Urodziny Iwana jak i impreza sylwestrowa były idealnie idealne. Jednakowoż i tak nie za bardzo było mi dane jej zapamiętać, bo mój organizm posiadał tego wieczoru dość sporą ilość alkoholu. Właśnie… ja coś wypiłam! A ja przecież nie pije! Dlatego też moje zdziwienie sięgnęło maksimum, kiedy obudziłam się to z kacem, w nieswoim pokoju.
- O Shit! – zerwałam się na równe nogi, a przynajmniej spróbowałam, bo chwilę później potknęłam się o coś i wylądowałam… na Arthurze? Co ja robiłam w jego pokoju?
- N-Neco, obudziłaś się wreszcie – uśmiechnął się blondyn, bo bynajmniej już od jakiegoś czasu nie spał.
- Co ja tu robię? – usiadłam obok Anglika drapiąc się po głowie. – I jak się tu znalazłam? O shit! I jeszcze to… – zamrugałam szybko oczkami.
- Coś ci wpadło do oka?
- Chyba wypadło – spuściłam głowę. – Moje soczewki kontaktowe!
- Ty nosisz kontakty?! – zdziwił się Arthur.
- Tak… – nastała chwila ciszy, którą przerwałam pytaniem:
- Tak w ogóle, co się działo na imprezie i jak się tu znalazłam?
Na twarzy Arcziego pojawił się wyraz mówiący „totalna apokalipsa”.
- Nie owijaj w bawełnę, gadaj! – rozkazałam, a Brytyjczyk uraczył mnie długą, wspaniałą opowieścią…
*RETROSPEKCJA*
- Da? – pisnęła brunetka cała czerwona na twarzy.
W tym także momencie pod nos naszych bohaterów podjechał Hiszpan Antonio z ogromnym tortem urodzinowym, którego zapewne i tak sam nie upiekł. Za nim biegł Romano z kremem waniliowym w misce.
- Stój, jełopie! Jeszcze nie skończyłem, kurna, dekorować tego tortu! – krzyczał.
- Ktoś ustawił na torciku świeczki, a tłum zaczął śpiewać „100 lat” we wszystkich językach naraz. Rosjanin nie dość, że zdmuchnął świeczki, to i jeszcze tort. Ciasto dziwnym trafem wylądowało na bogu winnemu Estończykowi – Edwardzie, który ze stoickim spokojem zciągnął okulary i przetarł szkiełka ufajdaną koszulą.
- Wszystkiego dobrego – oczy wszystkich zwróciły się w stronę, skąd dochodził głos… Dżermanii?
Dyrektor wręczył Braginskiemu mały pakunek, po czym ulotnił się w trybie natychmiastowym. Iwan bez namysłu rozwinął prezent, ale orientując się co to jest, szybko schował go za pazuchę.
Po dobrej godzinie impreza zaczęła się rozkręcać. Alfred dobrał się do muzycznego sprzętu stwierdzając, że będzie hero i zapuści jakiś ciekawy bit. Feliciano zaczął zacieszać, albowiem udało mu się uratować kawałek tortu. Roderich i panna Patelnia (jak było ją w zwyczaju nazywać) przepadli jak kamień w wodę. Feliks, Vash i Toris usiłowali odebrać broń ciężkiego kalibru Szwajcara, która w tym momencie znajdowała się w rękach Tsume, kiedy ta goniła po całej sali człeka zwanego imieniem Francis Bonnefoy.
- Panie Olo, totalnie proszę, zostawić tą bazuke! – krzyczał Felek potykając się o kieckę i lądując na podłodze.
- Panie O… – w jego ślady poszedł również Liciek, przewracając się o zwłoki Polaka.
- Tsume, niech cię piorun trzaśnie i krew jasna zaleje! – Vash biegł dalej. – Oddaj mi tą bazuke! To nie dla dzieci! jeszcze zrobisz sobie krzywdę! Ledwo co ręka ci…
- Daj spokój, braciszku! – wtórowała Tsume, nie dać się zatrzymywać, niczym niemiecki czołg. – Muszę zabić tę francę! Zrobić porządek raz na zawsze! Za Narnię! I za Aslana!
- Ludzie ratujcie, ona chce mnie zabić! – krzyczał Francis uciekając przed swą oprawczynią.
Dziewczyna oddała salwę w jego kierunku. Pocisk trafił pod nogi Francuza wyrzucając go w powietrze. Chwilę później Tsume została obezwładniona przez Szwajcara, a broń została jej odebrana.
- I mówicie, ze tutaj to całkiem normalne? – powiedziała Usagi wcinając jabłko.
- Da – skinął Iwan.
- Choć czasami… jest jeszcze ciekawiej – dodał sennie Heracles, tuląc do siebie Kaprala Kota.
Dziewczyna spojrzała przerażona na swoich nowych towarzyszy, z którymi siedziała właśnie przy stoliku. Czyżby trafiła nie do tej szkoły co trzeba? Zaczęła się nad tym poważnie zastanawiać.
- Sądzę, że dla ciebie, Usagi, jako Shinigami, takie wybryki nie powinny być czymś wielkim – odezwał się nagle Berwald, który nie wiadomo skąd pojawił się koło naszej trójki. – A tak w ogóle, to która jest godzina?
- Hmmm… prawie dwunasta – bąknęła Usagi i jak na rozkaz zaczęto wielkie odliczanie.
- SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU! – wydarli się wszyscy równocześnie i zaczęli intensywniej śpiewać.
- No i wtedy Tsume powiedziała, że Yani to jej siostra, mimo iż nie są do siebie podobne – NecoMi uderzyła kuflem o stolik, rozchlapując piwo, które załatwił Gilbert.
Gromadka w składzie: Prusak, Kanadyjczyk, Duńczyk, Niemiec i NecoMi, siedzieli w rogu sali przy jednym z większych stolików. Był to też jedyny stolik, przy którym ciągle lał się alkohol, tak więc obecnych tam ludków dziwił fakt, iż siedziała tam NecoMi.
- Dobra teraz ja opowiem coś ciekawego – stwierdził już dobrze spity Gilbert i zachwiał się mimowolnie.
- Oj, bracie, ty już opowiadałeś – czknęła NecoMi. – Teraz niech Matthias cos opowie.
- Dobrze gada, polać jej więcej piwa – Duńczyk wzniósł kufel.
- To jak, coś z Lukasem? – tak… NecoMi też miała zbyt dużo promili we krwi.
- Źle gada, nie dawać jej więcej piwa – posiadacz dość sporego toporka przewrócił oczami.
- A ty i Liciek? – burknął Ludwig ocierając brodę.
- Pfff…. mnie i lićka nie było i nie będzie – stwierdziła Neco teatralnie zarzucając iwanowym szalikiem. – Teraz…
Nie dokończyła bo ktoś zasłonił jej usta.
- Wybaczcie koledzy, ale zabieramy Neco, jest nam potrzebna – stwierdził Vasilica pijąc coś co bynajmniej nie było winem.
Arthur i Lukas wywlekli dziewczynę na korytarz. Co jak co, ale była na tyle pijana, że z trudem utrzymywała się na nogach.
- O, Arczi – uśmiechnęła się nonszalancko.
- Wybacz ale w taki stanie musisz wrócić do pokoju – stwierdził Lukas.
- Confusio!
Kółko (czarno) magiczne podjęło się wyzwanie, zaniesienia koleżanki do pokoju. Kij z tym, że i tak zaginęli w akcji.
*KONIEC RETROSPEKCJI*
- I tak to właśnie było – tymi słowami Arthur zakończył swą opowieść.
- O matku – spuściłam głowę, no to dałam popis, nie ma co.
- Nie, no Tsume bardziej narozrabiała – stwierdził Arthur. – W ogóle dziwie się, że Dżerman jeszcze jej nie wyrzucił. Może ma na niego haka?
Oj ma haka, ma. Mówiła mi, że ponoć Dżermania śpiewa pod prysznicem. nie wiem skąd ona to wie, ale… wolałam w to nie wnikać. Jej sprawa.
Głowa mnie bolała, miałam kaca, będę musiała z powrotem nosić okulary, na imprezie dałam popis, po prostu żyć nie umierać! Łzy same napłynęły mi do oczu i najprościej w świecie rozpłakałam się. Ki diabeł mnie podkusił, żeby zacząć pić z Gilbertem i resztą?
- A… ale nie płacz – Anglik przytulił mnie mocno. -Co się stało to się nie odstanie. Po za tym, dzisiejszej nocy wszyscy imprezowali.
- Nie pocieszasz mnie – zachlipałam. – Ty nie wiem jak ja wyglądam w okularach.
- Jk słodki kotek – uśmiechnął się Kirkland i w tym właśnie momencie drzwi od pokoju otworzyły się i do środka weszła Usagi wraz z Gilbertem.
- Necomi? – zdziwił się Gilbert, mam rozmieć, że mnie szukał. – Arthur? – jego zdziwienie sięgnęło zenitu.
- Gilbert? – wstałam z podłogi wraz z Arczim, który nadal mnie obejmował.
- Wy? – Prusak wybauszył swoje czerwone oczy, i chyba w sekundę wytrzeźwiał.
- O Usagi, dlaczego masz na sobie mundur rosyjski Iwana? – wtrącił Arthur, a wszyscy równocześnie spojrzeli w jej stronę.
Dziewczyna spojrzała na to w co jest przyodziana i stwierdziła dość pewnym głosem naraz wcinając jabłko:
- Bo na imprezie ktoś wylał mi sok na strój i Iwan mi pożyczył swój mundur.
Po opuszczeniu pokoju Arthura, w składzie Usagi, Gilbert i ja, przemierzaliśmy akademikowe korytarze. Z powodu tego, że zostałam zmuszona do ponownego założenia okularów, a nie miałam ich przy sobie, czułam się jak ślepy kret. Do tego kilka razy zderzyłam się z prostym ludem. Cóż, tak waśnie zaczynam nowy rok.
- Zachowajcie to dla siebie, ok? – stwierdziłam. – To o mnie i Arthurze.
- No dobrze, znaj moją łaskę, siostro – uśmiechnął się Gilbert a Usagi tylko skinęła głową i dalej wcinała jabłko.
Po tym jak Gilbert wrócił do swojego pokoju, my razem z Usagi skierowałyśmy się do siebie, ale nasz pokój wyglądał… jak po przejściu totalnego armagedonu i apokalipsy. Tylko Tsume była podejrzanie spokojna i zaraz, zaraz… od kiedy ona nosi czapkę?
- O jesteście już – uśmiechnęła się dziwnie, a czapka ześlizgnęła jej się z głowy ukazując… niebieskie włosy.
- Tsume, co ci się stało?! – krzyknęłam kiedy na moim nosie ponownie zagościły okulary.
- Ktoś w nocy musiał mi przefarbować włosy – bąknęła cicho.
A Usagi jakby nigdy nic dalej wcinała jabłka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz