I tak w tym schowku na miotły i inne akie duperele zeszła mi cała noc. A znając Tsume, mogłabym tam posiedzieć jeszcze kolejną dobę, bo nie wiem czy się zorientowała, że mnie nie ma w pokoju. Z resztą nawet nie wiem, która była godzina, prócz tego, że wczesna, bo w końcu przez to okienko w drzwiach wpadało mętne światło.
Gdybym wiedziała, że po tych korytarzach będzie chodzić (Chodzić? Sunąć chyba! – zbulwersował się czytelnik) Buka, to w ogóle bym z pokoju nie wychodziła. Najadłam się tylko strachu i w ogóle… Zapamiętać na przyszłość: już nigdy nie wychodzić w nocy z pokoju, bo to grozi zawałem!
Wtem usłyszałam, że ktoś drepta po korytarzu. To na 100% nie był ten Muminkowy stwór, więc stwierdziłam, że trzeba by wołać o pomoc. Jednakże nie było to potrzebne, bo chwilę później dało się słyszeć kliknięcie klamki i drzwi otworzyły się. Uratowana!
– Lukas? – zdziwiłam się, kiedy zorientowałam się kto jest moim wybawcą, a ja właśnie wisiałam mu na szyi.
– Nom… – Norek wydał z siebie bliżej nieokreślony odgłos, po czym szybko odchrząknął i rzekł: – Mniemam, że uciekałaś przez kumpelą Tina.
– Kumpelą?! – zbulwersowałam się. – To była BUKA!!!
Lukas obdarzył mnie spojrzeniem godnym samego Voldemorta, więc już się nie odezwałam. Norłej chwyciwszy mnie za zmarzniętą rękę zaczął prowadzić, bodajże do swojego pokoju, na którego drzwiach (jak się później okazało) widniał wielki napis „Wchodzisz na własną odpowiedzialność”. Ja jednakże zbytniego wyboru nie miałam i zostałam wtargana do środka od razu, bez pytania. Jeszcze większe zdziwko miałam, gdy okazało się, że jest to też pokój Gilberta i Matthiasa.
– Necomi? – powiedzieli zdziwieni współlokatorzy Lukasa.
– Gilbert, weź się nią zajmij, bo całą noc przesiedziała w schowku na miotły, a ja idę ochrzanić żonę Pana Szwedka – burknął Lukas i opuścił pokój z zawrotną prędkością.
– Żonę? On miał na myśli Tino? – zapytałam, ale w odpowiedzi Matthias i Gilbert spakowali mnie do łazienki ze świeżymi ubraniami.
Co prawda nie był to szkolny mundurek, a przynajmniej nie cały komplet, ale jakoś to przeżyłam. Szczerze mówiąc szara bluza Gilberta z napisem „Padnijcie przed moją Zagilbistością”, lekko na mnie za duża, pasowała do mundurkowej kiecki i podkolanówek.
A kiedy opuściłam łazienkę i już chciałam coś powiedzieć, do pokoju wpadła Tsume:
– Necomi! Gdzieś ty był!? Tak się martwiłam!
– Puść mnie, bo się duszę – stwierdziłam, próbując złapać oddech.
Tsume wypuściła mnie z niedźwiedziego uścisku Iwana i usiadła na łóżku Norłeja, co wywołało na twarzach Duńczyka i Prusaka nie mały strach.
– No co? – zapytała.
– No bo siedzisz na… – jęknął Duńczyk.
– …łóżku Lukasa – dokończył Gilbert.
– O matku! – wykrzyknęła Tsume i wyskoczyła z łóżka Norwega (dziwnie to zabrzmiało, nieprawdaż?) tak szybko jak to możliwe, i na szczęście w ostatniej chwili, bo do pokoju powrócił Pan Z Loczkiem Obok Fryzury. Obrzucił nas spojrzeniem straszniejszym niż kolkolujący Iwan i Natalia razem wzięci, po czym rzucił w moją stronę biały Fińsaki berecik ufafluniony… krwią? O matko, co on zrobił temu biednemu Tino?
– Lukas… – zaczęłam, ale nie dane mi było skończyć, bo do pokoju, niczym huragan Irena, wpadł Litwin.
– Kocie, jesteś cała? – dopytywał Taurys oglądając mnie ze wszystkich stron i upewniając się, że nic mi nie jest. – Rany, rany, ale żeś nam napędziła strachu. Co ci do głowy przyszło, żeby wychodzić w nocy i…
– Zamknij się, Taurys – mruknął Matthias, a że posiadał coś co toporem było zwane, Laurinaitis zamilkł natychmiast.
Na całe szczęście Tino nie ucierpiał aż tak bardzo w sensie fizycznym, prócz tego rozkwaszonego nosa. Za to psychicznie na pewno, bo na stołówce siedział obok Pana Szwedka, przyciskał do siebie pluszowego Muminka i mówił cicho:
– Już dobrze. Już dobrze. Norłej poszedł. Spokojnie. Włuczykij i Ryjek cię obronią…
Dziwny typek i ogromny fan tej Fińskiej kreskówki. Tak propo dziwnych gości, to ciekawa jestem skąd Gilbert i Matthias mieli spódniczkę od mundurku szkolnego w swoim pokoju.
– To kiecka Lukasa – rzekł Gilbert.
Spojrzałam wytrzeszczonymi oczami na Norwega.
– Nie myśl sobie – powiedział. – To dość długa i nieciekawa historia.
– Chętnie ją usłyszę! – Pan Olo zamienił się w słuch i co dziwne, Tsume przestała zwracać uwagę na Szwajcara, któremu siedziała na kolanach (naprawdę, nie wiem jak ona się tam znalazła).
Lukas strzelił buraka i to konkretnego. Takiego w odcieniu spodni Francisa. To był naprawdę ciekawy widok.
– Matthias, jeżeli powiesz choć słowo, osobiście cię zabije – fuknął Norłej.
– Bo nasz Lukas to trzy lata temu, jak zaczynał szkołę, wyglądał jak dziewczyna i dostał damski mundurek. Dopiero później wszystko się wyjaśniło – wytłumaczył Duńczyk, a już chwilę później musiał uciekać przed piła mechaniczną, w którą był uzbrojony Lukas.
Całe to wydarzenie na stołówce zostało, rzecz jasna, uwiecznione przez Tsume, które robiła często za operatora kamery.
Dzisiejszego dnia lekcje toczyły się (teoretycznie) normalnie. Oczywiście nikt nie zapomniał o wieczorku filmowym, który zbliżał się dość wielkimi krokami. A Germania na całe szczęście pozwolił nam go zrobić, nawet na sali gimnastycznej. Jednakże Dżardżamel zabrał wszystkie horrory, thillery, kryminały i inne tego pochodne, do swojego gabinetu i większość osób stwierdziła, że nie ma za bardzo co oglądać.
– Ale ja, Alfred, największy Hero tego świata, podmieniłem Dżermaniodżilli płyty z pudełkami! – do sali informatycznej wpadł uchachany Amerykanim a w rękach dzierżył pudełka z filmami, i choć okładki wskazywały na takie filmu jak „Kot Prot, „Gumisie” czy „Smerfy”, w środku były kinowe horrorowe hity.
– Alfred, jesteś naszym bohaterem! – zakrzyknęli wszyscy i zaczęli podrzucać chłopaka aż do sufitu.
Jednakże kiedy zabrakło im sił, Amerykanin wylądował na podłodze.
Wieczorem wszyscy uczniowie zebrali się w sali gimnastycznej. Poprzynosili ze sobą cos do jedzenia (popcorn, chipsy, cukierki, nachos i… makaron i wursty?) a także coś na czym można klapnąć (karimaty, materace od łóżek, poduszki, krzesełka a nawet ktoś przytachał fotek z masarzem). Niestety Dżermania zaszczycił nas swą obecnością. Ale i na tą możliwość byliśmy przygotowani.
Metthew (Kto? Kanadyjczyk? Nie znam…) włożył do napędu płytkę jakiejś losowo wybranej bajki. W końcu jeżeli Germania zobaczy, że oglądamy nic nie szkodliwego, to sobie pójdzie.
Zgasło światło a na ogromnym ekranie został wyświetlony film animowany. Ta… za Chiny nie zgadniecie jaki. Tak Muminki!
– Tutaj je znajdzie każdy z was. W muminków się przenieście świat. Siedzicie przy ekranach w krąg i cieszcie się wreszcie są wasze muminki. Prześledźcie każdy drobny ruch. Nie traćcie chwil wyostrzcie słuch bo przy muminkach zleci czas. Zapomni troski każde z was> Wasze muminki – śpiewał Tino z ogromnym entuzjazmem.
Kilka osób posłało w jego stronę przedmioty, którymi można zrobić krzywdę. I w rezultacie Finlandczyk ucichł.
Mimo iż była to kreskówka, na połowie odcinka wszyscy zaczęli piszczeć jak na horrorach, bo okazało się, że jest to odcinek jak rodzina muminków przyjęła pod swój dach Topika i Topcie, którzy uciekają przed Buką (o ironio…).
– Nie… nie wychodź z tego domu – piszczał Tino chowając się za Panem Szwedkiem, który wyglądał na znudzonego.
A kiedy wreszcie Ryjek wyszedł z domu i ukazała się Buka, w sali zapanowała panika. Tino usiłował ukryć się w czapce Berwalda (w sumie jego berecik posiadałam nadal ja). Feliciano z płaczem uwiesił się na szyi Ludwiga. Romano obraził się na Antonia, bo ten nie chciał go uchronić przed tym straszliwym widokiem. Kiku i Wang zaczęli się śmiać (tak, to Azjatyckie poczucie humoru…). Matthias schował się za Lukasem w nadziei ewentualnej obrony. A ja siedziałam pomiędzy Tsume i Gilbertem, którzy uwiesili mi się na szyi z obu stron. Taurys i Vash nie zwracali na nic uwagi, albowiem rozgrywali ważną partię pokera w kącie sali. A Germania? A Germania uciekł z dziewczęcym piskiem, gdzie pieprz rośnie, i dziś już nikt go nie widział.
– Lukas, wydaje mi się, że Tino nie miał za wiele wspólnego z Buką w nocy. Widzisz jak się trzęsie? – stwierdziłam gdy Iwan wyłączył projektor za pomocą swojego kranu.
– Nom…
Nagle w sali powiało chłodem… dobra zrobił się tak zimno, że trudno to określić. Wszyscy w ułamku sekundy zerwali się na równe nogi i zwrócili głowy w stronę wejścia. Usłyszeliśmy buczenie, a chwilę później do sali wsunęła się Buka. W sali nastał totalny chaos. Wszyscy krzyczeli, piszczeli i Bóg wie co jeszcze robili. Apokalipsa. Nawe Alfred nie zdobył się na odwagę, aby zostać bohaterem. Uciekł pierwszy.
– Stójcie! – zawołał Feliks, a wszyscy ucichli i z ogromną uwagą zaczęli przyglądać się Polakowi, gdy ten szedł w stronę Buki. Feliks stanął przed nią, wystawił przed nią rękę w geście „stój” i rzekł:
– Jeśli się do nas zbliżysz, to użyję mocy Prawa Polskiego, aby twoją stolicą stała się Warszawa!
Chwilę później Buki już nie było. Uciekła na tle zachodzącego słońca. I już nie wróci.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz