Muzyka

niedziela, 1 grudnia 2013

Liceum im. Rzymu i Germanii - Wymiana Międzynarodowa

Minęło wiele dni od przyjazdu Transylwanii do liceum na Międzynaradowej. Ona sama objęła posadę szkolnej pielęgniarki (cóż, pewnie ze względu na to, że jest krwiopijnym wampirem). Ameryka nie odstępował na krok od kropidła – w końcu nie wiadomo kiedy będzie potrzeba go użyć, a przecież Lilith może przemierzać korytarze budynku podczas lekcji.
Lekcja wychowawcza IIb miała odbyć się tak jak każda inna. Feliks energicznie tłumaczył uczniom czego nie należy robić kiedy spotka się smoka Wawelskiego…
– No i totalnie, nie wolno dawać mu owcy totalnie naładowanej siarką, totalnie…
– Psorze Feliks… – odezwała się Ania, która od jakiegoś czasu miała wrażenie, że nauczyciel chciałby omówić z nimi całkiem inny temat.
Rzeczywiście Polska uniósł brwi i wyciągnął z pod biurka jakiś różowy segregator w kucyki hasające w krainie tęczy.
– Chciałbym wam przedstawić najnowszy program nauczania. – zaczął poważnie Rzeczpospolita. – Do naszego liceum w bardzo bliskim czasie przyjedzie między światowa wymiana uczniów. Przybędą do nas Anglicy, Polacy, Rosjanie, Francuzi, Włosi i… Niemcy. A przynajmniej po jednej osobie z danego kraju. – Feliks rozdawał wszystkim po kolei broszurki dotyczące wymiany uczniów. – Mam nadzieję, że nie będę musiał się za was wstydzić i przyjmiecie naszych gości Polską gościnnością…
– Czyli chlebem i wódką? – wyrwał się Stachu.
– Wódkę zostaw psorowi Iwanowi, Staszku. – stwierdził Feliks. – My powitamy ich przepysznymi paluszkami i oranżadą w proszku.
Wbrew wszystkiemu przy ostatnich słowach Polski nikt nawet nie zachichotał, biorąc wszystko na poważnie.
Wtem ktoś zapukał do drzwi, które niebezpiecznie zatrzeszczały w zawiasach (ale nie wypadły!) i do środka zajrzał Ameryka uzbrojony w czosnek i BigMc’a.
– Felciu, to lista uczniów, którzy przyjadą. – Alfred wręczył Polsce listę po czym… wyskoczył przez okno i użył triku Spider-mana żeby wlecieć do gabinetu dyrektora również przez okno.
– To już wszystko totalnie jasne. – stwierdził po chwili Łukasiewicz studiując listę uczniów z międzynarodowej wymiany. – Przyjedzie totalnie piątka uczniów… Tylko coś tu dziwnie jest napisane… pół Polak pół Niemiec? O co totalnie chodzi?
– Psorze Feliks, to chyba oznacza, że ten uczeń pochodzi z polsko-niemieckiej rodziny. – wyjaśnił Sebek, ale Polska zgromił go zielonym spojrzeniem, dając mu do zrozumienia, że lepiej nie wspominać przy nim o dwujęzycznych rodzinach, tym bardziej jeżeli będzie to rodzina polsko-niemiecka.
– Tak jak już totalnie wcześniej mówiłem, goście z wymiany zostaną u nas dość długo…
– To znaczy ile, psorze Feliks?
– Dyrektor wspominał mi coś o maturze teraźniejszych, pierwszych klas. – odparł Polska.
Przez najbliższy miesiąc przy liceum im. Rzymu i Germanii panowały pracę budowlane. Robiono mały hotelik gdzie mieli zamieszkać uczniowie z wymiany na czas… wymiany. Rozplanowano ten budynek na pięć pokoi ze wspólną łazienką i kuchnią, a także z pokojem gdzie będzie można rozgrywać najostrzejsze partie tenisa stołowego na świecie. Państwa ogłosiły także nabór wśród uczniów, na budowę – no bo po co mają zatrudniać specjalistów skoro można do tego wykorzystać uczniów liceum i to praktycznie darmo? Praktycznie darmo, bo uczniowie zażądali w zamian podwyższenia im ocen z zachowania nagannego na wzorowe.
Żeby na budowie było wesoło ktoś zapuścił z fona marsz pogrzebowy (Gilbert wtedy spojrzał na Felka, a na jego pruskiej gębie pojawił się szyderczy uśmieszek), a później Rosja przejął kontrolę nad muzyką i włączył największy hit z EskiTv „Wódka” w wykonaniu Mrocznych Braci Grom.
– Trzeba ochrzcić ten ośrodek. – stwierdził Toris kiedy budynek stał już gotowy do użytku.
Wody święconej w szkole było pod dostatkiem, bo od kont Transylwania przyjechała na Międzynarodową, Ameryka zakupił jej tyle, że starczyłoby jej dla wszystkich kościołów w kraju co najmniej na kilka stuleci. Alfred dał Torisowi jedno ze swoich przenośnych kropideł, a Litwa jak to na Litwę przystało pochlapał wodą budynek ze słowami:
– W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego ja ciebie chrzczę imieniem… hmm.. – zamyślił się Toris. – Macie jakieś pomysły?
– Jana Pawła II! – pierwszy z pomysłem wyrwał się Polska.
– Benedykta XVI! – wtórował mu Gilbert, i obaj panowie z piorunowali się spojrzeniami.
– W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego ja ciebie chrzczę imieniem Franciszek I. – stwierdził Toris i dokończył święcić budynek, po czym Alfred odzyskał swoje przenośne kropidło.
Kolejne dni upłynęły pod znakiem zapytania. Nikt nie wiedział za bardzo jak ma się zachować, kiedy ich goście nareszcie przyjadą. Nawet nauczyciele mieli pewne wątpliwości.
– Jadą! – wrzeszczał Romano biegając w kółko po podwórku, kiedy na posesję liceum wjeżdżał autobus z wielką reklamą Netto z jednej strony.
Grono pedagogiczne tym razem naprawdę się postarało, a komitet powitalny złożony i z nauczycieli i z uczniów liceum prezentował się o wiele lepiej niż na przyjęciu Bathory. Między innymi Ameryka wyglądał na żywego, a nie na konającego ze strachu pod szkolnym sztandarem.
Autobus zatrzymał się i wysiadło z niego czterech ot zwykłych nastolatków. Każdy z ogromną torbą podróżną z herbem… Hogwartu? A nie przepraszam, źle widzę, to były herby państwowe… chyba…
– A nie miało być was pięciu? – zdziwił się Ameryka.
– Niet. – odpowiedział wysoki chłopak z czapką uszatką na łebku, którego słowa zajeżdżały porządnym moskiewskim akcentem i wskazał na czarnowłosą dziewuszkę, która wyciągała z autobusu swoją torbę podróżną. – Nasza towarzyszka pochodzi z dwubiegunowej rodziny. Kol~.
– Towarzyszu! – z tłumu wyskoczył Iwan z flachą w ręku a na jego twarzy malował się ogromny uśmiech. Objął ramieniem chłopca imieniem Sasza. – Kol! Kol! Kol! Towarzyszu, Ty musisz być w mojej klasie! Będziemy razem chlać. Kol!
– Towarzyszu, ale ja nie wypije tego. – zaprzeczył Sasza wskazując na „Finlandię”, ale widząc dość niewyraźną minę Rosji uśmiechnął się po iwanowemu i wyciągnął czystą rosyjską wódkę z torby. – Ja piję tylko to. Kol.
– Witamy w liceum im. Imperium Rzymu i Germanii. – Alfred nagle obudził się i powitał gości jak przystało na dyrektora.
– Naszego amico już poznaliście. – zaczął brązowo włosy chłopiec i skinął głową w stronę Saszy, który zaczął już chlać z Iwanem. – Mio nome Ciiiiroooo…
Feliciano i Romano naskoczyli na młodego Włocha niemalże jak Rosja na Saszę i zajęli się nim (nie ma tu podtekstów, chodzi o to, że zabrali go na zwiedzanie liceum).
– I’m Claire. – odezwała się złotowłosa dziewczyna od której jechało McDonaldem.
Ameryka chyba się zakochał. Jego oczy przyjęły kształt serduszek. A wyraz twarzy państwa mówił: „Zostań moją panią Ameryką”. Jednakże Anglia zagarnął dziewczynę, kiedy Alfred się nią zachwycał, i przedstawił jej swoich podopiecznych.
Teraz przyszła kolej na tę ostatnią uczennicę z wymiany. Ale kiedy wszystkie państwa spojrzały na nią zastygły w bezruchu. Oczy i uśmiech miała idealnie Gilbertowe. Rysy twarzy i włosy (prócz koloru – choć było widać jasne odrosty) przypominały tak Łukasiewiczowe…
– Jestem Annelise…
– Michel?* – wyrwało się Ludwigowi.
– Nein, nie. – zaprzeczyła a w jej akcencie było czuć, że próbuje wybrać język dominujący. – Wiśniewska.**
Jeszcze tego samego wieczora odbyła się państwowa konferencja. Wszyscy siedzieli rozluźnieni i nie mieli za bardzo ochoty słuchać kolejnego kazania w wykonaniu Alfreda, i tak nasłuchali się dużo w ostatnią niedzielę podczas kazania księdza Natanka.
– Arthurze, ty przyjmiesz do swojej klasy Ciro Carbolletti i Claire Angelic… – F. Jones rozmarzył się na chwilę i wyobraził sobie dziewczynę jedzącą jego autorskiego hamburgera w pobliskim McDonaldzie, ale zaraz wrócił do rzeczywistości i ciągną dalej. – Iwanie, Sasza Putin będzie się czuł najlepiej w twoim towarzystwie, więc niech zostanie pod twoją wychowawczą opieką w IIa. Annelise zajmie się Feliks…
– A dlaczego nie ja?! Przecież ona ma w sobie też niemiecką krew. – zbulwersował się Gilbert.
– Ale ty totalnie nie jesteś wychowawcą. – stwierdził Polska. – Zresztą się totalnie nie dziwię…
– Chcesz się bić? – Gilbert zagroził Łukasiewiczowi pięścią.
– No, totalnie chcę. – fuknął Feliks.
– Uspokójcie się, towarzysze! – bąknął uchlany Rosja, który próbował spać pod stołami w sali. – Łeb mnie najewania… Kol! Kol! Kol!
– To trzeba było tyle nie żłopać. – stwierdził Toris, szkolny pedagog, ale Rosja już mu nie odpowiedział.
– Toris będzie musiał przeprowadzić indywidualne rozmowy z każdym z naszych gości… – Ameryka ciągnął swoją przemowę. – A T-transylwania zajmie się bilansem… znaczy przepada ich krew i takie tam…
– Po co krew, Alfred-san? – nareszcie odezwał się Kiku, który ostatnie kilka fficków siedział całkowicie cicho. – Przecież nawet nasi uczniowie nie mieli takich dziwactw robionych…
– Oj, Kiku, Kiku. – Ameryka pokręcił głową. – Oni zostali wysłani przez szkoły podobne do naszych. Chcę wiedzieć na czym stoję. A co jeżeli któryś z nich jest terminatorem, kosmitą?
– Albo orkiem… – wtrącił Anglia.
– Po za tym zarządzam, że każdy z nauczycieli również musi oddać krew do zbadania. – Ameryka zakończył Posiedzenie Rządu.
Oczywiście Alfred jak to Alfred nie przemyślał tego, bo oddanie przez niego krwi do zbadanie wiązało się z tym, że musi zbliżyć się do Lilith. Jednakże z wielkimi oporami udało mu się tego dokonać i wyjść żywo z sytuacji.
– Tak, bo ja jestem hero!
Tak jak zostało umówione, Toris co lekcję prosił do swojego gabinetu uczniów z między narodowej wymiany. Na pierwszy ogień poszedł rusek. Sasza usiadł w fotelu na przeciw Litwy, a Licia dopiero teraz zorientował się, że Putinowi brakuje dwóch zębów a jedno oko ma szklane.
– Yyy… mam nadzieję, że to nie psor Iwan Cię tak urządził. – zaczął niepewnie Litwa.
– Niet. – odrzekł Sasza roznosząc wokół siebie zapach czystej rosyjskiej wódki. – To moi towarzysze z Moskwy.
Kolejnym gościem w gabinecie szkolnego pedagoga był energiczny, niski Włoch z południowej Italii. Ciro w dość eleganckim stylu dosiadł fotel na przeciw państwa i uśmiechnął się szeroko.
– Uf… on przynajmniej nie ma ubytków w uzębieniu. – pomyślał Toris.
Następnie do gabinetu miała przybyć Claire Angelic. Blondynka usiadła sobie na foteliku i czekała aż nauczyciel coś powie.
– A więc co powiesz o sobie? – wydukał Toris wszystko notując.
– Hmm… Jestem Amerykankom z bardzo dobrego domu. – powiedziała (wszystko co mówi Claire, czytaj tak jakbyś był/a Brytyjczykiem/Brytyjkom).
Ostatnia miała przyjść Annelise. Ona również została zaproszona na fotel na przeciw Litwy. Toris przyjrzał jej się chwilę. Stwierdził, że rzeczywiście po części przypomina Prusy a po części Polskę, co przecież było dziwne bo Sasza na przykład nie przypominał wcale Iwana z wyglądu, Ciro nie przypominał braci Włochów, a Claire nie miała prawie nic wspólnego z Alfredem… bardziej z Anglią. Za to sposób w jaki patrzyła Annelise na Litwę przyprawiał go o uczucie wzroku Polski na sobie, choć Wiśniewska oczy miała bardziej Gilbertowe.
– Nicht mus psor, owijać w bawełnę. – odezwała się nadal próbując wybrać język dominujący. – Ja wiem, że psor viel Jahre alt… wszyscy psorowie są bardzo starzy…
Toris wytrzeszczył oczy ze zdumienia. Co prawda uczniowie liceum wiedzieli o nich to i owo, ale raczej nie byli do końca poinformowani jak to z nimi do końca jest – że są prawdziwymi państwami, które żyją trochę już lat. A ta cała Annelise od tak sobie przyjeżdża i mówi takie rzeczy na samym wstępie.
Tydzień minął jak z bicza strzelił a Transylwania nareszcie otrzymała wyniki badań, które zlecił jej zrobić Ameryka. Postanowiła jednak najpierw sama się z nimi zapoznać, zanim wręczy je dyrektorowi.
Kiedy siedziała wieczorem w szkolnym laboratorium popijając jakąś czerwoną ciecz (krew?) z kieliszka, czytała spory plik dokumentów będącymi wynikami. Nagle zerwała się z krzesła i ruszyła pędem na piętro.
– Wiesz Feliks, ale to było na prawdę dziwne. – Toris spowiadał się Polsce z wizyty jego nowej podopiecznej.
– Licia, totalnie przesadzasz. – stwierdził Łukasiewicz, ale zamyślił się na chwilę. – Ale rzeczywiście, totalnie tak jakbym już kiedyś gdzieś widział tę twarz. Choć to totalnie może przez to, że oczy ma totalnie podobne do Gilberta…
– Coś w tym jest. – odezwał się Francis, który już od jakiegoś czasu opierał się o futrynę drzwi do klasy od polskiego. – Mi też się zdaję, że widziałem gdzieś tę twarz. Ale kiedy to mogło być? Hm… Za czasów wielkiego Napoleona?…
– Widzisz Polsko? To podejrzane.
– Może masz totalnie rację…
Wtem do sali niczym Formuła 1 wpadł Feliciano:
– Alfred zwołuje wszystkich na zebranie. Dogaduje się z Transylwanią, więc możemy liczyć na koniec świata! Majowie się nie pomylili… A nie, sorry jednak się pomylili, bo już minął 21 grudnia… Cóż, trzeba mieć nadzieję. Chodźcie!
Polska, Litwa i Francja wybiegli z klasy i chwilę później siedzieli w sali konferencyjnej z szeroko otwartymi oczami, widząc Transylwanię siedzącą obok dyrektora (jednak po dłuższej chili patrzenia, dostrzegli, że na stole jest linia ze soli i woda święcona, mająca za zadanie odstraszyć nieumarłych). Alfred wyglądał bardzo poważnie, więc gwar jaki panował w sali ucichł.
– Tak jak prosiłem zostały wykonane testy krwi, żeby sprawdzić czy nasi goście to nie kosmici. – zaczął Ameryka wskazując wskaźnikiem na białej tablicy, gdzie zostały wyświetlone wyniki. Oczywiście nikt ich nie rozumiał prócz Transylwanii, ona najlepiej się na tym zna, więc Ameryka kazał jej zabrać głos.
– Żaden z naszych gości nie jest kosmitą. – Bathory zabrała głos, a kiedy zobaczyła, że Arthur chce coś wtrącić, dodała. – Nie orkiem też nikt nie jest. Choć co do Saszy to jest wiele do mówienia. W końcu to Putin. – Rosja posłał kuzyneczce iwanowe spojrzenie, ale ta zignorowała to. – Chodzi o to, że my, państwa mamy specyficzny dodatek w kodzie genetycznym. Taki dodatkowy plus przez co nie starzejemy się i mamy niesamowite powiązanie z naszą ojczyzną…
– Czyli? – odezwał się Tosiek.
– Taki sam dodatek znaleziono w kodzie genetycznym Annelise. – Transylwania skrzyżowała ręce na piersi.
– Sugerujesz, że ona jest państwem? Tak jak my, Lilith-san? – wyrwał się Japonia.
– Teraz to ma jakiś sens. – stwierdził Toris i opowiedział przyjaciołom co się stało podczas jego rozmowy z Annelise.
– Zarządzam wezwanie jej w tym momencie na światka. – Ameryka stuknął młotkiem sędziowskim w stół.
Na pana Dudzika*** został wyznaczony Gracja, który miał nadzieję, że jeszcze trochę się po leni obmyślając nowe podatki w swoim kraju.
Znając niestety Heraclesa koło pedagogiczne musiało mieć anielską cierpliwość, bo zanim Grecja sprowadził dziewczynę do sali konferencyjnej, Ameryka zdążył trzy razy skoczyć do McDonalda a Anglia przeczytał „Harry’ego Pottera i Więźnia Azkabanu”.
– Psorowie… wzywali… – odezwała się nieśmiało Annelise czując, że coś wisi w powietrzu, i na pewno nie była to rosyjska wódka Iwana, którą otrzymał w prezencie od towarzysza Saszy.
– Tak i oczekujemy wyjaśnień. – Ameryka skinął głową, a Arthur spojrzał na niego dając Alfredowi do zrozumienia, że dziewczyna może nie wiedzieć o swojej dziwnej przypadłości.
– Myślałam, że trochę dłużej uda mi się to utrzymać w tajemnicy. – Annelise wzruszyła ramionami i przybrała dziwną taktykę – Wujku Francis, jak się miewa Napoleon?****
Francis wytrzeszczył oczy i zasłonił usta ręką. A ktoś usłyszał ciche „Merde~”. Reszta państw patrzyła na dziewczynę jak stróż w Boże Ciało.
– Naprawdę mnie nicht poznajecie? – uśmiechnęła się uśmiechem, którego używał zawsze Gilbert – Przecież to było zaledwie… 300 lat temu? No może 350.
Teraz oczy wszystkich (prócz Rosji, który nagle wyparował?) powędrowały w stronę Francji, który najwyraźniej zaczaił sytuację bo ucichł i uśmiechał się szeroko.
– Gilbert, Feliks jak możecie… – wydusił z siebie Francis.
Prusy i Polska spojrzeli po sobie i oni chyba również zaczaili sytuację bo uśmiechnęli się i spojrzeli w stronę Annelise.
– Trzcianka!
– Schönlanke!*****
Gilbert i Feliks z powrotem spojrzeli na siebie, ale tym razem z nienawiścią i zazdrością w oczach.
– Trzcianka!
– Nie, bo Schönlanke! – warknął prusak a Feliks przeszedł do rękoczynów.
Polska rzucił się na Prusaka i oboje po chwili zaczęli tarzać się po podłodze, gdzie nagle natknęli się na Rosję, który popijał w tajemnicy rosyjską wódkę. Na nieszczęście obu, przez przypadek przewrócili Iwanowi jego ambrozję, która wylała się na podłogę.
– TOWARZYSZE!!! – Iwan wystrzelił z pod stołu a na jego twarzy malowała się złość jakiej nie doznał od czasu podbicie Moskwy przez Feliksa. Pochwycił Prusy i Polskę za „szmaty” i już chciał wyrzucić ich przez okno, kiedy zobaczył Annelise i zrezygnował z rzucania Polską i Prusami:
– O cześć, towarzyszko. – uśmiechnął się. – Dostałaś nareszcie prawa miejskie?******
Teraz wszyscy spojrzeli na Iwana. Czyżby on o wszystkim wiedział? Na to wygląda.
– No co, towarzysze? – powiedział. – Myślałem, że to jest oczywiste.

*Annelise Michel – Niemka, która wg. naocznych świadków została opętana przez siedem demonów.
**Nie ma to żadnego powiązania z Michałem Wiśniewskim! Jest to po prostu nazwisko, które było w mojej rodzinie.
***Ameryka miał młotek sądowy i w ogóle mówił jak w sądzie. A w Annie Marii Wesołowskiej policjant, który woła świadków zwie się pan Dudzik.
**** Napoleon odwiedził to miasto, patrz po niżej, żeby zaczaić.
***** Trzcianka, za czasów przynależenia do ziem Niemieckich – Schönlanke. Miasto wielkopolskie. Jest moim rodzinnym miastem, dlatego też postać jest wzorowana na mnie i zamiast państwa jest hm… miastem… Francja jest jej „wujkiem” z powodu bazowania wojsk napoleońskich i jego samego w Trzciance. Jest „krzyżówką” Feliksa i Gilberta, dlatego, że była najpierw miastem prusko-niemieckim a teraz polskim – zachowała „urodę” obu państw. Po Ludwigu odziedziczyła tylko to, że lubi gdy wszystko jest na swoim miejscu… Ludwig o tym nie wie…
****** Trcianka rzeczywiście niedwano otrzymała prawa miejskie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz