Był to wesoły, styczniowy, zimowy poranek. Cała nasza akademia pogrążona była w chaosie i bezgranicznej nędzy… no dobra aż tak źle to nie było, ale dzisiejszego dnia mieliśmy wreszcie wyjechać do Londyny na dwa długie tygodnie w ramach ferii zimowych. Oczywiście większość uczniów nie była zachwycona tym faktem tak samo jak druga połowa nie mogła się doczekać kiedy wreszcie znajdziemy się w Wielkiej Brytanii.
- A ty się nie pakujesz? – zapytała Usagi kierując swoje słowa do Tsume, której najwyraźniej nie śpieszyło się z pakowaniem, bo w tej chwili leżała na łóżku z nogami na ścianie oglądając nowy odcinek „Anny Marii Wesołowskiej”.
- Ja już się spakowałam – odrzekła dziewczyna otwierając kolejną paczkę ciasteczek (tak, od czasu gry pocky game straciła zaufanie do jakichkolwiek paluszków).
- A kiedy to niby? – zapytałam zapinając swoją torbę, do której załadowałam sporo ciuszków i mang. – Przecież w nocy byłaś zajęta czytaniem Hellsinga.
- Oj Necomi, Necomi – Pan Olo pokręcił głową ciamkając ciastka. – Ja się pakuję bardzo szybko. Tyle razy jeździłam na konwenty, że pakowanie mam w małym palcu.
Rzeczywiście, szybkie i sprawne pakowanie Tsumie miała opanowane do perfekcji. W końcu… to Tsume.
- Kolejno odlicz – rozkazał Dżermania, kiedy wszyscy gotowi do drogi staliśmy na podwórku, przed akademią.
- 1, 2, 3, 4… [...] 33…
Gdy dyrektorzy sprawdzili obecność zostało czekanie na autokar, który miał zawieść nas aż do stolicy Angielskiej. Tsume usiadła na swojej torbie i zaczęła bacznie obserwować Francisa, który rozmawiał właśnie z nijaką Seszelką. Usiadłam obok niej i również zaczęłam patrzeć w ich stronę.
- Znowu planujesz go zabić? – zapytałam.
- Taaaa – moja blondwłosa współlokatorka przymrużyła oczy. – Myślę, że tym razem wreszcie mi się uda.
Minęło już pół roku od kąt trafiłyśmy do Axis Powers Academy, a ona od samego początku, nie mam zielonego pojęcia dlaczego, znienawidziła Bonnefoy’a i za każdym razem usiłowała go zamordować na tysiąc sposobów. Jak widać, bez skutków.
- Dlaczego myślisz, że tym razem.ci się uda? – mruknęłam, ale kiedy tylko podjechał nasz autokar wszystko się wyjaśniło.
Z autobusu wysiadł facet w długim czerwonym płaszczu i kapeluszu, a na jego nosie widniała para okrągłych okularków z żółtymi szkłami. Jego wąskie usta wygięły się we wścibski uśmieszek. W tym samym czasie oczka Tsume zaczynały blyszczeć jak żarówki. Tak dobrze wiedziałam kim jest ów rzeczony jegomość. To był nijaki…
- Alucard! – Pan Olo wystrzelił nagle z tłumu i… w tym momencie wszyscy wstrzymali oddech nie poznając Tsume, albowiem po tym jak wystrzeliła jak piorun z tłumu , uwiesiła się n a szyi wampira (dziwne… Tsume boi się wysokich ludzi a on był wyższy od Pana Szwedka).
- Kim on jest? – Usagi szepnęła do mnie cicho.
- To Alucard, wampir strażnik rodziny Hellsing a także…
- Mój Ojciec Chrzestny – ogłosiła dumnie Tsume. – A także przyszły mą… – wampir zasłonił jej usta, a wszyscy spojrzeli po sobie z wielkim zdziwieniem na twarzy.
Po około piętnastu minutach i po spakowaniu wszystkich bagaży do autokaru, zajęliśmy miejsca. Z powodu mojej choroby lokomocyjnej musiałam usiąść na przodzie wraz z Germanią. Na drugim pierwszym siedzieniu, za kierowcą siedziała Tsume (aby Legolas miał ją na oku) wraz z Usagi, która też walczyła z chorobą lokomocyjną. Dziadzio Rzym usiadł gdzieś na samym końcu aby utrzymać tam spokój prostego ludu. No i w końcu kiedy wszyscy zajęli swoje miejscach, Alucard odpalił pojazd i ruszyliśmy w podróż do.Zjednoczonego Królestwa.
Podczas jazdy Tsume bardzo dobrze bawiła się rozmawiając ze swoim Ojcem Chrzestnym. Jak to… mój Ojciec Chrzestny ma swojego Ojca Chrzestnego. Usagi najwyraźniej wygrała z chorobą lokomocyjną bo w chwili obecnej zawzięcie konwersowała z Heraclesem i Sadiqu, którzy o zgrozo, usiedli razem. A no właśnie może nie wiecie, ale nasza Usagi pochodzi z Grecji a Heracles jest jej bliskim kuzynem. To właśnie on polecił jej naszą akademię. No a ja niestety nie czułam się zbyt dobrze. Tak też moja twarz miała odcień sinokoperkowy a woreczki na to i owo były przygotowane.
- Panie Germanio – zaczepiłam go, gdy zrobiło mi się naprawdę niedobrze.
- Tak?
- Zaraz będę wymio… – no i nie zdarzyłam dokończyć, a moje poranne śniadanko znalazło się na spodniach i koszuli naszego kochanego dyrektora.
Tak też dzięki mnie zarządzono musowy postój.
- Necomi, jesteś wielka – radowali się, gdyż od kilku dobrych godzin nie mieliśmy postoju a kilka osób ewidentnie musiało skoczyć za potrzebą.
- N… nie ma… za… co – wydukałam trzymając się za bolący brzuch i wdychając świerze niemieckie powietrze.
- Ah… jak tutaj pięknie – Gilbert zaciągnął się górskim powietrzem. – W końcu nic dziwnego, bo przecież to nasz kraj, prawda bruder?
Ludwig oderwał się od Feliciano i tylko mu przytaknął aby po chwili zniknąć na momenty w lesie.
- Mamy problem… – Alucard odezwał się nagle. – Autokar padł.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz