– Jak pewnie już wiecie, niedługo nasze liceum wybiera się na najwspanialszy koncert w naszym kraju. – Ameryka stał na podwyższeniu w auli i głosił wesołą nowinę.
– Justyna Bimbera? – powiedział ktoś z tłumu.
– Kogo? – zdziwił się dyrektor poprawiając okulary, które prawie zjechały mu z nosa.
– Halinie chodziło o Justina Biebera. – z drugiej strony sali dobiegł cienki, chłopięcy głosik.
– A któż to taki? – Alfred był jeszcze bardziej zaskoczony niż minutę temu. – Mniejsza z tym. – stwierdził po chwili. – Ja, wspaniały hero tego liceum załatwiłem. – Gilbert i Polska spojrzeli na niego iwanowym spojrzeniem. – No dobra, Annelise załatwiła nam, prawie wszystkim wejściówki na najwspanialszy koncert najwybitniejszego zespołu jaki stąpał po Ziemi.
– A kogo to koncert?! – tłum uczniów niecierpliwił się coraz bardziej.
– Paradoksalnie, empirycznie, twierdzę gdyż, iż, ponieważ… – zaczął teatralnie Ameryka parodiując parodię „Rancza Wilkowyje”, którą ostatnio na YouTube pokazał mu Polska. – Jest to koncert, niepowtarzalnych, nie do podrobienia, jedynych w swoim rodzaju…
– MÓW! – zakrzyknęli wspólnie uczniowie i grono nauczycielskie.
– Mroczni Bracia Grom! – Ameryka uniósł obie ręce ku gurze jak ksiądz na kazaniu w kościele.
Wśród uczniów dało się słyszeć odgłosy zachwytów, zaskoczenia, radości a także popiskiwania fungirlsów.
– Jedziemy jednym autokarem więc liczba miejsc jest ograniczona. – na podwyższenie wszedł Arthur. – Pojedzie pierwsza dwudziestka, która zapiszę się… – w te słowa cały tłum uczniów ruszył pędem do wyjścia. – …u psora Iwana – w te słowa tłum jakby zwolnił.
***
– Ja nie będę jechał na taki… eff… nawet nie wiem jak to nazwać. Kol. – skrzywił się Sasza kiedy cała czwórka podopiecznych ośrodka im. Franciszka I. spotkała się w pokoju Annelise.
– Ale Sasza. – Ciro spojrzał błagalnie na przyjaciela. – Przyjechaliśmy się tu bawić, a nie obrażać z byle powodu.
– Po za tym, Bracia Grom śpiewają ulubiony kawałek psora Iwana. – stwierdziła Trzcianka, a widząc na sobie pytające oczka ruska dodała. – Słyszałeś chyba piosenkę „Wódka”, prawda?
– To jest ich kawałek?! – Sasza automatycznie się wyprostował.
– Ale skoro nie chcesz jechać…
– Kto tak twierdzi? Bo na pewno nie ja.
***
Po kilku dniach nareszcie nadszedł upragniony dzień wyjazdu do Kwidzynia* na koncert Mrocznych Braci Grom, w których skład wchodzą Jasiek i Janek… znaczy Łysy i Gruby (lub na odwrót).
Na całe szczęście zbiórka przed szkołą została zwołana o normalnej godzinie, znaczy o 6:05. Grono pedagogiczne, które również wyjeżdżało na koncert, w składzie: towarzysz Rosja, Ameryka największy hero w liceum, Arthur jako Podręczna Wylęgarnia Dobrych Magicznych Pomysłów Na Wypadek Rozkraczenia Się Autobusu (w skrócie PWDMPNWRSA, lub jak to nazwał Alfred: Podręczny Wypadkowy Naprawiacz – PWN?) unia Polsko-Litewska i emerytowane Niemcy Wschodnie zwane potocznie również Prusami lub po prostu Gilbertem. Dorzućmy do tego czwórkę wymiany międzynarodowej, Sebastiana, Sandrę, Ankę, Zenka, Stacha i kilku maturzystów, a utworzy nam się wspaniała grupka wycieczkowa.
– Ja chcę prowadzić! – żachnął się Alfred i jako pierwszy wbiegł do autobusu z hamburgerem w dłoni.
W tej chwili wszyscy przypomnieli sobie ich wyjazd integracyjny i to jakim wspaniałym kierowcą jest Ameryka. Jednogłośnie poparli kandydaturę Angli, który postawił się F. Jones’owi. Ameryka bez uśmiechu wylądował na miejscu pilota wycieczki.
– Drodzy uczniowie, jako pilot tej niesamowitej wycieczki na koncert, miniemy bardzo wiele niesamowitych miejsc. – Alfred pochwycił za mikrofon autobusowego radyjka.
Wszyscy byli jednakże za tym, aby ktoś zapuścił jakąś melodyjkę z komóry niż to, żeby Ameryka opowiadał im co właśnie minęli. Niestety wkrótce okazało się, że nikt nie ma nic na komórkach, bo chcieli nagrać koncert. Stachu jako wybawca grupy, puścił ze swojego niezwykle pojemnego telefonu, nie najciekawszy przebój minionego lata „Mietek Żul”. Po kilkukrotnym odsłuchaniu piosenki bateria w aparacie komórkowym Stacha wyładowała się.
– Po prawej widzicie piękny, zielony las, którego jeszcze nie przerobiono na patyczki do lodów. – Ameryka dostał szanse pochwalenia się swoim talentem. – Po lewej stronie, natomiast mijamy las, który stoi tylko dlatego, że rząd Feliksa kłuci się o wiek emerytalny albo o związki partnerskie i niczym innym się nie zajmuje.
– Hej! – zawołał Feliks z ustami pełnymi słonych paluszków.
– Ale Fredzio ma rację. – odezwał się Gilbert oparty o okno autokaru. – Twój podwładny Tusk’sio to skończony pajac. Z resztą ten drugi „Kaczor” nie jest lepszy.
Mimo iż Feliks wiedział ile racji ma Prusy, nie miał zamiaru mu przytakiwać. Ale zamiast tego rzucił w jego kierunku pustą puszką od Tigera i wytknął język.
– Przestańcie, chłopcy. – odezwała się Schönlanke, która miała uspokajający wpływ na Gilberta i Feliksa. – Zachowujecie się…
Nie dokończyła bo Gilbi i Felcio uwiesili się jej na szyi.
– Będziemy grzeczni, tylko nie bij…
– Towarzyszu Iwanie. – szepnął Sasza w stronę Rosji. – Proponuję skosztowania nowej wódki. Kol.
– Jestem za, towarzyszu. – odrzekł Rosja i po autobusie rozniósł się przyjemny zapach rosyjskiego trunku.
– Open window!!! – krzyczała Claire wraz z Ameryką, kiedy oboje poczuli ów rozkoszny zapach.
– Już wszystkie są otwarte. – stwierdził Toris, siedzący na swoim miejscu w masce gazowej zapożyczonej od jakiegoś cyber gota.
Nasza wycieczka dojechała na miejsce w godzinach wieczornych. Po wyjściu i rozciągnięciu kości powędrowali w stronę ogromnej sali koncertowej gdzie miał odbyć się koncert, który zanim się wydarzył już stał się legendą.
– Już nie mogę się doczekać! – zapiszczał Feliks z fungirlsowym akcentem, kiedy sie okazało, że państwa i ich podopieczni dostali miejsca pod sceną.
Ludzi przyszło tyle ile na japońskie konwenty w Japonii, krótko mówiąc było opór ludu. W hali ludzie przepychali się, darli swoje ryjki i piszczeli czekając na Braci Grom.
– A mówią, że to na wsi ludzie dziczeją. – Annelise wzruszyła ramionami. – Tu jest oporowe miasto i jakoś ludzie zdziczeli jeszcze bardziej niż we wsi.
Na ekranie scenicznym wyświetliły się wielkie cyfry, które zaczęły odliczać sekundy do koncertu. Kiedy skończyły, w całej sali rozbrzmiała muzyka do piosenki „Przygody Kapitana Pietruszki w kosmosie”, a na samej scenie pojawiło się dwóch gostków: jeden wysoki, w blond włosach, z elektryczną gitarą w dłoniach, czyli Łysy (ciekawe, dlaczego, bo na pewno miał więcej kudłów na łbie niż ten drugi zwany Avalem lub Grubym) i drugi niższy, ciemnowłosy z mikrofonem w ręku.
– Witajcie. – zakrzyknął Aval, kiedy skończyli odśpiewywać pierwszą pieśń. – Mam nadzieję, że jesteście gotowi na mocne granie, bo tylko takie was tu spotka!
Posypały się takie hity jak „Tanie wino”, „Wódka” (podczas, której towarzysze Sasza i Iwan z zapalniczkami wysoko nad głowami, wiwatowali), „Kapiten Pietruszka vs Harry Potter” czy nawet „Goriewa”.
Polska piszczał wraz z innymi fungirlsami. Ameryka i Anglia nagrywali przebieg koncertu. Licia patrzył na przyjaciół i kręcił głową kiedy słyszał jakie teksty wymyślają te dwa oszołomy, a Gilbert zaprosił do tańca Schönlanke i wspólnie przetańczyli „Sobotę”. Bracia Grom widząc ich niesamowity taneczny talent zaprosili Prusaka i Schönlanke na scenę, gdzie we dwójkę wspaniale się bawili, w szczególności wtedy kiedy Łysy nazwał Gilberta pawianem. Prusy wtedy zaczął gonić Jaśka po scenie ze wzmacniaczem w dłoniach.
Ogólnie rzecz biorąc żal było kiedy…:
– To wszystko na dzisiaj. – zakomunikował Gruby. – Do zobaczenia.
– Tak! – dodał Łysy i zmieszał się lekko czując na sobie wzrok Prus. – I pozdrawiamy wszystkich z liceum im. Rzymu i Germanii!
– Kocham ich… – rozmarzył się Polska cisnąc do piersi zdjęcie zespołu z autografami.
– Było naprawdę wystrzałowo! – stwierdził Anglia wsiadając do autokaru.
– Tak, jestem za tym, aby jeszcze kiedyś to powtórzyć. – Ameryka usiadł na miejscu pilota wycieczki.
– Jestem za, towarzyszu. – odezwał się Sasza, czyli ten, który najbardziej chciał jechać.
*Mroczni Bracia Grom pochodzą z Kwidzynia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz