Nikt nie chciałby być samotny. Nikt nie chciałby być sam. Choć niektórzy są samotnikami, i tak nie czują się dobrze. Zawsze czegoś będzie im brakować. W takim razie co z państwami? Oni są inni, wyjątkowi i jedyni w swoim rodzaju. Obciążeni wielkimi obowiązkami, odpowiedzialnością. Czasami musieli cierpieć. Musieli cierpieć za ojczyznę. Jednym z takich państw był Litwa.
Siedział w swoim pokoju na poddaszu, w willi Braginskiego. Niby było to więzienie, cela, ale jednak warunki niczego sobie. Zamiast pryczy dość wygodne łóżko. O jedzenie martwić się nie musiał. Ale wolałby jednak wrócić do domu, do Feliksa, ale jego dom zniknął z mapy, tak samo jak dom jego przyjaciela. Nie wiedział też gdzie przebywa Polska. Podejrzewał, że w niewoli u Prus.
Nagle ktoś otworzył drzwi. Litwa wzdrygnął się z myślą, że to znowu Ivan. Bał się go i starał unikać. Braginski krzywdził go na różne sposoby, myśląc, że okazuje przy tym odwzajemnioną miłość. Nie było tak. Toris nic do niego nie miał. Ale cóż miał zrobić innego? Nie miał jak uciec.
- Torisie, ah, tutaj się schowałeś. – Do pokoju Litwy wszedł Ivan, a w ręku miał kran, swój nieodłączny atrybut.
- P-p-przecież t-to mój p-pokój. – Ciało Torisa zadrżało, kiedy Ivan delikatnie przejechał dłonią po jego policzku. – Zawsze t-tu jestem…
- Masz gościa. – Rosja otworzył drzwi.
Litwa ujrzał za nimi niskiego blondyna o oczach w kolorze szmaragdu. Feliks wyglądał strasznie. Jedno oko miał podbite. Na twarzy zadrapania. A na sobie miał buty oficerki, poszarpane spodnie od munduru i białą koszulę, w której brakowało kilku guzików. Mimo to uśmiechał się.
- Liciu!
– Felciu!
Wpadli sobie w ramiona. Chcieli nacieszyć się sobą, bo wiadome było, że Łukasiewicz nie zagrzeje tutaj miejsca. Kiedy tkwili w uścisku, Toris ujrzał Rosję opuszczającego pokój. Miał na twarzy wymalowany smutek. Ivan od zawsze był sam. Nie miał przyjaciół. Ani ludzie, ani inne państwa za nim nie przepadały. Gdyby nie jego rząd, Braginski na pewno byłby inną osobą. Litwie było go żal, mimo tego, że skrzywdził go już wiele razy. Wybaczył, ale to nie zmieniło faktu, że chciał wrócić do domu.
- Co cię tak gnębi? – zapytał Feliks, widząc niewyraźną minę przyjaciela.
- Nic takiego – odparł Litwin.
Feliks i Toris wspólnie spędzili ten dzień rozmawiając, bawiąc się i radując wspólnymi chwilami. Niestety nadszedł wieczór i musieli się pożegnać.
- Do zobaczenia.
- Do zobaczenia – odrzekł Litwa.
Szedł teraz długim korytarzem na piętrze. Myślał o Ivanie. Współczuł mu. A kiedy zobaczył go przemierzającego korytarz, podszedł do niego.
- Tor… – Rosja chciał coś powiedzieć, kiedy nagle usta Torisa wpiły się w jego.
Litwa całował go czule i namiętnie. Ivan był zdezorientowany, jednakże oddał się chwili przyjemności. Czuł, jak zimne dłonie Torisa wsuwają mu się pod koszulę. Upuścił kran.
Litwin odsunął się na moment. W fioletowych oczach Braginskiego dostrzegł łzy. Ivan próbował je hamować, ale na marne. Litwin otarł je delikatnie dłonią i ponownie zatopił swe różowe usta w gorzkich ustach Rosji. Chciał, żeby Ivan poczuł się kochany, żeby poczuł, że nie jest skazany na samotność.
- Przepraszam – wyszeptał Ivan, kiedy odsunął się od Torisa.
Tak, Braginski przeprosił Litwę za wszystkie krzywdy. To jedno słowo „przepraszam” znaczyło bardzo wiele.
- Ciiii… – Toris położył Ivanowi palec na ustach. – Już nic nie mów…
Ivan teraz opierał się plecami o drzwi do pokoju Litwy, który teraz delikatnie muskał jego usta, szyję. W pewnym momencie ręka Torisa powędrowała w stronę klamki i nacisnęła ją. Oboje wpadli do pokoju. Rosja leżał na podłodze, Litwa był nad nim. Jego ręce powoli rozpinały koszulę Braginskiego.
- Przestań. – Ivan chwycił nadgarstki szatyna, kiedy ten zaczął zsuwać z niego koszulę.
- Dlaczego? – Litwin przejechał lodowatą dłonią po torsie Rosji, zbliżając przy tym swoje usta do jego.
- Bo nie chcesz tego – odrzekł Rosja. – Nie rób nic, co cię skrzywdzi.
Właśnie z tymi słowami Toris uświadomił sobie, co się dzieje. Stoczył się na podłogę obok Ivana i zwinął się w kłębek. Nie mógł uwierzyć, co przed chwilą robił. Ukrył twarz w dłoniach i rozpłakał się jak dziecko.
Braginski usiadł i zapiął guziki koszuli. Otarł twarz jej rękawem i spojrzał na Torisa.
- Licia… – powiedział, biorąc Litwina na ręce. – Jutro będziesz mógł opuścić mój dom. Feliks po ciebie przyjedzie.
Rosja położył Torisa w łóżku. Ten się trochę uspokoił, a Ivan otulił go kołdrą. Już miał odejść, gdy Litwa chwycił go za rękaw.
- Daj mi buzi na dobranoc – wyszeptał.
Nie czując żadnego oporu, wyszarpywania się Rosji pociągnął go mocniej. Na tyle, żeby ten spojrzał mu z zapłakane oczy. Toris widział w fioletowych tęczówkach Ivana coś niesamowitego – troskę. Litwa pocałował go namiętnie, ostatni raz zatonął w jego ustach, po czym wyszeptał mu do ucha:
- Pamiętaj, że nigdy nie będziesz sam.
Rosja wyszedł, a Toris został sam. Wtulił twarz w poduszkę i zasnął.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz