ten od razu uznał za swoje legowisko i zasnął. A ona sama usiadła przy biurku i rozdarła kopertę. Wyciągnęła list i zaczęła po cichu czytać. Kiedy skończyła w całym domu dało się usłyszeć coś w rodzaju:
– To chyba jakieś żarty! Przecież jestem personifikacją!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz