Muzyka

sobota, 30 listopada 2013

Niezwykłe Przypadki Rozdróżki cz. 1

Lovino wtargnął do pokoju siostrzyczki (bo takim mianem określała się wnuczka pana Trzcianki) bez żadnego zaproszenia. W ręku trzymał jakiś papier z pieczęcią burmistrza miasta. Po pokoju roznosił się dźwięk oddychania przez maskę (całkiem jak Lord Vader).
- Co chcesz, braciszku? – zapytała.
- Ja n-n-nic… – stwierdził Romano, jąkając się strasznie. – Ale najwyraźniej burmistrz tak.
- Chodzi o dziadka? – Dziewczyna wyłoniła się zza mangi i spojrzała na Włocha. – Daj mi to.
Romano bez słowa wręczył siostrzyczce kopertę i zniknął w drzwiach tak szybko jak się pojawił. Szczerze mówiąc styl wnuczki pana Trzcianki bardzo go przerażał.
Dziewczyna rozdarła kopertę i przeczytała po cichu. Po chwili wstała z fotela i rzuciła list na biurko. Podeszła do okna i wyjrzała na dwór. Feliciano właśnie siedział w ogródku i bujał się na huśtawce. Romano po chwili do niego dołączył. Westchnęła i zniknęła w garderobie.

Przed urzędem gminnym Trzcianki zebrało się całe grono urzędowe wraz z państwowymi personifikacjami, które zamieszkiwały od dłuższego czasu w mieście (Polska, Rosja, Litwa, Niemcy, Prusy, Japonia, Francja, Austria, Węgry, Białoruś, Ukraina, Hiszpania) a także bracia Włochy. To miał być ponoć wielki dzień. Mały park przed urzędem został wystrojony tulipanami i bratkami, kolorowymi szarfami.
Wybiła godzina dwunasta w południe. Słońce grzało niesamowicie a burmistrz coraz bardziej niecierpliwił się.
- Hej. – Burmistrz zwrócił się do braci Włochów. – Nie wiecie może, kiedy ona się zjawi?
- Niestety nie – odparł Feliciano. – Od wczoraj nie wychodzi z pokoju i nikogo nie wpuszcza. Ale kiedy pytałem czy się zjawi, mówiła, że tak.
- Przecież wysłaliśmy po nią samochód. – Burmistrz gorączkowo spojrzał na zegar znajdujący się na wierzy urzędu. Czas mijał.
Po piętnastu minutach nadjechał wreszcie biały volkswagen i zatrzymał się przed zebranym tam ludem. Pierw z samochodu wysiadł kierowca, aby następnie otworzyć tylne drzwi. Z auta wysiadła uśmiechnięta, około osiemnastoletnia, niska dziewczyna o lekko zielonkawych oczach i krótkich, jasnych włosach w odcieniu brązu (takie jak Litwa?)… z charakterystycznym dla Włochów loczkiem po lewej stronie? Ubrana była w niebieski krawat z przypinkami (z Hetalii?), niebieskie spodnie rurki, koszulę w kratę (z kołnierzykiem), z szelkami przy pasku spodni i czerwonych trampkach. W ręku trzymała najnowszy tom „Axis Powers”.
Oczy wszystkich utkwione w niej śledziły jej każdy ruch. Dziewczyna podeszła pewnym krokiem do burmistrza, który w tej chwili wyglądał na strasznie zaskoczonego.
- Witam pana, panie burmistrzu – uśmiechnęła się zielonooka, a jej wzrok na moment powędrował w stronę Litwy. – Widzę, że wszystkich tutaj zaskoczyłam – dodała wesoło.
– To ty?…
- We własnej osobie. Siostrzyczka Vargasów i wnuczka Trzcianeckiej personifikacji.
Jakim cudem cyber gotka z dnia na dzień staje się zwyczajną, przeciętną dziewczynką, i to na dodatek z włoskim loczkiem? Cóż, widocznie się da. Oczywiście ten fakt był dla wszystkich nie lada szokiem.
- Przepraszam – wtrącił się Lovino, który przestał się już bać siostrzyczki. – Ale ty, kurna, chyba przeżyłaś szok osobowościowy.
- Zdarza się – stwierdziła, posyłając starszemu bratu spojrzenie godne seryjnego zabójcy. – Przeszkadza ci to, braciszku?
- N-nie, absolutnie… – Romano znajdował się już za plecami Ludwiga mając nadzieję, że tam znajdzie schronienie.
- Tak więc… – odezwał się nieco skołowany burmistrz. – Po uzgodnieniu kilku rzeczy przez telefon, poinformowałaś mnie o zmianie imienia i nazwiska. Zgodziłaś się na formalne stanie się personifikacja naszego miasta. – Facet, zwany także burmistrzem, wręczył dziewczynie certyfikat. – Tak więc od dzisiaj nazywasz się Wenezja Roma Vargas, jesteś Trzcianką.
Zapadła chwila ciszy. Państwa wymieniły się spojrzeniami, po czym pierwszy z tłumy wypadł Feliciano i uwiesił się siostrzyczce na szyi.
– Sorella, siostrzyczka!~ Ve!~ Przytul!~
- No już, dobrze, fratello.

Niebieskie ferrari dopiero wieczorem podjechało pod dom szczęśliwego rodzeństwa Vargasów, które dzisiaj się powiększyło, i to na mocy Prawa Polskiego.
- Feliciano, pomórz mi go wyciągnąć.
- Już, już, siostrzyczko.
Roma i Veneziano z dość wielkimi oporami wyciągnęli całkowicie pijanego Lovino z auta. Najstarszy z rodzeństwa mruczał coś niewyraźnie pod nosem, najprawdopodobniej były to wyzwiska pod adresem Niemiec.
- Nie musieliście organizować żadnej imprezki z powodu mojej personifikacji. Takie są tego skutki. Wszyscy spici – stwierdziła Schönlanke próbując trafić po ciemku kluczem w zamek drzwi.
- To nie był mój pomysł – zaprotestował Feliciano a w jego wolnej ręce zmaterializowała się biała flaga. – To twój kuzyn Feliks wymyślił. Mówił, że Polacy zawsze wszystko świętują.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz