– I tak to właśnie było – zakończyłam mój jakże długi wywód na temat tego, że chcę zapomnieć o tym, że znałam taurysa. Tak, znowu, ale tym razem przemyślałam to wiele razy, po tym co zobaczyłam. Raivisa i jego. To nawet nie zabolało, ale skończył się mój zapał do nauki litewskiego i wszystko. Szczerze powiedziawszy, czułam się o wiele lepiej, jakby kamień spadł mi z serca. tak jakbym przez ten cały czas była uwiązana do tej jednej i samej osoby. Taka ulga.
– No i dobrze – stwierdziła Tsume zażerając moje Mikado, które chomikowałam dłuższy czas.
– A ja i tak będę Forever Alone – dodała Usagi zwisając do góry nogami z łóżka piętrowego.
Wielkimi krokami zbliżały się święta Wielkanocne, tak też nasz jakże przewspaniały dyrektor Germanistic zwołał na dworze przed szkołą, bo było już ciepło, apel objaśniający nam wszystko co dotyczyło ów świąt, które ja osobiście zwałam WielkaNic a nie Wielkanoc.
– Oczywiście jak na każde święta, będziecie robić sobie prezenty, a mam nadzieję, że pamiętacie kto robił wam prezent na gwiazdkę, bo tej właśnie osobie będziecie robić paczkę – oznajmił Legolas a Tsume natychmiast zrobiła się nadzwyczaj radosna. W końcu z tego wychodziło, że będzie robić prezencik naszemu kochanemu Francisowi, co łączyło się z tym, że prawdopodobnie a raczej na pewno, możemy się spodziewać, że w paczce dla Francuza znajdzie się co najmniej bomba atomowa lub cokolwiek innego służącego do zamordowania go.
Z ego co dobrze pamiętam, ja dostane prezent od Berwalda, bo to właśnie jemu robiłam paczkę na gwiazdkę. Kiku podarował mi mangi, zupełnie go nie znałam, więc nie miałam zielonego pojęcia co mogłabym mu dać na te święta. Ciekawym przypadkiem jednak była Usagi, albowiem ona dołączyła do nas w Sylwestra, więc nie miała pary – lecz i to udało nam się rozwiązać.
– Panie Tumnusie!… TUMNUS! – Tsume stała przed szafą drąc się w jej głąb. Tak, Usagi miała robić paczkę z tym gościem (faunem) z szafy.
– Czego? – wydobyło się z Narnii a do naszego pokoju wpadło trochę Narnijskiego śniegu.
– Robisz se paczkę z Usagi! – wydarł się Pan Olo jak najgłośniej tylko potrafił i zatrzasnął drzwi od szafy, po czym zwrócił się do nas całkiem spokojne i opanowanie: – No, to wszystko załatwione.
Spojrzałyśmy z Usagi po sobie, nie żebym miała coś przeciwko czy coś, ale jak Tsume powiedziała, zawsze tak było. Jednak ta zasada nie tyczyła się Francuzów. Wręcz przeciwnie, wszystko co dotyczyło Francuzów działo się tak jak Pan Olo by za żadne skarby nie chciał aby było.
Siedziałam do późnego wieczora przed komputerem w bibliotece szkolnej. Nie… wcale nie robiłam zadania domowego zadanego przez Dżermanię. Nie… to nie było także opowiadanie na bloga. Nie była to moja książka. To wbrew wszystkiemu co było, jest i będzie, ja właśnie w tej chwili oglądałam na internecie filmiku należące do Venus Angelic i Anastasi Spaginy. Nie żebym była uzależniona, wcale nie. Chodziło o to, że te obie dziewczyny, choć bardziej mi tu chodziło o Venus, która była dla mnie kimś kto potrafi być sobą; sens w tym, że ja wreszcie nie byłam pod niczyją kontrolą, nikt mi nie przeszkadzał, mogłam być wreszcie sobą. W takim razie dlaczego to oglądałam z nosem wlepionym w ekran? Szczerze mówić to chyba chciałam zobaczyć jak Venus robi kocie uszka ze zwykłej wstążki.
– NecoMi? – powiedział ktoś a ja jak wyrwana z hipnozy zerwała się na równe nogi i natychmiast zamykając wszystkie okna w komputerze odskoczyłam od niego.
Ujrzałam przed sobą niskiego, czarnowłosego Japończyka trzymającego w rękach pierwszy tom Another. To był Kiku Honda. Dokładnie ten sam, który sprezentował mi na gwiazdkę mangi, których jeszcze nie zdążyłam przeczytać. Może los chciał mi pomóc i miałam go teraz głębiej poznać? Kto wie, ale nie powinno marnować się takiej okazji.
– Co tu robisz? – zapytał, ale zaraz się poprawił, jakby się czegoś bał. – Jak nie chcesz to nie mów.
– Oglądałam filmiki…
– Jakie, jeśli mogę wiedzieć?
– Venus Angelic…
– Naprawdę?
– Hai.
Nastała taka długa niezręczna cisza, która powoli zaczęła mnie przerażać. Aż mi ciarki przeszły po plecach. Ale cóż, w końcu ktoś musiał przerwać tą dziwną chwilę, a zrobił to mój telefon, który zadzwonił roznosząc w całej bibliotece ten oto następujący wspaniały kawałek Pahinta tänään zespołu Indica.
– Prez-przepraszam – powiedziałam i chwyciłam natychmiast za telefon, aby odebrać… właśnie w życiu nikt nie zgadnie kto właśnie do mnie zadzwonił! – Do jakiej cholery masz czelność do mnie dzwonić?! Nie! Chodzi mi o godzinę! Jest noc! Nie obchodzi mnie, że tutaj jest godzina do tyłu! Co ty do mnie gadasz? Jak to? Chyba cię porąbało! …. No dobra, ale pod jednym warunkiem! I jeśli się na niego nie zgodzisz, to możesz mnie już więcej na oczy nie zobaczyć. Zrozumiano?
Odłożyłam słuchawkę. Kiku wyglądał na trochę przerażonego… dobra trząsł się jak nie wiem, ale wolałam mu tego nie mówić, że przypomina galaretę bo po pierwsze nie wypadało, a po drugie nie chciałam pogarszać sprawy.
– A ty co tu robisz? – zapytałam spokojnie, w miarę spokojnie bo osoba po drugiej stronie telefonu bardzo mnie wkurzyła.
– Ja… chciałem poczytać mangę w spokoju, a moi współlokatorzy mi tego nie ułatwiają – odparł Honda wskazując na tom Another.
– Rozumiem, z kim masz pokój? – uśmiechnęłam się.
– Z Wang’iem Yao i takim jednym Koreańczykiem – wyjaśnił a ja już rozumiałam, dlaczego Kiku jest taki jaki jest, Ci jego znajomi… współlokatorzy byli… nieogarnięci, znaczy ten Wang był nawet ok, ale się wysługiwał Hondą. – Kto do ciebie dzwonił?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz