Muzyka

niedziela, 1 grudnia 2013

Axis Powers Academy - Nie jestem NecoMi cz. 1 (Księga Cieni)

Na wstępie chciałam powiedzieć, że założyłam nowego bloga na blogspocie – wreszcie doszłam jak – nie jest to nic z opowiadaniami a raczej „księga cieni”. To bardziej „magiczna strona mojej osobowości”. http://ksiegacieni.blogspot.com/

Na zegarze stojącym na pół piętrze akademiku wybiła godzina trzecia w nocy. Korytarze były pogrążone w ciszy. Jedyną rzecz, którą było słychać to tykanie ów starego zegara, który Germania sprowadził niedawno aż z Luksemburga. Była to nadzwyczaj spokojna noc. Nawet wszystkie stworzonka, należące do Arthura i Lukasa spały twardym snem, zasnute w najciemniejszych zakątkach Akademii Axis Powers, nie dając jakichkolwiek oznak życia. Wszyscy nauczyciele jak i uczniowie pogrążeni byli w głębokich objęciach Morfeusza.

Blask księżyca w pełni wpadał przez odsłonięte okno w pokoju Gold Bad Trio. Usagi przewracała się z boku na bok a na jej mordce widniał uśmiech. Tsume najwyraźniej biła się w myślach z Panem Olo. Cóż, były to dwie całkiem różne osobowości w jednym ciele. NecoMi jednak nagle usiadła na swoim łóżku. Podniosła głowę i gwałtownie otworzyła oczy, które zabłysły, niczym kocie. Jak w transie wygrzebała się z pościeli i podeszła do swojej szafki gdzie trzymała „magiczne rzeczy”. Otworzyła szufladę i wyciągnęła z niej swoją czarną różdżkę a także wiccański szklany kielich. Nastepnie znikła w dzwiach pokoju.

Słońce tego ranka przyćmiła mgła unosząca się przed budynkiem akademii. Zapowiadał się kolejny ponury dzionek we Włoszech. Tsume przeciągła się i ziewnęła, aby w kolejnej chwili zatrzymać zatrzymać swoje niebieskie oczka na pustym łóżku Neco. Nie był to codzienny widok, ale ubrania dziewczyny walały się po całym łóżku, gdzie pościel była niechlujnie porozrzucana. Coś ewidentnie było nie tak jak powinno.

– Usagi – powiedziała, ale nie uzyskawszy żadnej odpowiedzi wstała z łóżka i podeszła do łóżka piętrowego należącego do jej przyjaciółek. – Króliku! Wstawaj!

Usagi niczym prawdziwy uszaty podskoczyła i z wielkim „Łup!” wylądowała na podłodze. Brunetka wstała powoli, nastawiając z powrotem na swoje miejsce kości. Posłała Panu Olo srogie spojrzenie i otrzepała swoją koszulę nocną w jelonki.

– Jest przecież sobota – fuknęła i tupnęła nogą jak małe dziecko, któremu odebrało się coś cennego. – A ty mnie budzisz o tak barbarzyńskiej porze.

– Mam swoje powody – w niebieskich oczach Pana Olo błysnęło światełko niepokoju i skinęła głową w stronę łóżka, z którego wyższej części spadła.

Shinigami odwróciła się i z zaskoczenia chwyciła za pierwsze lepsze jabłko, które stało na biurku. Spojrzała z powrotem na Tsume. Dobrze pamiętały to jak NecoMi wróciła z tygodnia pobytu w Trzciance. Tak szybko jak się zmieniła, równocześnie tak szybko jej to przeszło i z powrotem stała się punkuwą z krótkimi blond włosami – zostały tylko te zagilbiste glany z klamrami. Ale to nie czas na jakieś wspominki. Sprawa była poważna.

– Myślisz, że ją porwali? – zapytała Usagi wciskając się w swoje zielone spodnie.

– Nie mam zielonego pojęcia, ale jak Francis maczał w tym swoje francuskie paluchy, to może być pewny, że się ich właśnie pozbył – warknęła Tsume zawiązując swoje umorusane glany.

– Może poszła już na śniadanie – zamyśliła się shinigami, ale patrząc na to rozbebeszone łóżko stwierdziła, ze to raczej nie możliwe bo co jak co, ale jeszcze nigdy się nie zdarzyło aby Neco nie złożyła rano łóżka przed śniadaniem.

– Z szafki zniknęła jej różdżka – odrzekła Tsume prostując się gwałtownie i w mgnieniu oka wiążąc sobie gorset z czarnym krukiem.

– Co więc sugerujesz, Tsume?

– Ne wiem, ale czuję, że coś się święci – zawiązała kokardkę z tyłu gorsetu.

Obie ruszyły ku drzwiom, kiedy nagle one otworzyły się i stanęła w nich NecoMi. Cała i zdrowa. Umazana była czymś na policzku a w prawej dłoni trzymała swoją czarną różdżkę. Oczy przysłonięte miała przydługawą grzywką. Na sobie miała swoją piżamę w białe tygryski, na którą miała niechlujnie zarzuconą czarną szatę niczym uczennica Hogwartu.

– N-NecoMi, jesteś cała – uśmiechnęła się Usagi i rzucając jabłko w bliżej nieokreślonym kierunku uwiesiła się na szyi przyjaciółki.

– Jestem cała – usta zielonookiej zwęziły się i przybrały wyraz uśmiechu. – Nie musiałyście się martwić.

Pana Olo przeszedł niemiły dreszcz. Czuła, że coś jest nie tak. I nie chodziło tylko o to, że Neco była umorusana czymś na policzku.

– Gdzie byłaś? – zapytała Tsume krzyżując ręce na piersi.

Dziewczyna jednak nie odpowiedziała i odklejając od siebie Usagi zaczęła grzebać w swojej szafie aby w ostateczności wynaleźć strój: niebieskie spodnie rurki i czarną koszulę z czachą demona.

– Nie czekajcie na mnie. Idźcie na śniadanie – powiedziała wydając z siebie cichy pomruk przypominający mruczenie kota.

Usagi i Tsume spojrzały po sobie, po czym bez słowa opuściły pokój. Równo o zamknięciem drzwi, do Pana Olo podbiegł mały futrzasty byt zwany także jenotem lub Voltim. Dziewczyna wzięła go na ręce i zastanawiając się głęboko nad ewidentnym problemem, który posiadali, zniknęła w głębi korytarza. Usagi uczyniła to samo, bardzo szybko doganiając tolkienowską przyjaciółkę.

NecoMi stała naprzeciw dużego lustra w pokoju jej i dziewczyn. Opierała się rękoma o szafkę, która stała przed nim. Podniosła głowę i spojrzała w swoje odbicie. W jej zielonych oczach malował się czysty obłęd. Nie były takie jak wcześniej. Przypominały oczy bestii.

– No moja droga – powiedziała do siebie, wycierając z policzka czerwoną maź. – Teraz jesteśmy we dwie.

Uśmiechnęła się wścibsko a usta odsłoniły biały kieł, niczym wampirzy. Coś tutaj było nie tak, a Tsume miała rację…

Lekcja literatury przebiegała jak zwykle. W miarę spokojnie, bez żadnych specjalnych wyskoków. Uczniowie klas pierwszych pisali właśnie prace pisemna na temat tego czym charakteryzuje się Szwecja (ku wielkiej uciesze Pana Olo), a Germania intensywnie szkicował coś w swoim notesie. Tsume skończywszy już swoją pracę utkwiła oczy w Neco, która siedziała niespokojnie w pierwszej ławce – cóż na taką pracę, dyrektor zawsze rozsadzał ludków, aby od siebie nie zciągali itd. Pan Olo nie dał się oszukać, przecież była prawie absolwentka szkoły magii i czarodziejstwa. Ewidentnie wyczuwała, że coś tu jest nie tak. I to na pewno tyczyło się jej współlokatorki.

– NecoMi, ale to pusta kartka – powiedział Dżermania, kiedy dzwonek na przerwę zadzwonił a jego ulubienica oddała mu pusta kartkę, podpisaną jedynie imieniem i nazwiskiem. – Przecież ty uwielbiasz pisać.

– Nie mam ochoty na takie prostackie zabawy, Germanio – odpowiedziała dziewczyna a cała klasa nagle ucichła. Jeszcze nikt nie odważył się zwrócić do dyrektora w tak nonszalancki sposób. A sam blondyn szybko zamrugał oczami ze zdumienia. – Nudzi mnie to. Fritz, znajdź jakieś ciekawsze tematy do pisania prac – nie odpowiedział. – Widzę, że nic tu po mnie. Żegnam – dodała na odchodnym i opuściła sale.

Wszyscy obecni w klasie równocześnie zwrócili wzrok ku Tsume, która była równie zszokowana co oni. Nigdy nie poznała NecoMi z tej strony. Teraz już na pewno wiedziała, że jest tutaj coś nie tak. Wstała z ławki i wraz ze swoim pupilem ruszyła za dziewczyną z nadzieją, że uda jej się dowiedzieć choć kilku rzeczy. Usagi jednak dla odmiany zniknęła gdzieś z Heraclesem.

– Hej, Neco, zaczekaj – Tsume zatrzymała na moment przyjaciółkę.

– Hm? – mruknęła ponuro przystając na moment.

– Co się z tobą dzieje? Jesteś jakaś dziwna, od samego rana. Co się wydarzyło dzisiejszej nocy?

– Nic takiego.

– Jesteś pewna?

– Tak, naturalnie.

– Mówisz jakoś dziwnie, tak jakbyś…

– Wybacz, Panie Olo, ale jestem zajęta, a ty tylko marnujesz mój czas.

– Że co takiego? – Tsume stała jak słup soli, nie wiedząc jak zareagować na to co właśnie usłyszała.

– Nie mam czasu na takie pogadanki, muszę zrobić coś naprawdę ważnego. Nie jest to twój interes, więc nie wnikaj – dziewczyna ruszyła w kierunku korytarza, który prowadził do części akademiku.

– NecoMi, zaczekaj – Tsume chciała ją jeszcze zatrzymać.

– Nie jestem NecoMi – odrzekła oschle i znikła jej z oczu.

Pan Olo stał jeszcze moment jak sparaliżowany. Jej ostatnie słowa. Ten głos. Już kiedyś go gdzieś słyszała, ale nie mogła sobie przypomnieć gdzie. Wiedziała jedynie, że to gdzieś w dalszych wspomnieniach. Wspomnieniach, które… zostały jej wymazane tamtego pamiętnego dnia z zamku Czocha. Może… jeśli je odzyska będzie wiedziała co się dzieje z NecoMi. Musiała skontaktować się z Yani i resztą Gniewnych.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz