W Pokoju Życzeń panowało całkowite skupienie, jeśli mogę to tak określić. Oczy wszystkich spoczywały na małym pakunku, który niegdyś Tsume miała pilnować w zamku Czocha, a jakimś dziwnym i tajemniczym sposobem wrócił on w posiadanie jej i reszty Gniewnych. Pan Olo trzymał ów mały pakunek i powoli uchylił wieczko, z którego nagle wystrzelił ogromny błękitny promień zmieniający się w patronusy. Jej oczka sprawnie powędrowały na świetlistym jenotem, który zniknął w jej różdżce.
– Jak to odzyskaliście? – zapytała w końcu, kiedy niebieska poświata opuściła to pomieszczenie.
Gniewni spojrzeli po sobie aby po inteligentnej wymianie spojrzeń wybrać lidera, który będzie przez nich przemawiał. Wybrali z pośród siebie ta osobę, która po odejściu Pana Olo zajęła miejsce też poważnej i przewodniczącej w szkole magii i czarodziejstwa jako prefekt. Szczupła blondynka wysunęła się na przód i podpierając się pod boki rzekła:
– Panie Olo, tej istocie, która wtedy cię zaatakowała nie chodziło o ten przedmiot ale o to, że…
Yani nagle zamilkła, a Tsume pierwszy raz w życiu poczuła, że nie może wyczytać w myślach siostry tego co chciała przekazać. To naprawdę było niepokojące. Coś musiało być nie tak. Coś zakłócało tą siłę.
– Słucham. Powiedz – Pan Olo spojrzał na siostrę z wielkim znakiem zapytania na twarzy.
– Ja… nie mogę… – dziewczyna z poważnej i pewnej siebie w mgnieniu oka zmieniła się nie do poznania, tak jakby ktoś odebrał jej nagle całą pewność siebie.
– Yani…
– Koniec tych ceregieli – odezwała się Adria, która najwidoczniej nie mogła już tego znieść, więc przejęła pałeczkę dotychczasowej szefowej. – Tej istocie nie chodziło o nasze patronusy… nie została wysłana przez Zwiadowców, ale…
– Jej chodziło o ciebie! – wyrwał się Kotałke, który był najwyraźniej podirytowany zaistniałą sytuacją.
– O mnie?! – Pan Olo zerwał się z fotela jak oparzony. – Jak to O MNIE?!
Dzień zapowiadał się deszczowy. Ciemne chmury zasłaniały słońce i błękitne niebo. W szkole dało się wyczuć tą chłodna atmosferę, która panowała od kilku długich dni. Nawet jeśli nie było się osobą wyczuloną na jakieś parapsychiczne rzeczy, mogła bez problemu wyczuć, że dzieje się coś nadprzyrodzonego. Nie tylko z powodu tego, że do ich szkoły przybyła grupka czarodziejów.
Tsume spała jak zabita w swoim cieplutkim łóżku. Całą noc przesiedziała wraz z resztą Gniewnych w Pokoju Życzeń debatując intensywnie nad wszystkim co się działo przez ostatni rok. Usagi dla odmiany siedziała nadzwyczaj spokojnie przy biurku i marnowała kartki malując wszystko co popadnie. Tego ranka miała nadzwyczaj wielką wenę i nie chciała jej stracić. Jednak jednej lokatorki brakowało. A była nią oczywiście NecoMi. Z resztą ona bardzo często ostatnio znikała, nie można było z nią normalnie porozmawiać, osoby znajdujące się w jej obecności czuły niepokój. Szczególnie na to była wyczulona Tsume, nie wiedzieć dokładnie dlaczego. Był to jeden z powodów wezwania Gniewnych do Axis Powers Academy.
– Trum trum trum – Usagi bujała się na krześle, wydając z siebie ciche bliżej nieokreślone dźwięki, na które Pan Olo był już odporny więc nie było szans aby został przez to zbudzony.
W pewnej chwili drzwi nagle otworzyły się z wielkim impetem, aby w kolejnym momencie do środka weszła niska, blond włosa dziewczyna w czarnej szacie i wysokich glanach na nogach. Tsume zbudziła się i podniosła wzrok, to samo uczyniła Usagi odrywając się od swojego rysunkowego zajęcia. NecoMi wyglądała na bardzo wykończoną, ledwo trzymała się na nogach. Jej zielone oczy, które dotychczas lśniły złowrogim blaskiem zgasły, były podkrążone. Policzki zazwyczaj rumiane przybrały kolor czystej porcelany. Wyglądała niczym żywy trup. Zachwiała nagle i zapewne runęła by na ziemię jak długa z głośnym „ŁUP!” gdyby nie jakaś dziwna siła, która podsunęła przed nią jej wielką poduchę z białym tygryskiem, na która powoli opadła. Zasnęła?
– Brrr – Pan Olo wstrząchnął się czując jak chłodne dreszcze przeszły przez jego ciało.
Usagi szybko zamrugała oczkami widząc jak Neco, niczym prawdziwy kot zwija się w kłębek na swojej wielkiej poduszeczce i śpi pomrukując cicho. Ich przyjaciółka rzeczywiście zachowywała się jak kot.
– Nie wiem kim jesteś i co zrobiłaś naszej Neco, ale wiedz, że przegonię cię tam skądś przyszła. To kroćset! – Tsume zaklęła pod nosem patrząc na to wszystko z góry. Chwilę później odwróciła się do Usagi. – Chodź, kiedy się obudzi, może być naprawdę zła. Wolę nie wchodzić jej w drogę, kiedy wiem, ze to nie jest ta sama osoba, którą znałyśmy tak długo.
Brunetka bez żadnego słowa odeszła od biurka pozostawiając na pastwę losu swoje wszystkie rysunki i nowe pisaki. Ruszyła w stronę drzwi i wraz z Panem Olo opuściła pokój. Na ramie blondynki wskoczyło małe futrzaste stworzonko Volti a zaraz za nim ukazał się Pikachu, należący do jednego z Gniewnych.
– Pika Pika – pokemon pociągnął tolkienowską dziewuszkę za nogawkę czarnych spodni, a jego wyraz… pyszczka wskazywał na niezadowolenie.
– Co się stało, Pikachu? – zapytała Tsume kucając, ale tak jak szybko kucnęła, równie szybko musiała powstać, gdyż usłyszała przeraźliwe wołania Sandry.
– Panie Olo, Panie Olo!
– O co chodzi? – zapytała spokojnie, czując jak Usagi chowa się za jej plecami wraz z żółtym pokemonem, który wskoczył jej na głowę.
– To… to Kooby… – Sandra była zmęczona biegiem, oddychała niespokojnie. – Kooby… pojedynek… on… Neco… wypadek…
Tsume nie musiała jakoś nadzwyczaj wysilać szarych komórek aby dowiedzieć się o co chodziło jej przyjaciółce. Jednym sprawny ruchem, ciągnąc za sobą Usagi ruszyła za Sandrą, która doprowadziła je dokładnie w to samo miejsce gdzie jakiś czas temu Francis i Vassilica odkryli co w nocy robi NecoMi. Ich oczom ukazali się Gniewni a także…
– Kooby! – Tsume widząc przyjaciela pozbawionego przytomności, leżącego w kałuży czegoś… czerwonego, stanęła jak wryta. To samo zaraz po niej uczyniła Usagi wypuszczając Pikachu z rąk.
– Mamy do czynienia z czymś bardziej potężniejszym niż sądziliśmy – powiedziała Adria używszy swoją różdżkę, posadziła Kotałkę pod drzewem.
– A jemu… nic nie będzie? – zapytała niepewnie Shinigami zerkając na nieprzytomnego blondyna.
– Wyliże się z tego, w końcu to kot, ma 9 żyć – Yani z krzyżowała ręce na piersi. – Został tylko silnie skonfudowany i do tego trafiony zaklęciem wywodzącym się z Egiptu, nie znamy jego działania. Ale nie jest to nic śmiertelnego.
– Z Egiptu powiadasz – Tsume zamyśliła się na moment rozglądając się po polanie. – Pamiętacie jak brzmiało to zaklęcie?
– Bastet imong reina – odrzekła Adria.
Panu Olo zahuczało w głowie, zakręciło mu się i zapewne gdyby Yani i Geralt nie złapali jej za ramiona upadła by nieprzytomna na trawę. Coś tutaj było nie tak. I to już czuł każdy z obecnych. Każdy… dosłownie każdy…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz