Muzyka

niedziela, 1 grudnia 2013

Axis Powers Academy - Dzień wyjęty z dziennika

Był to dzień należący do tych zwykłych. Minął już dobry tydzień od jakże wspaniałych świąt Wielkanocnych w Axis Powers Academy. A był to dokładnie 15 kwietnia. Słonko świeciło, ale mimo to chyba zanosiło się na deszcz, co sugerowały ciemne chmury.

NecoMi i Roderich siedzieli wspólnie w sali koncertowej przy pianinie. Kolejny wiosenny poranek spędzali na nauce gry jednej z hetaliowych piosenek – Pub & Go, na którą nasza NecoMi uwzięła się jakiś czas temu. Mimo iż normalnie potrafiła grać ze słuchu, tym razem ta angielska melodia naprawdę była dla niej wyzwaniem. Choć może to dlatego, że jednocześnie uczyła się idealnie zagrać Einsamkeit, który napisał Gilbert czując przypływ muzycznego zagilbistego natchnienia. I rzeczywiście, nawet sam Edelstein musiał przyznać kuzynowi, że tym razem spisał się na medal, choć… mógł zapisać to w systemie nutowym, a ten jego „zagilbisty” i bystry pruski rozum postanowił rozpisać to na strasznie długi tutorial będący na jego nowym równie zagilbistym tablecie. Roderich, który raczej w takim sprzęcie nie gustował wziął natychmiast kartki w pięciolinie i dobre pióro, aby w ostateczności ze słuchu i znajomości nut, spisać tę melodię na papier. Jak on to ujął „przelać na papier”.

– Ygh… już nie mogę – NecoMi rąbnęła z wielkim impetem o klawisze instrumentu wydając przy tym bliżej nieokreślony dźwięk.

– Słabo – stwierdził chłopak poprawiając okulary, które powoli zjeżdżały mu z nosa. – Powinnaś bardziej popracować nad taktami i czasem trwania każdej nuty. Pamiętaj, że musisz wyczuć rytm.

– Nie mam już na to siły – mruknęła dziewczyna podpierając głowę na dłoniach.

Roderich westchnął i pokręcił głową. Odłożył na stół plik papieru, będący jego notatkami, które pisał za każdym razem gdy spotkał się z Neco na lekcji gry na pianinie. Wstał i podszedł do instrumentu. Usiadł obok dziewczyny i położył dłonie na białych klawiszach.

– Patrz i ucz się – powiedział i dosłownie sekundę później w całej sali koncertowej rozbrzmiała melodia Einsamkeit.

Neco bardzo uważnie obserwowała ruchy Austriaka. Patrzyła jak przesuwa palcami po białych klawiszach. Na jego twarzy malował się stoicki spokój i relaks. ta gra była dla niego czystą przyjemnością. W końcu płynęła w nim austriacka krew, krew muzyka.

Własnie to dlaczego Gilbert postanowił napisać taki dołujący tekst z muzyką o samotności? Wiąże się z tym… że jakiś niewielki czas temu rozstał się z Matt’em. Rozeszli się w miarę pokojowym tonie, lecz jeden z nich, i to nie był bynajmniej Kanadyjczyk, miał złamane serce. Każdy kto przebywał w Axis Powers Academy nieco dłużej, byłby święcie przekonany, że to właśnie Williams jest osobą bardziej uczuciową, ale jednak było całkiem na odwrót.

– C-co robicie? – zapytał nieśmiało albinos, wchodząc do sali koncertowej, gdzie Neco i Rod odbywali lekcje gry na pianinie. Jego czerwone ślepka nie były takie jak zwykle. Była w nich pustka. A dlaczego? Bo Matthew wybrał tego Kubijczyka.

– Bruder! Mein Bruder! – NecoMi zerwała się od pianina i dosłownie jednym susem znalazła się w objęciach Gilba. – Twój kuzyn mnie zamęczy!

Tsume przemierzała w teoretycznym spokoju korytarze Axis Powers Academy. U jej boku dreptało małe, futrzaste stworzonko będące potocznie zwane jenotem, a nosiło równie epickie imię co jego właścicielka, a brzmiało ono Voltaire Behemot Pan Olo Junior, w skrócie Volti, choć Neco zwała go Juniorem.

Tolkienowska współlokatorka Neco i Usagi, szła z nosem zadartym do góry obmyślając kolejny jakże wspaniały plan uśmiercenia Francisa. Nienawidziła Francji, wszystkie co francuskie, a tym bardziej Francisa, którego imię w dosłownym tłumaczeniu oznaczało „francuz”. Jednakowoż nikt tak naprawdę nie wiedział dlaczego Pan Olo tak bardzo nienawidził tego wszystkiego. Jednak tak samo bardzo jak Tsume nienawidziła Francji, tak samo mocno kochała Szwecję, lecz chyba samych Szwedów już nie, z powodu ich nadzwyczaj nadzwyczajnego wzrostu. Fobia przed wysokimi ludźmi.

– Brrr – wstrząchła się przechodząc obok pana Szwedka, a następnie zwróciła się do swojego małego towarzysza. – Volti, idź do hangaru po palniki i coś co przyda się do skalpowania.

Jenot stanołwszy na dwóch łapkach zasalutował niczym prawdziwy żołnierz i po chwili zniknął w długim ciemnym korytarzu (Gdzie do cholery w Axis Powers Academy hangary?! – zbulwersował się czytelnik).

Nagle Pan Olo poczuł straszny ból z tyłu głowy i dosłownie na chwilę stracił przytomność aby po chwili obudzić się, a pierwsze co zobaczyć po przebudzeniu to…

– Cholera, to Franca! – Tsume natychmiast oderwała usta od ust Bonnefoy’a i stanęła na równe nogi. – Jak śmiałeś?! – wydarła się, celując w niego oskarżycielsko paluchem.

Francis jednak uśmiechnął się przebiegle i objął ją w pasie. Było by dziwne gdyby Pan Olo nie wprowadził żadnego sprzeciwu. Można to opisać następująco:

– Help me! Tu gwałcą! – darła się Tsume, wyrywając się.

– Panie Olo – na twarzy francka zakwitł klasyczny trollface wyrażający więcej niż tysiąc słów.

– Alucard! – dziewczyna kopnęła z glana (czyt. zglanowała go takim zamachem, ze aż dziwno, ze jeszcze stał) Francisa wiadomo gdzie i całą tą scenę spowiła mroczna aura, co zwiastowało dla prostego ludu zwykle jakieś nieszczęście.

I w ostateczności między naszymi bohaterami stanął, jakby stworzony z cienia, wysoki mężczyzna, w zasadzie to wampir, ale nie czepiajmy się szczegółów, w długim czerwonym płaszczu. Alucard wyjął zza pazuchy jedną ze swoich broni i wycelował ją w Francisa.

– Giń!

Głośny huk, bliżej nieokreślonego pochodzenia przeszkodził nagle w grze w bilard na sali gimnastycznej. Wszyscy obecni tam, zwrócili głowy ku drzwiom prowadzącym na korytarz skąd zapewne pochodził ów dźwięk.

– Co to było? – zapytała Eldzia, która w chwili obecnej rozdawała karty przy stoliku do gry w pokera.

– Na pewno nie ja – stwierdził Iwan opierając się o kij od bilardu, który wygiął się w łuk i wyglądał jakby zaraz miał pęknąć.

– Obstawiam, że Pan Olo morduje Franisa – powiedziała Usagi wbijając jednocześnie wszystkie pozostałe bile.

Właśnie, Usagi. Najmłodsza z Golden Bad Trio w skład którego wchodziła Tsume, Neco i ona sama. Młoda brunetka z ciętym językiem, kłócąca się z każdym nauczycielem, prócz Starożytnego Rzymu, który jako tako potrafił się z nią dogadać. A także jedyna shinigami w akademii, która bez przerwy i niezmiennie mówiła „Shinigami jedzą tylko jabłka”. No i… nie ukrywajmy tego, jedna z dwóch osób w szkole czujących pewną sympatie do Iwana Braginskiego. Dlatego też jej główne starcia toczyły się z Natashą i już nie raz Białorusinka kończyła u pielęgniarki z wybitym stawem czy stłuczoną inną częścią ciała.

– Jak to „morduje”? – powiedział Estończyk Edward, który nie był zbyt wtajemniczonym w relacje niedoszłego piringu TOFu (T – Tsume, O – Pan Olo, Fu – Furansu?Francja).

– Zwyczajnie – brunetka wzruszyła ramionami i wróciła nie wzruszona do gry.

Jednak nagle w całej szkole rozbrzmiał sygnał, który miał na celu wezwać prosty lud na apel, gdzie klasycznie Germania miał coś zakomunikować. Tak też ci uczniowie w tempie natychmiastowym opuścił budynek szkoły aby w rezultacie zebrać się przed szkołą.

– Moi drodzy uczniowie – zaczął Dżardżamel dość niezręcznie. – Otóż,… heh… powiem krótko… Ministerstwo Edukacji Międzynarodowej (MEM?) wysyła mnie na emeryturę.

Wśród uczniów dało się usłyszeć rozmowy i ciche szepty. Czy to aby prawda? Fritz Germania miał odejść ze stanowiska dyrektora? Przecież normalnie to było nie wykonalne. Dziadzio Rzym nie był osobą, która sama mogłaby to ogarnąć, a do tego nie miałby kto uczyć literatury.

– To są chyba jakieś żarty – wtem z tłumu prostego ludu wyszła Tsume krzyżując ręce na piersi, a obok niej przydreptał jenot. – Jeśli pan odchodzi to ja też.

– I ja – zaraz po niej również Neco wychyliła się z tłumu.

– To i ja – podobny gest zrobiła Usagi i za nią jednogłośnie oznajmiła to reszta uczniów jak i nauczycieli z Axis Powers Academy.

Dziadzio Rzym nagle podniósł się z łóżka. Od dłuższego czasu miał dziwne sny, nie posiadające ładu i składu. Remulus podrapał się po głowie. Nie mógł uwierzyć, że dokładnie tydzień temu te wszystkie dzieciaki stanęły murem za jego Fritzem. Ale czego mógł się spodziewać po swoich uczniach? Westchnął głęboko i wtulony w Germanię zasnął ponownie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz