Muzyka

sobota, 30 listopada 2013

Ośrodek św. Fafrocha - Zielona noc i różowy poranek

Dość ciekawy zwyczaj malowania pastą do zębów po twarzach kolegów, prawda? Tak też kolejny rozdział ośrodka im. św. Fafrocha! Zielona noc i różowy poranek! Ta… bardzo różowy *uśmiecha się tajemniczo*. Pozdrowienia dla Edrie, która jest osobą przez którą w ogóle zdecydowałam się napisać coś o koloni :) .

Jako, że dyskoteka powitalna przebiegła w miarę bez jakichś większych wybryków, zniesiono na jedną noc tabu zobowiązujące do opuszczania pokoi tylko za potrzebą fizjologiczną. Jak to zwą na koloniach – miała się odbyć zielona noc. Czyli smarowanie klamek, twarzy współlokatorów pastą do zębów, chowanie części garderoby, której jednakże nie powinno się wcale dotykać (ze względów wiadomych), straszenie ludków z sąsiedniego pokoju czy też wywoływanie ducha towarzysza Lenina (które zaproponował Rosja, lecz nikt na to nie poszedł). Tak czy inaczej zapowiadała się nie przespana noc pełna wrażeń.
Jednakże przed tak wspaniałą zabawą wszyscy zostali zmuszeni do ubrania się w piżamy w razie zaspania „na warcie” i wzięcia szybkiego prysznica.
Dziwnym było jednak faktem, gdy jednogłośnie koloniści stwierdzili, że dyskoteka zmęczyła ich bardzo i od razu po kąpieli idą spać. Nie wiadome było jednak kto blefuje a kto mówi prawdę. Ale zawsze musieli być oprawcy i ofiary…
– Hej, dziewczyny śpicie? – Jagoda zapytała cicho zapalając lampkę w pokoiku.
– Argh… Zgaś to światło! – warknęła Debora, której najwyraźniej nie bawił fakt mazania pastą do zębów po pyszczkach kolegów i założyła sobie poduszkę na głowę.
– Już nie śpię. – uśmiechnęła się Izka i cicho wyślizgnęła się z łóżka zakładając niebieskie kapcie i wyciągając tubkę pasty (do zębów, nie mylić z pastą Feliciana) z pod poduszki.
– Melduje się. – zasalutowała wesoło Hanka stając obok blondwłosej przyjaciółki.
– Zaraz, a gdzie moja siorka? – Izka obleciała wzrokiem puste łóżko swojej bliźniaczki.
– Kiedy na moment zasnęłyście, ona po prostu wyparowała. Nawet nie zorientowałam się kiedy zniknęła. – odrzekła Jadźka przerzucając stronę w psycho – zeszycie do zapisywania informacji o Nickelback.
Obie dziewczyny spojrzały po sobie z dość niewyraźnymi wyrazami twarzy, po czym ruszyły cicho w stronę drzwi.
– Masz mnie obudzić jakby ktoś chciał mnie wysmarować. – wymamrotała Debora w stronę Jadźki, która była znana z tego, że nie śpi po nocach bo pisze albo serfuje po internecie w poszukiwaniu nowych informacji o swym „ukochanym”.
– No dobrze…

Feliks na paluszkach zakradał się w stronę pokoju Torisa, a w ręku trzymał swój arsenał „X”, czyli swoją różową pastę dla zębów mlecznych. Rozejrzał się czy nikt go nie widzi po czym wślizgnął się – myśląc, że niespostrzeżenie – do pokoju Litwy.
– Polsko, co ty tu robisz? – odezwał się Laurinaitis.
Litwa siedział przy biurku, na którego blacie tliła się mała lampka. Toris spojrzał w stronę Feliksa, a jego niebieskie oczy obleciały go od stóp do głów. W dłoni Polaka dostrzegł paściany rekwizyt.
– Chciałeś mnie wysmarować pastą dla dzieci? – zapytał z wyrzutem w głosie.
– N-n-nie. – jęknął Łukasiewicz, ale nie potrafił kłamać, nie przed Licią.
– Nie kłam! – fuknął Liciek. – Nie znamy się od dziś. Dobrze cię znam.
– A-ale ostatnio jesteś jakiś totalnie dziwny, chciałem ci poprawić humor…
– Mazaniem pastą po twarzy? Nie dziękuję. – warknął, wstał od stołu, wymierzył Feliksowi siarczysty policzek i zniknął w drzwiach.
– Co mu totalnie jest? – Feliks chwycił się za spuchnięty policzek i usiadł na łóżku Litwina.
Był zaskoczony takim zachowaniem przyjaciela. Przecież nigdy się tak nie zachowywał. Nigdy nie uderzyłby Feliksa.
– O, a to co? – mruknął do siebie kiedy jego ręka wsunęła się pod poduszkę i napotkała tam kartkę.
Polska wyciągnął ją i rozłożył. Obrazek przedstawiał Iwana i Torisa bawiących się za młodu na polu pełnym słoneczników.
– A więc totalnie to narysował Iwan… Ale… Licia?

– Dobrze żołnierze. – Feliciano wyrwał z wyra trzech chłopców Jurka, Karola i Radka i kazał im za sobą podążać, a teraz stali w ciemnym korytarzu czekając na rozkazy swojego włoskiego kaprala. – Słuchajcie, nasza misja to zdobyć pastę.
Chłopcy spojrzeli pytająco na opiekuna. Chodziło mu o makaron, czy o taką do zębów? Mniejsza z tym, byle była to pasta!
– Ale mi się chce spać…
– Mi też. Jest prawie północ.
– Latający Potwór Spagetti nie zna dnia i nocy. Posuwa nasze czyny swoimi makaronowymi mackami. A ja doznałem objawienia, powiedział mi abym zebrał dzisiaj w nocy wystarczająco dużo pasty. – oznajmił Włochy Północne dumnie bijąc się w pierś.
Chłopcy spojrzeli po sobie dość niewyraźnie i stwierdzili, że skoro Latający Potwór Spagetti tak chce, to czemu by nie zebrać pasty.

Izka i Hanka właśnie zamknęły drzwi od pokoju chłopaków z grupy Alfreda po czym zaczęły cicho chichotać. Wiadome było iż coś tam zmajstrowały.
– To naprawdę było świetne. – powiedziała Hanka klepiąc przyjaciółkę po plecach. – Masz prawdziwy talent plastyczny.
– Wiem. – Izka wysmarowała klamkę pastą do zębów i obie skierowały się na drugie piętro gdzie pokoje mieli opiekunowie.
Tutaj naprawdę było cicho, ciemno. Wszędzie egipskie ciemności. Cisza była tak cicha, że dało się usłyszeć dźwięk upadającej szpilki. W mroku pokazały się na moment dwie czerwone lampki, a zaraz później dziewczyny poczuły na swoich ramionach czyjeś ciepłe dłonie. Powoli obróciły się do tyłu. Im oczom ukazał się blondwłosy Francuz z tchurzofretką na ramieniu.
– A co tu robicie? Przecież nie wolno wam wchodzić na nasze piętro. – Francis uniósł jedną brew i uśmiechnął się podejrzanie.
– My… szukamy… Gośki, mojej siostry… – Izka przypomniała sobie, że jej bliźniaczka zniknęła z pokoju, więc dlaczego by tego nie wykorzystać. – Wygląda całkiem jak ja…
– Ano tak, to ta bohaterka co obudziła Iwana, prawda? – zamyślił się Francja nie spuszczając swojego „dziwnego” wzroku z dziewczyn. – Cóż, chyba nie mogę wam pomóc. Ale wy możecie pomóc mi.
Jako że Francis został rozsławiony w ośrodku swoim dość… nieprzyzwoitym hobby, dziewczyny szybko opuściły piętro i wróciły do pokoju, gdzie zastały niespodziewany widok. Jagoda leżała w rozbebeszonej pościeli. O dziwo spała, a jej twarz była cała wymazana pastą miętową. Na sąsiednim łóżku siedziała Debora z ogromnym zacieszem na twarzy i pustą tubką „czyściciela zębów” w rękach. Izka już chciała coś powiedzieć, gdy przerwał jej demoniczny śmiech Debory:
– Buahahaha! Teraz ma za swoje! W kółko tylko Chad, Chad, Chad, Chad. A wystarczyło jej puścić kołysankę w wykonaniu Chada i śpi jak dziecko.
– To ty ją uśpiłaś?
– Taaa…

Alfred skradał się do pokoju Anglii. W rękach miał keczup i musztardę. Za Ameryką sunął jego półprzezroczysty brat – Kanada, który miał nadzieję, że bliźniak go zauważy. Cóż, nadzieję trzeba mieć zawsze.
– Wiesz, nie wiem czy to dobry pomysł. – powiedział Kanada.
Alfred – zero reakcji.
– Mówię do ciebie, braciszku.
Nadal zero reakcji.
– Cholera, Alfred! – wydarł się Kanada, a Ameryka porządnie przerażony ruszył dzikim pędem w stronę swojego pokoju.
Williams podniósł z podłogi keczup i musztardę, wzruszył ramionami i stwierdziwszy, że Anglia nawet jeżeli nie śpi to i tak go nie zobaczy, wszedł do jego pokoju.

Około godziny czwartej nad ranem wszyscy koloniści jak i opiekunowie leżeli w swoich łóżkach, w swoich pokojach pogrążeni w śnie, w większości obsmarowani pastą do zębów. I zapewne było by tak aż do śniadania gdyby nagle nie zabił kościelny dzwon (o dziwo ten dźwięk dochodził z przed ośrodka a nie z kościoła) i wszystkich obudził. Jako że było to dziwne zjawisko, nasi bohaterowie zerwali się natychmiast z łóżek i popędzili przed ośrodek. Tak, to nie szkodzi że większość z nich była wysmarowana pastą do zębów. Zjawiła się nawet Gośka…
Ku ich wielkiemu zaskoczeniu przed budynkiem ośrodka znajdował się długi czerwony dywan i różowa kapliczka ozdobiona różowymi kwiatami. Ustawiony był też ołtarz z jako takim księdzem, którego mina wskazywała na to, że został zmuszony do przybycia. A przed nim stała dziewczyna z platynowoblond włosami, ubrana w sukienkę w stylu lolita.
– B-białoruś… – szepnął Iwan i zwrócił głowę ku niebiosom błagając o litość.
– Braciszku, pobierzmysiępobierzmysiępobierzmysię! – zawołała Natalia z psychopatycznym uśmieszkiem na twarzy. – Zobacz, wszystko już jest przygotowane.
Rosja nie zareagował. Stał dalej wpatrując się w różowe ozdoby.
– Braciszku? – powtórzyła Białoruś i już chciała Iwana zaciągnąć do ołtarza siłą kiedy nagle z ośrodka wypadł Litwa (?).
Toris trzymał w ręku siekierę, którą wymachiwał na prawo i lewo, przez co kilku kolonistów omalże co nie straciło życia. Z dzikim rykiem ruszył w stronę niedoszłej panny młodej i zamachnął się drewnianą końcówką „narzędzia psychopatów” trafiając Natalię prosto w czoło. Białoruś niemalże od razu runęła na ziemię nieprzytomna. Wtedy Litwin opanował się, wyrzucił narzędzie zbrodni gdzieś w pobliskie krzaki, westchnął głęboko, zarzucił teatralnie włosami i zniknął ponownie w drzwiach ośrodka pozostawiając wszystkich na pastwę losu, w końcu Białoruś się obudzi i będzie ostro wkurzona, prawda?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz