Muzyka

niedziela, 1 grudnia 2013

Axis Powers Academy - Pan Tumnus

Wszyscy zwrócili oczka w moją stronę. To było trochę krepujące, ale i tak kiedyś by się zorientowali. Tsume szybko mrugała oczami. Eldzia powoli zsuwała się z kolan Rodericha. Iwan zasłonił twarz szalikiem. Feliks przestał patrzeć na Gilberta i Matthew’a, a jego zielone patrzałki zwróciły się na mnie. A na twarzy Lukasa dalej widniał klasyczny pokerface.
– Necomi, coś ty zrobiła z włosami?!
Taa… no właśnie, ostatnio w nocy COŚ mi się przyśniło, a kiedy się obudziłam, olśniło mnie i…
– No z cięłam je – stwierdziłam.
– Przecież miałaś takie fajne, długie włosy – Elisaveta chroniąc się przed upadkiem z kolan Roda, zerwała się na równe nogi.
– Ale stwierdziłam, że chce krótkie.
W tym momencie Lukas zeskoczył z biurka, na którym siedział, podszedł do mnie, z ciągnął mi opaske z kokardką i na jej miejsce założył Fiński berecik, który był w jego posiadaniu od czasu gdy zabrał go Tinowi po mojej nocy w składziku na miotły (spokojnie, fan muminków miał już nowy berecik).
– I teraz może być – stwierdził Norweg po tym jak zaczesał mi grzywkę na bok.
– Gdyby była blondynką, wyglądała by jak Pan Olo – Gilbert spojrzał pierw na mnie, to na Tsume, to znowu na mnie.
– Popieram, wampirku – Matthew przytulił się do mojego e… starszego braciszka. Tylko e… z takimi czułościami to nie przy ludziach, proszę (ta odezwała się ta która jest yaoi’stką).
– Albo Felek – Tsume wskazała oskarżycielsko w stronę Polaka.
Feliks aby się wymigać, zrobił trollface’a i rzekł:
– Albo jak Francis.
I w tym właśnie momencie Łukasiewicz musiał uchronić się przed pięścią mojej Tolkienowskiej przyjaciółki. Niestety… podbiła mu oko.

Dżermandelo przechadzał się po klasie pilnując, żeby nikt z nas przypadkiem nie z ciągał. Właśnie skończyliśmy przerabiać lekturę, dość ciekawą z resztą „Opowieści z Narnii”. Tak też nie zdziwi was fakt, że ostatnimi czasy Tsume na literaturze była najbardziej aktywną osobą. W końcu miała tę szafę, o której właściwościach wiedzieliśmy tylko ja i Iwan.
Pan Olo sunął długopisem po kartce tak szybko, że Dżermania obserwując to, o mało co nie dostał oczopląsu.
Kiedy wszyscy skończyli, a dyrektor był w trakcie sprawdzania naszych arcydzieł, do klasy ktoś zapukał a po chwili w drzwiach pojawił się co najmniej (jak to stwierdziła Tsume)10 metrowy Szwed – Berwald.
Blondyn bez słowa dał Dżermandoli jakąś karteczkę, po czym opuścił klasę. Zdążyłam zorientować się, że Pan Szwedek spojrzał na mnie. Pewnie chodziło mu o tej berecik. Będę musiała go przefarbować.
– Tsume – dyrcio przeczytał właśnie prace blondynki i wyglądał na niezsmaczonego.
– Tak?
– Dostajesz pałę.
– Że co proszę?! – Pan Olo zerwał się z krzesełka ostro wkurzony.
– Miałaś opisać Pana Tumnusa. Ale to co tu powypisywałaś, to same głupoty – stwierdził diadek Ludwiga i Gilberta (Gilbo to mój brat… o shit, to Germania jest też moim dziadkiem?).
– GŁUPOTY?! – Tsume zrobiła się cała czerwona ze złości.
– „Tumnus w wolnym czasie organizuje pijańskie imprezki, na które zaprasza swoich leśnych kumpli” – przeczytał dyrek. – „Jego szczególnym talentem jest robienie drinków wysoko procentowych, a także…”
– Necomi, trzymaj mnie, bo wyjdę z siebie i stanę obok – wycedziła przez zęby.
A ja tylko spojrzałam na nią bezradne. Dobrze, że zadzwonił dzwonek na przerwę, bo inaczej nie wiem co by się tutaj stało.

– A to cham – stwierdziła Tsume rzucając się na swoje łóżko z fochem forever.
– Nic a to nie poradzisz – bezradnie wzruszyłam ramionami siadając przy biurku. – On nie był w Narnii, to nie wie…
Na warzy Tsume pojawił się tajemniczy uśmieszek, i po chwili już ciągnęła mnie za rękaw Gilbertowej bluzy (ta… nadal mu jej nie oddałam) przemierzałyśmy akademikowe korytarze. Pan Olo zatrzymał się dopiero przed drzwiami do pokoju Arthura i Alfreda. Bez jakiegokolwiek pukania Tsume wparadowała do środka ciągnąc mnie za sobą. W środku był tylko Brytyjczyk, który widząc nas uśmiechnął się radośnie.
– Panie Olo, znowu potrzebujesz eliksiru na niewielkie zauroczenie?
Spojrzałam na nią podejrzliwie. Po co jej to było?
– Nie. Tym razem potrzebuje cos na sen.
– Rozumiem… – zamyślił się Kirkland, po czym wręczył nam małą szklaną buteleczkę z pomarańczowym płynem.
– Co za to chcesz? – Tsume spojrzała na niego pytająco i podejrzliwie zarazem.
Arthur uśmiechnął się wścibsko, zatarł rączki i rzekł:
– Buziaka.

– Necomi, jesteś bohaterką – Tsume poklepała mnie po plecach.
– Ja się dla ciebie tak poświęcam – spojrzałam na nią z wyrzutem usiłując zapomnieć, że cmoknęłam Arcziego w policzek.
– Wszystko ci wynagrodzę – zapewniła, a kiedy doszłyśmy do pokoju Dżermanii, wyciągnęła białą różdżkę, którą nie wiem skąd ma, ale się dowiem.
– Khem, khem – skrzyżowałam ręce na piesi, spojrzałam na jej magiczny badyl a na moje twarzy ukazała się mina „WTF”.
– A to… – Tsume przewróciła oczami. – Wiesz… niechętnie o tym wspominam – mój wyraz twarzy przypominał wyraz twarzy Pana Szwedka. – No dobrze… Jestem była uczennicą Szkoły Magii, mieszczącej się w zamku Czocha, ale z pewnych przyczyn musiałam porzucić magiczną edukację na ostatnim roku.
– Dlaczego? – zapytałam stwierdzając, że będę musiała powiedzieć jej kiedyś o kółku magicznym.
– Za Chiny Ludowe nie powiem.
Pan Olo wsunął na palec Jedyny Pierścień i lekko uchylił drzwi, aby następnie wejść do środka i wlać eliksir od Arthura do kufla z piwem Germanii. Dyrektor nawet nie zorientował się, ze ktoś otworzył drzwi i dolał mu cos do piwa, więc bez namysły wypił napój za jednym razem. Sekundę później coś głośno łupnęło o podłogę a ja wpadłam do pokoju dyrcia.
Germania leżał na podłodze nieprzytomny, a obok stała, już widzialna Tsume. Dziewczyna wyciągnęła zza pazuchy jakiś płaszcz, który okazał się być peleryną niewidką.
– Pomóż mi, Kocie.
Chwyciłyśmy Dżermana tak żeby można było go nieść, po czym Tsume okryła nas peleryna niewidką. No bo w końcu dziw uczennice pierwszego roku na dodatek, niosące dyrektora, bóg wie gdzie, był by dość podejrzanym widokiem.
Fajnie jest być niewidzialną. Już rozumiałam dlaczego Tsume tak często używała Jedynego Pierścienia.
Otworzyłam drzwi od naszego pokoju. Zamieniłyśmy się miejscami, no bo w końcu ona wie jak poruszać się w Narnii a ja nie.
I weszłyśmy do szafy. Zamknęłam drzwiczki i zaczęłyśmy nieść dyrcia w głąb mebla, aby w ostateczności znaleźć się w lesie, pełnym śniegu na dodatek. Osz kurna, ale zimno.
tak też w bardzo szybkim tępię zaczęłyśmy poruszać się w stronę domu Pana Tumnusa. Nie żeby mi coś nie pasowało, ale mogłyśmy wziąć jakieś kurtki, a przynajmniej cieplejsze bluzy. Ale nie chwila moment, ja mam szalik, beret i przyzwoitą bluzę, glany nawet. Tylko te krótkie spodenki (wiem, że dziwnie się ubieram, ale już tak mam) jakoś nie pasowały. Za to Tsume w długich wojskowych spodniach (chwila, a one nie były przypadkiem moje?), trampkach (hehe) i bluzie („Chcesz w ryj?”) była jako tako odporna na zimno.
I po około 10 minutowej wędrówce przez las i „O kurde, moja noga” gdy jakiś badyl walnął mnie w nogę, „Myślisz, że to coś zabolało?” kiedy upuściłyśmy przez przypadek dyrektora i ten uderzył głową o kamień; doszłyśmy do domu Pana Tumnusa. Tsume z ciągnęła z nas pelerynkę niewidkę i zapukała do drzwi.
– Już, chwilę – ze środka domu wydobył się odgłos tłuczonego szkła i pękającego plastiku, aż w końcu drzwi uchyliły się i ujrzałyśmy fauna, Tumnusem zwanego.
– Tsume?
– Elo Tumnus – przywitała się dziewczyna a zdziwiony faun wpuścił nas do środka.
Ułożyłyśmy Germanię na jako takiej kanapie, a same klapnęłyśmy na fotelach przy kominku aby chwilę odpocząć.
– A więc ty jesteś Necomi, Pan Olo dużo o tobie mówił – stwierdził Tumnus dając nam filiżanki z herbatą. – Tylko nie wiem, ko TO jest – dodał wskazując na dyrektora akademii Axis Powers.
– Dżermania. Zaraz się obudzi – Tsume machnęła łapką jakby to była bardzo błaha sprawa, a bynajmniej porwanie Germanii taką sprawą nie było i wyjaśniła faunowi po co go tu przyniosłyśmy.
I nagle, jak na rozkaz dyrektor obudził się. Zamrugał szybko oczkami i stwierdzając, że bynajmniej nie jest to jego sufit, zerwał się na równe nogi.
– Kuźwa, moja głowa – zaklął, a ja stwierdziłam, że to zderzenie jego łepetyny z kamieniem musiało boleć.
Tsume wyglądała na zadowoloną. Na twarzy Tumnusa widniał wyraz mówiący „WHAT?”. A ja udawałam, że delektuje się smakiem herbaty.
– Gdzie ja jestem?
– W domu pana Tumnusa – zachichotała Tsume.
– Co wy tu robicie? – dyrektor spojrzał na mnie i pana Olo, ale po chwili stwierdził. – Co JA tu robię?
– Przyprowadziłyśmy tu pana razem z Necomi, żeby poznał pan pana Tumnusa i wstawił mi dobrą ocenę z literatury – wyjaśniła blondynka.
– Witam, nazywam się Tumnus – przedstawił się faun. – Moje hobby to granie na flecie elektrycznym i robienie kolorowych trunków wysoko procentowych. W wolnym czasie robię genialne imprezki z ziomalami z lasu.

– …i wtedy ten faun pokazał jaki ma barek z alkoholami i przyrządził mi drinka w kolorach tęczy. A później dał popis na ekranie flecie – mówił Germania, a Starożytny Rzym kręcił z politowaniem głową.
Dziadzio dobrze wiedział, że jego przyjaciel lubił sobie popić po pracy, ale jeszcze ani razu nie słyszał tak nieprawdopodobnej historii. Do tego znalazł go nieprzytomnego na podłodze z ogromnym guzem na łebku, więc stwierdził, że to przez to uderzenie, Germania plecie takie głupoty.
Tylko dwie uczennice pod pelerynka niewidką powstrzymywały się przed eksplozja śmiechu.
– Tsume, jesteś genialna – szepnęła Necomi.
– No pewnie, teraz niech mi piątkę wstawi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz