– RAZ! DWA! I RAZ! I DWA! Równo! – Ludwig maszerował po mostku nad jeziorem niczym żołnierz (a przypadkiem nim nie był?).
W wodzie znajdowały się dwa dwuosobowe kajaki. W pierwszym, czerwonym, z wymalowanym pomidorem, siedzieli Romano i Antonio. W drugim natomiast, niebieskim z naklejką talerzyka pasty, potwora spagetti i białą flagą z tyłu, siedzieli Feliciano i Wenezja.
– Ile jeszcze będziemy, kurna, tutaj siedzieć, ty Kartoflany… ty?! – Lovino wyglądał na znerwicowanego.
– Dopóki się nie nauczycie równo wiosłować! – odrzekł Niemcy. – Musicie wypaść jak najlepiej na zawodach!
– Ale Doitsu… – wtrącił Feliciano. – Ręce mnie już bolą…
– Kurna, popieram brata. Też, kurna, jestem wykończony.
– Och, Pomidorku, nie denerwuj się…
– Zróbmy sobie ewentualnie przerwę…
– Nie mazgaić się tylko do roboty! – warknął Ludwig.
– Gilbert! Powiedz mu coś! Jesteś starszy! – zawołała Trzcianka kierując swe słowa do starszego kuzyna, Prus, który właśnie wylegiwał się na kocu, w słońcu, na plaży.
Stary Zakon Krzyżacki tylko wychylił swe czerwone tęczówki zza okularów przeciwsłonecznych i omiótłszy wszystkich wzrokiem powiedział:
– Bruder, daj na luz. I nie drzyj ryja bo próbuję się zdrzemnąć!
Duma poparła go głośnym „PI!” i zeskoczyła właścicielowi z głowy na cieplutki piasek.
– No dobrze. – stwierdził po chwili milczenia Ludwig i wskazał niezbyt kulturalnie w stronę hangaru gdzie przechowywało się kajaki. – Kajaki na miejsce i widzę was tu zaraz na zbiórce.
Wesoła rodzinka Vargasów i Hiszpania w tempie natychmiastowym zacumowali kajaki, schowali je na swoje miejsce i posłusznie utworzyli przed Niemcami dwuszereg.
– Kolejno odlicz.
– Raz.
– Dwa.
– Trzy.
– Cztery.
– Zawody już za tydzień. Mam nadzieję, że przyłożycie się do tego i uda wam się zwyciężyć w pięknym stylu. – Niemcy obrzucił swoją drużynę srogim spojrzeniem. – Nie będzie mnie przez cały tydzień, więc waszym trenerem na ten czas zostanie Gilbert. Słyszysz, bracie?
– Tak, tak…
– Jakieś pytania? – Ludwig zwrócił się ponownie do „drużyny” a widząc, że Feliciano się zgłasza dodał: – Słucham?
– Pójdziemy na lody?
Kolejne dni, pod jakże przewspaniałym dowództwem Prus, zleciały bardzo… dobrze? No bo przecież nie można się nudzić z takim kimś jak Gilbert, prawda? W szczególności kiedy Hiszpania zaproponował zabawę w Agentów NCIS. Wówczas grupka składająca się z braci Włochów, Prus, Hiszpanii i Trzcianki, uzbrojona w broń nowej generacji, znanej także pod zaszyfrowaną nazwą P.R.O.C.A. (Przenośny Rzucający Ostro Celujący Armagedon) miała za zadanie zestrzelić obiekt oznaczony numerem 1525, czyli Feliksa Łukasiewicza.
„Pac!” kolejny kamyk nadleciał w stronę Polski trafiając go prosto w czoło. Feliks zerwał się z koca.
– Gilbert, ty pruski baranie, nie demoralizuj Trzcianki! – ryknął a w stronę Gilberta nadleciała paczka paluszków.
– Kiedy ona ma wspaniałego cela. – Prusy poklepał młodszą kuzynkę po plecach, dając przy tym Feliksowi do zrozumienia, że to Wenezja trafiła Łukasiewicza kamyczkiem w czoło.
– Z tego co mówił mi Ludwig, miałeś ich trenować do zawodów kajakarskich a nie demoralizować, ty pawianie. – warknął Łukasiewicz.
– Osz kurde, zupełnie o tym zapomniałem! – stwierdził Zakon Krzyżacki i już chwilę później nasza wesoła drużyna zasuwała w kajakach w koło jeziora Sarcz. Wspomnę tylko, że zawody miały odbyć się już kolejnego dnia.
Na Starej Plaży nad jeziorem Sarcz zebrał się ogromny tłum ludzi. Zostały także porozstawiane różne jako takie stoiska gdzie można było kupić lemoniadę, japońskie kulki ryżowe, paluszki i gadżety ‚Made in China”.
– Hej! Hej! Witam na zawodach kajakarskich, kajaków dwuosobowych! – na podwyższenie, na mostku wszedł niski Japończyk o czarnych włosach. – Najpierw poznajcie nasze szanowne jury! – Kiku wskazał na stolik, przy którym siedziało trzech podejrzanie wyglądających gostków.
Pierwszy łysy, z tatuażem kotwicy na ramieniu i kolczykami. Drugi z wielkimi okularami na nosie, pod krawatem i marynarką. I trzeci, a może raczej trzecia dziewuszka z patelnią w dłoni zwana potocznie panienką Węgry.
– I poznajcie także naszego wspaniałego komentatora! – zakomunikował Honda a obok niego pojawił się Polska w różowej kiecce („Dlaczego ja mam tak nieobliczalnego kuzyna?” pomyślała Trzcianka). – Nagrodą w naszym konkursie jest niespodzianka ufundowana przez kraje Azji.
Głowy wszystkich tam obecnych odwróciły się w tym momencie w stronę ogromnej ciężarówki, która z głośnym „Bip! Bip!” właśnie cofała z parkingu za kawiarenką pozostawiając na nim tajemniczy pakunek.
– A więc… tak… – odchrząknął Polska zabierając głos. – Do zawodów zgłosiło się kilka drużyn. Wyczytam je a oni niech ustawią się na pozycji startu. „Hiszpańskie Pomidory”. – Romano i Tosiek wyczłapali z tłumu i zajęli miejsce na linii startu. – „Pasta!” – Feliciano i Wenezja dumnie wyszli z tłumu i zrobili dokładnie to samo co poprzedni uczestnicy, a Ludwig przeżegnał się mając nadzieję, że nie zrobią z siebie pośmiewiska. – „Koktajle Mołotowa”… – w te słowa z tłumu wypadł Rosja z bliżej nieokreślonym dzieciakiem zajmując miejsce na starcie. – I „Drużyna Puchatych Króliczków i Ostrej Żylety”. – z tłumu wystąpiły jakieś dwie Emo – ówy i zasiadły w swoim pasiastym kajaku.
– Waszym celem jest przepłynięcie jednego okrążenia jeziora. – zawołał radośnie Kiku. – Trasę macie wyznaczoną bojami, więc nie uda wam się oszukać. Feliks będzie płynął za wami i komentował. Jury wręczy drugą nagrodę tej drużynie, która w jak najciekawszym stylu przepłynie wyznaczoną trasę.
W tym też momencie Feliks wskoczył na różowy rowerek wodny gdzie za pedałami siedział już gotowy do drogi Litwa.
– Gotowi? Do wody… Start!
Kajaki ruszyły z kopyta (?), a za nimi różowy rowerek wodny z Feliksem i Torisem na pokładzie.
– I ruszyli! – Łukasiewicz chwycił za mikrofon o dalekim zasięgu Blutu. – Na przód wysuwa się „Ostra Żyleta”, ale cóż to? „Koktajle Mołotowa” absolutnie zmietli ich z powierzchni wody! Emo się topią! Ratownika!
Jednakowoż nie znalazł się ratownik, który ruszyłby im z pomocą…
– „Hiszpańskie Pomidory” i ‚Koktajle Mołotowa” płyną łeb w łeb. „Pomidory” prowadzą! A nie, „Koktajle” prowadzą! – wołał Polska a jego głos roznosił się przez głośniki poustawiane na plaży. – Ale cóż to?
Lovino wyciągnął swoje wiosło z wody i zaczął nim grzmocić Iwana po głowie. Jakby to coś niby dało? Zorientowawszy się, że nie był to najlepszy pomysł, zaczął grzmocić tego dzieciaka, który siedział za Rosją.
– Towariszu, a co wy robicie? – zbulwersował się Braginski i złapał za wiosło Romano.
W tym też momencie oba kajaki zderzyły się ze sobą i ich pasażerowie wylądowali w zimnej wodzie.
– Oj oj oj. Cóż za strata. – zawołał Polska wymijając „poległych”. – Na prowadzenie i zarazem jedyną drużyną, która pozostała w grze jest „Pasta!”. Nie musicie sie spieszyć i tak wygraliście.
Jako że tylko drużyna składająca się z Feliciano i Wenezji dopłynęła do mety zgarnęła obie nagrody.
– Doitsu?
– Tak, Feli?
– Jesteś z nas dumny?
– Tak.
– A pójdziemy teraz na lody?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz