Roma stała przed lustrem w białej koszuli i krawacie. Jej mina wskazywała na to, że nie jest zachwycona zaistniałą sytuacją. Może dostała ten cholerny list od burmistrza, może nie miała ukończonych 18 lat, ale była personifikacją miasta, no co to miało być?
- Ve!~ Sorella, ale ty cudnie wyglądasz – Feliciano bujał się na krześle, trzymając na kolanach małego Pixela.
- Ni pocieszasz mnie – mruknęła dziewczyna posyłając bratu spojrzenie mówiące „Zjem twa duszę”. – Nie chcę iść do tej szkoły. Na co mi to?
- Nie marudź, kurna! – krzyknął Romano cały czerwony na twarzy, w sumie nic dziwnego skoro znajdował się w objęciach Hiszpanii.
- Ale dlaczego?! – Schonlanke tupnęła tak głośno, że Feliciano i Pixel schowali się pod łóżko, gdzie…
- Ve!~To te fajne mangi! – zawołał radośnie Włochy Północne wyskakując z pod łóżka jak Filip z konopi z świnka morską na głowie, w ręku trzymał jeden z tomów Loveleesa.
- Oddaj mi to! – warknęła Venezja próbując wyrwać wyższemu od siebie bratu, tomik mangi yaoi. – Feliciano!
- Co wy tu robicie? – nagle w pokoju Trzcianki pojawił się Vassilica popijając coś co bynajmniej nie było soczkiem pomidorowym.
- Rumunia! – Roma z prawie płaczem rzuciła się państwu na szyję. – Ja nie chcę iść do szkoły! I Feliciano nie chce mi oddać mojego yaoica…. A… co ty tu właściwie robisz?
- Przyszedłem zobaczyć jak się czujecie…. ale… po co ty masz na sobie taki strój? Przecież szkoła jest dopiero za tydzień… i…. od kiedy ty czytasz yaoi? – jedna brew Rumunii uniosła się do góry, a na twarzy Venezji zagościł klasyczny pokerface. – Po za tym, możesz teoretycznie zrezygnować ze szkoły.
- Nie mogłeś mówić tego od razu?! – dziewczyna zdzieliła Vassilice przez łeb.
- I przez kolejne trzy godziny siedział z lodem przy skroni – tymi słowami Trzcianka zakończyła swój długi wywód na temat pewnego poranka.
- A… aham… – Litwa skinął głową, słuchając jej historii, mimo wielkiego rozkojarzenia.
- Czy ty mnie w ogóle słuchasz? – zbulwersowała się dziewczyna krzyżując ręce na piersi.
- Oj, bo… – westchnął Toris. – Nie układa mi się z Feliksem.
Trzcianka z powrotem opadła na fotel, wsłuchując się tym razem w długą opowieść Litwina o tygodniu w górach, jej kuzynka i jej prywatnego psychologa…. w skrócie Litwy i Polski. Jego słowa doszczętnie zniszczyły to co dotychczas myślała o paluszkojadzie. Ale nie wiedzieć czemu nagle tak jakoś ulżyło jej na sercu. Pierwszy raz Litwa otworzył się przed nią mówiąc tak wiele, tym razem to ona chyba była psychologiem a on pacjentem.
- Nie wiem co ci powiedzieć – Uśmiechnęła się leciutko na koniec. – Ale może po prostu mój głupi kuzynek na ciebie nie zasługiwał.
W tym właśnie momencie Taurys wybuchł płaczem ukrywając twarz w dłoniach. Trzcianka podeszła do niego i przytuliła go, nic więcej nie mogła zrobić.
Gilbert leżał sobie spokojnie na kanapie w salonie domu Ludwiga. Dzień był zagilbisty, on był zagilbisty, jego Dumcio był zagilbisty, jego nowe umorusane błotem glany stojące na nowym stoliczku Niemiec były zagilbiste. Wszystko co było jego, było zagilbiste. Ziewnął i wziął wielki łyk piwa, które… również było zagilbiste…
- Kesesesese – uśmiechnął się zerkając na rodzinne zdjęcia, wiszące na ścianie salonu.
Jego czerwone oczy powędrowały ku blondynowi, który tak przypominał jego młodszego braciszka. Papcio Germania. Ta… czy za nim tęsknił? Nie… Jasne, że tak!!! Germania nauczył go wszystkiego, a on później to wszystko przekazał Szinsej Roma, znaczy Niemcom.
Nagle drzwi od domu otworzyły się i do środka wpadł wściekły Ludwig, ale widząc, że Stary Zakon Krzyżacki trzyma swoje giry na jego nowym włoskim stoliczku, wpadł w istna furie, i Gilbert nawet nie zdążył się zorientować kiedy znalazł się za drzwiami ze spakowaną walizką.
Tak też w taki sposób, on, Zagilbisty Gilbert musiał wziąć swą zacną walizkę w kurczaki i wyruszyć w długą i wspaniałą podróż…
- Czego tu kurna chcesz, Beillsmidt? – zapytał Romano, kiedy Prusy stanął w progu ich drzwi, cały przemoczony, z glanami w błocku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz