Jasne promienie słońca wpadały przez okna rodzinnej willi Trancy. Angelo spinał właśnie błękitne zasłonki, podczas gdy młody blondynek siedział już na łóżku.
- Angelo – Aloise uśmiechnął się wscibsko do swojego Białego Kamerdynera.
- Tak? – zapytał anioł z nutą niepewności w głosie zerkając na swojego pana.
- Angelo, dzisiaj chcę się wybrać do posiadłości Phantomhive – wyjaśnił Aloise i oblizał się.
No tak szykował dla Ciela coś wielkiego. Przecież on, głowa rodziny Trancy nie da sobie jeździć po głowie. Czarny Kamerdyner tego plugawego chłopaka zabił demona, z którym on, wielki Aloise Trancy zawarł pakt.
- Tak jest, mój panie – ukłonił się jasnowłosy i zniknął w drzwiach.
W wielkiej sali domostwa rodziny Phantomhive rozbrzmiewała cicha muzyna grana na pianinie. Melodia, którą wydawał z siebie ten zacny instrument, potrafiła uśpić nawet samego diabła. Na krzesełku, przy pianinie siedziała Neco ze wzrokiem wbitym w białe klawisze. Obok niej leżał Pan Olo, uśpiony tą wspaniałą melodią.
- Kto tu…? – nagle tę spokojną chwilę przerwał Sebastian, który wszedł do sali i skłonił się lekko. – Panienko, to panienka gra? – zdziwił się lokaj.
- Sebastianie, wystraszyłeś mnie – Neco zamknęła klapę insteumentu i odwróciła się w stronę kamerdynera. – Mógłbyś chodzić trochę… głośniej…
- Yes, my Lady – z ust Sebastiana wydobył się dźwięk, który był nadzwyczaj nadzwyczajny, szczególnie, że tego zwrotu używał tylko względem Ciela.
- O co chodzi? – zapytała odchodząc od instrumentu.
Jenot, zwany Panem Olo podniusł się i przeciągnął, zatrzymując swoje czerwone świdrujące ślepka na Sebastianie. Demon odwzajemnił ten gest, co zwróciło uwagę dziewczyny.
- Sebastianie – odezwało się zwierzątko stając na dwuch tylnych łapkach, nie wzbudziło to żadnego zdziwienia czy zaskoczenia ze strony jego właścicielki.
Demon zmrużył swoje czerwone oczy i zwężył usta. Doskonale wiedział, że od początku coś tu było nie tak, że ta dwójka coś ukrywała i teraz już wiedział co.
- Panie Olo – powiedział czarnowłosy. – Co cię tutaj sprowadza?
Lecz w tej chwili do tego pomieszczenia wszedł Ciel a jenot wróciwszy do pozycji na cztery łapki umilkł i wskoczył dziewczynie na ramie.
- Sebastianie, ktoś przyjechał – oznajmił hrabia a chwilę później, kiedy Czarny Kamerdyner zniknął w drzwiach sali, Ciel pozostał w sali sam wraz z siostrą i jej futrzastym przyjacielem.
Rodzeństwo zmierzyło się spojrzeniami po czym usłyszeli muzykę pochodzącą z zamkniętego pianina. Mimo mrocznej aury, która teraz zapanowała, Ciel skinął lekko na Neco.
- Zatańczysz? – zapytał.
W tej chwili chłopak dziękował dniu, kiedy to jego lokaj nauczył go tańczyć walca. Tylko wspomnienie tego, dla kogo musiał nauczyć się tego tańca było… niezbyt przyjemne. Elizabeth… Westchnął cicho nie dając nic po sobie poznać. Ten taniec uspokajał go i w tym momencie był szczęśliwy… naprawdę szczęśliwy. Tylko Neco wydawała się być taka… nieobecna. Jakby coś trzymało ją przy ziemi ale i zarazen kazało… odejść.
- Brawo, brawo – w sali pojawił się Aloise wraz z Sebastianem, którego mina wskazywała na to, że coś jeszcze leży na rzeczy.
- Aloise – warknął Ciel.
- A kim jest ta młoda dama? – blondynek zwrócił uwagę na Neco, na której twarzy zagościł klasyczny pokerface i cofnęła się o krok.
Ewidentnie coś tutaj nie grało. Przecież ten zwyczajny, parszywy Aloise nigdy nie pojawiłby się w willi rodziny Phantomhive sam. A więc…
- Angelo!? – Ciel stanął jak wryty, ale chwilę później zachwiał się niepewnie.
Do sali wszedł nowy kamerdyner rodziny Trancy – dobrze mu znany Angelo, anioł w ludzkiej postaci. Choć anioł, nie różnił się wcale od demona. Zabijał w imię swego pana, którym z chwili obecnej był ten dzieciak.
- Ciel Phantomhive – uśmiechnął się białowłosy.
Nastała chwila ciszy. Sebastian stanął przy swoim panu. Aloise patrzył na młodego hrabię w sposób, który przyprawiał go o ciarki. Ciel doskonale wiedział jaki jest cel wizyty jego największego wroga – zemsta za śmierć Clouda, demona z którym Trancy miał kontakt. Do tego Angelo… przecież Sebastian go zniszczył.
- Chwila moment! – tą niemiłą ciszę przerwała Neco. – Co tu jest grane?
- Angelo wrócił, Undertaker miał rację – pomyślał Sebastian wracając myślami do dnia, kiedy podczas obiadu legendarny Shinigami poprosił go na stronę.
- Grell, a co ty tu jeszcze robisz? – mruknęła Usagi krzyżując ręce na piersi kiedy nakryła czerwonego Shinigami na tym jak siedział w schowku na nieokreślone przedmioty.
Posiadacz pary ostrych (ta… były tak tępe, że ledwo co cięły papier) nożyczek rozejrzał się nerwowo po czym pochwycił za jakiś długi przedmiot.
- Chcę pomóc w sprzątaniu – oznajmił salutując.
- Idź się bujać – stwierdziła brunetka zatrzaskując drzwi składzika, przytrzaskując mu palce.
- USAGI! – nagle do zakładu pogrzebowego, jak oparzony wpadł Undertaker z jakąś kartką w dłoni. – Angelo wrócił to pewne!
- Ten anioł? Jest niegroźny – dziewczyna sięgnęła po jedno z jabłek.
- Nie chodzi o to! Jeżeli spotka się demon, anioł i ON… nastąpi apokalipsa! – grabarz wyglądał na nerwowego.
- A ta kartka…
- A to… to jest przepis na bigos.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz