Przez kolejny dzień panowała napięta atmosfera. Gniewni, Pan Olo i Usagi krzątali się po całej szkole,za każdym razem to w innym bliżej nieokreślonym celu. Alucard natomiast, na polecenie Tsume miał stanąć na straży do skrzydła szpitalnego w podziemiach akademii. Blondynka, mimo iż nie posiadała daru jasnowidzenia, przekonana była gdzieś głęboko w podświadomości, że ten byt, który opętał Neco, zaatakuje ich najsłabszy punkt. Czyli Kooby’ego, który od dobrego półtorej tygodnia leżał tam skonfudowany i nieprzytomny. Co prawda, mówiono, że „Gniewny Kot” obudzi się cały i zdrowy z tym swoim oryginalnym charakterem, ale jednak mimo tego ciętego języka, reszcie Gniewnych brakowało ich blondwłosego „pupila”.
Każdy uczeń jak i nauczyciel Axis Powers Academy został poinformowamy o tym, że w dniu zaćmienia księżyca ma nie opuszczać swojego pokoju pod żadnym pozorem. Na wypadek niewykonania polecenia, Sandra wraz z Geraltem zaklęli korytarze czarem, który uniemożliwiał opuszczenie pokoi i klas na czas zaćmienia. Były to ostareczne środki bezpieczeństwa.
Pan Olo przechadzał się po pokoju z miną, która zdradzała jego wielkie zamyślenie. „A co jeśli nam nie wyjdzie?” nie raz takie oto myśli przecież przeszły jej przez myśl, kiedy zerkała na puste łóżko blondwłosej przyjaciółki, która wybyła w nocy i nie wróciła, i zapewne nie wróci do czasu kiedy oni, nie pokonają tego co w niej siedzi. W jej myślach pojawiało się tylko jedne, bardzo istotne pytanie: „Co to do cholery jest?!”
– Chcę pomóc – zaapelował się Feliks, który właśnie wrócił z wyjazdu na Mazury i dopiero w chwili obecnej dowiedział się o zaistniałej sytuacji.
– Jak ty chcesz nam pomóc? Nie jesteś czarodziejem – odrzekła Adria, kiedy Gniewni, Pan Olo i Usagi szykowali się w pokoju Gold Bad Trio, do ostatecznej rozgrywki, która miała mieć miejsce kolejnego dnia.
– Może i jakby nie jestem czarodziejem, ale totalnie potrafię za to inne rzeczy, które generalnie się wam przydadzą – wyjaśnił blondyn podpierając się pod boki. Wyglądał bardzo poważnie, może także dlatego, że ów wyjazd trochę go zmienił i porzucił kobiece łaszki.
– Cóż, nie chcemy aby komuś znowu coś się stało – wymamrotała Sandra oczyszczając różdżki wszystkich obecnych.
– Ale totalnie nic mi się nie stanie, jestem Polak! – Felek tupnął nogą a jego zielone tęczówki zabłysły tajemniczo. – Potrafię bardzo wiele.
– To akurat prawda – wtrąciła Tsume wyciągając z szafy swoją Gniewną szatę. – Feliks dysponuje mocą Prawa Polskiego, której nie może się przeciwstawić nawet Alucard. Nie ma chyba osoby, która postawiła się temu prawu, prawda?
– Totalnie tak! – zakrzyknął radośnie Łukasiewicz wiedząc, że wreszcie postawił na swoim.
Tej nocy, korytarze Axis Powers Academy pogrążone były w całkowitym spokoju i mroku. Ta cisza uspokajała wszystkich na tyle, że zasnęli głębokim snem czekając na najgorsze, co miało wydarzyć się kolejnego dnia. Jedyną osobą, która nie spała, był Alucard, który stał na straży w podziemiach szkoły, przy drzwiach do skrzydła szpitalnego, gdzie leżał nieprzytomny Kooby. Lecz on, jako wampir i to, że jego wszystkie zmysły były bardziej wyczulone niż ludzkie, czy czarodziejskie. Strażnik rodziny Hellsing głęboko, wewnątrz siebie czuł narastający niepokój, który z każdą chwilą powiększał się i powiększał.
– Alu – card – usłyszał kobiecy głos, jakby już kiedyś słyszany, lecz zapomniany.
Nagle z ciemności, jakby zmaterializowała się znikąd, niska osoba z narzuconym na głowę kapturze. Tak, wampir już wiedział kogo ma przed sobą. To była NecoMi, a raczej to co ją opętało i siedziało w niej od dobrego miesiąca. Alucard sięgnął od razu za pazuchę aby wyciągnąć swój rewolwer. Jednak dziewczyna jednym ruchem różdżki obezwładniła go i z ciągnęła kaptur. Przerażony, tak przerażony wampir cofnął się o krok, widząc na jej głowie koronę, której nie widział tak wiele lat. Na głowie NecoMi spoczywała egipska korona trzeciego oka z kamieniem magicznym w centrum.
– W – wybacz Tsume – wysyczał Alucard, kiedy opadł bezwładnie na podłogę. Został pokonany w tak… zwyczajny sposób… przez egipską magię.
NecoMi prychnęła z pogardą, niczym kot na swojego właściciela kiedy ten nie chce dać swojemu pupilowi dobrego jedzonka, i nacisnęła klamkę. Otworzyła drzwi i weszła do środka. Widząc skonfudowanego i nie przytomnego Kotałkę, podeszła do niego i stanęła przy nogach łóżka. Na jej bladej twarzy pojawił się przeraźliwy uśmieszek.
– Powstań Kocie, aby służyć królowej Bastet – powiedziała chłodno.
Kooby jak na rozkaz, gwałtownie usiadł na łóżku i otworzył oczy, które w chwili obecnej były puste, jakby ktoś je wyjął a na ich miejsce wsadził dwie szklane kulki w kolorze szkarłatu. Blondyn wstał z łóżka i stanął przed NecoMi. Ukłonił jej się nisko i powiedział:
– Per la gloria di Bastet.
Na twarzy dziewczyny zakwitła radość z nutą mroku, kryjącego się z zakamarkach uśmiechu.
Do pokoju Gold Bad Trio, niczym huragan Irena wpadł Geralt, którego mina wskazywała na wielkie przerażenie i niewiedze o nadchodzącym nieszczęściu, jeśli takowe miało nadejść, a w końcu był to dzień zaćmienia księżyca. Wszyscy obecni tak w składzie: Pan Olo, Usagi, Yani, Sandra, Adria i Feliks, oderwali się od swoich dotychczasowych zajęć i spojrzeli w jego stronę.
– Co się stało? – zapytała Yani, która od samego ranka miała bardzo złe przeczucia.
– To Kooby… zniknął, a Alucard… – wykasłał z siebie czarodziej, zmęczony biegiem przez wszystkie piętra i korytarze.
– Co takiego?! – Pan Olo otworzył szeroko oczy i w mgnieniu oka całą paczką znaleźli się przed drzwiami do skrzydła szpitalnego.
– Alucard! Nic ci nie jest?!
Tsume uklękła przy wampirze. Opiekun rodziny Hellsing otworzył lekko oczy i spojrzał na swoją córkę chrzestną. Ujął jej dłoń w swoją.
– Tsume, moja droga, mamy do czynienia z boginią – odkaszlnął a z kącika jego ust spłynęła stróżka krwi. – Już ją kiedyś spotkaliśmy i pokonała nas. To było tamtego dnia. Ona ma twoje wspomnienia… khem… ma coś co mnie osłabia… muszę odejść na jakiś czas. Chciałbym pomóc, ale nie mogę…
Wampir rozpłynął się w powietrzu. Pozostawił po sobie tylko swój srebrny rewolwer z załadowaną amunicją na jeden strzał, poświęconą kulą. Pan Olo wziął go do ręki i ze złością wymalowaną na twarzy obrócił się do przyjaciół.
– Już wiem z kim mamy do czynienia – powiedziała groźnie. – Czas rozpocząć polowanie na dzikiego kota.
Wszyscy spojrzeli po sobie. Tak, to był czas kiedy wreszcie nadszedł czas aby zaatakować. Nadszedł czas na to aby wreszcie stanąć oko w oko z wrogiem. Osoba, a raczej duchem… boginią, która miała pod swoim władaniem NecoMi.
Powoli się z ciemniało. Słońce chowało się już powoli za horyzontem pozostawiając na niebie różowawe pasma chmur, które zapowiadały, że tej nocy wydarzy się coś bardzo wielkiego i niesamowitego. Księżyc w pełni było widać już za dnia. To jego tarczę dzisiaj miała przysłonić inna planeta. Ze strony lasu było widać jak unosi się para, dym powstały w trakcie palenia ogniska. To właśnie w jego kierunku szła grupka osób przyodziana w ciemnogranatowe szaty. Twarze przysłaniały im kaptury, a w rękawach szat ukrywali swoje magiczne różdżki. Całą scenę z okna obserwował Germania wraz z Dziadziem Rzymem. Na ich twarzach malowała się nadzieja. Jeśli ci, co zostali wysłani na spotkanie z przeznaczeniem, zawiodą, mogą pożegnać się z NecoMi a także honorem.
– Pamiętajcie, nie atakujecie dopóki nie dam znaku – powiedziała Tsume, kiedy minęli granice zagajnika a im oczom powoli ukazywała się polana gdzie stała Neco, mieszająca coś w wielkim kotle. Obok niej stał Kotałkę wpatrujący się w eliksir z wielkim skupieniem.
Yani zacisnęła pięści widząc to co się dzieję. Sandra, Adria i Geralt byli w gotowości do ataku. Usagi przyjęła nadzwyczaj poważną pozę. Feliks, jedyny nie posiadający różdżki, a coś na rodzaj bliżej nieokreślonego przedmiotu, który czarodzieje zwą wahadełkiem. No i Pan Olo, który w jednej ręce trzymał swoją różdżkę a w drugiej broń, którą pozostawił po sobie Alucard. Z jednym… złotym strzałem.
– Oddaj nam, Neco, Bastet! – powiedziała Tsume.
Egipska bogini kotów podniosła głowę i spojrzała w ich stronę aby uśmiechnąć się wścibsko i przebiegle zarazem. Jednym skinieniem reki dała Kotałkę znak do zaatakowania ich. Blondwłosy czarodziej, który w chwili obecnej był pod panowaniem czaru Bastet wyciągnął zza pazuchy swoją różdżkę i zaatakował wszystkich. Gdy był sobą charakteryzował się tym, że był wyśmienity w pojedynkach i potrafił skonfudować kilka osób na raz jednym zaklęciem. Teraz jego zdolności zwiększyły się do maksimum. Usagi i Feliks, dostawszy rozkaz od Pana Olo, natychmiast ukryli się pod peleryna niewidką. Adria, Sandra i Geralt zostali zmuszeni do walki i przyjacielem. Na polanie w zasadzie została tylko Bastet i Tsume.
– Znów się spotykamy – powiedziała posiadaczka Jedynego Pierścienia, który dumnie wisiał jej na szyi.
– Myślałam, że odebrałam ci wszystkie wspomnienia związane z Gniewem – mruknęła Bastet z ciągając z głowy kaptur i ukazując hobbitce koronę trzeciego oka.
– Jak widać, nie. Zachowałam część z nich – odrzekła nadzwyczaj spokojnie.
Obie wymieniły się złowrogim spojrzeniem.
– Oddaj nam NecoMi – powiedział stanowczo Pan Olo.
– Cóż, jeśli skończę ten czar, już na zawsze będziecie mogli pożegnać się z waszą NecoMi – uśmiechnęła się bogini kotów i sprawnie odbiła zaklęcie petryfikacji, rzucone przez Tsume. – Jesteście bez szans – dodała i wiedząc, że nikt ani nic nie jest w stanie jej przeszkodzić, wróciła do wykonywania czaru.
– Oddaj ją, nie zawaham się użyć broni przeciwko mrocznym bytom – Pan Olo wycelował w Neco bronią Alucarda, miał tylko jeden strzał, ale…
– Panie Olo, nie! – nagle obok niego pojawił się Feliks jednym sprawnym ruchem zrzucając z siebie pelerynkę niewidkę. – Jeśli strzelisz, zranisz Neco. Poza ty,m, jesteś czarodziejem, nie Zwiadowcą, aby używać broni palnej.
Blondynka z kwaśną miną spuściła boń. Wzrok wbiła w ziemię. Ten blondwłosy chłopak pochodzący z Polski miał rację, używając broni palnej a nie magicznej stała by się taka jak jej najwięksi wrogowie – Zwiadowcy.
– Widzisz, nawet nie jesteś na tyle silna aby strzelić – zachichotała Bastet wrzucając do kotła następne składniki. – Dziwię się, że to właśnie twoich wspomnień potrzebowałam aby móc przybrać postać człowieka. Aby zmaterializować się i przejąć absolutną władzę nad Neco.
– Absolutna władzę?
– Ja zawsze z nią byłam. Byłam w niej. W tej części świadomości, która zamknęła przed światem. Neco jest moja!
– Crucio! – syknęła Tsume, wiedząc, że łamie zasady, ale nie mogła się powstrzymać. Coś w jej głębi kazało jej użyć jednego z trzech zaklęć niewybaczalnych.
Bastet zachwiała się na nogach, ale zaraz wybuchła niekontrolowanym śmiechem.
– Tylko na tyle cię stać, głupia.
Jednym ruchem swojej czarnej różdżki wytrąciła wszelaką broń z rąk Pana Olo. Tsume odwróciła się za siebie, bo poczuła, że ktoś krępuje jej ręce. Kotałkę. Pokonał wszystkich. Feliks leżał na trawie nieprzytomny. Przegrała. Przegrała walkę o swoją córkę chrzestną. Zawiodła jako Ojciec Chrzestny, przyjaciółka, siostra. Nie była godna, aby jeszcze kiedyś spojrzeć im w oczy.
– Przepraszam – wyszeptała, kiedy poczuła, że nogi uginają się pod nią i upada na ziemię. Przez tą chwilę wydawało jej się, że nie widziała Bastet, a Neco. Jej oczy na moment zmieniły się. Widziała w nich ten strach, który zawsze gościł w zielonych oczach jej przyjaciółki. Jednak, chyba się pomyliła.
– Wszystkiego najlepszego w dniu urodzin, Tsume – powiedziała Neco, ale chwilę później z powrotem Bastet przejęła nad nią kontrolę i wyciągnęła z kieszeni płaszcza małą fiolkę z niebieskim płynem, który był resztą wspomnień Pana Olo.
– To już koniec – powiedziała do siebie i już chciała wrócić do kotła aby dodać ostatni składnik, kiedy nagle Usagi potknęła się o przydługawą pelerynę niewidkę i runęła na trawę jak długa, wypuszczając z rąk niedokończone jabłko.
Owoc poszybował wprost do kotła, gdzie Bastet przyrządzała czar.
– O nie, nie, nie, nie! Coś tu zrobiła!?
– Przepraszam – wydukała Usagi, wstając z ziemi.
– Usagi, nie masz za co przepraszać – uśmiechnęła się Tsume.
Kocioł w którym Bastet przyrządzała czar nagle zabulgotał i zasyczał głośno, po czym eksplodował. Bastet wypuściła z ręki fiolkę z wspomnieniami Tsume, które natychmiastowo je odzyskała. Całą polanę, gdzie rozgrywała się akcja spowiło jasne światło oślepiające wszystkich. Zamknęli oczy, gdy je znów otworzyli ujrzeli, że Neco leży na trawie a obok niej znajduje się egipska figurka symbolizująca Bastet. Wygrali. Zwyciężyli.
– Jaki ja jestem szczęśliwy, że mogę was znowu zobaczyć – uradował się Kotałkę ściskając po kolei wszystkie swoje przyjaciółki.
– My też się cieszymy – uśmiechnęła się Adria ściskając go chyba najbardziej ze wszystkich.
– Bastet pokonana – rzekła Tsume z wielkim uśmiechem na twarzy.
Nastał dzień. W Axis Powers Ponownie nastał spokój. Śniadanko odbyło się w wesołej atmosferze. Usagi stała się prawdziwą bohaterką. Może przez przypadek, ale wszyscy byli jej bardzo wdzięczni. Jabłko, które wpadło do kotła, miało na sobie jej ślinę, ślinę shinigami, która ma właściwości magiczne, które niszczą każde zaklęcie, każdy czar i zmieniają jego właściwości lub odwracają działanie. Tym razem nie tylko odwróciło działanie, ale także zmieniło całkowicie czar.
– Szkoda, że musicie już lecieć – powiedziała Usagi, kiedy wraz z Tsume, NecoMi i Feliksem stali z Gniewnymi przed budynkiem Axis Powers Academy.
– Cóż, opuściliśmy bite dwa tygodnie w szkole magii i czarodziejstwa, musimy nadgonić zaległości – uśmiechnął się Geralt.
– Właśnie, zanim odlecimy – powiedział Kotałkę, trzymając w rękach wielką paczkę z kolorową kokardką. – Oto prezent urodzinowy, Panie Olo.
– Dziękuje – Tsume uśmiechnęła się.
– Trzymaj się siostra – Yani zrobiła ten swój gest, który sugerował to, że zaraz się rozpłacze, ale jednak tak się nie stało.
– Za dwa miesiące się spotkamy – zapewniła blondynka mając na myśli nadciągające wakacje.
– Odwiedźcie nas jeszcze kiedyś – krzyczeli, kiedy Gniewni powoli znikali za horyzontem.
NecoMi nagle odwróciła się i ruszyła w stronę pokoju. Stanęła przed lustrem i na komodzie, która stała przed nim, położyła figurkę Bastet. Zapaliła kadzidełko i ukłoniła się lekko ze złożonymi rękoma.
– Neco, wszystko w porządku? – zapytała Tsume widząc co je przyjaciółka robi.
– Tak, w jak najlepszym – odpowiedziała dziewczyna głosem tak spokojnym jak jeszcze nigdy.
– Ale…
– Bastet zawsze była częścią mnie i zawsze nią będzie – uśmiechnęła się. – To wszystko bardzo długa historia, ale ona szukała tego co ja. Zawsze się o mnie martwiła. Tak jak ty, czy Usagi. Może to trudne do zrozumienia, ale przywiązałam się do niej, a ona przywiązała się do mnie. Może nie jest do końca dobra, ale wiem, że mimo wszystko, nie wyrządziłaby mi krzywdy.
– Co ty gadasz, ona chciała przejąć nad tobą całkowitą kontrolę – wtrąciła Usagi, która była najwyraźniej podirytowana słowami przyjaciółki.
– Sądzę, że nie to miała na myśli. A nawet jeśli, to nie mogłabym się na nią gniewać, wybaczyłam – w jej głosie było słychać spokój równą tybetańskiemu mnichowi. – Ale, najważniejsze jest chyba to, że już wszystko wróciło do normy.
– Oj tak, tak – Feliks skinął głową z wielkim uśmiechem na twarzy.
– Tsume, Panie Olo, Papo Chrzestny – Neco zwróciła się tylko do Tsume. – Wszystkiego najlepszego w dniu urodzin.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz