Sowa z zamku w Czocha uderzyła o zamkniętą szybę okna pokoju Gold Bad Trio. Tsume odruchowo odwróciła głowę w stronę, z której dochodził dźwięk ptaka zjeżdżającego po szkle. Przymrużyła swoje niebieskie ślepka, które powędrowały w stronę Usagi.
– Przecież mówiłam żeby nie zamykać okna – stwierdziła zamykając swój zielony segregator. Pan Olo jednym sprawnym susem znalazł się przy wcześniej wspomnianym oknie i wpuścił zwierzę do środka jednocześnie od razu odbierając od sowy list.
Usagi przyglądała się jej z wielką uwagą, kiedy z wielką siłą rozdarła kopertę i zaczęła czytać korespondencję. Co kolejna linijka to uśmiech dziewczyny stawał się bardziej wyrazisty i śmielszy. Brunetka tylko widziała jak oczka Tsume sprawnie pożerają kolejne wyrazy aby w ostateczności zakończyć czytanie słowami „Idealne, o to właśnie mi chodziło”.
Shinigami spojrzała na nią zajadając czerwoniutkie jabłko i leżąc w najlepsze na górze piętrowego łóżka, które klasycznie dzieliła z NecoMi, lecz od pewnego czasu ich przyjaciółka zachowywała się bardzo dziwnie, a nawet strasznie, że tak to ujmę. Nie była już tą samą Neco, którą znały sprzed tej dziwnej nocy. Teraz zachowywała się niczym Lucy z Elfen Lied, jednak była pewna zasadnicza różnica – ona nie posiadała wektorów i nie mordowała prostego ludu… jeszcze.
– Co to za list? – zapytała w pewnym momencie tęczowooka jednocześnie spadając ze swojego dotychczasowego legowiska.
– To jest wiadomość od mojej siostry – odrzekła zwycięsko Tsume wznosząc list ku niebiosom.
– Ty masz siostrę?! – Usagi szeroko otworzyła oczy ze zdumienia, ale chwilę później jednak przypomniała sobie, że jednak kiedyś tam Pan Olo wspominał o starych, dobrych czasach nauki w szkole magii i czarodziejstwa w Gniewnie a później i w Czocha.
– Moi przyjaciele niedługo się tu zjawią – uśmiechnęła się tolkienowska współlokatorka Usagi i Neco po czym wytargawszy Usagi za rękaw, obie ruszyły w stronę gabinetu dyrektora.
Tej spokojnej nocy księżyc w kształcie rogalika wschodził na czarne niebo a towarzyszyły mu złote gwiazdki. Wszystko zapowiadało się nadzwyczaj spokojnie i przyjemnie lecz… pewnego Rumuna imieniem Vassilica zwanego, zbudziły dziwne szmery wydobywające się z korytarza. Usiadł na łóżku i widząc, że jego współlokatorowie śpią jak zaklęci, wyślizgnął się po cichu z łóżka i założył swoje czarne papucie z pomponikiem. Równie cicho zamknął za sobą drzwi i rozejrzał niespokojnie po korytarzu. W ostatniej chwili jego czerwone ślepka dostrzegły jak w rozwidleniu korytarza znika postać przyodziana w czarną szatę z rodu uczniów Hogwartu, z kapturem zarzuconym na głowę. Rumun bez wahania postanowił ruszyć za tajemniczą postacią, która nie była nawet zbyt tajemnicza bo wiadome było iż jest to prawdopodobnie ktoś z kółka (czarno)magicznego, a jako że Lukas spał w jego pokoju (nie był co prawda jego współlokatorem, ale z powodu konfliktu, który powstał między nim a Matthiasem, Nordyk postanowił na jakiś czas opuścić jego towarzystwo), a Arthur w chwili obecnej znajdował się w Londynie u rodziców, więc nie mógł być to nikt inny jak osoba, która opuściła kółko magiczne w styczniu.
– Co jest grane? – mruknął do siebie, idąc w tamtą stronę.
Przez głowę przemknęła mu pewna myśl, ale zaprzeczył sobie kręcąc głową. To było nie możliwe. Nikt przecież nie organizował w szkole czarnych mszy, a już na pewno nie NecoMi. Choć biorąc pod uwagę to jaka jest teraz, wszystko mogło się zdarzyć.
– A co ty tu robisz o tak później porze? – Vassilica podskoczył nagle w miejscu, kiedy poczuł na karku ciepły oddech.
Brunet odwrócił się aby w kolejnej chwili odwrócić się i ujrzeć przed sobą wysokiego blondwłosego Francuza w białej piżamce w czerwone różyczki. Francis miał lekko rozpiętą koszulę, w której brakowało kilka guzików, ale najwidoczniej nie przeszkadzało to jej właścicielowi.
– A ty? – zapytał czerwonooki posyłając francowatemu podejrzliwe spojrzenie.
– Obudziły mnie dziwne hałasy – stwierdził Bonnefoy podpierając się pod boki. – I postanowiłem zobaczyć co o jest.
– Mnie również – mruknął Vassilica i po krótkim namyśle oboje ruszyli w stronę gdzie znikła zakapturzona postać.
NecoMi, bo to właśnie nią była ów tajemnicza postać, zaprowadziła nasza dwójkę do pobliskiego lasu gdzie znajdowała się mała polanka. A na ów małej zielonej polance ułożone było drewno na jakieś ognisko i ustawiony kociołek. Wyglądało to niczym miejsce dla czarownicy, która przygotowywała się do czaru. Za pobliskim drzewem Francis* wraz z Vassilicą, w kapciach i piżamach, marzli i patrzyli na to co się tam dzieje.
Dziewczyna jednym machnięciem różdżki rozpaliła ogień pod kociołkiem i wyciągając znikąd szklany puchar napełniła go czerwoną cieczą. Rumunkowi zaczęła ciec ślinka. Dobrze widział czym jest ten czerwony płyn. A on jako wampir, a właśnie nim był, uwielbiał pić wszystko co chociaż trochę przypominało krew z wyglądu i jako tako smakowało podobnie.
– Mhmhmhmhm – oblizał się Vassilica a jego oczy zamgliły się niczym w jakimś amoku.
– Siedź cicho – szepnął Francis, ale chwilę później musiał zatrzymywać przyjaciela przed zdradzeniem ich obecności poprzez pociąg do krwi. – Vassilica – syknął kiedy został zmuszony do zatrzymania go siłą i zasłonienia mu ust dłonią, a ten go ugryzł.
Dziewczyna nagle odwróciła się w ich stronę a jej zielone, demoniczne oczy błysnęły w świetle ognia, który buchnął jasnym płomieniem. Oboje natychmiast zerwali się do ucieczki.
Pan Olo wraz z Usagi, która dzisiejszego dnia cechowała się nadzwyczaj nadzwyczajnym rozgarnięciem, stały na dziedzińcu szkoły wyczekując czegoś wielkiego. Tsume niespokojnie przechadzała się w tą i we w tą zastanawiając się nad tym czy wszystko wypali, a shinigami siedziała na schodach i patrzyła podejrzliwie na kosz jabłek, którego nie wolno było jej ruszyć aż do przyjazdu gości.
– Panie Olo, uspokój się – powiedziała brunetka widząc jak na twarzy jej tolkienowskiej przyjaciółki rósł niepokój.
– Powinni już tu być – mruknęła dziewczyna kucając przed swoim jenotem i głaszcząc go po łebku. – Nigdy się nie spóźniali, a tym razem Ben nie przyleci bo coś mu wypadło więc, nie powinni już tu być! – wręcz fuknęła, kładąc nacisk na ostatnie słowa.
– Zdążą – powiedziała Usagi i nie mogąc już dalej oprzeć się pokusie, sięgnęła po jedno jabłko.
Pan Olo nagle wyprostował się i spojrzał w stronę horyzontu, który już powoli poczerwieniał. Przymrużyła oczy a jej usta wygięły się w uśmieszek.
– To oni – stwierdziła ledwo dosłyszalnym głosem a w dosłownie chwilę później przed nią i Usagi zmaterializowała się mała grupka osób, która już kiedyś zawitała do Axis Powers Academy – Gniewni.
– Usagi, poznaj moich przyjaciół – powiedziała Tsume przedstawiając jej po kolei każdego z osobna. – Kotałkę, inaczej Kooby, ma nadczynność tarczycy (co oznacza, że w pojedynkach trudno go trafić, bo niemalże cały czas używa zaklęcia tarczy protego); podrywacz. Geralt – wesoły jegomość z bujną czupryną. Lubi rzeźbić różdżki w drewnie i ogółem jest złotą rączką. Jeden z uczestników turnieju trójmagicznego. On i Yani na balu królują na parkiecie („Prawdziwy tancerz nie potrzebuje kroków, układów…”) w sensie trollowym. Jego różdżka ma rdzeń z sierści Nundu. Sandra – nazywana przez najbliższych niewolnicą (Adria stwierdziła, że jest jej niewolnicą, bo tańczy) Potrafi tańczyc bez przygotowania, zna język trytonów (ma smykałkę do języków). Adria – typ człowieka artysty; kocha rysować (jej specjalnością są zwierzęta wyskakujące z kartki po namalowaniu). Ma cięty język i bywa szczera do bólu. I Yani – moja siostra, dzięki połączeniu między naszymi umysłami wcale nie musimy rozmawiać, aby wiedzieć, co nam chodzi po głowach. Ma dar jasnowidzenia (ten prawdziwy) w przeciwieństwie do mnie, jest odrobinę cyniczna. Na chwilę obecną niezwykła fanka black metalu.
– Witajcie – przywitała się Usagi. – Może jabłko?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz