Muzyka

niedziela, 1 grudnia 2013

Rozdział 1 - "Lizzy, nie sądziłem, że będzie mi ciebie aż tak brakować..."

Słońce powoli wynurzało się zza horyzontu rozświetlając błękitne niebo, które powolutku zapełniało się ponurymi chmurami. Dzień zapowiadał się być deszczowy i ponury. W sam raz, na wieczny odpoczynek…

Undertaker siedział zamyślony w swoim zakładzie pogrzebowym. Na stoliku, o którego blat opierał łokcie, stał wiklinowy kosz wypełniony po brzegi soczystymi, czerwonymi jabłkami. Srebrnowłosy Shinigami nie mógł pojąć dlaczego jego nowa uczennica, początkująca bogini śmierci właśnie na główny przysmak upatrzyła sobie właśnie to a nie nic innego. Westchnął głęboko nie mogąc oderwać oczu od trumny, gdzie znajdowało się ciało młodej hrabiny – Elizabeth. Byłej już, narzeczonej Ciela.

- Czas wstawać, Paniczu – Sebastian rozsunął czerwone zasłony, wpuszczając do sypialni młodego hrabii trochę światła. – Zrobiłem już śniadanie, zaparzyłem herbatę…

- Sebastianie… – Ciel usiadł na łóżku przecierając oczy i zakładając czarną przepaskę na znak kontaktu z demonem.

- Tak, paniczu? – zapytał lokaj, ubierając młodego hrabię.

- Nie czuję się dzisiaj zbyt dobrze – chłopiec wbił wzrok w podłogę.

Tej nocy znowu miał ten dziwny sen, który nękał go już od dobrego tygodnia. Jego rodzice i ta tajemnicza postać, której twarz za każdym razem była dla niego niedostępna. Kilka dni temu zginęła, w bardzo dziwnych okolicznościach jego narzeczona – Elizabeth. Prawda była taka, że Ciel nawet nie miał zamiaru zjawić się na jej pogrzebie. Dla niego wystarczającym faktem było iż to Sebastian miał się tam zjawić.

- Chodzi o dzisiejsze pożegnanie panny Elizabeth?

Po policzku panicza spłynęła łza, którą otarł rękawem białej koszuli. Nie uszło to, rzecz jasna uwadze demona, który uśmiechnął się lekko pod nosem. Czy Ciel naprawdę ubolewał nad śmiercią tej różowej lali? Czy to wszystkie uczucia, które dotychczas dusił w sobie, nagle dały o sobie znać?

- Przyniosę śniadanie tutaj – stwierdził Sebastian i skierował się ku wyjściu.

- Nie jestem głodny, Sebastianie – odezwał się Ciel i położył się na łóżku. – Do obiadu, niech nikt nie zawraca mi głowy.

- Yes, my Lord.

- Undertaker! – wydarła się Usagi, kiedy weszła do zakładu pogrzebowego, a jej jakże „przewspaniały” opiekun stał nad otwartą trumną Elizabeth ze znaczącym zacieszem na twarzy. – Zamknij tą trumne! Za kilka minut zaczyna się uroczystość pogrzebowa!

Shinigami jednym ruchem zatrzasnęła wieko trumny, tuż przed nosem grabarza, który odruchowo cofnął się o krok z dość niewyraźną miną.

- No dobrze… – odrzekł smętnie odsuwając się od swojego nowego „natchnienia”.

Brunetka zgromiła go swoimi oczami, w kolorze mieniącej się tęczy. Fo prawda nie zrobiło to na nim zbyt wielkiego wrażenia, ale uwielbiał kiedy Usagi patrzyła na niego w taki sposób. Przechodził go wtedy taki przyjemny, chłodny dreszcz – zarazem jedyne ludzkie uczucie, które sprawiało, że kochał swą uczennice…

- Usagi… – na twarzy Undertakera zagościł wyraz mówiący „przytul”, na co Usagi zamachnęła się świecznikiem i uderzyła srebrnowłosego w głowę.

- A idź ty, zbytniku!

Jeszcze tego samego popołudnia na miejscowym cmentarzu zebrała się spora grupka osób, która chciała towarzyszyć młodej hrabinie w tej ostatniej drodzę… Jej ojciec, służba, przyjaciele, Sebastian, służba Phantomhive; brakowało tylko jednej osoby, która dla Elizabeth była całym światem, a mianowicie Ciela.

- Elizabeth była wspaniałą córką, przyjaciółką i zapewne byłaby wspaniałą żoną, matką… Ale cóż, jej czas nadszedł właśnie teraz. Niech spoczywa w pokoju – ksiądz zakończył kazanie i westchnął głęboko, już trzeci raz w tym miesiącu odbywał się pogrzeb tak młodej dziewczyny. Co było przyczyną tak nagłej i tajemniczej śmierci? Nie wiadomo…

- Tak mi przykro, panie Middleford, proszę przyjąć moje kondolencję – Sebastian uklonił się nisko ojcu Elizabeth.

- Sebastianie… dlaczego Ciel nie zjawił się na uroczystości? – w oczach pana Middleforda, demon dostrzegł smutek.

Czternastoletni chłopiec przemierzał korytarze swojej ogromnej willi. Błądził wzrokiem po ścianach. Nie mógł znaleźć dla siebie odpowiedniego miejsca. Zewsząd ogarniała go głucha i niepszyjna cisza. Cisza, której wręcz chciał się pozbyć.

- Lizzy – szepnął, kładąc się na łóżku w pokoju gościnnym, nie miał już sił aby wracać do swojej sypialni na sąsiednim piętrze. – Nigdy nie sądziłem… – wtulił twarz w poduszkę dusząc gorzkie łzy, które napływały mu do oczu. – Że aż tak bardzo będzie… – pociągnął nosem. – …mi ciebie brakowało…

Słońce zaczęło powoli kierować się na zachód, pozostawiając na niebie czerwone pasy. Ta czerwień odbijała się w slepiach małego jenota, który podążał śladem dziewczyny, mającej zasłonięte jedno oko i wścibski uśmieszek na twarzy. Ciemnooka szła dziarsko przed siebie nie zwracając uwagi na otaczający ją świat. Długie granatowo-niebieskie włosy spięte w kucyk i grzywka opadająca na oko, które i tak było zasloniete przepaską.

- Widzisz, Panie Olo, jutro powinniśmy być na miejscu – odezwała się, kierując słowa do swojego futrzastego przyjaciela.

- SEBASTIAN!!! – w nocy na piętrze w willi Phantomhive rozległ się zduszony krzyk Ciela.

Znów… znów miał koszmar…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz