NecoMi zapięła spokojnie zamek od swojej torby podróżnej. Rozejrzała się
po pokoju. Tak, chyba już wszystko spakowała i niczego nie zapomniała. Pierw
jej zielona oczy wbiły się w Pana Olo, który za pomocą dzikich skoków usiłował
domknąć swoją walizkę. Usagi natomiast jak to zawsze z Usagi bywa, powoli, z
lekkim za mułem usiłowała spakować swoje rzeczy do jednej wielkiej różowej torby
w króliczki. Co to za wyjazd? – zapytacie. Gdzie wybierają się nasi
bohaterowie? – zastanawiacie się. Otóż...
- Całe dwa miechy bez szkoły, bez Dżardżamela. Trzeba to odpowiednio
wykorzystać – rzekła Tsume siadając na swoim bagażu skutecznie zamykając go po
długich wysiłkach – Najlepiej w finlandzkiej tajdze na medytacjach z guru.
- Nawet nie wiesz jak chętnie bym się z tobą tam wybrała, Panie Olo –
powiedziała blondynka podchodząc do szafki, na której stała ta jedyna figura
egipska przedstawiająca Bastet.
NecoMi skłoniła się przed nią po czym zapaliła kadzidełko o zapachu
mirry. Bastet – egipska bogini kotów. Przepiękny czarny posążek ze złotymi
oczyma i czymś na rodzaj obroży w kolorze zielono – czerwonym, z dodatkiem
złota. I symbol Horusa na piersi.
Od czasu wydarzenia z przed kilku tygodni, właśnie z Bastet i NecoMi w
roli głównej, posążek ten gościł na komodzie w pokoju Gold Bad Trio. Nikt nie
odważył się do niego zbliżyć. Tsume sugerowała kilka razy aby się go pozbyć,
ale spotykała się z głośnym sprzeciwem wszystkich innych, gdyż twierdzili, że
to jeszcze bardziej rozzłości Egipską Kotkę.
- I pomyśleć, że tak szybko zleciał ten rok – stwierdziła Usagi głośno
konsumując jabłko.
Wtem rozległo się pukanie do drzwi. Dziewczyny spojrzały po sobie, a
wzrok każdej pytał, kim jest ich gość.
- Otwarte – Tsume rzuciła niedbale.
W progu stanął wysoki brunet o pięknych niebieskich oczach. Ubrany był w
zielone spodnie i białą koszulę niedbale zarzuconą na ramiona. Do tego
zawiązany pod szyją zielony krawat. Jego wyraz twarzy ukazywał zmieszanie.
„Osz w papcior” pomyślał Pan Olo, kiedy spojrzała na swoją blond włosom
przyjaciółkę, która co jak co, ale od dłuższego czasu cechowała się
nadzwyczajnym spokojem – teraz przypominała bardziej tą, która siedziała
zamknięta w egipskim posążku.
- N-necoMi – wydukał Litwin – Ch-chciałbym porozmawiać...
I w tej właśnie chwili w stronę pana Torisa poleciało wiele łatwo
tłukących się przedmiotów, o którym istnieniu w pokoju naszej Świętej Trójcy,
nikt nie miał zielonego pojęcia. Były to między innymi wazy z dynastii Ming a
także jakieś stare greckie rzeźby. Laurinaitisowi ledwo co udawało się unikać
pocisków. A kiedy i przedmioty do rzucania się skończyły, dziewczyna zakasała
rękawy i zapewne gdyby teraz miała dzidę, to zadźgałaby Torisa na miejscu i jak
najboleśniej się tylko dało. Usagi i Tsume, która trzymała na kolanach swojego
futerkowego kumpla imieniem Volti, zwanego; siedziały na łóżku Ojca Chrzestnego
Neco i z wielką uwagą (zajadając popcorn) przyglądały się zaistniałej sytuacji.
- N-Neco, uspokój się – Toris zaczął panikować, a strach unieruchomił
go, tak też nasz Litwin został zmuszony do dalszego stania w drzwiach pokoju
Gold Bad Trio.
- Uspokój się?! - warknęła dziewczyna z ogromnym rumieńcem na twarzy –
Ja przecież jestem spokojna! Nie widać?!
- A-ale...
- Jak śmiesz zjawiać się w tym pokoju po tym co mi zrobiłeś?! - jej
zielone oczy zabłysły jak wtedy gdy Bastet przejęła nad nią kontrolę.
- N-Neco.. ja...
- Milcz jak do ciebie mówię! – wręcz krzyknęła tupiąc przy tym nogą –
narobiłeś takiego sajgonu w moim życiu, że jeszcze się nie pozbierałam! Nie
mogę przestać myśleć o tym co nas łączyło! Wystarczyły rozmowy z tobą żeby
dobrze się poczuć. A teraz?! Teraz każda myśl boli bardziej niż to, że wtedy
odszedłeś. Straciłam do ciebie nerwy! Ten jeden krok zaprzepaścił moją naukę
litewskiego... Kiedyś patrzyłam do tego zeszytu i się uczyłam... dzisiaj widzę
literki, których nie potrafię odczytać, bo to... zbyt wiele!
- Przepraszam... wiem, że to... - przerwał jej brunet, ale i jemu nie
było dane dokończyć swojej myśli.
- Milcz – burknęła NecoMi. - Mimo wszystko wybaczyłam ci. Pewne część
mnie nadal cię kocha i chce dla ciebie jak najlepiej, ale to, że to boli jak
cholera... już nic na to nie poradzę. Niech tobie i Raivisowi... żyje się jak
najlepiej. Nic mi do tego. Nigdy nie życzyłam mu niczego złego. Tobie też nie –
ton dziewczyny złagodniał – Ale proszę cię... oszczędź mi tego... i zejdź mi z
oczu.
- Gerai – odrzekł krótko – Tylko... twój blond włosy przyjaciel jeszcze
kazał ci przekazać, że „wilk czeka na tygrysa na wzgórzu” - po czym odwrócił
się na pięcie i zniknął w korytarzu.
Jeszcze chwilę NecoMi stała tak bez ruchu. Oczy Tsume i Usagi wpatrzone
były w nią jak w jakiś święty obrazek. Po dłuższej chwili ciszy Pan Olo
wreszcie zdecydował się ją przerwać i zapytać:
- Jaki wilk? Jaki tygrys? Jakie wzgórze?
- Feliks – NecoMi uśmiechnęła się lekko i wsunąwszy swoje glany z
klamrami na nogi, wyszła z pokoju.
Tak, od tego feralnego (?) wydarzenia z Bastet bardzo blisko za
kumplowała się z nijakim Feliksem Łukasiewiczem, i który jako osoba, też bardzo
się zmienił – przede wszystkim przestał gustować w damskiej odzieży i stał się
bardziej tajemniczy.
NecoMi szła raźnym krokiem przez korytarz Axis Powers Academy. Mijała
znajome twarze. Zeszła po schodach na dwór i ruszyła za szkołę, gdzie
znajdowała się polana z małym wzgórzem, gdzie rosła wielka jabłonka, pod która
uwielbiała przesiadywać z przyjacielem z magicznego fachu.
- Witam cię, mio principe – uśmiechnęła się siadając obok Feliksa, który
w chwili obecnej leżał pod drzewem opierając się o konar, i mając zasłoniętą
twarz słomianym kapeluszem.
- Ciao, principessa – blondyn splótł dłonie kładąc je na brzuchu – Mój
współlokator przekazał wiadomość.
NecoMi westchnęła głęboko, dając tym do zrozumienia Łukasiewiczowi, że
nie uśmiecha jej się gadać o tym właśnie litewskim bycie. Oparła głowę o ramię
Feliksa i wbiła wzrok w zielony krajobraz przed nimi.
- Bastet się nie odzywała? - zapytał w pewnym momencie, jednocześnie
zakładając swój kapelusz dziewczynie.
Dziewczyna pokręciła przecząco głową.
- To chyba dobrze, hm?
- To zależy – zielonooka wzruszyła ramionami.
Feliks uśmiechnął się po felkowemu, jak to on zawsze miewał w zwyczaju,
przytulił dziewczynę i szepnął jej na ucho:
- Non permettere a nessuno di domare il tuo spirito selvaggio. Rimani
fedele al tuo essere e segui l'istinto.
W szkole panował totalny chaos. Nauczyciele krzątali się po klasach nie
mogąc znaleźć dla siebie odpowiedniego miejsca. Tak samo uczniowie, którzy
mieli już spakowane swoje rzeczy, gotowe do drogi, do domu. Autokary
międzynarodowe były gotowe do drogi. Bagaże były na swoich miejscach. Można
powiedzieć wszystko było dopięte na ostatni guzik.
- Nareszcie wakacje – stwierdziła Tsume przeciągając się, kiedy na
ostatnich zajęciach sportowych dosiadła swojej miotły Nimbusa 2013 – Yani
pewnie się ucieszy.
- No pięknie... i znowu będę się użerała z młodszą siostrzyczką – Usagi
skrzyżowała ręce na piersi, skończywszy właśnie konsumowanie jabłka.
- I dwa miesiące bez tej dzieciarni – Germania założył okulary
przeciwsłoneczne, przez co jakby mu dodać czarny garniak, wyglądał by jak jeden
z Facetów w Czerni.
W samo południe, kiedy na zegarze wskazówki stopiły się przez panujące
globalne ocieplenia, Germania wraz z Dziadziem Rzymem zebrali cały lud
pracujący i edukujący się przed zacnymi gmachami szkoły, aby rozdać świadectwa
ukończenia danej klasy, a także dyplomy, dla osób wyróżnionych.
- Tak więc jak pewnie wiecie, ukończyliście kolejny rok nauki w Axis
Powers Academy. Jestem z was bardzo dumny i mam nadzieję, że zdawalność matur w
przyszłym roku również ucieszy mnie i Starożytny Rzym.. tak też bez żadnych
długich wywodów powiem tyle, że wasi wychowawcy rozdadzą wam wasze świadectwa,
a ja sam wręczę dyplomy zasłużonym uczniom – zakomunikował dyrektor z czystej
germańskiej krwi i rozwinął długą listę, gdzie widniały imiona i nazwiska
uczniów Axis Powers Academy – Każdy kogo wyczytam podchodzi do mnie aby odebrać
dyplom. Khem khem. A więc za prowadzenia kółka magicznego, Arthur Kirkland.
Posiadacz ogromnych brwi wyłonił się z tłumu i podszedł odebrać
wyróżnienie. Następnie był Roderich za nie tylko prowadzenie kółka muzycznego,
ale również za użyczanie swego muzycznego talentu na potrzeby szkoły. Matthew
Williams za wspaniałą plastyczną wystawę. Hiszpan Antonio za prowadzenie kółka
latynowskiej muzyki i zwyczajów. Ludwig otrzymał wyróżnienie za wyczyny
sportowe. Szwajcar Vash za wyśmienite strzeżenie szkoły przed wszystkimi
możliwymi zagrożeniami. Usagi otrzymała wyróżnienie dla osoby, która odżywiała
się nadzwyczaj dobrze – jabłkami. A NecoMi wyróżnienie... w sumie to nie
wiadomo za co.
- I wreszcie dochodzimy do ostatniego wyróżnienia – oznajmił
Dżermandżilla, poprawiając czarne okulary, które powoli zaczęły mu zjeżdżać z
nosa – Ostatnie wyróżnienie jest dla Tsume, która w jakże beztroskim żywocie
dokonała bardzo wiele. Omińmy to, że przez nią Francis wylądował przynajmniej
666 razy na oddziale intensywnej terapii. Jest ona albowiem wyśmienitą
uczennicą z dziwnymi pomysłami i wspaniałą wyobraźnią. Ojciec Chrzestny Pan
Olo. Ten tytuł bez wątpienia do niej pasuje. Tak też...
- Skończ, pan, bo autobusy zaraz wyjeżdżają – stwierdziła Tsume
uśmiechając się od ucha do ucha.
Tak też, po chwili wzruszenia Germanii, pożegnaniu na te dwa miesiące,
nasza wesoła ferajna zaczęła rozchodzić się do poszczególnych autokarów.
- Ale jak to nie jedziesz? - zbulwersowała się NecoMi, kiedy usłyszała
od swojego blondwłosego przyjaciela, że na wakacje zostaje we Włoszech.
- Przykro mi Neco, ale nic na to nie
poradzę – Feliks uśmiechnął się lekko – Mieszkam tu. Nie jadę słowiańskim
kursem, a romańskim, do Venecji.
- Ale...
- Spotkamy się szybciej niż sądzisz – Feliks cmoknął dziewczynę w
policzek, po czym ona została zmuszona do zapakowania się we właściwy autokar.
Usiadła obok Tsume, przy oknie. Machała jeszcze Feliksowi na pożegnanie,
podczas gdy jej tolkienowska współlokatorka i zarazem najlepsza przyjaciółka i
Ojciec Chrzestny w jednym, zajadała się żelkowymi misiami, karmiąc jednocześnie
jenota tuńczykiem.
Z Usagi pożegnały się już wcześniej, gdyż ona wraz ze swych kuzynem
Heraclesem wsiadła w autobus podróżujący również przez Grecję, gdzie była jej
wysiadka.
- Wiesz, nie sądziłam, że tak bardzo go polubisz – powiedział Pan Olo
między przeżuwaniem żelek a zajadaniem sorbetu z szwedzkiej rybki.
- Kogo?
- Feliksa.
Jedna brew Neco uniosła się do góry.
- Czy ty coś sugerujesz?
- Tak.
- Co?
- Że mam teraz dwa miesiące na wymyślenie dobrej, porządnej broni do
unicestwienia tej francuskiej kanalii i do tego jeszcze musze odnaleźć
Alucarda, bo po akcji z Bastet przepadł jak kamień w wodę i przydałoby się
znaleźć swego Papę Chrzestnegio – odrzekła i wtulona w jetkowe futerko
Voltiego, zasnęła.
NecoMi uśmiechnęła się pod nosem. Tak, z pewnością będzie miała co
opowiadać w domu. Może w większość historii nikt jej nie uwierzy, ale przecież
Axis Powers Academy nie była zwykłą placówką edukacyjną, a czymś naprawdę
magicznym, fantastycznym. Pozostało tylko pytanie... dlaczego Germania wybrał
właśnie ją na uczennice tej szkoły, zacnej w swej prostocie?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz