- A PSIK! – Annelise kichnęła tak, że jej pokój prawie się zatrząsł.
– Wszystko sogood, kochana? – Cleire zajrzała do środka przez lipowe drzwi.
Trzcianka leżała na swoim łóżku przykryta kocem z Naruto. Wyglądała dość marnie, na tyle marnie, żeby nie pójść do szkoły… która znajdowała się praktycznie w tym samym budynku.
– Towarzyszko, potrzebujesz tylko jakiegoś dobrego trunku. – Sasza uśmiechnął się a w rękach trzymał wódkę i dwa kieliszki.
– Oł, noł! – zaprzeczyła Cleire wyganiając ruska z pokoju Annelise. – Psor Iwan wystarczy ci do chlania!
Trzcianecka Epidemia Zasmarkanego Nosa (w skrócie TEZN) wyglądała na tyle poważnie, że do pokoju Annelise przybieżeli pasterze… znaczy Feliks z paluszkami w każdym smaku, Gilbert wraz ze swą Dumą, a także Francis, którego zadaniem było (w razie potrzeby) interweniowanie, kiedy Feliks i Gilbert nie wytrzymaliby ze sobą w jednym pokoju. Cóż przecież Francja oficjalnie został uznany za… hmm… wujka Trzcianej Łąki*.
– Ty pruski pawianie! Zabieraj mi z tond te piwsko! – ryknął Łukasiewicz kiedy w wejściu stanął Prusy ze zgrzewką „Żubra”.
– Bo co mi zrobisz, cioto?! – warknął Gilbert.
Polska posłał mu tylko iwanowe spojrzenie, ale ten pozostał nie wzruszony i postawiwszy zgrzewkę piwa pod oknem usiadł na niej i pochwycił jedną butelkę, którą otworzył z głośnych „psssss”.
– Ciszej. – fuknął Polska kładąc Annelise mokrą ściereczkę na czole aby obniżyć gorączkę.
– Twoje biadolenie jest o wiele bardziej wnerwiające. – Gilbert pociągną łyk piwa (czyli wypił połowę butelki).
Oboje bardzo dbali o Trzciankę, choć Gilbert jeszcze miewał ją nazywać po niemiecku: Schönlanke, co oczywiście nie podobało się Feliksowi i za każdym razem kiedy tak nazwał Annelise, Łukasiewicz czuł się zobowiązany do zdzielenia Prusaka paczką paluszków po łbie.
– Pamiętam kiedy jeszcze Schönlanke była małym szczylem… – Gilbert zaczął wspominać, ale kiedy oberwał po głowie od Feliksa rzucił się na niego z łapami.
Gdyby Francja był w pokoju na pewno zaraz by zainterweniował, ale od półgodziny zamknął się w łazience na parterze i słuch po nim zaginął. Prusak wbił kolano w żebra Rzeczpospolitej, a Łukasiewicz odwdzięczył się mu łokciem w trzustce. Pewnie tarzali by się tak po podłodze jeszcze bardzo długo, być może doszłoby do czwartego rozbioru Polski, gdyby nagle nie zjawił się Toris z panienką Węgry. Elizabetha przy grzmociła Gilbertowi patelnią w jego pusty łeb, a on padł na dywan nieprzytomny.
– Dzięki, ale totalnie poradziłbym sobie sam. – Feliks wstał z podłogi i otrzepał kieckę.
– Z tego co wiem, mieliście opiekować się Annelise. – stwierdziła Węgierka spoglądając podejrzliwie na Łukasiewicza. – A ty miałeś interweniować jakby zaczęli się bić! – Elcia teraz naskoczyła na Francje, który nareszcie powrócił ze swojej długiej podróży pokemon.
– Przepraszam, sprawy prywatne… – skrzywił się Francis kiedy zahaczył nogą o Gilberta, który leżał na dywanie a zamiast oczu miał dwa iksy jak to zawsze rysują w m&a.
– Najlepiej będzie kiedy będziecie się nawzajem wymieniać. – stwierdziła Węgry chwytając Gilberta za buciory i wytargała go z pokoju.
Licia nie mogąc nic zrobić w tej sytuacji wzruszył tylko ramionami i pozostawił Feliksa na pastwę losu.. no dobra nie na pastwę losu.
Po dwóch godzinach zjawił się Gilbert a to co zastał wręcz z cięło go z nóg. Feliks spał w nogach łóżka Annelise i ssał palec jak mały bobas. Wyglądał wtedy tak słodko, że Prusy nie miał sumienia żeby go obudzić. Schönlanke wyglądała nieco lepiej.
– O Gilbert, jesteś wreszcie. – uśmiechnęła się Annelise wyłączając telewizor, gdzie na Polsacie właśnie leciały „Trudne Sprawy”.
– A to Księstwo Warszawskie co tu jeszcze robi? – zapytał Gilbert wskazując niekulturalnie na śpiącego Polskę.
– Zasnął kiedy oglądaliśmy Disney Chanel. – stwierdziła Schönlanke.
Kiedy kolejnego dnia słońce wpadało przez okna pokoju Annelise, ona sama była już na nogach. Gilbert leżał obok Polski, kłócąc się z nim o koc z Naruto.
– Oddaj mi ten koc, ty synu pawiana! – warknął Polska, a w jego głosie było słychać, że mówi przez nos.
– Nein! Nie oddam ci go, ty pomiocie, do którego nawet szatan się nie przyznaje! – odfuknął Gilbert. – AAA PSIK!
Wtem do pokoju weszła Claire wraz z Saszą aby zorientować się jak czuję się ich przyjaciółka, ale zastając taki widok woleli się wycofać i przyprowadzić dyrektora liceum im. Rzymu i Germanii.
– Co tu się dzieję? – zapytał Ameryka, kiedy zjawił się w drzwiach pokoju Schönlanke.
– Chłopcy zarazili się Trzcianecką Epidemią Zasmarkanego Nosa. – wyjaśniła Annelise dając swoim „pacjentom” gorący rosołek. – Niestety nie zjawią się dziś w liceum.
W oczach Schönlanke pojawił się tajemniczy blask, który miał za zadanie pokazanie czytelnikowi, że Annelise odziedziczyła coś po swojej imienniczce i że szykuje Gilbertowi i Feliksowi naprawdę niezapomniany dzień.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz