Muzyka

niedziela, 1 grudnia 2013

Rozdział 4 - W takim razie, po co?

Brązowowłosa dziewczyna szła londyńskimi ulicami z wielkim uśmiechem na twarzy. W ręku trzymała wiklinowy koszyk pełen różnego rodzaju słodkości. Podskakiwała wesoło z nogi na noge nucąc pod nosem swoją ulubioną melodię. Mimo że, chmurzyło się lekko, tęczowooka nie zwracała uwagi na ten drobny szczegół. Choć pochodziła z Grecji, przyzwyczaiła się do takiej angielskiej pogody. W końcu mieszkała tutaj już od miesiąca.

- Klara nie będzie zadowolona – zachichotała wchodząc po schodach na drugie piętro w kamienicy.

Dom dzieliła ze znajomą z dzieciństwa, która wiele lat temu opuściła swój rodzinny kraj, aby wyjechać do wielkiego miasta robić karierę. Skończyło się na tym, że ów Klara wpadła w niemiłe towarzystwo i stała się panią lekkich obyczajów. Jednakże była też jedyną osobą, którą znała dziewczyna, dlatego też narazie zatrzymała się u niej.

- Klaro – z wielkim uśmiechem nacisnęła klamkę i weszła do środka. – Wró…

Koszyk wypadł jej z rąk i z hukiem uderzył o podłogę. Brunetka zasłoniła usta rękoma. Była w szoku. Na podłodze w kałuży krwi leżało zmasakrowane ciało jej koleżanki. Kończyny, głowa, tułów… wszystko… i te puste oczy, które patrzyły na tęczowooką.

- A kogo my tu mamy? – dziewczyna usłyszała za sobą tajemniczy głos.

Odwróciła się powoli, wiedząc, że jest to zapewnie morderca. Ujrzała przed sobą czerwonowłosego mężczyznę w okularach z piłą motorową w rękach. Obok niego stała Madam Red, znana lekarka z londyńskiej kliniki.

- Grell – rudowłosa skineła głową w stronę dziewczyny.

Brunetka poczuła straszliwy ból w klatce piersiowej, gdzie znalazła się piła Boga Śmierci. Upadła na podłogę.

Usagi nagle ocknęła się w zimnych ramionach Undertakera. Znów jej wsponiania dały o sobie znać. Jeszcze niedawno była zwykłym człowiekie… teraz Shinigami.

- Wszystko w pożądku? – zapytał grabarz.

- Tak – odrzekła spokojnie, wtulając się w czarną szatę legendarnego Shinigami.

W wielkiej sali, w willi rodziny Phantomhive wisiała napięta atmosfera. Właśnie podano kolację. Na jednym końcu dość długiego stołu siedział młody hrabia Ciel. Przy drugim końcu stołu siedziała dziewczyna, która jeszcze kilka minut wcześniej stała w progu drzwi tej posiadłości. Nikt ze służby nie odezwał się nawet słowem. Sebastian w milczeniu podał kolację i herbatę, po czym zniknął im z oczu.

Ciel wypił spokojnie herbatę do końca. Wolał nie odzywać się, dopóki to nie będzie konieczne. Szczerze powiedziawszy czuł się niezręcznie w tej sytuacji, która teraz miała miejsce.

Neco, bo tak właśnie nazywała się ów dziewczyna, również nie okasywała żadnych emocji. Można powiedzieć, że była nawet bardziej opanowana niż gospodaż. Obok niej, na podłodze, na czerwonym dywaniku spał jenot zwany Panem Olo, który wprowadzał młodego panicza w stan niepewności. Wogóle to jego świdrujące spojrzenie i niuchający nosek…

- A więc… – odezwał się Ciel splatając dlonie i opierając o nie brodę. – To prawda. Mój ojciec… – westchnął głęboko, nadal nie mógł uwierzyć w to co właśnie mówi. – Zdradził moją matkę. Jeszcze przed tym jak się urodziłem. Z tego nieczystego związku narodziłaś się ty – spojrzał wprost na dziewczynę.

- Nie jest to moja wina – odparła ciemnowłosa niezbyt zadowolona z takiego tonu swojego przyrodniego brata.

Ciel obdarzył ja srogim spojrzeniem i zapytał wscibsko:

- Mniemam, że ta przepaska na lewym oku to jakiś żart.

W tym momencie wyraz twarzy Neco zmienił się na bardzo poważny. Odsłonięte oko błysnęło a jenot zwrócił głowę w stronę swej pani.

- Wiedziałam, że o to zapytasz. To było oczywiste – stwierdziła. – Ale nie jest to żaden żart. Kiedy spłonęła wioska, w której mieszkałam wraz z matką i ojczymem, natknęłam się na coś czym zwali tamtejsi mieszkańcy, Szatańskim Psem.

Szatańskim psem? Młodego panicza przeszedł dziwny dreszcz. Czy on aby dobrze usłyszał? Szatański Pies? Ten sam, który znajduje się teraz w ich posiadłości?

- Ledwo uszłam z życiem tracąc lewe oko – dokończyła dziewczyna zachowując kamienną twarz, godną samego Ciela, który siedział na przeciw niej.

- Heh… jesteś odemnie starsza – hrabia nagle całkowicie zmienił temat. – Co oznacza, że według prawa ty dziedziczysz cały majątek rodziny Phantomhive. A przynajmniej tak tu zostało napisane – dodał wyciągając list, przez który ostatnie dni spędził w nerwach.

- Rzeczywiście – Neco skinęła głową krzyżując ręce na piersi. – Ale nie przyszłam tu po to, aby odbierać ci majątek, służbę…

- W w takim razie, po co?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz