- I w.ten właśnie sposób Polska zwyciężyła w bitwie pod Grunwaldem – tymi słowami Starożytna Grecja zakończyła kolejną lekcję historii w tym tygodniu.
Ja zawsze lubiłam historię, to był jeden z moich ulubionych przedmiotów, ale nie.lubiłam go z.naszą wychowawczynią, bo… była tak powolna jak jej syn Heracles. Nie żebym miała coś do Greków, ale na tych lekcjach można było zasnąć.
- Co mamy kolejne? – zapytała Tsume, kiedy w trójkę, znaczy ona, Usagi i ja szłyśmy szkolnym korytarzem. Tak zmienił nam się plan zajęć, czego ja osobiście nie lubiłam. Tak jak Tsume nie lubiła Francisa.
- Fizykę – odrzekła Usagi, która jako jedyna z naszej trojki ogarniała plan.
- Za co? – tak, fizyki również nie nawidziłam. Nie umiałam jej i raczej się nie nauczę, dla mnie to czarna.magia, nie przedmiot w szkole.
Właśnie… od kąt wróciliśmy z ferii zimowych w.Anglii ani razu nie zjawiłam się na zajęciach kółka magicznego. Tak.samo unikałam Arthura. Nie chciałam mieć z nim nic wspólnego. Nie było mi to potrzebne do szczęścia. Jedyną osobą, z którą chciałabym teraz porozmawiać był Taurys, ale Litwin obecnie znajdował się na Litwie w posiadłości swoich rodziców. Starożytny Egipt, wychowawca klas drugich, tłumaczył to tym, że Laurinaitis ma tam do załatwienia sprawy rodzinne i wróci jeszcze przed walentynkami. A od wydarzeń, które miały miejsce w autobusie podczas powrotu, nie miałam okazji.nawet zamienić z nim słowa. Tak, wiem, NecoMi i jej wieczne problemy.
- A na końcu spale pozostałości na stosie – z moich przemyśleń wyrwała mnie Tsume obwieszczająca światu, że podczas nadchodzących dni raz na zawsze pozbędzie się Bonnefoy’a raz na zawsze.
- Właściwie, to dlaczego ty go tak nie lubisz? – zapytała w pewnhm momencie Usagi wcinając jabłko.
Pan Olo zmierzył ją swoim srogim spojrzeniem, a ja tylko przyłączyłam.się do tego pytania, albowiem mnie też to interesowało.
- No właśnie, dlaczego?
- Bo ta franca ma moje wspomnienia! W zegarku! – niemal wykrzyknęła a widząc Francisa, spokojnie przemierzającego korytarz ruszyła w jego stronę zakasując rękawy.
Westchnęłam głośno i wsadziwszy ręce do kieszeni mundurka rusztyłam w stronę pokoi.
- NecoMi, zaczekaj! – Usagi zaraz mnie dogoniła. – Gdzie ty idziesz, mamy jeszcze fizyke i matematykę.
- Idę się przejść i przemyśleć kilka spraw, jeżeli chcesz możesz iść ze mną – stwierdziłam zapinając zamek kurtki w czerwoną szkocką kratę. – A jeżeli nie, to… wymyśl mi jakąś wymówkę z tych lekcji.
- Dobrze, coś wymyślę.
Rzuciłam jej jeszcze krótkie „dzięki” i zbiegłam po schodach wprost na.dwór.
Rzym o tej porze był pełny walentynek, walentynkowych dekoracji. Cóż w końcu wielkimi krokami zbliżał się dzień zakochanych. Dzień, którego ja nie świętowała. Nigdy, nie świętowałam. Nie miałam z kim. Zawsze byłam olewana, a jak dochodziło do tego, że miałam chłopaka, żaden ze mną długo nie wytrzymywał. Cóż się dziwić, jestem specyficzna na swój sposób. I potrzebuję równie specyficznej osoby. Ale nie chce też komuś robić niepotrzebnej nadziei. Jednakże Taurys jest osobą, która rozumiała mnie od samego początku mojego pobytu tutaj. Pomógł mi gdy się zgubiłam w pierwszy dzień zajęć. Był o mnie zazdrosny. Miał przezemnie wyrzuty sumienia,.które w końcu doprowadziły go do opuszczenia szkoły. Później wrócił, kiedy już pogodziłam się z myślą, że jego nie ma. Oboje próbowaliśmy być dla siebie przyjaciółmi. Nie wyszło. On przezemnie kaleczył się… tak, to napewno jest moja wina. Wyjechał po to aby odpocząć. Odpocząć odemnie.
- Nie powinnaś się tym zadręczać – Romano, który przez tem czas słuchał moich przemyśleń, poklepał mnie po ramieniu.
- Może to ja powinnam z tąd odejść, nie on – spojrzałam na Wlocha, który wziął wielki łyk soku pomidorowego.
Staraszy z braci Vargas, odstawił pustą szklankę na stolik włoskiej kawiarenki, gdzie siedzieliśmy i spojrzał na mnie swoimi oliwkowymi tęczówkami.
- Toris jest dość… specyficzną osobą. Lubi się uczyć, sprzątać, jest jedynakiem pochodzącym z bogatej rodziny. Mimo tego ma więcej uczuć niż… choćby Francis. Czasem jest zbyt emocjonalny, co kończy się tym, że sięga po coś co daje ujście nerwom – wyjaśnił.
- Samoksleczenie – dokończyłam.
- Wiesz dlaczego wtedy odszedł, i gdzie był? – pokręciłam przecząco głową. – Nerwy, spowodowane przez osoby, które obwiniały go za twój zły stan, zaprowadziły go ponownie za próg gabinetu psychiatry.
- To moja wina…
- Nie chcę abyś go wzięła za psychola czy coś w tym guście, on nie jest wcale chory, on tylko potrzebuje czasu i… kogoś na kim mógłby polegać.
- Rozumiem…. ale powiedz mi jedno, Romano.
- Si?
- Skąd ty tak dużo wiesz o Taurysie?
- Przez pierwszą klasę mieszkaliśmy razem w pokoju.
Do swojego pokoju wróciłam dopiero wieczorem, a właściwie to nocą, kiedy to już i Usagi i Tsume spały głębokim snem. Ja również cicho wsunęłam się pod kordłe i szybko zasnęłam.
- I dlatego nie wolno, powtarzam: NIE WOLNO wam kąpać się na basenie! – wrzasnął Germania opuszczając sale z basenem, która w chwili obecnej pełna była różnokolorowej piany. Sprawcami tam wyszukanego kawału było oczywiście nasze szkolne Bad Trio w składzie Gilbert, Antonio i Francis.
- Panie Germanio, możemy porozmawiać? – zaczepiłam go w drzwiach, a kiedy skinął głową udaliśmy się do jego gabinetu.
- Hymf… – zamyślił się dyrektor merdając łyżeczką w filiżance, kiedy zakończyłam swą opowieść. – Nie jestem zadowolony, rzecz jasna. Ale to jest wyłącznie twój wybór, nie mam prawa trzymać cię tu na siłę. Jednak ta szkoła zawsze będzie dla ciebie stała otworem, moja droga NecoMi.
- Dziękuje.
- Ale powiedz mi tylko…
- Tak?
- Jak wyjaśnisz to swoim przyjaciołom?
Nie wiem jak. Wiem, że nie mogę im o tym powiedzieć dopóki nie będę spakowana i nie będę już wyjeżdżać. Już widzę to rozczarowanie w oczach Usagi. Ten smutek na twarzy Tsume. Ale cóż miałabym zrobić? Nie chcę aby ktoś jeszcze przezemnie cierpiał. Wrócę tam gdzie moje miejsce. Do szarej rzeczywistości. Zwykłej szkoły. Ale za.nim to…
- Francis – wpadłam do pokoju Francuza jak huragan z miną godną samego Pana Olo, co wywołało na twarzy blondyna przerażenie. – Zrób coś dla mnie…
Zerknęłam na zegar wiszący na naszej ścianie. Wybiła trzecia w nocy. Ponoć godzina demonów. Moja ulubiona nocna godzina. Za pomocą jednego machnięcia różdżką spakowałam wszystkie moje rzeczy. Chciałam korzystać z magii dopóki mogłam. Zmniejszyłam mój bagaż do rozmiaru kieszonkowego i schowałam go do kieszeni spodni. Spojrzałam jeszcze raz na moje przyjaciółki. Spały nie spodziewając się tego, że gdy nastanie dzień ja już zapewne będę w połowie drogi do domu. Dla każdej z nich miałam prezent pożegnalny. Dla Usagi magiczny kosz, w którym nigdy nie kończyły się jabłka. Dla Tsume… jej wspomnienia, zamknięte w zegarku Francisa.
Poszłam jeszcze.na.piętro do chłopaków. Wszyscy spali, jak przypuszczałam. Chciałam jeszcze.zobaczyć ich wszystkich przed.odjazdem. W końcu tyle przeżyliśmy.
Westchnęłam głęboko i powolutku zeszłam po schodach w kierunku wyjścia głównego szkoły gdzie stali już Dziadzio Rzym i Germania. Nawet jeśli spróbują nie zatrzymają mnie.
- Naprawdę pana polubiłam – uśmiechnęłam się do Germanii, który było widać nie jest zadowolony moim wyjazdem i…. zaraz? On płakał? Germania się poryczał!
- Do widzenia – stwierdziłam krótko i wyszłam ze szkoły kierując się wprost do taksówki stojącej przed szkołą.
- Zaczekaj! – zatrzymał mnie jeszcze Starożytny Rzym. – Jeżeli odłożysz wyjazd na południe, zdarzysz jeszcze.zobaczyć się z Laurinaitisem.
- Nie – odrzekłam krótko dając mu mojego białego tygryska. – Ale proszę mu go przekazać.
Czułam jak łzy napływają mi do oczu. Rozstania są trudne. Wybory, do których posówa nas los bolą. Ale czasami trzeba zrobić coś dla dobra ogółu.
- Proszę mnie zawieść na dworzec główny – powiedziałam do kierowcy a on tylko skinął głową.
Tsume ty zawsze będziesz dla mnie moim Ojcem Chrzestnym na wzór Dona Corleone. Usagi, zapamiętam, że shinigami jedzą tylko jabłka. Feliks, zapamiętam.jak podczas.ślubu mojego.wujostwa wycierałeś łzy w marynarke.mojego kuzyna. Gilbert, zawsze będziesz moim zagilbistym bratem. Lukas dzięki za ostrzeżenie względem dziwnych stworzeń przemierzających szkolne korytarze. Matthew zapamiętam.twój talent malarski. Alfred pozostaniesz w mojej pamięci bohaterem. Vash, twoje czekoladki zawsze będą pyszne. Romano dziękuje za rozmowę, za wysłuchanie. Francis… dzięki za pomoc w wielu sprawach. Nawet tobie, Arthurze, dziękuje za piękne chwile. I tobie Taurysie za to, że byłeś, dziękuje za ratunek wtedy w Lodlndynie. I Feliciano… omlet, którego kiedyś ci obiecałam.czeka na ciebie w lodówce. Wasza NecoMi.
- Co to ma być?! – zbulwersowała się Tsume kończąc mój list pożegnalny.
- Wyjechała…
Spora grupa prostego ludu patrzyła na nią szeroko otwartymi oczami.
- Musimy ją tu zciągnąć z powrotem – Gilbert wstał od stolika a żółty kur,który siedział mu we włosach pisnął potakująco.
- Czuję się za to odpowiedzialny – obok Pana Olo pojawił się Toris. – Ja ją tu zprowadzę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz