– Osz cholender. – zaklął Gilbert łupiąc ręką w monitor komputera, gdzie widniały wielkie litery GAME OVER i pokonany Hugo.
W tym właśnie momencie w stronę Prus zwróciło się kilka głów z odgłosami, które brzmiały mniej więcej tak: „Zamknij tą mordę, my tu gramy!”.
Gilbert ucichł. Z powrotem zwrócił głowę w stronę kafejkoweko komputera. Blask monitora oświetlił jego podkrążone oczy, które wyglądały jak dwie przepalone lampki choinkowe. Podparł się dłonią o podbródek, chwycił za myszkę, najechał nią na przycisk „Zacznij grę jeszcze raz” i kliknął. Jego zadaniem było przeprowadzić trolla, w zielonych gaciach, imieniem Hugo przez las. W między czasie musiał zbierać diamenty i unikać wrednego małpiszona w czerwonym kubraczku.
BIPIDU~
Znowu ten dźwięk! Dźwięk Gilbertowej porażki. Hugo kolejny raz wylądował na drzewie z głośnym „ŁUP!” a na monitorze pojawiły się wielkie litery znane każdemu, kto zakończył grę z wynikiem -100pkt.
– Kurde mole! – wrzasnął Prusy a zaraz potem ukazał jak wielkim talentem, wypowiadania jak największej ilości przekleństw w minutę, zastał obdarzony.
W rezultacie Niemcy Wschodnie został wręcz wyniesiony z kafejki przez internautów i wyrzucony (za przeproszeniem) na zbity pysk.
– Ja wam pokażę! – Gilbert zagroził pięścią, odwrócił się na pięcie i powędrował do najbliższego MediaExpert.
Kiedy wszedł do sklepu, skierował się od razu do działu gier. Stwierdził, że skoro nie może grać w kafejce to sam zaopatrzy się w „Hugokoptera”, bo nie odpuści dopóki nie przejdzie wszystkich plansz. Bardzo uważnie przeglądał wszystkie gry. Co prawda jego głównym celem był właśnie troll Hugo, ale w jego koszyku znalazło się też kilka innych gierek dla najmłodszych, takich jak „Frugo: Ostatnia Rozpierducha”, „Królik Nesquik Terminator” a także hit sezonu (bo ponoć na faktach) „Teletubbies: Gwiezdne Bitwy”.
– Razem będzie czterysta siedemdziesiąt.
Gilbert zapłacił i ruszył dzikim pędem do domu Ludwiga. Wbiegł do środka tak szybko, że jego brat odwracając się, żeby ochrzanić Gilberta za nie wytrzepywanie butów, że po coś zakupił wycieraczki przed drzwiami, Prusy siedział już w piwnicy, w swoim pokoju i rozpakowywał grę. Wsunął płytkę do Plejstejszyn (nie wiem jak to się bazgrze). Na plazmie pokazała się wtedy wielka głowa trolla Hugo i napis „Hugokopter”.
– No to zaraz przejdę tę grę. – usta Gilberta ułożyły się w przebiegły uśmieszek.
Zaczął grę. Pierwszy poziom zawsze był najłatwiejszy więc Prusy bez żadnych komplikacji go przeszedł. Drugi był już trochę trudniejszy, bo pojawił się ten wredny małpiszon w sweterku i jakiś tukan. Mimo to Gilbert grał i grał. Walczył zaciekle z dżojstikiem, przecież musiał uratować Hugoline i dzieci… Pot spływał mu po czole, oczy widziały tylko grę. Już, już na horyzoncie pokazał się wulkan, już Hugokopter wlatuje na szczyt. Zaraz znajdzie się w finale. Jeszcze moment i Prusy przejdzie wreszcie tę grę. Jeszcze chwila i…
– AAAAAAAAA!
Telewizor zgasł. Światło również. Coś chyba musiało wywalić korki i to w calutkiej dzielnicy. Gilbert chwycił się za głowę i zaczął się drzeć jak rozjuszony kocur.
– Braciszku nie bój się ciemności. – nagle do pokoju wszedł Ludwig z świeczką w rękach. – To pewnie coś w elektrowni poszło.
Gilbert spojrzał na brata ze łzami w oczach i rzucił mu się na szyję.
– Ale ja już prawie przeszedłem tę grę!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz