Muzyka

niedziela, 1 grudnia 2013

Rozdział 3 - Witaj, Cielu Phantomhive

Ciel leżał w swoim łóżku zalany gorączką. Czerwone rumieńce nie schodziły z jego policzków. Czuł się strasznie. Głowa go bolała… wszystko go bolało. Nadal nie mógł uwierzyć w to co przeczytał w liście. Jakby nie miał innych problemów na głowie, które ostatnimy czasy namnorzyły się przez tajemnicze morderstwa na młodych dziewczynach i Elizabeth…

- Paniczu, czy przynieść coś?  – w sypialni młodego hrabi Phantomhive pojawił się wysoki, czerwonooki mężczyzna w czarnym fraku.

Chłopiec spojrzał na swojego lokaja. W jego oczach, Sebastian dostrzegł pustkę. Demon uśmiechnął się lekko, prawie nieznacznie, tak też hrabia nie zobaczył tego.

- Sebastianie, pomóż mi się ubrać – polecił chłopak a Czarny Kamerdyner spełnił jego rozkaz w milczeniu.

- Nie sądzisz, że w takim stanie powinieneś zostać w łóżku? – zapytał Sebastian zawiązując paniczowi wstążkę pod szyją.

Ciel zgromił go spojrzeniem i założył na prawe oko swoją czarną przepaskę. Młody Phantomhive chwycił za swoją laskę i powoli ruszył w stronę drzwi. Mimo wszystko, wiedział, że nie ukryje przed Sebastianem tego, że nie jest na siłach aby pracować.

- Paniczu, mimo wszystko dzisiaj powinieneś zostać w swoim łóżku – mężczyzna położył swoją dłoń na ramieniu chłopaka, który szybko ją ztrzepnął ją i zachwiał się mimowolnie.

- Królowa Wiktoria wybrała mnie nie bez powodu. Nie mogę jej zawieść – stwierdził a jego ton nabrał niewyobrażalnej powagi. – A ty, Sebastianie, masz mi pomagać, a nie matkować. Na tym polega kontakt. Rozumiesz? Masz mi pomagać i słuchać mnie, cokolwiek rozkażę.

- Yes, my Lord – lokaj uklonił się nisko swemu panu.

Przy starym stole, w zakładzie pogrzebowym, tliła się wielka, gruba świeca. Jej jasny płomyk rozświetlał twarze trzech osób: Undertakera, Usagi i ich gościa – Neco. Atmosfera wydawała się być nieco mroczna, szczególnie kiedy jenot, zwany Panem Olo, przyglądał się uważnie wszystkim tu obecnym. Jego małe, świdrujące ślepka napawały strachem nawet samego grabarza. Coś ewidentnie z tym futrzastym koleżką było nie tak jak powinno.

- Pasuję – stwierdził Undertaker odkładając swoje karty na stół.

Usagi zmierzyła swoją przeciwniczkę tęczowym wzrokiem, lecz na twarzy granatowowłosej widniał klasyczny pokerface. Neco poprawiła grzywkę, która opadała jej na oko zasłonięte białą przepaską, która najwidoczniej przeżyła już swoje.

- Dobra… ja też pasuję – stwierdziła po chwili brunetka rezygnując z dalszej gry.

- Kareta – Neco uśmiechnęła się wścibsko rozkładając swoje karty a zarazem wygrywając całą grę.

Ciemnooka poprawiła daszek swojej czapki a jenot wskoczył jej na kolana i zaczął wcinać coś co miało być kolacją tutejszych domowników. Undertaker mimo tego faktu nadal przyglądał mu się z podejrzanie podejrzanym zacieszem na twarzy a Usagi odruchowo pochwyciła za jabłko i zaczęła je jeść.

- W takim razie – dziewczyna po głaskała swojego małego przyjeciela na łebku. – Powiecie mi teraz jak najszybciej dostanę się do posiadłości Phantomhive.

Usagi i Undertaker spojrzeli po sobie. W końcu taka była umowa, że jeżeli ta tajemnicza dziewczyna wygra z nimi w karty, zdradzą jej jak najszybciej i którędy dostać się do posiadłości młodego panicza.

- Cóż… – grabarz podrapał się po głowie. – Myślę, że najlepszą drogą będzie droga przez tutejszy cmentarz…

- Nie słuchaj go – Usagi zdzieliła opiekuna po głowie twardym przedmiotem, którym okazała się być patelnia. – Koło kościoła na głównej ulicy powinnaś skręcić w tą wąską uliczkę, a później to już prosto przez las. Przejdziesz tam pewien kawałek i powinnaś już być na miejscu.

Neco bez słowa odeszła od stołu i zarzuciła na siebie swoją starą skurzaną kamizelkę. Przeczesała palcami długie, proste włosy i stwierdziła, kierując się ku drzwiom:

- Panie Olo, czas na nas.

Jenot jak na zawołanie porzucił placka z jagodami i wskoczył na ramię swej właścicielki. Dziewczyna otworzyła drzwi i jeszcze na moment odwróciła się w stronę gospodarzy.

- Jestem wdzięczna za pomoc – zarzuciła teatralnie włosami i zniknęła w drzwiach.

- To już wszystko na dzisiaj – Ciel wreszcie zakończył wypełnianie jakiś papierów, które wysłała mu królowa Wielkiej Brytanii. – Sebastianie, możesz się tym zająć. Ja chcę pobyć trochę sam – dodał, odchodząc od biurka i skierował się w stronę wyjścia.

- Już się tym zajmuję, paniczu – Czarny Kamerdyner uklonił się i wykonał polecenie.

Ciel opuścił swój gabinet. Szedł powoli korytarzem ze wzrokiem wbitym w jeden punkt. Czuł, że w najbliższym czasie wydarzy się coś, czego może żałować do końca życia. I ten list z urzędu… był tak nieprawdopodobny, a jednak skoro rzeczywiście tak było napisane w akcie urodzenia… musiał się z tym pogodzić i zaakceptować to, co było prawdą. Co prawda goraczka zniknęła, ale dalej czuł się jak zbity pies.

Nagle z rozmyślań wyrwało go ciche stukanie do drzwi głównych. Rozejrzał się. Był tak pogrążony w myślach, że nie zauważył iż znajduje się w holu, przy wejściu. Nikt nie kwapił się do otworzenia drzwi, a coś podkusiło chłopaka do tego aby on sam to zrobił. Podszedł więc do nich i niepewnie nacisnął klamkę. Otworzył drzwi, cofnął się zaskoczony… wręcz przerażony, upuszczając swoją laskę, która z brzdękiem wylądowała na podłodze.

Przed młodym hrabią Phantomhive stała około piętnastoletnia dziewczyna z włosami w kolorze Cielowych, które sięgały jej do bioder. Miała na sobie stare berzowe spodnie, buty na małym obcesie, białawą koszulę z kołnierzykiem, na którą miała narzuconą brązową kamizelkę. Granatowooka poprawiła czapkę beretkę, ukazując przy tym białą przepaskę na lewym oku. Obok niej siedział mały jenot.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz