Muzyka

sobota, 30 listopada 2013

Bibliotekarz

Uwaga! W tym fficku znajdziesz ogromne ilości historii, historii i… historii! Więc jeśli masz z tego przedmiotu same pały, to czytanie go może być dla Ciebie trochę dołujące… Sam ffick pisany podczas oglądania filmu… „Bibliotekarz 2”.

Anglia niespokojnie przechadzał się pomiędzy regałami największej i zarazem jedynej biblioteki na świecie gdzie można było obejrzeć Arkę Przymierza czy też Święty Gral. Arthur sam umieścił tam swoje dziedzictwo – miecz króla Anglii – Excalibur. Ale od kont z biblioteki odszedł główny bibliotekarz Flynn Carsen, Anglia musiał znaleźć kogoś na jego miejsce. Zgłosiło się „wiele” osób, więc Arthur musiał dość długo się zastanawiać kto byłby tego godzien. Godzien poznania tak niesamowitej tajemnicy, którą skrywała ów biblioteka.
– Arthurze, znalazłem odpowiedniego kandydata! – nagle w wejściu stanął zasapany Ameryka trzymając w rękach jakiś papier.
Anglia zgromił go wzrokiem a na jego twarzy malował się napis: „Nie drzyj ryja w bibliotece!”.
– Kogo? – zapytało jednak Zjednoczone Królestwo.
– Jego. – Ameryka wręczył starszemu państwu kartkę.
Arthur spojrzał na CV i prześwietlił je swoimi patrzałkami. Był dość zaskoczony kandydaturą Feliksa i tym, że sam wcześniej nie wpadł na taki pomysł. Przecież Polska nadawał się na tę posadę. Rzeczpospolita przeszedł już tyle w swojej historii, że nic nie mogło go zaskoczyć.
– Zaproś go więc do mojego biura, Alfredzie. – rozkazał Anglia a kiedy Ameryka zniknął mu z oczu, skierował się do swojego gabinetu.
***
– Proszę wejść.
Drzwi do gabinetu otworzyły się i do środka wślizgnął się Łukasiewicz dość nieswojo wystrojony. Zamiast przyjść w standardowym mundurze Wojska Polskiego lub w różowej kiecce w kucyki jak na porządnego Feliksa przystało, to Polska założył na siebie strój do krakowiaka – widocznie wszystko inne miał w praniu. Ale Anglia nie zwrócił nawet na to uwagi i wskazał Feliksowi krzesełko na przeciw jego biurka.
– Chciałeś mnie totalnie widzieć, Arthurze. – odezwał się paluszkojad czując przy tym, że Orbit, którego przeżuwał właśnie przykleił mu się do podniebienia i nie chce się odkleić.
– W rzeczy samej, mój drogi przyjacielu. Kazałem Alfredowi poinformować Cię abyś przybył tutaj…
– Ale totalnie po co? – skrzywił się Feliks najwyraźniej nie wiedząc o co biega Anglii.
– Nie składałeś podania o pracę bibliotekarza? – Anglia został wybity z rytmu.
– Nie. – stwierdził równie zaskoczony Polska. – Ale skoro jest tu dla mnie jakaś praca, to totalnie chętnie skorzystam. I tak nie mam już co robić. A kolejnej debaty o emeryturach nie chce mi się totalnie słuchać.
– To wspaniale, jesteś przyjęty. – uśmiechnął się Anglia mając nadzieję, że ten bibliotekarz przetrwa nieco dłużej niż poprzedni.
Wbrew mentalności jaką cechuje się większość Polaków, sam Polska spokojnie przyjął do wiadomości informację o tajemnicy biblioteki. O ile spokojną reakcją można nazwać rozbicie kilku wazonów, rozerwanie dziesięciu książek i tak głośnego pisku, że Tony, przyjaciel Alfreda, na pewno usłyszał go z przestrzeni kosmicznej.
Pierwsze dni w nowej pracy Polska przeżył bardzo radośnie. Tym bardziej, że mógł pobawić się mieczami Grunwaldzkimi, których już tak dawno nie widział i przez przypadek spalił mapę do Atlantydy, kiedy podgrzewał sobie chińską zupkę.
Pewnego wieczoru, kiedy został sam w bibliotece i miał posegregować nowo nabyte antyki, znalazł jakąś szemraną kartkę. To co udało mu się zrozumieć, to to, że jest na niej naszkicowana wskazówka jak dotrzeć do skarbów Salomona. Zapewne dalej przyglądałby się temu dziwnemu rysunkowi gdyby nie fakt, że usłyszał za sobą tajemnicze odgłosy. Już miał się odwrócić aby zobaczyć kto prócz niego jest w bibliotece, kiedy poczuł, że ktoś przytknął lufę kałasznika do jego pleców. Przełknął ślinę.
– Oddaj mi to. – odezwał się zimny głos.
Feliks uniósł w stronę napastnika pergamin i już po chwili został pozbawiony wskazówki dojścia do kopalni Salomona.
– Dobry chłopiec. – mruknął kobiecy głos po czym napastnik, a raczej napastniczka zniknęła niczym wampir pozostawiając po sobie tylko kłęby czarnego dymu.
– AAAAAAA! – Feliks ruszył pędem do gabinetu Anglii.
– Co się stało? – zapytał Arthur bardzo zaniepokojony wrzaskami Łukasiewicza.
– Ktoś mnie totalnie napadł! – Feliks nadal trząsł się ze strachu. – Obrobił mnie! Zabrał to coś do kopalni Salomona!
Anglia pomyślał chwilę, podrapał sie po głowie i wypił filiżankę Liptona do końca.
– W takim razie twoim zadaniem jest odzyskać tę mapę, a gdy będzie trzeba to nawet twoim obowiązkiem będzie ocalenie skarbów Salomona. – oznajmił Arthur a w gabinecie pojawił się Toris. – Litwa ci pomoże.
– Licia! – Feliks uwiesił się przyjacielowi na szyi.
– Ja też, chcę lecieć! Bo ja jestem hero. – wtrącił Ameryka, ale Arthur zaraz uciszył go skinieniem ręki.
Jeszcze tej samej nocy Polska wraz z przyjacielem Litwą wyruszyli samolotem do Egiptu, gdzie ponoć miały znajdować się kopalnie Salomona, a przynajmniej tak zapamiętał Feliks z kartki, którą chamsko mu odebrano.
– Kto to mógł być? – Toris głośno myślał.
– Totalnie nie wiem. – burknął Polska ciamkając paluszki, z nosem wlepionym w szybę samolotu. – Ale jak go tylko dorwę, to totalnie zrobię mu jesień średniowiecza!
Samolot wylądował po trzech godzinach na Okęciu… a nie, sorry oni dopiero wyruszyli w podróż… Po kilku godzinach samolot wylądował w Egipcie.
– Witajcie. – powitał ich Tosiek z wielkim uśmiechem na twarzy i z pomidorami w obu dłoniach. – Anglia polecił mi, bym był waszym przewodnikiem po tutejszych terenach.
Bez słowa Polska i Litwa ruszyli za Tośkiem w głąb puszczy zarośniętej bardziej niż twarz Francisa – i to o wiele bardziej.
– Jesteś pewien, Feliksie, że można mu ufać? – szepnął Toris.
– Myślę, totalnie że tak.
Unia Polsko-Litewska przemierzała wyboiste (czyt. praktycznie płaskie) tereny za ich wspaniale zorientowanym przewodnikiem, Hiszpanią. Po niedługim czasie udało im się nawet dotrzeć do kryjówki wroga – choć nie wiem skąd wiedzieli, że to ich wróg, przecież Feliks nie widział kto napadł na niego w bibliotece. Widocznie sam widok Francji i Transylwanii ze skradzionym przedmiotem przekonał ich do takiego stwierdzenia.
– Oddajcie nam ten… papier! – wykrzyknął Toris wyskakując z krzaków wprost na Francisa, który z głośnym „Merde!~” zrzucił go z grzbietu.
– Zostaliście totalnie otoczeni! – zakomunikował Feliks również wychodząc z krzaków a w jego dłoni zmaterializowała się szabelka Pana Tadeusza, jednakże Feliks został ogłuszony i nieprzytomny padł na ziemię. Litwa poszedł w jego ślady.
Oboje ocucili się dopiero po chwili orientując się, że Francis i Lilith musieli wziąć Tośka za zakładnika. Jednakże Łukasiewicz kierując się jakąś starą książką o Salomonie, którą zwędził z biblioteki, prowadził siebie i Torisa w nieznane.
– Chodzimy w kółko. – marudził Toris ledwo trzymając się na nogach.
– Wcale nie! – zaprzeczył Polska. – Tu po prostu wszystkie drzewa wyglądają totalnie tak samoooo.
Łukasiewicz runął na ziemię jak długi.
– Kto ustawia totalnie, tu te cholerne korzenie! – zaklął.
– To nie jest korzeń. – Licia ukucnął i chwycił za metalowe kółko, które było przyczyną potknięcia się Polski. – To jakaś klapa.
Państwa otworzyły ją i wskoczyły w głąb ziemi. Licia wylądował z gracją na kamiennej posadce. Polska również znalazł się na dole, ale przy okazji wybił sobie jednego zęba, kiedy jego twarz spotkała się z posadzką. Ku wielkiemu zaskoczeniu obu państw ukazał się… trój głowy, śpiący pies. W tle grała harfa.
– Spójrz tam. – Licia wskazał łapę Puszka, pod którą znajdowała się… kolejna klapa.
Wspólnymi siłami przesunęli łapę psa i otworzyli klapę. Bez żadnego namysłu wskoczyli tam. Chwile później znaleźli się w jasnej komnacie z wielkim kamiennym posągiem. Po dokładnemu zbadaniu go, Polska stwierdził, że po naciśnięciu na jego oko powinno pokazać się tajemne przejście. I rzeczywiście tak się stało. Poluszkowy zmysł Feliksa ponownie nie zawiódł.
Oba państwa przeszły przez tajemne przejście, kiedy tylko pomnik je pokazał. W skrócie: udało im się odnaleźć kopalnie króla Salomona. W komnacie było tyle złota, że Szwajcaria na pewno by się nim zadowolił na kolejne kilkadziesiąt stuleci.
Polska z wielkim zachwytem pochwycił najbardziej pożądaną przez wszystkich księgę Salomona i przekartkował ją. Wszystko by się skończyło pięknie i ładnie, gdyby w przejściu nie stanęli Transylwania, Francja i Prusy. Francis trzymał Tośka w niewoli ze sztucerem przy jego skroni.
– Oddaj księgę, albo Tosiek zginie! – powiedział Gilbert a Duma zaćwierkała złowrogo.
– Po co Ci ona, pruska mendo!? – Feliks schował księgę za plecami.
– Dzięki niej będę mógł zmienić bieg historii. Zrobię tak, żeby nigdy nie doszło do Hołdu pruskiego, żebyś się nie odrodził po rozbiorach! – zaśmiał się Gilbert.
– Feliks, ratuj! – Tosiek błagał o pomoc.
Polska nie wiedział co zrobić. Nie mógł przecież pozwolić prusakowi na zmianę przeszłości, ale nie mógł też pozwolić na śmierć Hiszpanii. Przecież wtedy Romano na pewno zadźgałby go widelcem do makaronu. Rzucił więc Gilbertowi księgę, a Bad Trio zaczęło się śmiać z głupoty Łukasiewicza. To była tylko gra! Antonio był w zmowie z Gilbertem!
Bad Trio i Transylwania czym prędzej popędzili do wielkiej, wręcz przeogromnej sali z basenami lawy, aby Gilbert mógł wypowiedzieć zaklęcie i zmienić przeszłość. Polska i Litwa nie tracąc czasu ruszyli biegiem za nimi. Niestety kiedy dotarli na miejsce Gilbert wzywał już do siebie ogniste demony.
– I’m hero! – Ameryka pojawił się znikąd z wiadrami wody święconej (na Transylwanię?) i włączył się do bitwy.
Litwa i Alfred na polecenie Polski zajęli się Francisem, Tośkiem i Lilith. Sam Feliks natomiast postanowił przeszkodzić prusakowi. Wdrapał się na kamienny balkon gdzie stał Gilbert i czytał jakieś dziwne formułki. Rzucił w jego stronę paczką paluszków, przez co księga wypadła Prusą z rąk. Teraz Polska bił się z Gilbertem na pięści i nawzajem próbowali sobie wytrącić księgę z rąk.
– Gdybyś nie był taki słaby, wiedziałbyś, że możesz zmienić przeszłość i nigdy nie doznałbyś rozbiorów. – warknął Gilbert, kiedy Polska siedział na nim a jedną ręką trzymał sztylet przy jego gardle, a drugiej trzymał księgę.
– Tak, a ty na pewno mi na to pozwolisz. – mruknął arogancko Łukasiewicz i z lekkim wahaniem wyrzucił księgę do lawy.

– Dobrze zrobiłeś, tak powinien postąpić prawdziwy bibliotekarz. – pochwalił go Anglia, kiedy wspólnie z Feliksem chodził między regałami książek w bibliotece.
– E tam, tylko totalnie uratowałem świat. – Feliks machnął łapką tak jakby było to coś banalnego.
– Gdyby nie ty, cała historia świata zmieniłaby się. – stwierdził Arthur sugerując, że Polska ma za małą samoocenę.
– Co miałem innego zrobić? Przecież nie będzie Niemiec pluł nam w twarz! Mimo wszystko, proszę… – Polska dał Anglii jakąś karteczkę.
– To wypowiedzenie z pracy… – Anglia nie był zachwycony tym co właśnie przeczytał – Chyba żartujesz, Polsko…
– Nie. – zaprzeczył Feliks. – To robota totalnie nie dla mnie. Zatrudnij Alfreda, on jest totalnie lepszym hero ode mnie.
Łukasiewicz pozostawił Anglię samemu sobie a sam wyszedł na korytarz i wyciągnął z kieszeni kartkę z księgi Salomona:
– Jak mnie Gilbuś wkurzy, to go wymarzę z historii. A jak będzie grzeczny to sprzedam tą kartkę na ebay’u, w końcu muszę totalnie jakoś załatać dziurę budżetową…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz