Hej,
Tak właściwie to ja bez przerwy tworze. Jednego dnia potrafię napisać do trzech fficków. Robie to do tego podczas lekcji (zależy których), oglądania tv (13 Posterunek! Pamięta ktoś?), słuchania radia, grania w pasjansa lub odrabiania lekcji, czasem w autobusie. Tak też oto kolejny rozdział Niezwykłych Przypadków Rozdróżki. Co prawda ta seria nie jest do końca psychicznie śmieszna, ale chodzi mi bardziej o wyżycie się artystycznie pod względem tworzenia o Trzciance (zrodziło się to ze względu tęsknoty za moim rodzinnym miastem). Czasem jest śmieszno, czasem ponuro, ale czasami tez pełno jest w tym niespodzianek ^.^. tak jak dzisiaj na przykład: otóż, jak każda personifikacja, Trzcianka także posiada własną wersję piosenki Maru Kaite Chikyuu~ (niedawno wykminiłam, że jak wszyscy to wszyscy Rozdróżka nie może być gorsza :) . Są tam wspomnienia języków których ja się uczę (włoski, japoński – nie do końca -, litewski, rosyjski, angielski, niemiecki). Tak też oto polska wersja językowa (na japoński jeszcze nie przetłumaczyłam…):
Hej, no, Vati, proszę dawaj soku!
Hej, hej, Mamo, hej, hej, Mamo
Nie mogę zapomnieć smaku
Omletów, które wczoraj jadłam!
Nakreśl kółko – Ziemi kształt
Nakreśl kółko – Ziemi kształt
Nakreśl kółko – Ziemi kształt
Jestem Schónlanke!
Nakreśl kółko – Ziemi kształt
Gdy się przejrzysz – Ziemi kształt
Czy to ewentualnie Ziemi kształt?
Jestem Trzcianka!
Ach, wystarczy kreska,
Aby stworzyć tak cudowny świat!
Gram, czytam czy czaruję,
wszystko robię na poważnie!
Naprawdę, nie wierzysz mi?
(„Kocham moich włoskich braci. Nie potrzebuje psychologa! Uwielbiam yaoi. Co? !”)
Nakreśl kółko – Ziemi kształt
Nakreśl kółko – Ziemi kształt
Nakreśl kółko – Ziemi kształt
Jestem Rozdróżka!
Nakreśl kółko – Ziemi kształt
Krok do tyłu – Ziemi kształt
Leżąc na plecach – Ziemi kształt
Jestem Trzciana Łąka!
Ach, wystarczy zajrzeć,
Oto przepis na radość, dzięki któremu znowu zaśmiejesz się („Ta karpatka jest marzeniem~”)
Anglio, widzę twoje magiczne stworki…
Pan Litwa jest… nie patrz tak na mnie!!
Hej, hej, Towariszu, podaj blachę ciasta!
Sesuo mogłabyś mi nałożyć?
Hej, hej, fratello, pokój jest ważniejszy!
Hej, babciu, to dla twojego dobra!
Hej, no, Daddy, mogę prosić karty?
Hej, hej, Mamo, hej, hej, Mamo,
Nie mogę zapomnieć smaku
Omletów które wczoraj zjadłam!
Moim sekretnym hobby jest
czytanie yaoi
(„Byłam cyber gothem~ …Och, gdzie moje mangi? Feliciano, zostaw to!”)
Nakreśl kółko – Ziemi kształt
Nakreśl kółko – Ziemi kształt
Nakreśl kółko – Ziemi kształt
Jestem Schónlanke!
Ach, wystarczy kreska,
Aby stworzyć tak cudowny świat!
Gram, czytam czy czaruję,
wszystko robię na poważnie!
Przeczytałam swój świat! Serio.
Ach, gdzieś na świecie
Drzemie przepis na szczęście,
Z przewodnikiem w dłoni,
pójdziemy go odkryć!
Hetalia!
A teraz NPR – Łączą was więzy krwi:
– No, to wszystko na dziś. – oświadczył Litwa pewnego zimowego dnia i schował papiery do teczki.
– To którego mam przyjść na kolejną wizytę. – zapytała Trzcianka a na jej policzkach pojawił się różowawy rumieniec.
– Jak do psychologa to za dwa tygodnie. Jeżeli do mnie, to wpadaj kiedy ci się podoba.
Minęło sporo czasu (dobre pół roku) od kont Roma zgodziła się na posiadanie prywatnego psychologa. Nie wspominając już o tym, że przychodziła do przechodni tylko dla tego aby móc porozmawiać z Torisem. Można było spokojnie powiedzieć, że coś do niego miała. Nie wiedziała na ile jest TO wielkie, ale na tyle duże aby trzymać ją tu w co drugi wtorek tygodnia.
– Aha, i proszę, jeszcze to. – Litwin wręczył Wenezji kopertę, którą ta od razu otworzyła.
– To zaproszenie na twoje urodziny. – uśmiechnęła się i dodała zawiązując szalik. – Przyjdę na pewno.
Rzeczywiście wielkimi krokami zbliżał się 16 lutego. Dzisiaj były walentynki. Data, której Wenezja nigdy zbytnio nie świętowała, bo niby z kim. Po prostu nie lubiła tej daty. Była jakaś dziwna. Była to cecha, którą odziedziczyła zapewne po swoim starszym braciszku Lovino, więc nie zdziwi was fakt braku zainteresowania, kiedy Feliciano szykował się na wyjście z Ludwigiem, a ona i Romano bez entuzjazmu pożegnali ich słowami:
– Ta… idźcie… papa… (kurna)…
– Romuś, nudzi mi się… – ziewnęła dziewczyna i oparła głowę o ramię brata.
– To idź na miasto kupić prezent dla Torisa…
– Już kupiłam…
– No to nie wiem… – mruknął Lovino. – Idź poczytaj tą swoją mangę. Albo spotkaj się z Anglią. Po za tym chyba powinnaś być w pracy…
Trzcianka westchnęła głośno, przewróciła oczami po czym zorientowawszy się co powiedział jej kochany braciszek stwierdziła:
– Ale ja się tylko kumpluje z Arthurem!
– A co? Z tego powodu nie możecie się spotkać w walentynki, jako kumple?
Nastała chwila ciszy, którą przerwał dzwonek do drzwi. Wenezja wstała z kanapy rzucając do brata ciche „otworze” po czym ruszyła do drzwi. Chwilę później do salonu wpadł uchachany Hiszpania z bukietem róż w ręku i koszem pomidorów w drugiej. Miał jeden cel: wyciągnąć Romano z domu, co po długich, morderczych próbach mu się udało i Roma została sama w pustym domu. Usiadła więc przed telewizorem, włączyła TokioTV, i wzięła się za rysowanie mangi.
– Hej, siostrzyczko, obudź się, wróciłem. Gdzie jest Romano. – jakże interesujący sen Rozdróżki przerwał jej braciszek Feliciano.
– On? Antosiek gdzieś go wyciągnął na walentynki. – Trzcianka przetarła oczka i usiadła na kanapie. Musiało jej sie przysnąć kiedy po raz tysięczny puścili ten sam odcinek Czarodziejki z Księżyca.
Feliciano w odpowiedzi otworzył oczy ze zdziwienia i szybko nimi zamrugał. Zapewne zdziwiony był faktem świętowania walentynek przez jego starszego brata. Ale cóż, cuda czasami naprawdę się zdarzają.
– STO LAT! STO LAT! I WIĘCEJ! NIECH ŻYJE NAM! – śpiewał bogaty chórek składający się z większości personifikacji państw Europejskich i Azjatyckich. – A kto? Toris!
Polska zaraz pochwycił za nóż, który dość w brutalny sposób znalazł się w torcie urodzinowym Litwy. Spokojnie, to nie Anglia go piekł. Tym razem to Austria zajął się wypiekami a Anglia dekoracją wnętrza sali balowej, na którą Szwajcaria pożyczył trochę gotówki.
– A teraz prezenty! – zawołała panienka Węgry podając jubilatowi pierwszy (i chyba największy) pakunek z jeszcze większą kokardą. – To ode mnie i Rodericha.
Tym wspaniałym prezentem okazał się komplet garnków z odpornego na wszystkie temperatury metalu. Polska sprezentował przyjacielowi (teoretycznie, bo łączyło ich coś więcej…) skrzynkę na różne skarby. Trzcianka starając się być oryginalną zafundowała Litwinowi zestaw mang w języku Litewskim. Później posypały się wursty, piwo, noże (od Białorusi), kran (wiadomego pochodzenia), roczny zapas angielskiej herbaty, francuskie słodkości, skrzynka pomidorów, miecz samurajski od Kiku (ciekawe na co on Litwie?) i nieokreślone COŚ od Chin mające metkę Made in China.
– Dziękuję. – powiedział Litwa i nareszcie zaczęła się imprezka.
Puszczono muzykę. Pierwsze na parkiet wysunęły się Państwa Osi, a zaraz później Francja, Chiny, Węgry i Austria. Polska porwał Torisa do tańca (a przynajmniej próbował).
– Może zatańczysz? – Anglia podszedł do Trzcianki, która siedziała na krześle wystrzegając się jakiegokolwiek tańca.
– Ja?
– A widzisz tu kogoś innego?
– No nie widzę… n-no dobrze. – zgodziła się, sama się sobie dziwiąc i wyszła z Arthurem na parkiet.
Przeszedł ją dziwny dreszcz. Było nawet zabawnie. Mimo iż wcale nie potrafiła tańczyć dobrze się bawiła. Z resztą wszystko było pięknie i ładnie, dopóki muzyka nie ucichła i dało się słyszeć uderzenie kranem o ścianę. Roma od razu ruszyła w stronę, z której odchodził ów odgłos. Zaraz później oczom jej i innych ukazała się scena, której ostatni debiut mógł mieć za czasów zaborów rosyjskich na Litwie:
Toris w kącie sali a przed nim Rosja z kranem w dłoniach. W fioletowych oczach tliły się zwierzęce błyski. Czyżby Iwan zdążył już sobie popić? Nie byłoby dziwne, w końcu to on przyniósł wódkę.
– Kol. Kol. Kol. – Braginski zamachnął się kranem, ale został to udaremnione przez Trzciankę, która stanęła dzielnie w obronie Litwina.
– Iwan, uspokój się! – fuknęła co wywołało na twarzach wszystkich ogromne zdziwienie, w końcu odezwała się do niego pierwszy raz.
– Ale… ja…
– Ogarnij się, Rusek. – burknęła Roma i to chyba wystarczyło aby Iwana przestraszyć? Wybić z równowagi? Licho z tym, ważne że opuścił salę w bardzo zawrotnym tempie gubiąc po drodze swój nieodłączny atrybut.
– Dziękuję. – powiedział cicho Litwa ocalony z opresji.
Trzcianka jednakże nie odpowiedziała. Coś tutaj jej nie pasowało. Poszła więc w stronę drzwi za którymi przed chwilą zniknął Iwan. Znalazła go dopiero na schodach przed restauracją, która została wynajęta na urodziny Torisa. Usiadła obok niego. Rosja patrzył się tępo przed siebie.
– Iwan, nie chciałam ci nic złego powiedzieć, ale naskoczyłeś na Torisa z tym kranem… – zaczęła tłumaczyć Trzcianka, ale Rosja wszedł jej w słowo:
– Nic się nie stało. To mi coś nagle odwaliło. Nie wiem dlaczego… Ale wiesz co… Tak sobie ostatnio myślałem, i zauważyłem że jesteś bardzo podobna do moich sióstr, z wyglądu oczywiście.
– Jakoś nie zwróciłam na to uwagi…
– Coś wam powiem, obojgu. – nagle za nimi zjawił się Anglia.
Rosja i Roma od razu zwrócili głowy w stronę Arthura a na ich twarzach gościł wielki znak zapytania.
– Twój dziadek, Wenecjo, był wujkiem dla Iwana…
– A no tak, pamiętam, towarzyszu Anglio.
– Tak też, nie wiem czy zostaliście o tym poinformowani. Łączą was więzi krwi. Iwan jest twoim bratem, Trzcianko. – wyjaśnił Arthur, a Rosja i Roma spojrzeli po sobie. – Bratem bliższym krwi niż Feliciano i Romano razem wzięci.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz